Watykan. Uroczystość apostołów Piotra i Pawła – dzień nakładania paliuszy metropolitom Kościoła katolickiego. I pomyśleć, że wiotki skrawek owczej wełny na barkach oznacza najwyższej rangi pasterską odpowiedzialność przed Bogiem za dusze. Tej nocy do samego świtu, papieżowi śnili się chyba wszyscy jego poprzednicy. Myślę, że skończysz tak, jak skończyłem ja – mówił na jawie Paweł VI – przez jakiś czas ufałem wbrew znakom, że znajdę w Kościele mityczne centrum dla pomieszczenia wszystkich ale w końcu musiałem napisać to, co napisałem w „Humanae Vitae”, by do końca życia przyglądać się w konsekwencji wybuchowi po wybuchu. Następca Piotra apostoła to usta Chrystusa, którymi nie nauczysz się mówić w innym, jak tylko w prorockim języku – uśmiechał się zagadkowo Jan Paweł II. Papież przetarł podkrążone bezsennością oczy i wrócił świadomością na plac świętego Piotra. Dopiero co rozpoczęto ceremonię nakładania paliuszy ale trzecim w kolejności metropolitą był arcybiskup, który budził śmiertelne wątpliwości w sumieniu Ojca świętego. Niejeden raz papież zmuszony był pochylić się nad opiniami obolałych i szczerze zgorszonych, a przecież gorliwych katolików z jego diecezji. Arcybiskup zdołał zlaicyzować już każdy sektor duchowości i skłócić w efekcie wszystkich ze wszystkimi. Postawił sprawy na głowie, szokował z rozmysłem. Ostatnio zlecił wymalować dwuznaczne obrazy na ścianach katedry, zbierając następnie wokół ich treści Bogu ducha winnych ludzi na jakieś tam sesje poświęcone zmysłowości. Wierni, zdrowi, po prostu normalni kardynałowie z troską pokazywali papieżowi rozbawione zdjęcia metropolity w otoczeniu aktywistów. Arcybiskup był nie tylko przekonanym wywrotowcem lecz również zręcznym, watykańskim graczem, który dobrze wiedział jak podłączyć się w porę do wpływowego stronnictwa. To dlatego teraz kolejny kamerdyner zmierzał w stronę Ojca świętego z paliuszem na srebrnej tacy, przygotowanym dokładnie dla kontrowersyjnego metropolity. Chór śpiewał następną zwrotkę psalmu po łacinie. Uśmiechniętą, pucołowatą twarz dziecka uchwycono przez chwilę na ekranach telebimów. Mniszka z zamkniętymi oczami przycisnęła różaniec do czoła. Gwardia szwajcarska sztywno podmieniła wartowników. Ostatecznie wtedy papież łokciami twardo zaparł się o tron. Arcybiskup z tryumfem w oczach oraz delikatnym uśmiechem na wąskich wargach klęknął przed następcą Piotra, pewien swego. Ojciec święty stanowczym gestem odprawił kamerdynera, ujął głowę metropolity w dłonie i całując go w czoło, wyszeptał: synu, dla swojego zbawienia bardziej potrzebujesz usłyszeć ode mnie prawdę, niż otrzymać kolejne odznaczenia. Niezbędny ci jest czas na refleksję, pokutę i nawrócenie - zamiast awansu. Samotny paliusz poszybował na wietrze i schodami opadał w dół, porzucony jak martwy ptak. Papież, ponad głową zaskoczonego arcybiskupa, przez łzy spoglądał na plac świętego Piotra, na którym dzisiaj pojawiła się jeszcze niewielka grupka mimo wszystko wierzących.
Pasterze Kościoła umacniają wiarę przede wszystkim wówczas, gdy bardziej od załatwiania sobie paliuszy w Watykanie, pragną zdobycia tego trofeum, o którym do Tymoteusza pisze jego mistrz i formator - Paweł z Tarsu (por. 2 Tm 4, 8). Apostoł, duchowy atleta, ani jednym słowem nie wspomina o ludzkich splendorach, chcąc wyróżnić się jedynie gorliwością na wzór tryumfatorów starożytnych igrzysk. Paliuszem dla Pawła i Tymoteusza był w istocie laur ostatecznego zwycięstwa w wieczności. Leon Wielki, dziękując Bogu za czwartą rocznicę swego wyboru na tron Piotrowy, powiedział w homilii znaczące słowa: „Kiedy Piotr rzekł: Ty jesteś Chrystus, Syn Boga żywego – Jezus mu odpowiedział: Błogosławiony jesteś Szymonie, synu Jony, albowiem ciało i krew nie objawiły ci tego ale Ojciec mój, który jest w niebie. Innymi słowy: błogosławiony jesteś, albowiem Ojciec mój pouczył ciebie. Nie uwiodły ciebie ludzkie mniemania ale oświeciło cię pouczenie z nieba. Nie ciało, ani nie krew wskazały Mnie tobie ale Ten, którego jestem Jednorodzonym Synem”.
Czym będzie jedno z najbardziej znaczących wyzwań katolicyzmu na chwilę przed otwarciem epoki autentycznej nowożytności? Nie czekać na cud z nieba ale wychować w swoim wnętrzu kilku kolejnych Ojców Kościoła.