Przygotowania do chrztu

Fragment biografii zatytułowanej "Św. Józefina Bakhita. Duma afrykańskiego Kościoła"

Przygotowania do chrztu

Marek Balon, reż. Giacomo Campiotti

Św. Józefina Bakhita.
Duma afrykańskiego Kościoła.

Dom Wydawniczy Rafael
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-7569-401-7

Spis wybranych fragmentów
Ku wolności
Przygotowania do chrztu

Przygotowania do chrztu

Załatwianie formalności związanych ze sprzedażą domu przeciągało się w nieskończoność. Na niektórych dokumentach konieczne były podpisy męża i dlatego pani Michieli musiała czym prędzej pojechać do Suakin. Administrator dóbr rodziny Michieli, pan Illuminato Checchini, poradził jej, aby na czas swej nieobecności powierzyła Mimminę i Bakhitę opiece sióstr kanosjanek, które w Wenecji prowadziły przy swoim klasztorze Instytut Katechumenatu, przygotowujący dorosłych do przyjęcia chrztu. Pan Illuminato był człowiekiem wielkiej dobroci. Bardzo przejmował się losem Bakhity, którą kochał ojcowską miłością i pragnął jej szczęścia. Jako gorliwy katolik chciał, aby poznała zasady wiary chrześcijańskiej, a następnie, jeśli taka będzie jej wola, przyjęła chrzest. Dlatego tak bardzo zależało mu na umieszczeniu dziewczyny u sióstr kanosjanek. Nagły wyjazd pani Michieli stanowił ku temu świetną okazją.

Pani Michieli bardzo spodobał się ten pomysł i dlatego natychmiast rozpoczęła starania o umieszczenie tam córki i Bakhity. Nie obyło się przy tym bez pewnych trudności formalnych, gdyż tak naprawdę kanosjanki nie zajmowały się osobami już ochrzczonymi, a tak było w przypadku Alicji. W końcu jednak, dzięki osobistym staraniom pana Illuminato, udało się wszystko szczęśliwie załatwić. „Pani nie chciała nas rozdzielać — wspomina Bakhita — dlatego ponad miesiąc ciągnęły się pertraktacje, które z mojej perspektywy wydawały się nie mieć końca. Interweniował w końcu administrator pani Turiny, pan Illuminato Checchini, człowiek o złotym sercu i prawym sumieniu, który do końca swoich dni darzył mnie ojcowską miłością. Dając mi krucyfiks, ucałował go nabożnie, po czy wyjaśnił mi, że Jezus Chrystus, Syn Boży, umarł za nas wszystkich. Nie rozumiałam, co to znaczy, ale popychana tajemniczą siłą, schowałam podarowany krzyż w obawie, że pani mi go zabierze. Wcześniej niczego nigdy nie schowałam, bo do niczego nie byłam przywiązana. Pamiętam, że w tajemnicy długo przyglądałam się krucyfiksowi i czułam w sobie coś, czego nie umiałam wyjaśnić. Pan Illuminato tak bardzo pragnął, żebym została przyjęta do Instytutu Katechumenatu, że w piśmie sporządzonym na urzędowym papierze obiecał, że gdyby pani Turina nie wywiązała się ze zobowiązania, on opłaci pensję i weźmie do siebie dziewczynkę po zakończeniu nauki. I tak obie zostałyśmy przyjęte w Katechumenacie”.

Bakhita od dawna, obserwując choćby piękno stworzenia, czuła ogromne pragnienie poznania Stwórcy. Ledwie postawiła nogę w klasztorze, wiedziała, że wreszcie odnalazła swe miejsce. Tam nauczyła się kochać Boga, którego obecność w swym sercu odczuwała już wcześniej, szczególnie w chwilach największego osamotnienia, jako tajemniczą siłę, która wspierała ją i prowadziła przez meandry życia. „Wraz z małą — czytamy w jej pamiętniku — zostałam powierzona siostrze Marii Fabretti zajmującej się nauką katechumenów. Nie mogę wspominać bez łez serdecznej troski, jaką mi okazywała. Chciała wiedzieć, czy żywiłam pragnienie zostania chrześcijanką, a usłyszawszy, że tego głęboko pragnę i że przybyłam właśnie z takim zamiarem, wielce się uradowała. Wobec tego te święte matki z heroiczną cierpliwością zaczęły mnie nauczać i dały mi poznać Boga, którego czułam w moim sercu, od kiedy byłam dzieckiem, chociaż go nie znałam. Pamiętam, że widząc słońce, księżyc, gwiazdy, chłonąc piękno przyrody, mówiłam do siebie: Kto jest panem tych wszystkich pięknych rzeczy? Czułam wielkie pragnienie zobaczenia Go, poznania, oddania mu hołdu. Teraz Go znam. Dziękuję, mój Boże, dziękuję!”.

W listopadzie 1889 roku pani Michieli była już z powrotem w Italii i szczęśliwie załatwiwszy ostatnie formalności przed przeprowadzką do Afryki przybyła do klasztoru Kanosjanek, aby zabrać córkę i Bakhitę. Na miejscu przeżyła prawdziwy szok, gdyż Bakhita, którą wciąż uważała za swoją własność, łagodnie, ale stanowczo oznajmiła, że z własnej woli nie opuści sióstr. Starała się wytłumaczyć swej pani, że nie ukończyła jeszcze przygotowań do chrztu i nie może teraz jechać do Afryki, choć w głębi serca czuła, że w ogóle nie chce tam wracać.

Ten niespodziewany opór wyprowadził panią Michieli z równowagi. Ogromnie wzburzona, nie reagowała na prośby Bakhity i pozostała głucha na jej argumenty, natomiast wszelkimi sposobami próbowała zmusić dziewczynę do posłuszeństwa. „Pani rozgniewała się — pisze Bakhita — nazwała zwykłą niewdzięcznością to, że nie chciałam jej towarzyszyć, podczas gdy ona uczyniła dla mnie tyle dobrego. Ja jednak trwałam w moim postanowieniu. Pani przedstawiła mi wiele racji, ale żadna mnie nie przekonała. Cierpiałam wprawdzie, widząc jej niezadowolenie, ponieważ naprawdę bardzo ją lubiłam. Ale to Pan dawał mi tę stanowczość, bo chciał, żebym całkowicie do Niego należała. Ach, dobroci! Następnego dnia pani powróciła w towarzystwie jakiejś drugiej kobiety i ponowiła próbę zabrania mnie — tym razem nawet bardziej stanowczą. Na próżno. Obie odeszły rozgniewane”.

W sporze tym Bakhitę wspierały wszystkie siostry kanosjanki z matką przełożoną na czele. Były one pod dużym wrażeniem jej postawy, która w prostych, szczerych, ale jakże pięknych słowach potrafiła wielbić Boga. Jej niezwykły entuzjazm, pogoda ducha i naturalna dobroć udzielały się wszystkim. Siostrom imponowała żarliwość religijna prostej niewolnicy, a w jej szlachetnym uporze widziały wolę Bożą. Pewną rolę w całej tej sprawie odgrywała również kwestia prestiżu zakonu. Kongregacja zakonna kanosjanek (właściwie Zgromadzenie Sióstr Córek Miłości i Służebnic Ubogich) została założona w 1808 roku przez włoską szlachciankę Magdalenę z Canossy, którą w 1988 roku kanonizował papież Jan Paweł II. Od samego początku istnienia celem kongregacji jest niesienie pomocy chorym i ubogim, a także prowadzenie szeroko rozumianej ewangelizacji, czego przykładem są właśnie kanosjańskie ośrodki katechumenatu. Sprawie Bakhity siostry zamierzały nadać odpowiedni rozgłos, tak w interesie działalności ewangelizacyjnej, jak i ku chwale kongregacji.

Tymczasem pani Michieli nie dawała za wygraną i każdego dnia nachodziła Bakhitę, nie szczędząc gorzkich słów również siostrom. W końcu matka przełożona zdecydowała, że tę drażliwą kwestię rozstrzygnąć mogą jedynie wyższe instancje i zwróciła się do patriarchy Wenecji, kard. Domenico Agostiniego. Kardynał, jako że wchodził tu w grę problem z zakresu prawa cywilnego, porozumiał się z królewskim prokuratorem. Ten odpowiedział, że państwo włoskie nie uznaje niewolnictwa, więc Bakhita, jako osoba już pełnoletnia, może swobodnie decydować o swoim losie.

Następnego dnia patriarcha przybył do klasztoru, aby osobiście zakończyć ten gorszący konflikt. Na spotkanie zaprosił wszystkie zainteresowane osoby i na wstępie zrelacjonował im stanowisko prokuratora, a potem zapytał Bakhitę, czy podtrzymuje swoją decyzję o pozostaniu w klasztorze. Gdy dziewczyna odpowiedziała twierdząco, kardynał oznajmił, iż należy uszanować jej wolę. Jego słowa bardzo nie spodobały się pani Michieli, która zareagowała wybuchem gniewu i płaczu. Dla osiągnięcia swego celu nie zawahała się nawet wykorzystać swojej córeczki. „Pani Turina zaś — wspomina przyszła święta — płacząc z gniewu i żalu, wzięła dziewczynkę, która nie chciała mnie puścić i nalegała, żebym z nią poszła. Byłam tak poruszona, że nie mogłam wymówić ani słowa. Odeszłam, płacząc, ale też odczuwając zadowolenie, że nie uległam”.

Bakhita pozostała więc w klasztorze i weszła w ostatnią fazę przygotowań do przyjęcia chrztu. 9 stycznia 1890 roku, podczas uroczystej Mszy, w obecności pewnej hrabiny, która wystąpiła jako matka chrzestna, a także sporej grupy osób pragnących ją powitać na łonie Kościoła, przyjęła chrzest, bierzmowanie oraz Pierwszą Komunię Świętą. Na chrzcie otrzymała trzy imiona: Józefina, Małgorzata i Fortunata. To ostatnie imię wyraźnie nawiązywało do jej arabskiego imienia. Wzruszona dziewczyna nie była w stanie wyrazić swej radości słowami, ale jej duże, przepełnione dobrocią i wyraziste oczy rozbłysły, ujawniając to, co kryło się w jej sercu. Od owego dnia aż do końca swego życia nie przestawała dziwić się temu, że jest kimś, kogo Bóg umiłował, kimś istotnym dla Niego.

opr. ab/ab

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama