Komentarz do liturgii słowa

« » Lipiec 2026
N P W Ś C P S
28 29 30 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31 1
2 3 4 5 6 7 8
  • Inny Kalendarz

Wtorek 21 lipca 2026

Tłum staje się rodziną

Z opisu Mateusza można łatwo wywnioskować, że tego dnia Pan Jezus nauczał w jakimś pomieszczeniu, skoro Jego rodzina czekała na dworze. A przemawiał do tłumów, co wskazywałoby na jakąś dużą budowlę, halę widowiskową czy centrum konferencyjne. Tylko że takich budowli na galilejskiej prowincji nie było. Gdyby ktoś chciał znaleźć salę mieszczącą tłumy, musiałby jechać do Rzymu, gdzie największe bazyliki mogły z trudem zmieścić parę tysięcy osób. Pan Jezus nauczał w jakiejś synagodze lub atrium dużego domu. W najlepszym wypadku mogło być paręset osób. Czemu więc Mateusz mówi o tłumach? Może chciał zaznaczyć, że nauczyciel z Nazaretu przyciągał ogólnie dużo ludzi, jak na warunki tego wiejskiego regionu. Lekko więc podkoloryzował pisząc „tłumy”. Nawet jeśli tak było, to w ostateczności użył tego słowa kierowany natchnieniem Ducha Świętego. Dlatego warto się zastanowić, jakie ma ono znaczenie, aby zrozumieć sens sceny, która z oczywistych powodów budzi nasze zdumienie.

Ludzi było wielu, biorąc pod uwagę okoliczności. Przede wszystkim jednak, będzie ich wielu. W przeciągu wieków setki milionów ludzi będzie słuchać, mniej lub bardziej uważnie, słów Pana Jezusa. Chrystus przychodzi do wszystkich ludzi, żyje i składa siebie w ofierze za wszystkich. Gdy oczyma wyobraźni ujrzymy całą ludzkość, to będzie to nieprzebrany tłum. Ponieważ zaś przychodzi do wszystkich, nie chce wyróżniać członków swojej rodziny, nawet Matki. Nie przerywa swego nauczania i ma to znaczenie symboliczne. Pan Jezus nie bierze urlopu z przyczyn rodzinnych (w polskim prawie nazywa się to urlop okolicznościowy). Nie chodzi tylko o czas. Zanim zaczął działalność publiczną, większość czasu poświęca przecież najbliższej rodzinie, w szczególności Matce. Ale teraz każdy, kto do Niego przychodzi może mieć Jezusa „dla siebie”.

Słowo „tłum” oznacza duże zgromadzenie ludzi, wśród których nie ma jeszcze poczucia wspólnoty. Są razem, bo coś ich przyciągnęło, ale bycie razem ma znaczenie drugorzędne. Pan Jezus chce z tego tłumu uczynić lud, czyli społeczność połączoną jakimś wspólnym dobrem, którym jest On sam. I właśnie dlatego między Jego słuchaczami tworzy się więź i to więź szczególna. Ci co uwierzą w Chrystusa, stają się rodziną. Syn Boży wprowadza nas do swojej rodziny, Trójcy Świętej i stajemy się rodziną dzieci Bożych. To jest nowy Lud Wybrany. Spoiwem jest już nie tylko świadomość Bożego wyboru. Nie tylko obietnica dana przez Boga i wiara, że On ją kiedyś spełni. To łączyło lud wybrany Starego Testamentu. Jeśli zaufaliśmy Chrystusowi, wierzymy, że obietnica już się spełnia. Kościół jest nowym Ludem Wybranym. Jest rodziną, opartą nie na wspólnym pochodzeniu etnicznym, ale przynależności przez łaskę do rodziny Trójjedynego Boga. Kościół w Bożym zamyśle jest rodziną. Niestety, często swoim zachowaniem tworzymy wrażenie, ze jest to rodzina patologiczna…

Teraz rozumiemy lepiej zachowanie Pana Jezusa wobec swej Matki i kuzynów. Jego rodzina nie opiera się na więzach krwi, lecz wierze, która jest przyjęciem łaski. Gdy zdamy sobie z tego sprawę, pozornie szorstkie słowa skierowane do najbliższych, w szczególności do Matki, brzmią inaczej. Kto bowiem najbardziej ze wszystkich wypełnia wolę Ojca? Maryja, Matka Jezusa Chrystusa.