Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


Albumy | Eseje i felietony | Poezja | Polecamy | Recenzje | Zapowiedzi | Linki | Napisz do nas |


Krzysztof Zanussi

Pochwała niewiedzy

Postmoderniści twierdzą, że przeszłość jest balastem narzucanym jako tradycja. (Proszę mnie nie pytać, którzy postmoderniści i gdzie tak twierdzą, bo od tego szukania źródeł jest Internet, a nie gazetowy felieton). Są tacy, którzy twierdzą, że mamy tyle wyzwań ze strony tego, co nadchodzi, że nie warto grzęznąć w tym, co było. Zgodnie z podobnym rozumowaniem ograniczamy w szkole ilość godzin przeznaczonych na naukę historii, wykluczamy języki martwe. Robimy to już od dziesięcioleci, w całej Europie i w Stanach.

Trzeba przyznać, że tradycyjne pensum wykładane w dawnej szkole trzeba by dzisiaj poszerzyć o podobnie szczegółową wiedzę o życiu innych krajów i innych cywilizacji, bo jesteśmy dziś o wiele bliżej siebie. Fakt, że przeciętny Europejczyk, nawet jeśli zna oba człony imienia i nazwiska słynnego cesarza Francuzów, to zwykle nie zna imienia żadnego cesarza Chin czy Indii. Z niewiedzą trudno jest walczyć, więc najlepiej ją usankcjonować, umawiając się, że nie ma potrzeby wiedzieć bardzo wielu różnych rzeczy.

Pochwałą niewiedzy zajmowali się kiedyś różni przewrotni pisarze, zapewne pod wpływem przesytu, jako że w niezbyt odległej przeszłości można jeszcze było wiedzieć prawie wszystko. Dziś nie tylko nie sposób wiedzieć nawet w nikłym procencie tego, co jest wiedzą współczesnej ludzkości, ale też często nie warto. Po co wiedzieć o tym, co przemija bez śladu, po co na przykład znać alfabet Morse'a, skoro już wyszedł z użycia, a nie napisano w nim żadnych traktatów (sporadyczne okrzyki SOS — ratujcie nasze dusze, najczęściej zagłuszał bulgot przelewającej się wody). Po co znać imiona kochanek popkulturowych idoli, skoro zapominamy o nich po jednym sezonie chwały. Czasem wydaje mi się, że skoro przyszłość jest wielką niewiadomą, a społeczność niewarta poznania, to może jednak przeszłość jest godna naszej uwagi.

Wszystkie te myśli kłębiły mi się w głowie, kiedy spacerowałem po nocnej Bratysławie. Byłem wiele razy w tym sąsiedzkim mieście, ale nigdy nie miałem dość czasu, by poświęcić się całkiem bezinteresownej wędrówce po odnowionej starówce. Bratysława jest imponująca w swojej minionej chwale. Cudowne uliczki z wdzięczną barokową zabudową świadczą o tym, że kiedyś kwitło tu bogate życie, że był przepych, wyrafinowanie. Po architekturze można poznać, że na bratysławskich ulicach żyli ludzie, którym nieobce musiały być wyszukane uczucia i wysublimowane myśli, że ci ludzie musieli mieć piękne ubiory i nowoczesne pojazdy (oczywiście o konnym napędzie, ale pewnie te konie też były dorodne i rasowe). W mieszkaniach musiały się znajdować przedmioty zrobione ze znawstwem. Ich resztki pojawiają się do dzisiaj w witrynach antykwariatów.

Cały ten świat przeminął. Został jego ślad w architekturze. Dzisiejsza Słowacja z trudem odbija się po upadku, jakim były lata socjalizmu i ich przedłużenie za Mecziara (żeby wymienić tylko zdarzenia z ostatnich czasów; wcześniej był udziałem Słowaków upadek K und K, a jeszcze wcześniej zawiła historia węgierskiej dominacji). Na ulicach Bratysławy w środku zimy spotykam turystów z zachodniej Europy, zaglądam z nimi do niezliczonych restauracyjek i kafejek i widzę, jak cieszą się tym, że w Słowacji jest tanio, bo kraj jest mniej rozwinięty niż ich ojczyste kraje. Podejrzewam, że młodzi turyści z zachodniej Europy nie chcą pamiętać o przeszłości, bo przecież gdyby pamiętali, to mogliby stracić podstawy do swego poczucia wyższości. Patrzę na grupę Norwegów, delektujących się słowackim piwem. Czy ich stolica, Christiania, przemianowana na Oslo, mogła się kiedyś równać z Bratysławą? Wystarczy porównać dwa budynki: pałac norweskiego króla i pałac arcybiskupi na bratysławskiej starówce. Norwegia jawi się w tym porównaniu jako kraj ubogi, mało rozwinięty, jak najdalszy od jakiegoś wyrafinowania, z trudem wiążący koniec z końcem, bo to ziemia nieżyzna, klimat bardzo surowy i co najwyżej można łapać ryby, żeby je zasuszyć na zimę. Odnoszę to porównanie do kilku minionych stuleci. Co wynika z tego, że tak było? Spróbuję się nad tym zastanowić w przyszłotygodniowym felietonie.

opr. JU/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Polska historia edukacja filozofia nauka felieton Słowacja zwyczaje Zanussi
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W