Faryzeusze żądają od Jezusa odpowiedzi „tak” lub „nie”. Pozornie, dążą do prawdy, która jest jedna, można więc ją z sformułować jednoznacznie. Tak lub nie, zero-jeden, czarne i białe. Ale im nie o prawdę chodziło. Dobrze wiedzieli, że są pytania na które odpowiedź „tak” lub „nie” jest niewystarczająca i dlatego byłaby nieprawdziwa. Na kursach retoryki podawane są często przykłady pytań, które pytający formułuje w taki sposób, aby zarówno odpowiedź „tak” jak i „nie”, kompromitowała rozmówcę. W takiej sytuacji rozmowa nie jest bowiem dla niego sposobem dochodzenia do prawdy lecz walką. „Czy przestał pan bić swoją żonę?”. Takie pytanie jest manipulacją, bo przyjmuje, że odpowiadający zgadza się z przyjętymi w pytaniu wstępnymi założeniami. To dość toporny chwyt, faryzeusze są subtelniejsi i świadomi, że Pana Jezusa tanimi sztuczkami erystycznymi nie da się podejść. Wiedzą, że rzeczywistość jest złożona i upraszczają ją na siłę. Daje to pozór szczerości i dążenia do czystej prawdy, w której nie ma światłocieni. W rzeczywistości, prawda ich nie obchodzi. Natomiast Pan Jezus, który jest „drogą, prawdą i życiem” sięga do istoty problemu. Do relacji miedzy Bogiem i człowiekiem. Tutaj rzeczywiście są tylko dwie opcje. Albo zwracam się ku Bogu i przyjmuję bezwarunkowo Jego wolę, albo ją odrzucam. „Tak” oznacza świętość, czyli udział w życiu Boga, „nie” oznacza grzech, czyli odwrócenie się od Boga, stawiając w jego miejsce coś innego. Jednak ten podstawowy wybór w bogatej rzeczywistości, jaką jest stworzenie, oznacza wielość wyborów. Na wiele sposobów można czynić dobro, na wiele sposobów grzeszyć. To jeden z wymiarów naszej wolności, która jest nam dana od Boga, o czym często zapominamy. Jest stosunkowo niewiele czynów, które są zawsze i w każdych okolicznościach złe. Kościół mówi w tym przypadku o czynach złych samych w sobie, np. zabójstwo niewinnej osoby ludzkiej. I tutaj jednak potrzeba sprecyzować, na czym dokładnie polega dany uczynek.
Czasami, tocząc z kimś gorącą dyskusję o ważnych sprawach moralnych, żądamy jednoznacznej odpowiedzi. Co jest dobre, co złe, po czyjej jesteś stronie. Czarne albo białe, szarości nie znoszę. U źródeł takiej postawy leży słuszne przekonanie o obiektywności dobra i zła, bo Bóg jest samym dobrem, a wszystko, co sprzeciwia się Jemu jest brakiem dobra, czyli złem. Jednak emocje i ludzka pycha mogą wypaczyć to słuszne dążenie. Dzieje się tak, gdy zapominamy o Bogu jako stwórcy świata i praw nim rządzących.
Kilka dni temu Papież ogłosił encyklikę Magnifica Humanitas, która traktuje o wyzwaniach dla ludzkości jakie niosą nowe narzędzia stworzone przez człowieka, które zbiorczo nazywamy sztuczną inteligencją. Czy jest ona dobra lub zła? Papież, mówiąc w imieniu Kościoła i prawdy, którą głosi, nie dokonuje fałszywych uproszczeń. Nota bene, takie właśnie upraszczanie rzeczywistości jest ryzykiem, które niosą ze sobą technologie informatyczne. Aby komputer mógł pracować, trzeba rzeczywistość przełożyć na kod, który sprowadza się do zer i jedynek. W wielu obszarach jest to pożyteczne, ale matematyka nie jest jedynym wymiarem ludzkiego rozumu. Matematyka nie opisze miłości. Papież zaczyna swój wywód od dwóch biblijnych obrazów. Budowniczy wieży Babel to obraz ludzi, którzy chcą ułożyć świat według swojego pomysłu, w kontrze do Boga. Nehemiasz, który wraz z powracającymi z wyganiania Izraelitami odbudowuje Jeruzalem to symbol tych, którzy chcą kształtować rzeczywistość słuchając Boga, a w konsekwencji – budując prawdziwą wspólnotę między sobą, opartą na miłości. To jest klucz tej encykliki, niestety duża część mediów w ogóle po niego nie sięgnęła, próbując wykorzystać wypowiedź Kościoła do promowania swoich przekonań i ideologii.
Papież zwraca więcej uwagi na zagrożenia, które niesie AI niż na potencjalne korzyści. Powodem jednak nie jest niechęć do rozwoju techniki, ale niepokojące tendencje wielu spośród tych, którzy na kształt technologii AI mają decydujący wpływ. Widać wśród nich dużą skłonność do budowy wieży Babel. Problem nie leży w maszynach, lecz w ludzkich sercach. Kończy swą refleksję rozważając postawę Maryi, która mówi Bogu „tak” i Jemu podporządkowuje swoje życie. Młoda dziewczyna śpiewająca hymn wdzięczności Bogu zmienia świat, choć jego władzy nawet nie wiedzą o jej istnieniu.