ADWENT W CZASACH EPIDEMII

ADWENT W CZASACH EPIDEMII
Adventus z języka łacińskiego znaczy przyjście. W adwencie, który rozpoczynamy, oczekujemy na powtórne przyjście Pana Jezusa na końcu czasów, a także – na przyjście Jezusa w święta Bożego Narodzenia. Te dwa motywy oczekiwania przeplatają się nawzajem.
W dzisiejszej Ewangelii czytamy: „uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie”. To słowa o końcu świata. O ile datę świąt znamy, o tyle daty końca czasów nie jest znany. Ostateczny koniec świata może mieć miejsce jeszcze za naszego życia albo po naszej śmierci. Niemniej indywidualna śmierć, której daty też nie znamy, będzie dla nas czymś ostatecznym na ziemi. Świadomość jej nieuchronności winna być właściwie równoznaczna z przekonaniem o nieuchronności końca świata. Czy zatem nasze życie ma być przeniknięte ciągłym lękiem przed własnym końcem na ziemi? Czy świadomość przemijania świata i jego kresu ma oznaczać stałe medytowanie jakieś ostatecznej katastrofy? Czy czas epidemii ma w nas takie myślenie potęgować? Gdy słyszymy, ilu znów ludzi zachorowało, a ilu zmarło zarówno w Polsce jak i na świecie, to naprawdę rodzi się wielki niepokój.
Chrześcijańskie spoglądanie w nieznaną przyszłość, zarówno indywidualną, jak i ogólnoludzką powinno przede wszystkim prowadzić do koncentracji na osobie Jezusa, na spotkanie z którym idzie każdy z nas i podąża cały świat. Dzień ostatni naszego życia oraz dzień ostateczny historii świata będzie przede wszystkim „dniem Pana naszego, Jezusa Chrystusa”, jak mówi o tym dziś św. Paweł w ramach drugiego czytania liturgicznego. Jeśli dziś na tym etapie naszego życia, w jakim się właśnie znajdujemy, postawimy w centrum Jezusa Chrystusa, to nadzieja nasza i wewnętrzny pokój będą się w nas umacniać. Epidemia? Pokazuje ograniczoność naszego życia i świata; przypomina o naszej przemijalności i niewystarczalności. Jednak powtórzmy: chrześcijańska nadzieja uśmierza lęki o przyszłość, gdyż zawiera w sobie prawdę o Jezusie, który nadchodzi.
Postawienie Jezusa na pierwszym miejscu w życiu winno być powiązane z postawą czuwania. Na czym ono polega? Jezus przestrzega dziś uczniów, nawiązując do przypowieści o gospodarzu, który powierzył dom swoim sługom, by „niespodziewanie przyszedłszy, nie zastał was śpiących”. Pojawia się tutaj pewien problem. Trzy tygodnie temu była czytana Ewangelia o dziesięciu pannach, oczekujących na przyjście pana młodego. Kiedy rozważałem postawę pięciu panien nierozsądnych, napisałem tak: „ich problemem wcale nie było to, że zasnęły, te drugie – też spały. Mamy prawo do realizacji naturalnych potrzeb”. Pytamy zatem: czy podczas czuwania wolno spać czy też nie? Odpowiedź jest prosta: mamy prawo spać fizycznie (bo mamy ciała), jednak nasze życie, szczególnie w adwencie, winno być postawą duchowego czuwania (bo mamy dusze). W innym miejscu Pisma św. czytamy: „teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu” (Rz 13, 11). Mamy wybudzić się ze snu duchowego, z letargu, z jakiejś wewnętrznej maligny. Może epidemia nas wprowadziła w taki stan, a może nasze grzechy. Mamy przyjąć aktywną postawę czuwania, w centrum której stoi osoba Jezusa.
Czy tegoroczny adwent jest dla nas szansą? Sklepy, galerie handlowe będą otwarte, ale w szkołach dalej zdalne nauczanie, wiele miejsc pozostaje nadal zamkniętych. Co to oznacza dla nas? Że mimo różnych ograniczeń mamy możliwość zrealizować nasze najważniejsze potrzeby. By żyć, nie tylko trzeba spać, ale także trzeba coś zjeść i jest potrzebnych jeszcze wiele ważnych rzeczy. Zróbmy zatem zakupy najpotrzebniejsze, a zrezygnujemy z zakupów niekoniecznych. Przez to damy innym miejsce w sklepie i będą dzięki temu bezpieczniejsi, a nam pozostanie więcej czasu na czuwanie duchowe.
W czym ono może się wyrażać? Oto kilka propozycji. Eucharystia jest zawsze najpiękniejszą formą czuwania: Msza święta niedzielna, a w adwencie – także Msza roratnia. Z powodu epidemii udział we Mszach jest mocno utrudniony. Jednak, jeśli tylko będzie taka możliwość, to bierzmy udział i niedzielnej Eucharystii i w Roratach. A roraty to nie tylko propozycja dla dzieci. Zapalone lampiony w ręku (także dorośli noszą lampiony) są znakiem czuwania. A jeśli nie ma możliwości bycia na Mszy ze względu na okoliczności zdrowotne i epidemiczne, to pozostaje modlitwa adwentowa w domu, indywidualnie lub z rodziną: uczestnictwo we Mszy transmitowanej przez media, różaniec, czytanie Pisma św. lub opowieści biblijnych dzieciom, a wszystko – przy zapalonej kolejnej świecy na domowym wieńcu adwentowym.
Czuwanie to także umiejętność rozróżniania dobra od zła, to świadomy wybór dobra, a odrzucenie zła. Miejscem wyzwolenia się ze zła jest dobra spowiedź. Nie czekajmy z nią na koniec adwentu. Może będzie wówczas jeszcze bardziej utrudniona. Niektórzy mówią tak: muszę iść do spowiedzi przed samymi świętami, bo jeszcze zdążę nagrzeszyć. Jednak czuwanie chrześcijańskie polega właśnie na stałym unikaniu grzechów, nie tylko w czasie świąt. Więc może w tym roku warto przystąpić do spowiedzi przedświątecznej już na początku adwentu. Może warto znaleźć księdza w konfesjonale, o spowiedź poprosić. A potem z pomocą łaski Bożej będziemy mogli czuwać nad sobą. Św. Paweł mówi dziś: „On [Jezus Chrystus] będzie umacniał was aż do końca”; „do końca”, czyli do świąt, do wygaśnięcia epidemii, do naszej śmierci, do ostatniego dnia historii świata.

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama