reklama

„Ludzie sprzedają wszystko, by przeżyć”. Dramatyczny apel proboszcza z Gazy

Wojna w Zatoce Perskiej położyła się cieniem na i tak już dramatycznej sytuacji w Strefie Gazy. Izrael nie pozwala na wjazd pomocy humanitarnej, nie zgadza się też na ewakuację chorych do szpitali. „Woda staje się racjonowanym dobrem, brakuje żywności, nie ma nawet zapałek” – mówi ojciec Gabriel Romanelli.

AA

dodane 06.03.2026 16:49

Proboszcz jedynej katolickiej parafii w Strefie Gazy podkreśla, że „trzeba przekonać świat, iż potrzebny jest pokój, sprawiedliwość i odbudowa”. „Niech wpuszczą pomoc!” – apeluje, podkreślając, że „bez sprawiedliwego pokoju nie ma przyszłości”.

Pochodzący z Argentyny zakonnik o sytuacji w Gazie informuje w nagraniach publikowanych na jego facebookowym profilu. Wspomina, że w dniu ataku na Iran wszystko wydawało się normalne.

„Kiedy dotarła do nas wiadomość, kończyliśmy adorację i modliliśmy się jutrznię. Dzieci miały właśnie wejść do szkoły. Wobec braku pewnych informacji zajęcia szkolne odbyły się normalnie, choć panowało duże napięcie” – opowiada ojciec Romanelli. 

Jedną z pierwszych konsekwencji ataku, jak mówi, był „niepokojący wzrost cen, które i tak były już wysokie”. Dodaje, że „wiele normalnych rzeczy z codziennego życia, które każdy człowiek na świecie uważa za oczywiste, już nie istnieje”.

„Nawet zdobycie wody nie jest łatwe. Trzeba szukać źródła, kupować butelki, kiedy się je znajdzie lub napełniać cysterny. Czasami brakuje nawet zapałek” – zauważa ojciec Romanelli.

Kilometry gruzów i prowizoryczne namioty

Tuż przed atakiem na Iran, ojciec Romanelli dotarł na południe Strefy Gazy, za Wadi Gaza, które od początku konfliktu stanowi linię podziału między północą a południem.

„Na północy wszystkie miasta są praktycznie zniszczone. Wszystko pokryte jest zieloną trawą po deszczach, ale pod spodem są tylko ruiny” – opowiada. Wzdłuż wybrzeża ciągną się kilometry gruzów. Uderzające są namioty.

„Ludzie mieszkają pod płachtami, podpartymi wbitymi w piasek palikami z drewna. Ludność potrzebuje wszystkiego. Powtarzamy to ciągle, ale taka jest trudna rzeczywistość” – mówi zakonnik. Dodaje, że miejscowi chrześcijanie są w dramatycznej sytuacji, nie mają nic, ale inni są w znacznie gorszym położeniu.

Ludzie nie widzą nadziei

Ojciec Romanelli relacjonuje, że „na ulicach jest mnóstwo dzieci, jest zimno, wiele z nich jest boso, chodzi po brudnej wodzie, wśród śmieci. Inne chodzą do szkoły z plecakami, ale bez zeszytów i ołówków”. Katolicka parafia pomaga dwóm szkołom w okolicy, do których uczęszcza około 2900 uczniów.

„Nauczyciele pracują z ogromnym poświęceniem, starając się zapewnić dzieciom minimum normalnego życia” – mówi zakonnik. Dodaje, że najgorsze jest to, że nie widać szansy na poprawę losu

„Ludność odczuwa głębokie zmęczenie po latach napięć i wojny. Tutaj życie z każdym dniem staje się coraz smutniejsze. Ludzie sprzedają wszystko, aby przeżyć. Najtrudniejsze jest to, że nie widać żadnej nadziei na poprawę sytuacji. Ludzie nie widzą nadziei i trudno jest ją zaszczepić w ich sercach”.

Bliskość papieża Leona XIV

W stałym kontakcie z parafią Świętej Rodziny pozostaje Leon XIV. Tuż po ataku na Iran, przesłał parafialnej wspólnocie wyrazy solidarności oraz zapewnienia o swej modlitwie. „Bliskość papieża dodaje nam otuchy” – mówi proboszcz. Wskazuje na nieustanne wysiłki podejmowane przez Stolicę Apostolską na rzecz przywrócenia pokoju. „Trzeba przekonać świat, że potrzebny jest pokój, sprawiedliwość i odbudowa. Niech wpuszczą pomoc! Módlcie się dalej za nas i pomagajcie nam: w ten sposób czynicie dobro Chrystusowi, który cierpi w ubogich. Wojna nie może mieć ostatniego słowa” – apeluje ojciec Romanelli. 

Źródło: KAI

Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.

1 / 1

reklama