Manipulacja, autorytaryzm, wyjątkowość. Kiedy wspólnota staje się sektą?

Rozmowa z o. Emilem Smolaną OP, dyrektorem Dominikańskiego Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach.

Czy do Dominikańskiego Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach zgłaszają się katolicy z wątpliwościami i niepokojem o swoje wspólnoty?
- W ostatnich latach coraz więcej spraw, z którymi spotykamy się w naszej pracy, dotyczy wspólnot działających w obrębie Kościoła katolickiego. Trafiają do nas osoby zaniepokojone negatywnymi zmianami w życiu swoich bliskich zaangażowanych w daną wspólnotę. Niepokój ten często wywołany jest osłabieniem więzi, jakie do tej pory ich łączyły. Pytają, jak mogą im pomóc oraz czy ich obawy o to, co dzieje się w tych grupach, są uzasadnione. Przychodzą do nas także osoby, które same doświadczyły jakiegoś zła. Chcą zweryfikować treść nauczania, opowiadają o nadużyciach, jakich doświadczyły ze strony lidera czy księdza. Proszą o wsparcie w trudnej sytuacji, czasem o interwencję u biskupa lub innych przełożonych odpowiedzialnych za funkcjonowanie danej grupy czy wspólnoty.

Załóżmy hipotetycznie, że należę do jednej ze wspólnot działających w Kościele. Liderem jest ksiądz o bardzo silnej osobowości. Czasem zdarzy mu się powiedzieć coś, co według mnie nie jest zgodne z nauką Kościoła. Czy powinnam zacząć się martwić?
- W każdej zdrowej wspólnocie istnieje prawo do zadawania pytań. Jeżeli tego nie ma, a ktoś autorytarnie narzuca swoje nauczanie, nie przyjmuje uwag, powinno to wzbudzić niepokój. Podczas dyżurów pomocowych wielokrotnie słuchaliśmy o grupach, w których ludzie musieli bezrefleksyjnie przyjmować każde nauczanie lidera, nawet te najbardziej dziwaczne czy niezgodne z oficjalną doktryną. Zadawanie pytań, wyrażanie wątpliwości co do treści uznawano za nieposłuszeństwo wobec lidera i samego Boga. A tym, którzy reagowali na dysfunkcyjne funkcjonowanie grupy, przypisywano działanie diabła. Czasem usuwano ich ze wspólnoty, a innym zakazywano z nimi kontaktu.

Co zrobić, kiedy spotykamy się z błędnym nauczaniem?
- Po pierwsze – zweryfikować, np. sięgając po katechizm, rozmawiając z kompetentną osobą. Warto także dopytać księdza czy lidera o to, co miał na myśli, upewnić się, że dobrze rozumiemy treści i czy przypadkiem ktoś w sposób nieświadomy nie popełnił błędu, bo może on zdarzyć się każdemu. Z kolei – według Kodeksu prawa kanonicznego – „uporczywe zaprzeczanie jakiejś prawdzie, w którą należy wierzyć wiarą boską i katolicką, albo uporczywie powątpiewać o niej” to herezja. Może być ona materialna lub formalna. Pierwsza jest niezawinionym błędem lub błędem wynikającym z ignorancji. Jeżeli dowiaduję się, że popełniam go jako kaznodzieja, staram się to sprostować i więcej do niego nie dopuszczać. Natomiast herezja formalna to moment uporczywego trwania przy błędzie, czyli wiem, jakie jest nauczanie Kościoła, ale i tak nauczam po swojemu. Warto pamiętać, że żaden ksiądz, lider grupy nie może głosić siebie ani swoich prywatnych doktryn. Ma głosić to, co zostało mu przekazane. Nie jest on właścicielem głoszonego Słowa, ale jego sługą.

Jeżeli ksiądz lub lider upiera się i trwa w błędzie, należy działać zgodnie z zasadami Ewangelii. Przyjść z innymi osobami, które również zauważyły problem, później odwołać się do przełożonych. Zależnie od ruchu może to być ksiądz moderator, rada wspólnoty, proboszcz czy finalnie biskup, który odpowiada za czystość doktryny i grupy działające na terenie jego jurysdykcji.

Czy charakter wspólnoty – np. to, że jest z nurtu charyzmatycznego, neokatechumenalnego, tradycjonalistycznego – sprzyja pojawieniu się niepokojących tendencji? Można powiedzieć, że jakieś ruchy są bezpieczniejsze od innych? Chyba nie zdarzyło się, żeby koło różańcowe wystąpiło z Kościoła…
- Każda wspólnota składa się z ludzi, a tam, gdzie człowiek, poza dobrem może pojawić się zło. Granica między nimi przebiega w każdym z nas. Mamy walczyć o dobro, przeciwstawiać się złu. Ewangelia wzywa nas do nieustannego nawracania. Jeżeli ja zmienię swoje życie, będę bardziej święty, to również moja wspólnota i Kościół staną się lepsze. Musimy również pamiętać, że zarówno naszemu wzrostowi, jak i grupie będą towarzyszyć różne kryzysy, napięcia czy nieporozumienia pomiędzy osobami. Ważne, aby je na bieżąco rozwiązywać. Nigdy też nie możemy zwolnić się z myślenia i przyjmować na ślepo tego, co ktoś mi przekazuje tylko dlatego, że jestem w katolickiej wspólnocie. Wiara ma być rozumna.

Charyzmaty są darem Ducha Świętego, ale mogą stać się przykrywką do uwiarygodniania nieetycznych działań lidera grupy i głoszenia dziwnych treści. Jeżeli mówi on np.: „Musisz coś przyjąć, bo ja to tak rozeznałem, tak mi powiedział Pan”, to skąd mogę mieć pewność, że te słowa pochodzą od Boga, a nie od osoby, która je wypowiada. Trzeba tu ostrożności, mądrości, wiedzy i doświadczenia.

Również nadmierna ingerencja liderów, katechistów w życie członków wspólnoty może stać się czymś niszczącym. W dysfunkcyjnych grupach katolickich ubierane jest to najczęściej w szaty posłuszeństwa Bogu, który wyraża swoją wolę przez przełożonych. To, co powiedział lider, ma być rozumiane i przyjęte jak nakaz Boga, a przez nieposłusznych działa zły, który próbuje zniszczyć grupę, więc należy taką osobę wyrzucić ze wspólnoty.

A co do grup różańcowych – pamiętam taki przypadek. W jednej z parafii prężnie działało koło. Proboszcz odwiedzał je bardzo rzadko, miał wiele innych spraw. Prym w tej grupie wiodła pewna pani, która jako liderka wyłapywała podatne osoby i przekierowywała je na spotkania w jej domu. Okazało się, że jest przedstawicielką pochodzącej z Turcji sekty.

Ostatnio głośno było o wspólnocie Przymierza Rodzin „Mamre” z Częstochowy, od dawna kontrowersje budzie też wspólnota Miłość i Miłosierdzie Jezusa z suspendowanym księdzem na czele. Jakie cechy lidera mogą być sygnałem ostrzegawczym, że z daną grupą zaczyna się dziać coś niepokojącego?
- Po pierwsze – autorytaryzm. Przejawia się on w chęci pełnej kontroli nad życiem osób we wspólnocie oraz wymaganiu od nich ślepego posłuszeństwa. Lider może budować obraz swojej osoby jako kogoś wyjątkowego, posiadającego niesamowite charyzmaty i bliski kontakt z Bogiem. Specjaliści pracujący z dysfunkcyjnymi liderami mówią, że często są to osobowości narcystyczne. W jednej z prowadzonych spraw lider mówił, że ma wyjątkowy charyzmat, który pozwala mu powiedzieć dokładnie, do jakiego zakonu ma wstąpić dana osoba, łącznie z adresem. Podkreślał, że nikt nie posiada takiego daru jak on. Ta wyjątkowość w mniemaniu dysfunkcyjnego lidera uprawomocnia go do okazywania nieposłuszeństwa wobec przełożonych oraz biskupa miejsca, bo przez rzekomy kontakt z Bogiem wie lepiej, co jest prawdziwe. Często pojawia się twierdzenie, iż należy być bardziej posłusznym Bogu, a nie człowiekowi: jestem posłuszny prowadzeniu Ducha Świętego, choć nie potrafię przyjąć prostej decyzji mojego ordynariusza; Bóg prowadzi mnie z pominięciem całej hierarchii Kościoła, tak jakby ona nie pochodziła od Boga.

Również w nauczaniu takich osób można dostrzec podkreślanie wyjątkowości wspólnoty, którą prowadzi, i przeciwstawianie jej zepsutemu światu i złym ludziom. Jedna z osób, która odeszła z grupy, była nękana telefonami: „Co ty zrobisz poza naszą wspólnotą, tylko tutaj możesz się zbawić”. Człowiek ten był w Kościele, czytał słowo Boże, codziennie przyjmował Eucharystię. Dla liderów grupy to było za mało. W ich mniemaniu potrzeba czegoś więcej, aby trafić do nieba. Jest to, oczywiście, tylko ta „wyjątkowa grupa”, którą prowadzą. Na naszej stronie www.sekty.dominikanie.pl w zakładce „poradnik” można znaleźć kwestionariusz z pytaniami, które pomogą w ocenie danej grupy i zachowań lidera.

Czy możemy powiedzieć, że ktoś jest bardziej podatny na manipulacje wewnątrzwspólnotowe?
- Każdy z nas – w mniejszym lub większym stopniu – jest podatny na manipulację. Każdy ma potrzeby, deficyty, przeżywamy różne kryzysy. Stajemy się wtedy bardziej podatni na pewne treści. Wiedza o mnie samym, o tym, co we mnie mocne, a co słabe i wreszcie wiedza teologiczna mogą uchronić przed manipulacją. Otaczajmy się też mądrymi ludźmi, z którymi będziemy mogli porozmawiać o naszych niepokojach i wysłuchać ich zdania. Warto pomyśleć o spowiedniku spoza naszej grupy, który ma do niej dystans i będzie potrafił dostrzec niepokojące rzeczy, jeśli takie zaczną się pojawiać.

Zauważyłam niepokojące objawy w mojej wspólnocie – co mam zrobić?
- Każda grupa to żywy organizm, który kieruje się swoimi prawami. Na bieżąco musimy ze sobą rozmawiać, korygować to, co tego wymaga, brać odpowiedzialność za wspólnotę. Czasem czekamy, że ktoś zareaguje pierwszy, zrobi coś za nas. Tymczasem to my tworzymy wspólnoty i od nas zależy, jak będą one wyglądały. Ważne, by dbać nie tylko o formację duchową, ale i ludzką, np. zapraszając na konferencje specjalistów, którzy mogą nam dać narzędzia pomocne w budowaniu relacji czy rozwiązywaniu sytuacji kryzysowych. Wiele wspólnot, które zmagały się z problemami, nie miało statutów, regulaminów regulujących działania, podział kompetencji, sposoby reagowania na trudne sytuacje. Warto o to zadbać. Jeżeli zachodzi taka konieczność, trzeba działać zdecydowanie. Informować przełożonych, biskupa, prosić o przeprowadzenie wizytacji we wspólnocie.

 

 

 

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama