Sudan Południowy - Barwy misyjnej codzienności

Zostawić na rok rodzinę, przyjaciół, studia, pracę i jechać do Afryki. Po co?

Sudan Południowy - Barwy misyjnej codzienności

Sudan Południowy - Barwy misyjnej codzienności

Zostawić na rok rodzinę, przyjaciół, studia, pracę i jechać do Afryki. Po co? Nie aby podróżować, zwiedzać parki narodowe, ale smakować prawdziwego afrykańskiego życia! Nie życia turysty dostrzegającego jedynie nieliczne fragmenty obrazu prawdziwej rzeczywistości przez obiektyw aparatu. Dla jednych to absurdalny pomysł, dla innych marzenie. Dla Magdy Jaczewskiej rzeczywistość. Przez rok pracowała jako wolontariuszka Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego Młodzi Światu na placówce prowadzonej przez Siostry Salezjanki  w Wau w Sudanie Południowym. Opowiada o realiach codziennego życia uczniów i nauczycieli, a także swojej misjo wolontariusza świeckiego.

Dlaczego zdecydowałaś się pojechać na misje?

Dostałam wiele zupełnie za darmo: kochająca rodzina, która pozwoliła mi się rozwijać i zawsze mnie wspierała (choć miałam szalone pomysły), przyjaciele „na śmierć i życie:)” oraz możliwość kształcenia się w wybranym kierunku. Rodzice nauczyli mnie też wdzięczności, która przelała się w chęć wyjazdu do Afryki. Myśl o tym magicznym kontynencie zakiełkowała w sercu już w gimnazjum. Jej źródłem stała się książka Karen Blixen „Pożegnanie z Afryką”. Wtedy to było naiwne marzenie, chyba nawet nie umiałam sobie wyobrazić, że Panu się ono spodoba i wykorzysta to w swym planie.

Sudan Południowy - Barwy misyjnej codzienności

 Jak wyglądały przygotowania do wyjazdu?

Działając w Polsce jako wolontariusz, nabierałam wiedzy, co to naprawdę wyjazd na misje. Mogłam słuchać prezentacji innych wolontariuszy SWM, którzy już doświadczyli tego trudu i radości. Styczność z tymi fantastycznymi ludźmi, dzielącymi się swym doświadczeniem, najbardziej mnie fascynowała i dała porządną podwalinę, by budować swój leksykon pojęć na temat wyjazdu. Wiele z tego, czego się wtedy nauczyłam, wykorzystałam póŸniej w praktyce. Wdzięczność Bogu, chęć pójścia za nim, chyba też zaufanie, że On będzie zawsze przy mnie, pragnienie przyczynienia się do zmiany na lepsze (choć odrobinę), odpowiedzialność względem mojej organizacji - to dawało mi siłę w kryzysowych momentach w Sudanie Południowym.

Opowiedz, na czym polegała Twoja praca?

W Wau stałam się m.in. nauczycielką, sekretarką, prawą ręką dyrektorki - cudownej siostry Thuy i trenerką tańca. Sytuacja wymagała spontaniczności, szybkiej adaptacji. Nauczyciele często się nie pojawiali, znikali, więc trzeba było organizować zastępstwa. Niewiele osób umiało obsługiwać komputery, dlatego pomagałam przy pisaniu egzaminów, uzupełnianiu danych. Ponadto jednym z zadań było tworzenie pomocy dla dzieci — trasowałyśmy literki, obrazki, które potem kolorowały maluchy. Wielkim ułatwieniem byłaby kserokopiarka — moglibyśmy zaoszczędzić czas i pieniądze oraz zaproponować uczniom ciekawsze ćwiczenia. Każdy z nas może pomóc w realizacji tego marzenia!

Sudan Południowy - Barwy misyjnej codzienności

W niedzielę spotykałyśmy się z dziećmi na przedmieściach miasta. Miały wtedy okazję poznać nowe gry zespołowe, wspólnie rysowaliśmy lub tworzyliśmy barwne kolarze. Każde spotkanie kończyło się opowieścią. Maluchy siedziały w kręgu jak zaczarowane i słuchały historii o św. Janie Bosco. Potem modliliśmy się różańcem.

Dużo pracy, żar spływający z bezchmurnego nieba, ale uśmiech na twarzy nie znikał.

Co było najtrudniejsze podczas pracy misyjnej?

Fakt, że z osoby chodzącej swymi „kocimi” ścieżkami, musiałam zaakceptować podyktowane odgórnie warunki, był ciężki, ale zdawałam sobie sprawę, nieunikniony. Niestabilna sytuacja państwa powodowała pewne środki ostrożności. Furtka zamykała się o 6 po południu, więc życie towarzyskie stało się mocno ograniczone. Mimo wszystko umiałyśmy się zorganizować w obrębie naszego skrawka ziemi.

