Cień macochy na obliczu Kościoła

Nie każda matka jest idealna, nawet w Kościele – czasem pojawia się cień „macochy”, który każe nam tęsknić za prawdziwą troską. O. Jacek Salij pokazuje, jak rozpoznać i usuwać ten cień, by Kościół mógł naprawdę być matką dla każdego wiernego przez całe życie. „Niestety, tę posługę macierzyńską niekiedy cechuje zwyczajna bylejakość” – zwraca uwagę felietonista.

Jedna tylko Matka Najświętsza była matką idealną. Każda inna matka, nawet najlepsza, ma w sobie jakąś odrobinę złej macochy. Kochające matki starają się ten cień z siebie usuwać, ale udaje im się to tylko częściowo. Takim cieniem macochy naznaczona jest również Matka Kościół, bo przecież jeszcze jesteśmy grzeszni. 

Wyraz „macocha” budzi w naszym języku skojarzenia raczej negatywne. Przypatrzmy się kilku przysłowiom, które oddają ogrom goryczy, przeżywanej przez dziecko, którym zamiast matki opiekuje się jakaś inna kobieta. „Macocha to żona ojca, ale nie matka” – to konstatacja tylko pozornie bezemocjonalna. Nieusuwalną wadą macochy jest to, że nie jest ona matką. „Macocha nigdy nie zastąpi rodzonej matki” – gorycz zawartą w tym stwierdzeniu najlepiej odczuwa ten, kto doświadczył jej na własnej skórze. 

„Módlmy się o to, żeby każde dziecko miało tylko jedną mamusię i tylko jednego tatusia” – tej modlitwy, którą mała Kasia wypowiedziała podczas mszy świętej dla dzieci, chyba żaden pisarz by nie wymyślił. Na pewno te słowa dziecka mocniej brzmią niż argument samego świętego Ambrożego, że dokonując rozwodu narażasz swoje dziecko na to, że zamiast matki będzie miało macochę. 

W bajkach o sierotce Marysi czy o królewnie Śnieżce macocha jest kobietą złą, która nawet nie udaje, że zależy jej na dobru sieroty. „Macocha widłami kocha” – czasem zapewne i tak się zdarzało. Często jednak macocha starała się okazywać dziecku swoją troskę najlepiej jak umiała. Ale cóż z tego? „Macocha, choćby była z cukru, zawsze gorzka”. Co więcej: „Macocha, kiedy nawet pocałuje, to więcej boli, niż kiedy matka uderzy”. Tej wady żadna macocha się nie pozbędzie: że ona nie jest matką tego dziecka.

Przysłowia przysłowiami, a przecież życie okazuje się nieraz mocniejsze, niż nawet bardzo mądre przysłowia. Przecież macochy nieraz troszczą się i walczą o dzieci swojego męża nie mniej niż o swoje własne. Dość przypomnieć wdowę po Romualdzie Traugutcie. Jak wilczyca walczyła o to, żeby pozostawiono przy niej dzieci jej męża i nie oddano ich do carskiej ochronki dla sierot. Jest ona jedną z wielu tych wspaniałych kobiet, które, zastępując dzieciom prawdziwą matkę, zdobywały się nawet na heroizm.

Wróćmy do bajek o sierotkach i o wrednych macochach. Dlaczego dzieci chętnie takich bajek słuchają? Bo – nawet nie zdając sobie z tego sprawy – oczyszczają sobie w ten sposób obraz własnej matki z cienia złej macochy. Dziecko, kiedy z wielkim przejęciem słucha bajki o sierotce, nad którą pastwi się zła macocha, chwilowo się z tą sierotką utożsamia, aby w końcu z wielką ulgą i radością stwierdzić: „Jak to dobrze, że ja mam moją kochaną mamusię!” 

Jak usuwać cień macochy z oblicza Kościoła? Czy są na to jakieś sposoby? Matka Kościół tym się różni od naszych matek rodzonych, że potrzebujemy jej nie tylko w latach dzieciństwa, ale przez całe życie. Ta matka rodzi nas przecież i prowadzi do życia wiecznego. Przez całe nasze życie wszyscy – nie wyłączając księży i biskupów – potrzebujemy pokarmu słowa Bożego i posługi sakramentalnej, zachęty do dobrego, pobudzania dobrych ambicji, umocnienia w chwilach zwątpienia i słabości, wsparcia i aprobaty kiedy wszystko się wali, przywoływania do porządku kiedy dzieje się z nami coś niedobrego. 

Mówiąc po prostu: Przez całe życie potrzebujemy tego, żeby Kościół po macierzyńsku się o nas troszczył. Kościół, czyli kto? Zauważmy nie tak tajemniczą, jak pozornie mogłoby się wydawać, odpowiedź samego Pana Jezusa na to pytanie: „Kto pełni wolę Ojca mojego, ten Mi jest bratem, siostrą i matką” (Mt 12,50). Jednym słowem: Każdy, kto swoją wiarą przyczynia się do tego, że Chrystus rodzi się w czyimś sercu, staje się poniekąd Jego matką.

Niestety, tę posługę macierzyńską niekiedy cechuje zwyczajna bylejakość. Zacznijmy od samego początku. Pierwszą macierzyńską powinność wiary wypełnia, powinna wypełniać – rodzina. To w rodzinie dziecko rodzi się dla wiary. Skoro się rodzi, to rozumie się samo przez się, że wiarą tego dziecka trzeba się  zaopiekować. Zapewne większość z nas właśnie w swojej rodzinie urodziła się dla Chrystusa i w tej wierze wzrastała. 

Ale w niejednej rodzinie dziecko wprawdzie zostało zaniesione do chrztu. Cóż z tego, skoro później nigdy ono nie widzi, żeby ktokolwiek z domowników się modlił, a rodzice nie postarają się nawet o to, żeby dziecko przynajmniej umiało się przeżegnać. Krótko mówiąc, nawet rodzice zajmują się wiarą swojego dziecka całkiem po macoszemu. 

W swoich zbiorach mam grubą kopertę pt. „antyświadectwo księdza”. Korzystałem z niej nieraz, kiedy głosiłem rekolekcje dla kapłanów. Czułem aprobatę słuchaczy, kiedy o tym mówiłem. To był dla mnie znak, że ogół polskiego duchowieństwa, przy wszystkich swoich wadach i ułomnościach, stara się rzetelnie pełnić swoją służbę. Teraz widzę, że są skuteczniejsze, niż ujawnianie różnych ciemnych faktów i postaw, sposoby na usuwanie cienia macochy z oblicza Kościoła.

Wystarczy, jeżeli księża i zakonnicy – w takim stopniu, w jakim to od nich zależy – będą starali się o to, żeby kościół, w którym odprawiamy nabożeństwa, samą swoją przytulnością zapraszał do modlitwy. I żeby kościół oraz kapłan byli dostępni nie tylko na czas nabożeństw. Wystarczy, jeżeli zwyczajne pobożne kazanie będzie w naszych kościołach normą, a przeciętny katolik bez trudu znajdzie księdza w konfesjonale. Jeżeli to wszystko toczy się tak jak powinno, staje się czymś oczywistym, że Kościół ma oblicze matki.

Jest jeszcze sto innych dziedzin, wołających o macierzyńską troskę Kościoła. Bogu dziękujmy, że przynajmniej od czasu do czasu pojawiają się w Kościele tacy bohaterowie wiary, jak święty brat Albert, błogosławiona siostra Maria Karłowska, błogosławiony ksiądz Władysław Findysz, sługa Boży ksiądz Blachnicki i wielu, wielu innych. Módlmy się o to, żeby takich sług Bożych było w Kościele jak najwięcej.

 

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama