Trąd w czasach biblijnych był czymś więcej niż chorobą. Był wyrokiem śmierci cywilnej i religijnej. Trędowaty był „nieczysty”, wykluczony ze społeczności, odcięty od świątyni. Musiał wołać z daleka, by nikt się do niego nie zbliżył. Ten człowiek łamie prawo – podchodzi do Jezusa. Jego modlitwa jest jedną z najpiękniejszych w Ewangelii: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Pełna pokory, a zarazem ogromnej wiary w moc Jezusa. Zostawia decyzję Bogu, nie żąda, ale ufa.
Co robi Jezus? „Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go”. To gest rewolucyjny. Według Prawa, dotykając trędowatego, Jezus sam stawał się nieczysty. I rzeczywiście, Ewangelista notuje, że Jezus „nie mógł już jawnie wejść do miasta”. Jezus zamienia się z nim miejscami. Bierze na siebie jego wykluczenie, by on mógł wrócić do życia. To zapowiedź Krzyża, gdzie Chrystus stanie się „grzechem” za nas, byśmy my stali się sprawiedliwością Bożą.
Każdy z nas nosi w sobie jakiś rodzaj trądu – grzech, którego się wstydzimy, zranienie, które nas izoluje, kompleksy, które każą nam się chować przed ludźmi i Bogiem. Jezus nie boi się Twojego brudu. On chce go dotknąć. Nie musisz udawać „czystego”, by przyjść do Boga. Przyjdź taki, jaki jesteś, i powiedz z wiarą: „Jeśli chcesz...”. Jego odpowiedź jest zawsze ta sama: „Chcę!”.