Jedno zdarzenie, które najbardziej utkwiło Ci w pamięci?

Praca nauczyciela jest jedną z tych wymagających - szczególnie w Sudanie Południowym. Klasy są przeludnione, często uczniowie nie posiadają podręczników, brak pomocy naukowych, a dochodzi jeszcze upał. Powietrze w klasie nagrzewa się stosunkowo szybko, gdyż zadaszenie to blacha falista. Mimo tych wymagających warunków nie zarabiają dużo.

Każdy czeka na ostatni dzień miesiąca, kiedy finanse zostają na nowo zasilone. Po jednej takiej wypłacie, Martin - nauczyciel rolnictwa i nauk ścisłych, podszedł do mnie i wręczył mi banknot ze słowami, żebym poszła coś sobie kupić. Patrzyłam na niego w osłupieniu. Próbowałam się wymigać, mówiąc, że nie potrzebuję, ale twardo wciskał mi sfatygowany papierek w rękę. Powiedział do mnie, że choć na kawę mi się należy za tę szaloną robotę. Dowiedział się, że nie dostaję pensji za to, co robię i chciał się podzielić swoją.

Sudan Południowy - Barwy misyjnej codzienności

To wydarzenie będzie żywe w moich wspomnieniach, wszystkie emocje, które mu towarzyszyły - zdziwienie, zmieszanie, ale też dziwna radość i ciepło rozlewające się wewnątrz. Taki prosty gest, a miał dla mnie wielkie znaczenie.

Jak w codzienności szkolnej realizowałyście misję ewangelizacyjną?

Życzliwy gest, rzetelna praca, czas dla innych to najlepszy oręż misjonarza - czyny a nie puste słowa!

Na marginesie, Południowi Sudańczycy, choć doświadczają głodu, braku komfortu, niepokoju, nawet nie podważają istnienia Boga i wiedzą, że Jego twarz jest Czystym Dobrem. To jest wiara!

Co dał Ci wolontariat na misjach?

Wiele. Ciężko to opisać w kilku zdaniach. To było doświadczenie, które zawsze będzie ze mną.

Na pewno otworzył mi oczy na wielkość problemy głodu, braku dostępu do edukacji. Czasem oglądamy reportaże dywagujące na ten temat, ale fakt, że od tej rzeczywistości dzieli nas szklany ekran jakoś może spłaszczać cierpienie. Doświadczyłam również, że często najbardziej pragniemy po prostu zauważenia przez drugą osobę, wystarczy uśmiech, dobre słowo, zwrócenie uwagi na drobny szczegół.

Sudan Południowy - Barwy misyjnej codzienności

Sudan Południowy to kraj naznaczony wojną, jak jest ona odczuwalna dziś?

Nie można płynnie i bez szwanku przejść ze stanu zagrożenia do normalnego rytmu życia. Blizny zostają, nie tylko te cielesne, ale niestety i duchowe. Potrzeba czasu, wsparcia i dobrego przykładu, by zbudować swe życie na wytrzymałym fundamencie.

Sudan Południowy powstał jako niepodległe państwo zaledwie 4 lata temu? Jak ludzie, których spotkałyście postrzegają swoją niepodległość, jaki jest ich podejście do patriotyzmu?

Była wielka nadzieja na Nowy Świat, Wolność, Lepsze Życie. Dostali tę szansę w 2011 roku, ale jak rządzić, jeśli walczyło się tyle lat? Trzeba zmienić strukturę państwa, bardzo ciężka sprawa - tyle potrzeb, nie ma żadnego przemysłu narodowego! Każdy, kto ma szansę chętnie się edukuje, ale uniwersytety są przepełnione, trzeba czekać na swą kolej nawet 3 lata, a w podstawówkach klasy mają minimum 60 uczniów. Mimo tych przeciwności mieszkańcy Sudanu Południowego często się uśmiechają, mają czas się zatrzymać, potrząsnąć twą ręką w geście przywitania i z chęcią zaproszą na przesłodką herbatę z hibiskusa.

Z Magdaleną Jaczewską rozmawiała Dominika Oliwa-Żuk (SWM MŁODZI ŚWIATU)

Obecnie pracę Magdy w Wau kontynuują dwie wolontariuszki SWM — Anna Kowalczyk i Marta Anglart. Informacje o możliwości wsparcia szkoły w Wau, a także innych projektach misyjnych prowadzonych przez Salezjański Wolontariat Misyjny Młodzi Światu można znaleźć na stronie https://swm.pl

opr. ab/ab

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama