Papież, który słucha

Przesłanie papieża Franciszka

Wiemy wszyscy, że papież Franciszek jest niezwykle popularny na całym świecie. Niedawne badania przeprowadzone przez Pew Research Center (niezależne centrum badawcze z siedzibą w Waszyngtonie, zajmujące się sprawami Kościoła) wykazały, że cieszy się on sympatią 84% Europejczyków. Także w miejscach, gdzie chrześcijanie są mniejszością, a Papież jest mniej znany, i tak cieszy się sporą popularnością, zdobywając sobie pozytywną opinię 44% Afrykańczyków i 41% Azjatów.

Nawet ci, którzy nie są katolikami, odbierają Papieża w nowy sposób. Jego nagranie wideo z przesłaniem jedności chrześcijańskiej zostało doskonale przyjęte na konferencji ewangelickiej prowadzonej przez aktora i producenta filmowego, Kennetha Copelanda. Również Timothy George, redaktor naczelny pisma Christianity Today (Chrześcijaństwo dzisiaj), napisał, że Ojciec Święty jest „także naszym Franciszkiem”.

W moim małym zakątku świata — parafii Matki Bożej Dobrej Rady w St. Augustine na Florydzie — papież Franciszek ewidentnie zdobył sobie serca ludzi, i to nawet tych, którzy już nie praktykują swojej wiary. Moim zdaniem jednym z powodów jest jego „niepapieski” styl bycia. Przykładem może być jego decyzja, by zamieszkać w niewielkim mieszkanku na Watykanie, poruszać się używanym samochodem, a także prosty sposób mówienia czy spontaniczne listy i telefony do zwyczajnych ludzi.

Ze względu na tak dużą popularność Papieża oraz skalę jego oddziaływania na świat byłem uszczęśliwiony otrzymaną od redakcji Słowa wśród nas propozycją, by podzielić się własnymi refleksjami na temat papieża Franciszka i jego nauczania.

Papież, który słucha

IMIĘ I MODLITWA

W ciągu dwóch lat od swojego wyboru papież Franciszek stał się bohaterem wiary i podobnie jak w przypadku innych bohaterów porusza nas nie tylko jego nauczanie, ale także jego życie. Wiemy, jak znaczący wpływ miała na niego wiara jego babci. Wielu z nas słyszało o jego posłudze w slumsach Buenos Aires. Śledzimy z uwagą jego podróże, ciesząc się na widok postaci pokornego sługi Bożego wśród zwykłych ludzi. Wzrusza nas jego prostota i naturalność.

Życie papieża Franciszka dzień po dniu budzi nasze zainteresowanie — a on wydaje się mieć tego świadomość. Od dnia, w którym wszedł na papieski balkon na placu św. Piotra, Franciszek głosi nam swoim życiem przesłanie, którego początkiem było ogłoszenie imienia, jakie postanowił przyjąć: „Chcę być nazywany Franciszkiem”.

Pozwólcie więc, że zadam wam to samo pytanie, jakie zadaję swoim parafianom. Czy jesteś zadowolony z przesłania, które głosisz dziś swoim życiem? Czy jest ono najlepsze, na jakie cię stać?

Było to, jak sądzę, pierwsze skierowane do nas przesłanie Papieża, a zarazem ciekawa gra słów. Imię Franciszek kojarzy mi się z łacińskim słowem francus, które znaczy: „swobodny, otwarty, szczery”. Wiemy także, że Papież przyjął to imię na cześć św. Franciszka z Asyżu, „małego biedaczyny”, który zasłynął prostotą wiary i głęboką miłością do ubogich.

Tak więc od samego początku papież Franciszek daje nam do zrozumienia, jakim papieżem pragnie być i jakie przesłanie chce do nas kierować. Chce mówić szczerze i otwarcie, używając języka, który mogą zrozumieć wszyscy, także ubodzy i niewykształceni.

Następnie, wciąż jeszcze stojąc na balkonie, Papież dał nam kolejną wskazówkę co do swojego przesłania. Tradycja wymaga, aby każdy nowo wybrany papież pobłogosławił lud Rzymu zgromadzony na placu św. Piotra. Jednak Franciszek wprowadził do tej tradycji pewien dodatek. „Najpierw proszę was o przysługę — powiedział. — Zanim biskup pobłogosławi lud, proszę was, byście pomodlili się do Pana o błogosławieństwo dla mnie. Modlitwa ludu proszącego o błogosławieństwo dla swego biskupa. Odmówmy w ciszy tę waszą modlitwę za mnie”. Po czym skłonił głowę i z pokorą przyjął modlitwę ludu.

ZRANIONY UZDROWICIEL

Uważam, że oba te gesty — przyjęcie imienia Franciszek oraz prośba o modlitwę ludu — ukazują Papieża jako pokornego człowieka, któremu życie nie szczędziło trudnych doświadczeń kształtujących jego charakter.

W pierwszym obszernym wywiadzie Franciszek został zapytany: „Kim jest Jorge Mario Bergoglio?”. Po długim namyśle odpowiedział: „Jestem grzesznikiem. Tak, to jest definicja najtrafniejsza”. Być może zdając sobie sprawę, że w ustach papieża brzmi to trochę jak pobożny slogan, dodał: „Nie używam tego słowa jako figury retorycznej, literackiej. Naprawdę jestem grzesznikiem”. To utożsamienie siebie z grzesznikiem obdarzonym miłosierdziem może być odniesieniem do ważnego okresu jego życia.

Franciszek często wspomina okres, w którym był prowincjałem jezuitów w Argentynie. W chwili wybrania na ten urząd miał zaledwie trzydzieści sześć lat i nie radził sobie zbyt dobrze w sprawowaniu tej funkcji. Jak twierdzi, wybór ten był „szaleństwem”, gdyż jako prowincjał nie umiał tak sprawować władzy, by jednoczyć ludzi. Wyznał, że był w tej posłudze despotyczny i nietaktowny, w wyniku czego współbracia usunęli go ze stanowiska i posłali na pewnego rodzaju „zesłanie” do Cordoby.

Doświadczenie odrzucenia było dla o. Bergoglio głębokim wstrząsem. Sprowokowało go do zrobienia dokładnego rachunku sumienia, który z kolei doprowadził do głębszego nawrócenia. Złagodniał i zaczął bardziej brać pod uwagę zdanie tych, którym posługiwał. Często wychodził na miasto i szukał kontaktu z ubogimi. Cordoba stała się punktem zwrotnym w jego życiu, gdyż nauczyła go współczucia i otwartości, z których słynie obecnie. Jak wielkim jest to błogosławieństwem dla Kościoła! Oto człowiek, który może utożsamić się z wyśmiewanymi i odrzucanymi; człowiek, którego własne rany przyczyniły się do tego, że może stać się źródłem uzdrowienia i zachęty dla tak wielu ludzi.

Moim zdaniem właśnie dzięki temu, że papież Franciszek tak otwarcie mówi o swojej historii — zarówno o tym, co dobre, jak i o tym, co złe — ludzie otwierają się na to, co ma do powiedzenia. Jego przykład inspiruje, budząc poczucie bliskości połączonej z podziwem. Służba Franciszka, oparta na pokorze i dzieleniu się swoją wiarą, staje się natchnieniem dla innych, którzy odnajdują w nim odbicie swoich własnych sukcesów i porażek.

SŁUCHAJĄCY PAPIEŻ, SŁUCHAJĄCY DUSZPASTERZ

Franciszek nie tylko dzieli się szczerze swoją własną historią. Jest także niezwykle zainteresowany słuchaniem innych osób. W Cordobie i w Buenos Aires zaczął wsłuchiwać się w historie ubogich i bezdomnych. Będąc papieżem, potrafi zadzwonić z zaskoczenia do ludzi, którzy piszą do niego listy — po to, by się z nimi pomodlić, podnieść ich na duchu, ale również wysłuchać. Zależy mu na tym, by czasem zjeść posiłek z personelem Ogrodów Watykańskich, z bezdomnymi Rzymu czy innymi zwyczajnymi członkami społeczeństwa. Przygotowując się do synodu biskupów o rodzinie, poprosił o rozesłanie kwestionariusza do wszystkich diecezji, pragnąc wsłuchać się w historie zwyczajnych katolików oraz poznać radości i smutki ich życia rodzinnego.

Jest to spora zmiana od czasów młodego prowincjała jezuitów, który nie słuchał nikogo i forsował swoje zdanie — jak sam to nazwał — żelazną pięścią! Mnie osobiście przykład papieża Franciszka mobilizuje do bardziej uważnego słuchania moich parafian. Kiedy przychodzą ze mną porozmawiać, często zadaję im pytanie: „Czy wiesz, że twoje życie niesie przesłanie? Jest to przesłanie o działaniu Boga w świecie”.

Papież, który słucha

A JAKIE JEST TWOJE PRZESŁANIE?

Wierzę, że życie każdego z papieży niesie szczególne przesłanie dla Kościoła. Odwaga i niezłomność papieża Jana Pawła II w czasach komunistycznych rządów w Polsce jest dla nas zachętą, abyśmy nie lękali się wypłynąć na głębię. Rzetelne studia teologiczne papieża Benedykta XVI pomogły nam wystrzegać się „dyktatury relatywizmu”. Z kolei pokora i miłość do ubogich papieża Franciszka uświadamiają nam, że „odrobina miłosierdzia czyni świat mniej zimnym i bardziej sprawiedliwym”.

Jednak nie tylko życie papieży jest przesłaniem dla świata. Lubię powtarzać moim parafianom, że także ich historia jest ważna dla innych. Dotyczy to każdego z nas. Nasze życie nie jest chaotyczną sekwencją następujących po sobie wydarzeń. Każdy z nas przeżywa swoją własną niepowtarzalną wersję historii miłującego Ojca, który przygarnia do serca swoje dziecko. Mogę tak powiedzieć, gdyż wierzę, że Bóg towarzyszy każdemu z nas w jego życiowej drodze, zarówno w ciemnych dolinach, jak i na spokojnych łąkach.

To nie przesada — każdy z nas ma swoje przesłanie, którym nieustannie dzieli się ze światem. Uczestnicząc we Mszy świętej, zajmując się dziećmi, pracując zawodowo, nawet odpoczywając i ciesząc się wolnym czasem, mówimy otaczającym nas ludziom, kim jesteśmy i kim pragniemy zostać. Mówimy im o miłości Boga i o naszym pragnieniu pójścia za Nim.

Pozwólcie więc, że zadam wam to samo pytanie, jakie zadaję swoim parafianom. Czy jesteś zadowolony z przesłania, które głosisz dziś swoim życiem? Czy jest ono najlepsze, na jakie cię stać?

Jest to pytanie, które możemy zadawać sobie wszyscy — gdyż podejrzewam, że papież Franciszek zadaje je sobie codziennie.



opr. ab/ab



« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama