Cywilizacja, która zamiast rodzić i wychowywać własne dzieci, koncentruje się na zwierzętach domowych oraz kupuje lalki przypominające dzieci i wnuki, musi zginąć. Opamiętajmy się, zanim będzie za późno – apeluje George Weigel. Troski o młode pokolenie – w tym troski duszpasterskiej – nie można odkładać na jutro, bo jutro już będzie za późno.
W „Children of Men” („Dzieci ludzi”) futurystyczno-dystopijnej powieści autorki Phyllis Dorothy James, uhonorowanej brytyjskim tytułem lordowskim, czytamy zdanie, które niestety dziś nie brzmi już jak literacka fikcja, a raczej proroczy opis nadchodzącej rzeczywistości
„Wczesnym rankiem, 1 stycznia 2021 roku, trzy minuty po północy, ostatni człowiek urodzony na Ziemi zginął w bójce w pubie na przedmieściach Buenos Aires, mając dwadzieścia pięć lat, dwa miesiące i dwanaście dni.”
Wybitna autorka pomyliła się wprawdzie co do daty, ale wizja świata bez dzieci zaczyna się realizować na naszych oczach. Pisze o tym George Weigel w swym najnowszym felietonie.
Amerykański myśliciel czas przedświąteczny spędzał w Rzymie, pięknie oświetlonym i wydawać by się mogło – tętniącym życiem. A jednak w tym świetle coraz wyraźniej dostrzec można olbrzymi cień. Ten sam problem, z którym zmaga się obecnie Polska – dramatycznie niski współczynnik dzietności – dotyka także inne europejskie kraje, w tym Włochy.
Symptomatyczna „moja rodzina”
Na największym rzymskim dworcu kolejowym – Termini – natknąć się można na sklep „myfamily”. To jedna z placówek większej amerykańskiej sieci, mającej swoje oddziały także w Mediolanie, Maladze, Neapolu, Wenecji, Sao Paulo i innych miastach. Cóż oferuje sklep o nazwie brzmiącej „Moja rodzina”? Czy może artykuły dla niemowląt? Książeczki dla dzieci? Zabawki? Nic z tych rzeczy. To sklep z designerskimi artykułami dla psów, kotów i innych zwierząt domowych: luksusowymi smyczami, uprzężami, torbami podróżnymi. Cywilizacja, która tak rozumie „moją rodzinę”, nie ma przed sobą świetlanej przyszłości.
„W przeciwieństwie do literackiej dystopii P.D. James, dzisiejszy zachodni kryzys bezdzietności nie jest niewytłumaczalny. Jest całkowicie wytłumaczalny świadomą decyzją młodych par o nieposiadaniu dzieci. Mamy dziś bezdzietność na własne życzenie” – pisze Weigel.
Koledzy z włoskiego liceum: ten świat już nie wróci
Weigel nawiązuje też do niedawnej rozmowy z przyjacielem, naukowcem, który swą młodość spędził we Włoszech, uczęszczając do tamtejszego liceum. Spotykając się z dawnymi kolegami ze szkoły słyszał jedna za drugą podobne historie, wskazujące na upadek kultury rodzinnej, kiedyś tak bardzo charakterystycznej dla Włoch. I nie tylko rodzinnej – także społecznej. Włosi, znani niegdyś z umiejętności spędzania czasu w gronie rodziny i znajomych, dziś uciekają w samotność i pozory relacji stwarzane przez internet.
Jaki jest najczęściej spotykany prezent na Pierwszą Komunię dziecka? iPhone.
Jaki jest prezent numer jeden dla dziewczyny na 18. urodziny? Operacja plastyczna.
Koledzy z liceum opowiadają o młodych ludziach wycofujących się z ludzkiego społeczeństwa do świata pseudo-relacji w Internecie. O młodych ludziach, których przeraża podejmowanie jakiegokolwiek trudu. O paniach nie potrafiących znaleźć mężów i zdezorientowanych panach, nie wiedzących, co znaczy być dorosłym mężczyzną. O rzymskim proboszczu, który nie widział sensu prowadzenia programu dla młodzieży przygotowującej się do bierzmowania i ustąpił dopiero pod naciskiem rodziców.
„Ami-chan” czyli cywilizacyjny rozkład
Można się pocieszać, że nie jest tak źle, Europejczycy bowiem mają jeszcze (czasami) dzieci i nie są zmuszeni do kupowania sobie elektronicznych atrap potomstwa. Tak dzieje się już w Japonii, gdzie dziadkowie nie mogący się doczekać wnuków, kupują „Ami-chan”, elektroniczne lalki-wnuczki, funkcjonujące dzięki sztucznej inteligencji. Taki roboto-wnuczek czy roboto-wnuczka ma słownictwo sięgające 1600 słów, potrafi śpiewać kołysanki i wchodzić w interakcję z dziadkami. Być może ta lalka, namiastka relacji rodzinnych jest w stanie w jakiś sposób zaspokoić emocjonalne potrzeby starszych osób, nie zapewni jednak przetrwania społeczeństwa.
Weigel nie waha się nazwać tych zjawisk niepodważalnymi oznakami kulturowego i cywilizacyjnego rozkładu. Tym większe więc zadanie stoi obecnie przed Kościołem w całym świecie zachodnim, a zwłaszcza w Europie. Jego uwaga musi się zwrócić ku młodym pokoleniom, nie może się zadowolić wyłącznie duszpasterstwem „zachowawczym”. Niedługo bowiem nie będzie czego zachowywać. Zrozumiał to już Kościół w USA, który może być wzorcem dla innych części świata.
„Renesans duszpasterstw akademickich w Stanach Zjednoczonych oraz ogromny rozwój duszpasterstw dla młodych dorosłych, takich jak Instytut Tomistyczny, Forum Leoniańskie i FOCUS, są oznakami nadziei. Te inicjatywy dostarczają wzorców, które Kościół w Stanach Zjednoczonych może dzielić z Kościołem w Europie, Ameryce Łacińskiej, Australii oraz w Azji Wschodniej.”
Duszpasterstwa młodzieży nie można odkładać na później, bo okaże się, że jest już za późno. Tymi słowami kończy swój felieton Weigel i warto sobie jego słowa wziąć do serca. Dzisiaj, nie jutro.
Źródło: georgeweigel.com