Konflikt w Iranie i idea wojny sprawiedliwej: na kim ciąży moralna odpowiedzialność?

Jak idea wojny sprawiedliwej ma się do obecnego konfliktu w Iranie? R. Reno, redaktor naczelny First Things wskazuje, jak złożona jest obecna sytuacja i przestrzega przed wydawaniem pospiesznych osądów moralnych. Pochopne osądy w warunkach „wojennej mgły” mogą być moralnie równie niebezpieczne, jak sama wojna.

Określenie „mgła wojenna” pasuje wyjątkowo dobrze do tego, co dzieje się obecnie w Iranie i na całym Bliskim Wschodzie, zauważa R. Reno. Osąd moralny wymaga dobrej znajomości faktów, tymczasem obecnie jest to niezwykle utrudnione.

„Teoria wojny sprawiedliwej często traktowana jest jako moralna lista punktów do odhaczenia. To poważne uproszczenie. Jest to raczej tradycja myślenia, które pomaga nam postrzegać rzeczywistość wojny w kategoriach moralnych, aby lepiej rozważać i dostrzegać moralne kontury oraz granice śmiertelnej przemocy” – pisze Reno.

Wojna jest rozwiązaniem ostatecznym

Idea wojny sprawiedliwej zakłada, że wojna jest rozwiązaniem ostatecznym i należy zrobić wszystko, co możliwe, aby jej uniknąć. Jak mówi Katechizm katolicki:

„Każdy obywatel i wszyscy rządzący są zobowiązani do działania na rzecz unikania wojen.” (KKK 2308).

Wojna nie może więc być postrzegana jako jedna z opcji, ale dopuszczalna jest jedynie w sytuacji, gdy inne rozwiązania zawiodą. Wszystkie inne metody rozwiązywania konfliktów muszą zostać wyczerpane, zanim myśliwce wzbiją się w powietrze i zostaną wystrzelone roje dronów.

Jak ta zasada ma się do obecnego konfliktu? Przede wszystkim obecny atak USA na Iran nie powinien być postrzegany jako cezura oddzielająca pokój od wojny. W taki czy inny sposób Iran od dziesięcioleci prowadzi wojnę ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem. Podczas wojny w Iraku w latach dwutysięcznych Iran dostarczał swoim sojusznikom broni. Od zakończenia tego konfliktu Teheran nieustannie wspiera armie,  organizacje paramilitarne i terrorystów prowadzących działania przeciw Izraelowi i USA. Już za poprzedniej administracji Trumpa amerykańskie drony zabiły wysoko postawionego irańskiego generała. Latem zeszłego roku USA dołączyły do Izraela, dokonując nalotów na Iran. Można więc powiedzieć, że militarny konflikt między Iranem a USA trwa od dziesięcioleci, czasem przycichając, czasem rozpalając się na nowo.

Tak więc, gdy sobotę rano prezydent Trump ogłosił wielką operację bojową przeciwko Iranowi, nie tyle wypowiedział wojnę, co uznał, że milczące zawieszenie broni nie tylko nie przybliża rozwiązania konfliktu, ale umożliwia Iranowi przygotowanie się na jego eskalację – aż do wojny nuklearnej włącznie. Amerykańska administracja prowadzi od dwóch dekad negocjacje z Iranem dotyczące jego programu nuklearnego. Teheran nie zamierza z niego rezygnować, ale gra „w kotka i myszkę”, niby ustępując, gdy USA wywierały presję gospodarczą i militarną, a następnie wracając na pierwotne pozycje, gdy tylko presja słabła. Główną motywacją Trumpa, dla której podjął operację Epicka Furia jest więc zapobieżenie zdobyciu przez Iran broni nuklearnej, a nie oczekiwanie, że przyniesie ona całkowity upadek reżimu i demokratyzację Iranu.

Kto ponosi moralną odpowiedzialność?

W niedzielę papież Leon wezwał przywódców politycznych, aby wzięli na siebie moralną odpowiedzialność za powstrzymanie spirali przemocy, zanim stanie się ona „otchłanią bez dna”. Wskazał, że potrzebny jest „rozsądny, autentyczny i odpowiedzialny dialog.”

Czy taką drogą podąża administracja Trumpa? Na pierwszy rzut oka można uznać, że nie. Jednak patrząc w dłuższej perspektywie, trudno nie dostrzec, że wieloletnie próby dialogu z władzami Iranu nie przyniosły żadnych skutków. Są one zdeterminowane, aby uzyskać broń atomową i wszelkie dotychczasowe działania z ich stron na to właśnie wskazywały. Być może jedynym sposobem, aby zmusić je do zmiany stanowiska, pozostała właśnie operacja militarna?

R. Reno przyznaje, że nie jest w stanie powiedzieć, czy istniały realistyczne alternatywy dla wojny. Łatwo jest teoretyzować, gdy siedzi się w gabinecie dziennikarza czy w sali wykładowej. Na politykach ciąży jednak odpowiedzialność za losy ich kraju i muszą podejmować konkretne decyzje. Powstrzymanie się od działań militarnych może kosztować bardzo wiele, być może znacznie więcej niż ich uruchomienie.

Ważnym kryterium pozwalającym uznać daną wojnę za sprawiedliwą jest jej poważne uzasadnienie. Nie można rozpoczynać ani podejmować wojny w kwestiach błahych. Takim poważnym uzasadnieniem może być suwerenność danego kraju, ale nie interesy ekonomiczne.

Jakie są więc uzasadnienia obecnej operacji militarnej? Trump przedstawił cztery wyraźne cele. Pierwszym i najbardziej bezpośrednim jest uniemożliwienie Iranowi produkcji i rozmieszczenia broni jądrowej. Nie jest to kwestia błaha, biorąc pod uwagę dotychczasową politykę irańskiego reżimu, podsycającego konflikty na całym Bliskim Wschodzie. Trudno sobie wręcz wyobrazić, co zrobiliby ajatollahowie mając do dyspozycji broń nuklearną. Drugim celem, ściśle związanym z pierwszym, jest ograniczenie irańskiego programu rakiet balistycznych oraz zniszczenie irańskiej marynarki wojennej. Trzeci to ograniczenie zdolności Iranu do finansowania i zaopatrywania armii i terrorystów działających przeciw USA i Izraelowi w różnych krajach Bliskiego Wschodu. Ostatni cel to stworzenie stworzenie warunków dla narodu irańskiego, aby mógł się uwolnić od teokratycznej tyranii ajatollahów.

Choć kwestia wolności i demokracji może wydawać się szlachetna, gdyby na niej poprzestać, trudno byłoby potraktować ją jako właściwe uzasadnienie operacji militarnej. Tu istnieją największe wątpliwości etyczne. Na świecie jest tak wiele ucisku, istnieje tak wiele reżimów, że gdyby próbować nieść ludom wolność wszczynając kolejne konflikty, znaczna część świata musiałaby się znaleźć w ogniu wojny.

Dwie ważne zasady

Ważną zasadą, którą przypomina R. Reno, jest zasada proporcjonalności. Teoria wojny sprawiedliwej wymaga użycia siły proporcjonalnej do uzasadnionych celów wojennych. W tym przypadku chodzi o osłabienie lub zneutralizowanie zdolności wojennych Iranu i powstrzymanie jego władz od eskalacji konfliktu na niewyobrażalną skalę. Czy obecne działania amerykańskich wojsk są proporcjonalne do zagrożenia? Wydaje się, że tak. Trump nie zapowiada eskalacji konfliktu do wojny lądowej (choć jej nie wyklucza). Ograniczony charakter operacji sugeruje, że chce użyć tylko tyle siły, ile jest konieczne, by osłabić zdolności militarne Iranu i zmusić tamtejszy rząd do ustępstw w negocjacjach nuklearnych, które nastąpią po zawieszeniu broni.

Jeszcze jedna zasada, o której trzeba pamiętać to zasada prawdopodobieństwa sukcesu. Wojna może być uznana za sprawiedliwą, gdy prawdopodobne jest, że pokonanie wroga lub jego osłabienie doprowadzi do deeskalacji konfliktu. Tu rodzą się poważne wątpliwości. Biorąc pod uwagę niepowodzenie poprzednich operacji tego typu, nie jest nierozsądne sądzić, że obecne naloty i ataki przyniosą jedynie krótkotrwały efekt. Ostatecznie reżim irański przetrwa, przegrupuje się i uzbroi. Gdyby tak się stało, śmierć, cierpienie i zniszczenia pójdą na marne.

Swój felieton R. Reno podsumowuje słowami:

„Mówi się o «wojennej mgle». Na Bliskim Wschodzie można powiedzieć to samo o pokoju, który często kończy się wojną innymi środkami. Okoliczności amerykańskiego zaangażowania w tym regionie są moralnie złożone. Z tego powodu nie jest rozsądne wydawać jednoznacznych ocen moralnych na temat Operacji Epicka Furia.”

Wydaje się, że amerykański dziennikarz ma rację. Trudno jest o jasną ocenę sytuacji, o której nie wiemy wystarczająco wiele. Jakie informacje na temat irańskiego programu nuklearnego miała amerykańska administracja? Na ile bliskie i bezpośrednie było zagrożenie zdobycia przez Iran broni atomowej? Jakie były realne szanse na sukces negocjacji z władzami Iranu? Na te pytania nie znamy odpowiedzi, dlatego lepiej powstrzymać się z ostrymi osądami moralnymi.

Źródło: First Things

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama