Sprzedana za narkotyki, zaszła w ciążę mając 14 lat. Nie zgodziła się na zabicie swego dziecka

Jess Levinson padła ofiarą molestowania seksualnego w wieku dziewięciu lat, w wieku dwunastu została sprzedana za narkotyki, w wieku czternastu zaszła w ciążę ze swoim oprawcą. Mimo to wybrała życie, uciekła, a syna oddała do adopcji. Niedawno po raz pierwszy od dwóch dekad spotkała się z nim ponownie.

Jess Levinson dzieli się historią swego życia w materiale filmowym na kanale Live Action. Dorastała w Arizonie, a jej matka była „tancerką egzotyczną” (to eufemizm, którym określa się kobiety zajmujące się tańcem erotycznym i prostytucją). Zmagała się z uzależnieniem od narkotyków, brała amfetaminę.

„Była bardzo wybuchowa, bardzo zła i nieprzewidywalna, a w tamtym czasie była naprawdę przerażającą osobą,” mówi o swojej matce Jess.

Jej matka miała przyjaciółkę, której ojciec był dilerem amfetaminy. Gdy Jess miała 12 lat, jej matka postanowiła oddać ją temu mężczyźnie na „randki” w zamian za narkotyki.

„I tak zamieszkałam z nim,” wyjaśniła. „Traktował mnie jak swoją dziewczynę, dopóki nie zaszłam w ciążę. A stało się to, gdy miałam 14 lat.”

Dom „opieki”, czyli presja aborcyjna

Jess Levinson nie chciała zgłosić się do państwowego domu opieki społecznej, ponieważ wiedziała, że prawdopodobnie znajdzie się tam pod silną presją, by dokonać aborcji. Zgodnie z ówczesnym prawem Arizony aborcja była legalna do 24. tygodnia. Wiedziała, że jeśli uda jej się ukryć ciążę do tego czasu, będzie mogła chronić swoje dziecko.

„Istnieje niezaprzeczalna ludzka więź między matką a dzieckiem, gdy całe twoje ciało zmienia się, by wspierać to życie dojrzewające w twym łonie. Dla mnie to było wręcz namacalne,” powiedziała. „Moim zadaniem było chronić to życie, które nosiłam w sobie. Tak więc przez 24 tygodnie, pełne niepewności i trwogi, robiłam wszystko, aby nie trafić do domu opieki.”

Gdy była już w 24 tygodniu ciąży, zadzwoniła do swojej opiekunki i poprosiła, żeby ją odebrała „bo jestem w ciąży.”

„Spotkałam się z dużym sprzeciwem ze strony mojego pracownika socjalnego i personelu domu opieki. Komentowali moją decyzję, mówiąc, jak dużo lepiej byłoby mi w życiu, gdybym mogła dokonać aborcji, gdybym zgłosiła się do nich na czas,” wspomina ze smutkiem Levinson. „Ale pamiętam, że pomyślałam wtedy: «To nie koniec mojego życia, ale to początek życia mojego dziecka».”

„Musisz oddać dziecko”

Levinson opowiada dalej, jak po porodzie w 1997 roku została przewieziona do domu opieki dla matek:

„Pewnego dnia po prostu się z nim bawiłam, tak jak każdego dnia rano przed szkołą. Przyszli i zażądali, żebym go oddała. A potem powiedzieli mi, że muszę przygotować dla niego butelki, a jeśli podpiszę dokumenty państwowe, będzie miał większe szanse na życie, kochającą rodzinę, to, czego ja dla siebie pragnę i na co zasługuje. I nie było absolutnie żadnego powodu, by tego nie ułatwić. To były niesamowite trzy miesiące. Trzy miesiące, które spędziłam z nim.”

Jak mówi, pożegnanie z synem było dla niej bardzo bolesne. Nikogo jednak to nie obchodziło w „domu opieki”, nikt nie zatroszczył się o realną pomoc psychologiczną. Potem zaczęła brać narkotyki i zamieszkała z ludźmi, którzy ją krzywdzili.

Pomóc innym dziewczynom stanąć na nogi

W wieku 21 lat zrozumiała, że musi zmienić swoje życie. Niedługo potem po raz pierwszy od momentu adopcji zobaczyła swojego syna. Miał wtedy osiem lat. Zorganizowała wspólną kolację: „kupiłam mu koktajl truskawkowy. To był dla niego prezent i gratka.” Z daleka mogła obserwować jego dorastanie.

Potem poznała Nicka, swojego przyszłego męża. Teraz mają razem pięcioro dzieci, a macierzyństwo jest czymś, co daje jej poczucie życiowego spełnienia. Jednak w swym sercu nosiła wciąż doświadczenie z dzieciństwa. Zdawała sobie sprawę, że handel ludźmi jest nadal wielkim problemem i są dziewczyny, które padają jego ofiarą, zachodząc w ciążę, podobnie jak było to w jej przypadku. Doprowadziło ją to do decyzji o założeniu bezpiecznego projektu mieszkaniowego o nazwie „Leah’s Place” (Dom Lei).

„To, co chciałabym zrobić i na co mamy nadzieję i przygotowujemy się w przyszłości, to świadczenie usług mieszkaniowych” – powiedziała. „Naszym celem i celem jest zapewnienie mamom wsparcia, które muszą zapewnić swoim maluchom, aby mogły się rozwijać.”

Spotkanie po latach

Obecnie jej syn ma 28 lat. Od dwóch dekad nie miała możliwości się z nim spotkać. Dzieliła ich duża odległość. Niedawno udało jej się zorganizować wspólne spotkanie i pojechała do Nowego Jorku, by go ponownie zobaczyć.

„Wreszcie zobaczę moje dziecko,” mówiła sobie. „Nie widziałam go od tak dawna. Tak tęsknię za nim.”

Jess: sprzedana za narkotyki, zaszła w ciążę mając 14 lat, nie zgodziła się na zabicie swego dziecka

Spotkanie było pełne wzruszeń. Matka wspominała, jak wielką radością były dla niej trzy miesiące, które spędzili razem, a syn, Kale otwarcie wyrażał wielką wdzięczność za to, że uratowała mu życie: „Doświadczyłem w życiu więcej, niż mogłem oczekiwać. Zwiedziłem znaczną część naszej planety. Moje życie jest piękne. To była wielka odwaga z twojej strony, że wybrałaś tak trudną drogę.”

„To niesamowite – móc znów trzymać w swych ramionach to dziecko. Czuję się spełniona. Niezależnie, jak nędzne są twoje okoliczności w tej chwili, nie poddawaj się. Istnieją możliwości przekraczające twoją wyobraźnię!” – takim przesłaniem kończy wspomnienie Jess.

Jak to możliwe, że skrzywdzona i wykorzystana dziewczyna w wieku 14 lat ma w sobie tyle dojrzałości i moralnej odpowiedzialności, że zdaje sobie sprawę, iż jej zadaniem jest chronić rozwijające się w niej życie jej dziecka, podczas gdy cały system opieki społecznej zamiast pomóc jej podjąć to zadanie, usiłuje zmusić ją do aborcji? Dlaczego, aby ochronić swe dziecko, czternastolatka musi uciekać i ukrywać się przed pracownikami „opieki społecznej”? Dlaczego społeczeństwo nie jest w stanie zaoferować dziewczynom i kobietom w podobnej sytuacji realnego wsparcia, a zamiast niego wywiera aborcyjną presję? Nie są to błahe pytania i wypada na nie odpowiedzieć. I więcej – nie tylko odpowiedzieć, ale sprawić, aby żadna dziewczyna nie musiała podejmować tak dramatycznych decyzji jak Jess. Młode kobiety, znajdujące się w trudnej sytuacji, zasługują na to, aby społeczeństwo dało im życiową szansę – zarówno im samym, jak i ich nienarodzonemu jeszcze dziecku.

Pregnant at 14, mom reunites with her baby she placed for adoption
Live Action

Źródło: Live Action

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama