Leksykon pojęć teologicznych i kościelnych, czyli protestanci to urządzenia związane z protestantyzmem...

Recenzja "Leksykonu pojęć teologicznych i kościelnych", Geralda Collinsa SJ i Edwarda Farrugii SJ

Minęły już trzy lata od ukazania się tłumaczenia publikacji autorstwa Geralda O’Collinsa SJ i Edwarda G. Farrugia SJ, która ukazała się pod tytułem Leksykon pojęć teologicznych i kościelnych z indeksem angielsko-polskim, a wydana została przez Wydawnictwo WAM w Krakowie w 2002 roku. Jest to już drugie wydanie tego Leksykonu, tym razem poszerzone o 50 nowych haseł w stosunku do wydania pierwszego z 1993 roku. W sumie książka zawiera zestaw 1134 haseł. Przekładu na język polski dokonali jezuita Jan Ożóg i Barbara Żak, zaś redaktorem wersji polskojęzycznej był jezuita, prof. dr hab. Henryk Pietras SJ, a korekty dokonała Beata Kołodziejczyk.

Z pewnością należy pochwalić wysiłek wydawniczy, który zaowocował ukazaniem się wspomnianego Leksykonu. Nigdy za wiele pomocy naukowo-popularnych w dziedzinie teologii i historii Kościoła, obszarów wciąż w Polsce mało znanych w szerszych kręgach czytelników. Tego typu publikacje mają dość długą „żywotność”, dlatego pomimo upływu trzech lat od chwili ukazania się tej pracy, zdecydowałem się podzielić kilkoma uwagami na jej temat.

Jak wspomniano w Przedmowie do Leksykonu „Celem tej pracy jest wyjaśnienie terminologii teologicznej i krzewienie dokładności w jej stosowaniu”1. Dlatego też zainteresowałem się zwłaszcza tymi aspektami haseł obecnych w Leksykonie. Mam nadzieję, że Autorzy przyjmą ze zrozumieniem tych kilka krytycznych uwag, którymi mam zamiar się podzielić. Liczę przy tym na rzetelną dyskusję, aby w przypadku podjęcia próby trzeciego wydania wspomnianego Leksykonu, uniknąć zbyt rażących błędów, niestety spotykanych na wszystkich płaszczyznach analizy interesującego mnie dzieła.

Z racji moich osobistych zainteresowań naukowych, szczególną uwagę zwróciłem na hasła z zakresu historii Kościoła i teologii, ale niekiedy, w sytuacjach zbyt oczywistych, aby nie pominąć ważnych wątpliwości, poddałem analizie inne aspekty tej pracy. Jednocześnie dodam, że charakter tej recenzji nie pozwala mi zająć się podnoszonymi kwestiami w sposób wyczerpujący. Szczegółowe odniesienie się do każdej wątpliwości wymagałoby oddzielnej szerokiej dyskusji.

Na początku zajmę się sprawą fundamentalną, czyli kwestią definiowania poruszanych w Leksykonie tematów.

Dla przykładu hasło „diecezja”, w punkcie „a” wyjaśnione zostało jako: „administracyjny podział cesarstwa…”, co wydaje się co najmniej nielogiczne, bo jak diecezja może być podziałem? Z pewnością „diecezja” jest jednostką podziału administracyjnego, ale nie podziałem. Zaś termin „episkopat” zdefiniowano, jako „rządy Kościołem przez biskupów…” – jak episkopat może być rządami, czy rządzeniem? Wszak, mówiąc najogólniej, episkopat jest częścią hierarchii kościelnej o określonych kompetencjach, które to kompetencje należałoby w haśle uszczegółowić i wyjaśnić.

Inny przykład – hasło „ewangelicy”, zdefiniowane jako „ogólnie rzecz biorąc, protestanci, którzy kładą nacisk na usprawiedliwienie przez wiarę i na najwyższą powagę Pisma Świętego…”. I tu rodzi się pytanie, które denominacje protestanckie nie kładą nacisku na te dwa zagadnienia. Według mnie definicja należy do typu „pustych” – nic nie wyjaśnia, a jedynie rozmywa. Ponadto w haśle tym stwierdzono, że mianem „ewangelicki” określamy główny Kościół protestancki w Niemczech. Skąd takie przekonanie? To określenie ma charakter terminu potocznego, o bardzo nieostrym zakresie semantycznym. Autorzy zamiast rozjaśnić, rozmywają kwestię. Wszak nie istnieje w sensie ścisłym Kościół ewangelicki, może być np. Kościół ewangelicko-reformowany, albo ewangelicko-augsburski. A jeżeli już używać tu terminu „ewangelicki”, to w liczbie mnogiej.

W tym haśle pojawia się jeszcze jedna wątpliwość. Co znaczy, że „ewangelicy… niezupełnie dzielą poglądy głównego Kościoła anglikańskiego (High Church)…”, to w jakim zakresie je podzielają? A przy okazji, niby dlaczego głównym nurtem w Kościele anglikańskim uznano High Church, a nie na przykład Low Church, czy Broad Church?2

Kolejnym hasłem, które przykuło moją uwagę jest „gallikanizm”, rozumiany przez Autorów Leksykonu, jako „długo trwający prąd we Francji…”. O dokładności i precyzji trudno w tej sytuacji mówić. W jakim okresie i w jakich wydarzeniach ulokować początku gallikanizmu? Kiedy odgrywał największą rolę, a jego przedstawiciele mieli największe wpływy, itd.? Wystarczyło podać kilka konkretnych zdarzeń i zręczniej dobrać słowa.

„Holokaust”, to hasło zrodziło nowe pytania. Autorzy rozumieją go jako „wyraz od czasu drugiej wojny światowej używany na oznaczenie sześciu milionów Żydów zamordowanych przez nazistów usiłujących wyniszczyć cały naród żydowski” [podkreślenie – P.J.]. Słusznie stwierdzono, że termin odnosi się do wydarzeń historycznych z okresu panowania w Europie Niemców, głoszących ideologię narodowo-socjalistyczną ale dlaczego powiela się błędną tezę głoszącą, że termin ten funkcjonuje od końca II wojny światowej, podczas gdy w literaturze przedmiotu przyjmuje się, iż wszedł on „w obieg”, we wspomnianym kontekscie oczywiście, dopiero na przełomie lat 60-tych i 70-tych? Ponadto błędnie podano liczbę ofiar wśród Żydów,?3 Literatura przedmiotu na dzień dzisiejszy jest tak bogata, że bez większych problemów pozwala dookreślić wspomniane kwestie.

Kolejne pytanie do Autorów dotyczy hasła „irenizm”, wyjaśnionego jako „pokojowe albo łagodzące podejście do zagadnień związanych z jednością Kościoła, które może prowadzić do prób zacierania rzeczywistych różnic między chrześcijanami, albo do upowszechniania porozumienia kosztem prawdy…”. Pierwsza część definicji zupełnie odbiega od powszechnie przyjętego rozumienia tego zagadnienia. Co może znaczyć „pokojowe podejście do zagadnień”? Dla irenistów pokój był celem działań, a nie formą podejścia do zagadnienia. Technika prowadzenia dyskusji jest w tym wypadku sprawą drugorzędną.

„Józefinizm – działanie mające na celu uzyskanie przewagi państwa w sprawach kościelnych…”. Tak można było określić „etatyzm” i to w najogólniejszej i wymagającej dookreślenia formie. Józefinizm zaś jest jego mutacją. Należało go osadzić w realiach XVIII i XIX w. Wystarczyło skorzystać z istniejących opracowań i powiedzieć, że jest to „system reform polityczno-kościelnych, skrajnie etatystycznych, często o charakterze antychrześcijańskim i antyklerykalnym, zmierzających do podporządkowania Kościoła państwu”, gdyż działanie zakłada przyjęcie wcześniej jakiegoś systemu, planu ukierunkowanego na określony cel.

Kolejne wątpliwości pojawiły się przy lekturze hasła „kalwinizm”, rozumianego przez Autorów Leksykonu jako „odgałęzienie protestantyzmu wywodzące się od nazwiska szwajcarskiego reformatora…”, to coś nowego. Skąd taka teza, że Jean Calvin był Szwajcarem? A cóż powiedzieć, na takie twierdzenie, że „Katarzy – to nazwa na oznaczenie kilku sekt […], które do swojego grona przyjmowały tylko ludzi moralnie i doktrynalnie czystych”? Ktoś pomylił poglądy katarów ze stanem moralnym jego twórców i zwolenników. Może i mieli takie chęci, albo za takich siebie uważali, ale to zbyt mało, aby twierdzić, że tylko moralnie czyści należeli do tego nurtu. Zwłaszcza, gdy wspomni się na mordy, jakich katarzy dokonywali na „opornych” chrześcijanach...

Hasło „koncyliaryzm” w Leksykonie rozumie się jako „teorię kwitnącą podczas wielkiej schizmy, kiedy to chrześcijaństwo było podzielone przez okazywanie posłuszeństwa dwom, a nawet trzem papieżom. Według niej najwyższa władza przysługuje soborowi powszechnemu niezależnie od papieża”. Kwitnąca na pewno, ale w zależności od odmiany nieco wcześniej, także podczas Soboru w Konstancji (1414-18), a zwłaszcza podczas Soboru w Bazylei (1431-37). Przy czym „kwitnienie jej” nie jest wyjaśnieniem czym ona jest. A koncyliaryzm jest „teorią teologiczno-kanoniczną, o podłożu reformatorskim, sformułowaną w XIV w. i przyjętą przez sobory XV w., głoszącą na bazie zasady suwerenności wiernych, twórczą i niezastąpioną rolę soboru powszechnego jako koniecznego elementu sprawowania władzy w Kościele [podkreślenie – P.J.], a w wydaniu skrajnym jego teologiczną wyższość nad papieżem”4. Dlaczego nie wykorzystać dostępnej w języku polskim wiedzy na ten temat i zaprzestać powielania ogólników wprowadzających zamieszenie i gubiących istotę problemu. Rozumiem prawa autorskie, kwestię wierności oryginałowi, ale po co powielać błędy?

Przykład kolejnej definicji cząstkowo słusznej, ale nie uporządkowanej, to hasło „kreacjonizm – nauka głosząca, że każda dusza ludzka jest stworzona bezpośrednio przez Boga…”. Wystarczyło zacząć od rzeczywistej istoty tego zagadnienia, czyli stwierdzić, że jest to „teoria powstawania świata z niczego (nie z wcześniej istniejącej substratu), wolą samego Stwórcy”5, a w związku z tym też duszy ludzkiej, zaś stawianie kwestii stworzenia duszy na pierwszym miejscu jest po prostu niesłuszne i w istocie błędne. A nieco dalej spotykamy hasło „marksizm”, w którym pojawiają się takie sformułowania: „[twórcy marksizmu – P.J.] oburzeni na straszliwą niesprawiedliwość społeczną dowodzili, że zasada własności prywatnej i społeczeństwo kapitalistyczne pozbawiły ludzi ich samych [?! – P.J.], ich pracy i produktów […] W dramatyczny sposób rządy niemal wszystkich krajów komunistycznych, w latach 1989-90, dopuściły, a nawet zainicjowały reformy, które sprawiły, że stary oficjalny marksizm, a nawet, w wielu dawnych bastionach, komunizm, stał się przeżytkiem”. Nie mam pewności, czy potrzebny jest komentarz i odnoszenie się do tych tez szczegółowo. Ale pytam kto tak oczywiste nieprawdy akceptuje? Biedni komuniści sami zrozumieli swój błąd i zainicjowali reformy? Czy ktoś z nas kpi? Może w Wielkiej Brytanii do dziś panuje takie przekonanie odnośnie początków i końca komunizmu (o ile o końcu tego systemu można mówić)? Chyba należało skonfrontować prezentowane tezy z powszechnie dostępną wiedzą w języku polskim? W haśle wspomniano o ateizmie marksizmu, o jego ekonomicznym wymiarze, ale ani słowa o ludobójstwie na skalę nie spotykaną w historii. Przypomnę, że w Leksykonie jest hasło „holokaust”, a przy marksizmie cisza i troska komunistów o polepszenie dobrobytu ludzkości. Dodam jeszcze, że w Leksykonie nie ma hasła komunizm.

Powracając do zagadnień z dziedziny historii Kościoła proponuję chwilę zastanowienia nad hasłem „nestorianie”, czyli według Leksykonu „herezja, potępiona…”. Tym razem rodzi się pytanie, które należałoby skierować do redaktorski: jak ludzie stali się herezją? A wystarczyło napisać np. „zwolennicy poglądów”. I podobny problem – „unitarianie – pogląd, który odrzuca…”, a w tej sytuacji powinno hasło brzmieć „unitarianizm”, co wydaje się oczywiste. Ciekawą propozycję znajdujemy ponadto na stronie 404 Leksykonu, gdzie wystąpiło hasło „Wyznanie wiary Piotra Mogiły” – a kto to taki? Może jednak Piotr Mohyła?

Do mistrzostwa w definiowaniu Autorzy doszli w haśle „prezbiter – wyrażenia tego typu używano na oznaczenie…”. Prezbiter, to wyrażenie? Zaś „protestanci”, to „Ludzie, Kościół, system teologiczny i urządzenia związane w jakimś stopniu z protestantyzmem…” I tak mamy takie zabawne pary: protestanci – ludzie, dobrze, że nie drzewa. Protestanci – Kościół, też interesujące, ale bez sensu, jaki Kościół, a może Kościoły? Wspólnoty? Kolejna para: protestanci – system teologiczny. „Protestanci – urządzenia związane [...] z protestantyzmem”. Niech milczenie zamknie ten wątek.

I jeszcze z zakresu obowiązującej w polskie literaturze terminologii. Hasło „patripasjanizm”, winno brzmieć „patrypasjanizm”, podobnie zamiast „skotyzm”, należało przyjąć formę „szkotyzm”.

Kończąc ten wątek recenzji, zatrzymajmy się jeszcze nad jedną z najbardziej „interesujących” propozycji. Jest nią hasło – „Ja i Ty”, wyjaśnione, jako „tytuł krótkiej pracy żydowskiego myśliciela religijnego Martina Bubera…”. Kto wpadł na pomysł takiego hasła w Leksykonie mającym zupełnie inny charakter? Dlaczego ta jedna z setek ważnych pozycji teologicznych i historycznych została tak nieoczekiwanie wyróżniona? Od strony metodologicznej nie widzę żadnego uzasadnienia.

Teraz przejdźmy do problematyki związanej z zasadami leksykografii.

Nazewnictwo soborów powszechnych zastosowano niekonsekwentnie, gdyż większość nazw ujęto przymiotnikowo, np. Konstantynopolitański Sobór, Watykański Sobór itd., co było skądinąd słuszne, ale nieoczekiwanie pojawiło się hasło „Sobór w Bazylei”, „Sobór w Konstancji” i „Sobór w Vienne”, sformułowane według innych, przy tym nieprawidłowych kryteriów, dlaczego?6

Kwestia indeksów umieszczonych na końcu Leksykonu też zrodziła kilka pytań o spójność koncepcji.

Indeks angielsko-polski (s. 416-444) z pewnością będzie służył pomocą osobom zajmującym się zagadnieniami teologicznymi i innymi występującymi w Leksykonie, szczególnie w dobie dominacji języka angielskiego w kulturze współczesnej. Jednak i tutaj wkradło się kilka wręcz groteskowych rozwiązań. I tak, jak sama nazwa indeksów wskazuje, należałoby oczekiwać terminów z interesujących nas dziedzin w obu językach, podkreślam w obu językach. Tymczasem spotkamy tutaj takie terminy jak: ze strony angielskiej „ars moriendi”, przetłumaczone jako „sztuka umierania”. Wszak gołym okiem widać, że mamy do czynienia z językiem łacińskim. Natomiast „Bogomils” został błędnie przetłumaczony jako „Bogumiłowcy”. W polskiej historiografii funkcjonuje termin „bogomili” (pisane z małej litery) lub „bogomilcy”.

Ponadto w kwestii gramatycznej – błędnie, acz konsekwentnie, używana jest wielka litera w odniesieniu do nazw własnych członków sekt i denominacji chrześcijańskich (np. Katarzy), co w polskim języku nie jest praktykowane7.

Kilkadziesiąt terminów przetłumaczono w sposób, określiłbym to mianem – pusty, np.: „Communicatio Idiomatum” przetłumaczono na „Communicatio Idiomatum”, „De Fide” – „De Fide”, „Humanae Vitae” – „Humanae Vitae” (obecność w indeksie encykliki, które z zasady funkcjonują w literaturze pod nazwami łacińskimi jest zupełnym nieporozumieniem), „Sobornost'” – jako „Sobornost'” (nieprzetłumaczalny na język polski), „Sola Fides” – „Sola fides” (skąd raz mała a raz wielka litera?), „Sola Gratia” – „Sola gratia” (podobnie), „Theologia Crucis” – „Theologia crucis” (w terminologii teologicznej w języku polskim funkcjonuje termin „teologia krzyża”), „Oikoumene or Oikumene” – „Oikumene” (choć jest polski odpowiednik – „ekumenia”).

Lista jest dość długa, obejmuje terminy techniczne z różnych dziedzin teologicznych w językach łacińskim, rosyjskim, greckim, czy hebrajskim, które wszak pozostawiono bez tłumaczenia, co miało swoje uzasadnienie, gdyż większość z nich jest nieprzetłumaczalna. Powinno się je jednak opuścić i nie umieszczać w indeksie „angielsko-polskim”. Ani to angielski, ani polski. A przecież pojawiły się one w podstawowej części Leksykonu, gdzie zostały w miarę możliwości Autorów przetłumaczone i wyjaśnione.

Ponadto niezasadnie i niepotrzebnie zamieszczono skrócone nazwy własne dzieł (funkcjonujących niekiedy pod nazwiskiem autora), których przecież się nie tłumaczy, dla przykładu: „Dezinger” przetłumaczono oczywiście na „Dezinger”, „Didache” na „Didache”, „Migne” na „Migne”.

Uzasadnione zaś było posłużenie się terminem łacińskim jedynie w sytuacji, gdy w języku angielskim ma on swój odpowiednik, z tym, że nie ma odpowiednika w języku polskim, dlatego słusznie przedstawiono odpowiednik łaciński funkcjonujący w polskiej literaturze teologicznej, np.: „Divine Office” – „Divinum officium”, „Ex Catherdra Definition” – „Ex cathedra”, „External Forum” – „Forum externum”, „Orthodoxy, Old Protestant” – „Dawna protestancka prawowierność” (powinno zostać przetłumaczone jako „staroprotestantyzm”), „Sacramental” – „Sakramentale” (powinno być sakramentalny lub sakramentalność, w zależności od kontekstu).

Ponadto Indeks zamieszczony w Leksykonie rodzi kolejne pytania, dlaczego termin odnoszący się do rzeczowego zagadnienie przetłumaczony został jako określenie grupy wyznającej dane poglądy, dla przykładu: „Mormonism” przetłumaczono na „Mormoni”, „Montanism” – „Montaniści”. Tym bardziej że dla niektórych terminów odnaleziono w Leksykonie odpowiednik polski, np.: „Nominalism” – „nominalizm”, „Nihilism” – „nihilizm”, „Origenism” – „orygenizm”. Widać w tym postępowaniu niekonsekwencję i brak spójności.

A na koniec rozważań na temat Indeksu pytanie o „Sitz im Leben” – niemieckojęzyczny termin związany z egzegezą znalazł się na liście jako termin angielski, i przetłumaczono go jako „wkorzenienie w życie”, choć funkcjonuje on już jako termin techniczny i zwykle bywa nie tłumaczony, bądź też dokonuje się „opisu” jego znaczenia.

Puentując moje rozważania nad wartością Leksykonu, podzielę się czytelnikami fragmentami recenzji uznanych Autorów, które zamieszczono na stronie internetowej Wydawnictwa WAM. Z wypowiedzi ks. prof. Tomasza Jelonka: „…Hasła opracowane są starannie, ale w sposób zwięzły, podając najważniejsze wiadomości bez odnośników do bibliografii, ale z licznymi odsyłaczami do tematów pokrewnych […] [leksykon – P.J.] pozwoli uściślić treść opracowywanych publikacji, doraźnie pomoże studiującym, będzie użyteczny dla tłumaczy […] wypowiedzi [korzystających z leksykonu – P.J.] staną się poprawne, dobrze informujące, a nie wzbudzające politowania nad bezradnością w dziedzinie religijnej [podkreślenia – P.J.]”.

Z recenzji ks. Prof. Andrzeja Zwolińskiego zamieszczonej na tej samej stronie internetowej: „…Zwięzłe hasła, jasno i zrozumiale wyjaśnione […] Dziennikarze, studiujący, odpowiadający na wszelkie pytania na tematy „kościelne” nie mogą już tłumaczyć się – w przypadku językowych „wpadek” – brakiem dostępnej im pomocy… [podkreślenia – P.J.]”.

Uznając autorytet i dokonania wspomnianych Autorów, pozwolę sobie nie zgodzić się z ich opiniami na temat Leksykonu. Niespójność języka, brak rzeczowego uporządkowania, nawet bałagan w porządku chronologicznym wewnątrz haseł, zwłaszcza historycznych, do tego błędy terminologiczne, leksykograficzne… Należy ufać, że tak zasłużona dla teologii w Polsce oficyna wydawnicza, przygotowując kolejne wydanie Leksykonu, zadba o rzetelną korektę oraz o konsultację teologiczną, celem uniknięcia tak rażących niedociągnięć.


Przypisy:

1 Przedmowa, w: Leksykon pojęć teologicznych i kościelnych, red. H. Pietras, Kraków 2002, s. 5.

2 Por. P. Janowski, Latytudynaryzm, w: Encyklopedia Katolicka, red. E. Ziemann, Lublin 2004, t. X, kol. 558-559, oraz tamże, Low church, kol. 1413-1415.

3 Por. P. Janowski, Kłamstwo Oświęcimskie, w: Encyklopedia Białych Plam. Suplement, red. E. Gigilewicz, Radom 2005, t. XIX, s. 172-175.

4 Por. M. Zahajkiewicz, Koncyliaryzm, w: Encyklopedia Katolicka, red. B. Migut, Lublin 2002, t. IX, kol. 546-549.

5 Por. J. Turek, A. Maryniarczyk, J. Krasiński, P. Janowski, Kreacjonizm, w: Encyklopedia katolicka, red. B. Migut, Lublin 2000, t. VIII, kol. 1237-1249.

6 Jak podaje jeden najwybitniejszych przedstwicieli polskiej leksykografii E. Gigilewicz: „W polskiej tradycji leksykograficznej przyjęło się by w przypadku haseł rzeczowych, 2-wyrazowych, na pierwszym miejscu ustawiać przymiotnik”. Por. E. Gigilewicz, Encyklopedia Kościoła – tylko jakiego? Uwagi leksykograficzne, „Teologia w Polsce” 76-77(2004), s. 29.

7 Por. wnioski przyjęte przez Komisję Języka Religijnego przy Radzie Języka Polskiego PAN (Zasady pisowni słownictwa religijnego, „Teologia w Polsce” 77-78(2004), s. 32-35).

- Teologia w Polsce 23 (2005) nr 82 -

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama