W Iranie podczas antyrządowych demonstracji siły bezpieczeństwa mogły zabić 8-9 stycznia ponad 30 tys. manifestantów – podał w niedzielę amerykański dwutygodnik „Time” powołując się na informacje uzyskane od dwóch wysokich rangą pracowników resortu zdrowia w Teheranie.
Przed tygodniem irańskie władze poinformowały, że podczas tłumienia rozpoczętych w ostatnich dniach grudnia demonstracji zginęło 3117 ludzi, natomiast Agencji Informacyjnej Aktywistów Praw Człowieka (Human Rights Activists News Agency – HRANA) udało się do piątku potwierdzić 5459 zgonów. HRANA powiadomiła też, że weryfikuje informacje o śmierci dalszych 17 tys. osób.
„Time” zauważył, że pochodząca od pracowników resortu zdrowia informacja o ponad 30 tys. ofiar śmiertelnych z grubsza pokrywa się z danymi zebranymi przez irańskich lekarzy i ratowników. Pracujący w Niemczech doktor Amir Parasta, który zbierał dane przekazywane przez kolegów z Iranu, potwierdził, że 9 stycznia liczba zgonów odnotowanych w szpitalach cywilnych przekroczyła 30 tys. Nie włączono do niej jednak zgonów zarejestrowanych w szpitalach wojskowych, ani też ofiar z miejsc, do których irańskim lekarzom nie udało się dotrzeć. „Time” przypomniał, że do manifestacji doszło w ok. 4 tys. lokalizacji na obszarze całego kraju.
„Jesteśmy coraz bliżej rzeczywistej liczby (ofiar) – powiedział dr Parasta. – Sądzę jednak, że faktyczny bilans okaże się znacznie wyższy.
„Time” twierdzi, że w pierwszym tygodniu protestów, rozpoczętych 28 grudnia, siły bezpieczeństwa usiłowały zdławić demonstracje przy użyciu łagodniejszych środków. Sytuacja uległa zmianie 8-9 stycznia – podkreślił dwutygodnik. Protesty osiągnęły apogeum, gdy grupy opozycyjne, a także przebywający na emigracji Reza Pahlawi, syn byłego szacha Iranu, wezwały do wyjścia na ulice. Prezydent USA Donald Trump powtórzył wówczas obietnice pomocy demonstrantom, jednak pomoc nie nadeszła – podkreślił dwutygodnik.
Świadkowie twierdzą, że na ulice wyszły miliony ludzi. Według naocznych świadków i nagrań z telefonów komórkowych, rozmieszczeni na dachach snajperzy i żołnierze na ciężarówkach z ciężkimi karabinami maszynowymi otworzyli ogień. Przedstawiciel Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej ostrzegł 9 stycznia w telewizji państwowej: „jeśli… trafi cię kula, nie narzekaj”.
Minęły dni nim doniesienia o rozprawie z demonstrantami wydostały się poza granice Iranu ze względu na blokadę internetu. Zdjęcia zakrwawionych ciał przesyłano za pośrednictwem połączeń internetowych satelitów Starlink. Liczenie ofiar było jednak utrudnione, ponieważ władze odcięły również linie komunikacyjne w Iranie.
„Jestem szczerze pod wrażeniem, jak szybko udało się zrealizować tę pracę (liczenie ofiar - PAP) w niezwykle ograniczonych i ryzykownych warunkach” – powiedział Paul B. Spiegel, profesor w Międzynarodowej Szkole Zdrowia Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa.
Les Roberts, profesor Uniwersytetu Columbia, badający m.in. wskaźniki śmiertelności wśród ludności cywilnej podczas wojen w Iraku i Demokratycznej Republice Konga, powiedział, że „liczba 30 tys. potwierdzonych zgonów jest prawie na pewno zaniżona”.
Źródło: 