Matka czeka

Minął czas Bożego Narodzenia, niedługo rozbierzemy ostatnie choinki, schowamy szopki. W liturgii od dwóch tygodni trwa okres zwykły w którym upamiętniamy czas publicznej działalności Jezusa. Dzisiejsza Ewangelia może wydawać się szokującym kontrastem w stosunku do tego, co świętowaliśmy miesiąc temu. Bóg staje się człowiekiem w rodzinie, uświęca w ten sposób zarówno małżeństwo, jak i rodzicielstwo. A teraz zachowuje się, jakby rodzina naturalna była dla Niego bez znaczenia.

Ten kontrast między małym Jezusem na rękach Maryi, chłopcem, który jest „poddany swym rodzicom” i dorosłym mężczyzną, którzy każe czekać swej matce i kuzynom, aż skończy wykład, nie jest sprzecznością. Widzimy to, jeśli widzimy życie naszego Pana jako całość. Tak należy czytać i rozważać Ewangelię. Nie jest to zbiór niepowiązanych ze sobą epizodów, lecz historia. Historia zaś jest procesem, którego sens możemy odkryć, o ile mamy klucz do jego zrozumienia.

Pierwszy klucz to fakt, że Jezus Chrystus jest prawdziwym i doskonałym człowiekiem. Naturalny rozwój człowieka, o ile nie zostanie zakłócony przez błędy i grzechy lub inne okoliczności (np. choroba), oznacza przejście od całkowitej zależności od rodziców do autonomii. Człowiek opuszcza swoich rodziców i opiekunów, aby podążać własną drogą i realizować swoją misję. Misja ta zawsze oznacza wzięcie odpowiedzialności za siebie i innych, na przykład jako ojciec lub matka. Nie oznacza to zerwania więzi miłości z rodzicami, ale jej przekształcenie. Pan Jezus wypełnia swoją misję. Gdyby przerwał swą naukę, aby porozmawiać z matką i krewniakami, w jakiś sposób zawiódłby tych, którzy Mu zaufali i stali się Jego uczniami. Kuzyni prawdopodobnie nie zrozumieli Jego zachowania, uważając, że mają większe prawo do Jego uwagi niż inni. Maryja z pewnością zrozumiała swego Syna, bo jest doskonałą matką. Co nie znaczy, że nie poczuła bólu. Jemu również nie było łatwo powiedzieć te słowa.

Jezus Chrystus jest prawdziwym człowiekiem. To drugi klucz, jeszcze ważniejszy. Przychodzi na świat, aby stać się jednym z nas. Dlatego chciał mieć rodzinę, naturalne środowisko w którym zaczyna się i rozwija życie człowieka. Jednak rodzina naturalna przynależy do porządku tego świata. Nasze powołanie wykracza poza ten świat. Bóg chce, abyśmy stali się częścią Jego rodziny, rodziny dzieci Bożych. Jezus Chrystus przychodzi, aby dać jej początek, aby nas włączyć w życie swego Ojca. Rodzina naturalna jest więc etapem, a nie celem naszej drogi. Kto pełni wolę Bożą, ten jest Mi bratem, siostrą i matką. Czy Maryja do niej nie należy? Owszem, co więcej, z woli swego Syna będzie w niej pełnić rolę wyjątkową. Będzie Matką wszystkich wierzących. Na razie jednak musi pozwolić swojemu Synowi kształtować jej przyszłe dzieci. Tamtego dnia została na zewnątrz. Dziś jest przy swoim Synu i pomaga każdemu z nas stawać się coraz bardziej przybranym dzieckiem Boga Ojca i przybranym bratem lub siostrą Boga Syna.

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama