„Po izraelskich atakach pojawiły się oskarżenia wobec chrześcijan, że to oni dostarczali informacje wywiadowcze Izraelowi. Kiedy państwo przegrywa konfrontację, choć wcześniej zapewniało nie wiadomo o czym, może skierować gniew ludu na tych, którzy się bronić nie będą i z którymi wygra – mówi Opoce ks. Jan Żelazny, dyrektor sekcji polskiej organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie.
Jakub Jałowiczor, Opoka: Jak po ataku Izraela i USA na Iran wygląda sytuacja chrześcijan na Bliskim Wschodzie?
Ks. Jan Żelazny: Nie mam w tej chwili kontaktu ze wspólnotą chrześcijan w Iranie żyjącą nad jeziorem Urmia. W innych krajach sytuacja była od dawna tragiczna i exodusowa, teraz jest jeszcze bardziej tragiczna i exodusowa. Na południu Libanu nastąpiła wielka ucieczka ludzi, w tym bardzo wielu chrześcijan. Pojawiają się sprzeczne dane na temat liczby. Armia izraelska przekroczyła granice tego kraju, zaatakowano, jak mówi Izrael, cele Hezbollahu.
Naprawdę cel był inny?
To prawda, że Hezbollah wystrzelił rakiety w kierunku Izraela, mszcząc się za śmierć irańskiego przywódcy Alego Chameneia. Proszę pamiętać, że Hezbollah czyli Armia Boga to organizacja szyitów, a zatem tego samego odłamu islamu, który panuje w Iranie. Organizacja jest finansowana i wspierana przez Iran, więc jej atak nie był dla nikogo zdziwieniem. Władze libańskie pokazywały, że cały czas starają się uniemożliwić Hezbollahowi działanie.
Potępienie ataku na Izrael – co w warunkach libańskich jest rzeczą niezwykłą – ogłosił premier Nawaf Salam, który jest sunnitą. Mimo to ataki nastąpiły, co powoduje, że ludzie uciekają do Bejrutu.
W samym Bejrucie także doszło do nalotów na dzielnice kontrolowane przez Hezbollah; były też uderzenia w Dolinie Bekaa.
A Syria?
Tam sytuacja komplikuje się. Szyici są w tym kraju mniejszością, ale Hezbollah był tam obecny. Na południu doszło do zamieszek i tam nastąpiły ataki Izraela. Kiedy półtora miesiąca temu byliśmy w Damaszku, widzieliśmy poważny kryzys dotyczący lekarstw i pomocy uciekinierom, chrześcijanom z tamtych terenów. Skoro przybyli nowi uciekinierzy, to kryzys się powiększył.
W Syrii chrześcijanie żyją w sytuacji ciągłego zagrożenia. Wyjechało już chyba 90 proc. młodych ludzi, zostali starsi. Kiedyś chrześcijanie stanowili 20 proc. społeczeństwa, teraz 1-2 proc.
Z kolei na Zachodnim Brzegu Jordanu wielu chrześcijan żyje z ruchu pielgrzymkowego. On zaczął wracać, pytano nawet nas o możliwość wyjazdów, skoro zbliża się Wielki Tydzień. No i okazało się, że wszystkie loty są odwołane, ruch wstrzymano. Znowu następuje wyrywkowe zamykanie checkpointów na Zachodnim Brzegu. Ktoś powie, że to normalny środek bezpieczeństwa, ale proszę sobie wyobrazić, że nagle droga do pracy wydłuża się panu np. z 15 km do 120 km. Jest aplikacja pokazująca, które checkpointy są w danym momencie czynne. Tylko skoro musi pan jechać dłuższą drogą, to spóźni się pan do pracy. Ile razy pracodawca będzie chciał to usprawiedliwić?
Nie dość, że nie ma turystów i pielgrzymów, to jeszcze pojawia się problem wydostania się i podjęcia pracy gdzie indziej. Narasta zatem kryzys ekonomiczny.
Do nas przyszedł na szczęście transport przedmiotów z drzewa oliwnego, które sprzedajemy, żeby pieniądze szły bezpośrednio do tych, którzy je wykonali. Mamy już jednak problemy z nowym transportem.
Czy do Strefy Gazy dociera pomoc?
Tam jest jedna parafia, która pomogła wszystkim mieszkańcom, co było w dużej mierze dziełem śp. papieża Franciszka i o. Gabriele Romanellego. Tam największym problemem jest niepewność. Jak pan będzie utrzymywał rodzinę, posyłał dziecko do szkoły, skoro szkoła jest zamykana, następują ataki lotnicze i nie wiadomo, czy w ciągu najbliższego miesiąca nie będzie blokady, która sprawi, że trzeba będzie racjonować żywność?
Niby nic złego się nie dzieje, ale jest stan zawieszenia. To ta sytuacja spowodowała exodus chrześcijan. Można wytrzymać stan zawieszenia miesiąc czy pół roku, ale trzeci, czwarty rok?
Skoro jest problem ze sprowadzeniem towarów z Zachodniego Brzegu, to czy w okolicznych krajach programy pomocowe działają?
Ziemi Świętej ciągle możemy po prostu przekazywać pieniądze; mamy swoje kanały. Syria jest wciąż objęta embargiem, poza niektórymi artykułami związanymi z pomocą humanitarną i tu kanały pozostają otwarte. Możliwości wysłania wsparcia do Libanu też mimo wszystko są.
Tylko że nasza pomoc współbraciom to miało być wsparcie szkół, żeby dzieci mogły się kształcić. Kiedy pojawia się bezpośrednie zagrożenie, a ludzie tracą domy, to uwaga jest przesunięta.
Nie można realizować pomocy wielowymiarowej. Mamy jedno naczynie, z którego można nalać tyle wody, ile w nim jest. Nasze wezwanie o pomoc – jak akcja wsparcia 500 rodzin w Aleppo „Podaruj Święta Wielkanocne rodzinom z Syrii” – cały czas jest aktualne, ale pojawiają się nadprogramowe wydatki spowodowane wojną na Bliskim Wschodzie.
Od jak dawna nie ma kontaktu z chrześcijanami z Iranu?
Przed wojną był. Mówimy o wspólnotach chrześcijan orientalnych. Grupy żyjące nad jeziorem Urmia nie są duże. Cieszyły się one pewnego typu autonomią, a nawet, powiedziałbym, zabezpieczeniem ze strony władz. Islamskie państwo nie pozwalało na żadna formę aktywności, żadną formę apostolatu i żadna formę publicznego okazywania swojej wiary. Jednocześnie zabraniało atakować wyznawców Chrystusa fizycznie.
Po izraelskich atakach pojawiły się oskarżenia wobec chrześcijan, że to oni dostarczali informacje wywiadowcze Izraelowi. Teraz nie mamy z nimi kontaktu, ale obawiamy się, że może być gorzej.
Kiedy państwo przegrywa konfrontację, choć wcześniej zapewniało nie wiadomo o czym, może skierować gniew ludu na tych, którzy się bronić nie będą i z którymi wygra.
Ks. Jan Żelazny – ur. w 1965 r. w Katowicach, ukończył studia z zakresu fizyki,
święcenia kapłańskie przyjął w 1991 r., .na Wydziale Teologicznym Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie obronił doktorat, a na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie uzyskał habilitację; polską sekcją Pomocy Kościołowi w Potrzebie kieruje od października 2024 r.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.