Szkoła potrzebuje procedur bezpieczeństwa, psychologicznego wsparcia i współpracy z rodzicami. Potrzebuje jednak także czegoś, czego nie da się zadekretować ani wyegzekwować regulaminem: uformowanego sumienia. Bez niego nawet najlepiej przygotowane zasady nie odpowiedzą na najważniejsze pytanie – dlaczego nie wolno krzywdzić drugiego człowieka?
W ostatnich dniach informacje o przemocy wśród dzieci i młodzieży, groźbach kierowanych do szkół oraz internetowym hejcie przypomniały, jak krucha może być szkolna codzienność. Za medialnymi doniesieniami kryją się uczniowie, którzy boją się przyjść na lekcje, dzieci upokarzane przez rówieśników, nauczyciele szukający sposobu, by zareagować, i rodzice zastanawiający się, czy ich dziecko jest bezpieczne.
W takich chwilach słusznie mówimy o procedurach, interwencjach, odpowiedzialności prawnej i pomocy psychologicznej. Wszystko to jest konieczne. Warto jednak postawić również pytanie głębsze: co sprawia, że człowiek powstrzymuje się od zła także wtedy, gdy nikt go nie kontroluje, nie patrzy mu przez ramię i nie grozi karą?
To pytanie prowadzi do sumienia. A skoro mówimy o wychowaniu młodego człowieka, nie możemy traktować formacji sumienia jako sprawy drugorzędnej.
Spojrzenie, które pozwala zobaczyć prawdę
W Ewangelii według św. Łukasza czytamy o chwili, która nastąpiła po zaparciu się Piotra. Jezus odwraca się i patrzy na ucznia. Piotr przypomina sobie Jego słowa, wychodzi na zewnątrz i gorzko płacze (Łk 22,61–62).
To krótki fragment, ale zawiera ważną prawdę o ludzkim sumieniu. Piotr wcześniej zapewniał o swojej wierności. W chwili próby postąpił jednak inaczej, niż deklarował. Dopiero spojrzenie Jezusa i przypomnienie sobie Jego słów pozwalają mu skonfrontować się z prawdą o własnym zachowaniu.
Piotr nie potrzebuje kolejnej deklaracji o tym, jakim chciałby być człowiekiem. Musi zobaczyć, kim okazał się w konkretnej sytuacji. Jego płacz jest znakiem bolesnego rozpoznania własnej niewierności.
W tej scenie nie chodzi o potępienie człowieka, który popełnił błąd. Chodzi o moment, w którym przestaje on uciekać przed prawdą. Sumienie nie jest przecież tylko wewnętrznym głosem, który mówi nam, że czujemy się dobrze albo źle. Jest zdolnością rozpoznawania moralnego znaczenia własnych czynów i stawania w prawdzie wobec dobra, które powinniśmy wybierać.
Człowiek może wiedzieć, że nie powinien krzywdzić innych, a mimo to ulec presji grupy. Może deklarować szacunek, a później publicznie kogoś upokorzyć. Może uważać się za dobrego kolegę, a jednocześnie udostępnić obraźliwy wpis, ponieważ zrobiła to większość klasy.
Właśnie w takich sytuacjach potrzebne jest uformowane sumienie. Nie wystarczy znać zasady. Trzeba jeszcze umieć odnieść je do własnego postępowania – także wtedy, gdy prawda o sobie okazuje się niewygodna.
Hejt to nie tylko złamanie regulaminu
Wyobraźmy sobie ucznia, który widzi w internetowej grupie obraźliwy wpis o koleżance. Nie napisał go sam. Może tylko polubił publikację, przesłał ją dalej albo dołączył do śmiechu pozostałych. Tłumaczy sobie, że przecież nie zrobił nic poważnego. W końcu inni zachowują się podobnie.
Statut szkoły może określać konsekwencje cyberprzemocy. Rodzice i nauczyciele mogą tłumaczyć, dlaczego należy zgłaszać takie treści. To ważne, ale pozostaje jeszcze pytanie, które uczeń musi postawić samemu sobie: czy swoim zachowaniem przyczyniłem się do krzywdy drugiego człowieka?
Formacja sumienia zaczyna się właśnie tam, gdzie kończy się wygodne usprawiedliwianie własnych czynów. Wymaga odwagi, by nazwać zło złem, nawet jeśli popełniają je nasi znajomi. Wymaga zdolności dostrzeżenia człowieka po drugiej stronie ekranu. Wymaga też gotowości do naprawienia wyrządzonej krzywdy.
Nie chodzi o to, by każdy błąd młodego człowieka traktować jak moralną katastrofę. Wychowanie wymaga cierpliwości, rozmowy i proporcjonalnej reakcji. Ale nie wolno mylić cierpliwości z obojętnością ani zrozumienia dla sprawcy z pomniejszaniem cierpienia osoby skrzywdzonej.
Dojrzałe sumienie nie polega na nieustannym oskarżaniu samego siebie. Polega na zdolności rozpoznania prawdy, przyjęcia odpowiedzialności i podjęcia wysiłku zmiany.
Sumienie trzeba formować
Sumienie nie rozwija się automatycznie wraz z wiekiem. Potrzebuje wychowania, dobrych wzorców, rozmowy i konfrontacji z pytaniami, na które nie zawsze da się odpowiedzieć jednym zdaniem.
Dlaczego nie wszystko, co przynosi mi popularność, jest dobre? Czy większość zawsze ma rację? Czy wolność oznacza, że mogę robić wszystko, na co mam ochotę? Czy można zasłaniać się żartem, jeśli druga osoba została upokorzona? Co powinienem zrobić, gdy widzę krzywdę, ale boję się sprzeciwić grupie?
Takich pytań nie da się rozstrzygnąć samym zakazem używania telefonów ani kolejnym punktem szkolnego regulaminu. Potrzebna jest przestrzeń do namysłu nad dobrem, odpowiedzialnością, prawdą i godnością drugiego człowieka. Potrzebni są dorośli, którzy nie tylko wymagają, ale potrafią słuchać i towarzyszyć młodym w rozpoznawaniu moralnych konsekwencji ich decyzji.
Właśnie dlatego edukacja aksjologiczna nie powinna być traktowana jako luksus, na który szkoła może sobie pozwolić dopiero wtedy, gdy zrealizuje wszystkie inne zadania. Kształtowanie zdolności rozpoznawania dobra i zła należy do podstawowych wymiarów wychowania.
Religia i etyka – przestrzeń do rozmowy o odpowiedzialności
W tym kontekście szczególne znaczenie mają religia i etyka. Nie dlatego, że sama obecność tych przedmiotów automatycznie zapobiegnie przemocy. Żaden przedmiot szkolny nie daje takiej gwarancji. Ich wartość polega między innymi na tym, że pozwalają podejmować pytania o moralność w sposób systematyczny, a nie wyłącznie przy okazji kryzysów.
Lekcje religii mogą pomagać młodym ludziom odkrywać chrześcijańskie rozumienie godności człowieka, miłości bliźniego, grzechu, przebaczenia i nawrócenia. Ewangeliczna scena spotkania Jezusa z Piotrem pokazuje, że uznanie własnego błędu jest bolesne, ale może stać się początkiem przemiany.
Etyka z kolei daje przestrzeń do analizowania dylematów moralnych, rozważania racji, rozpoznawania konsekwencji czynów i uczenia się odpowiedzialnego argumentowania. Pomaga ćwiczyć samodzielny osąd zamiast bezrefleksyjnego podporządkowania się presji grupy.
Te przedmioty nie zastąpią rodziny, szkolnych działań profilaktycznych, pomocy psychologicznej ani interwencji służb. Mogą jednak uczestniczyć w procesie, którego nie da się skutecznie przeprowadzić bez refleksji nad tym, kim jesteśmy dla innych i za co odpowiadamy.
Jeśli chcemy, aby młodzi ludzie nie tylko znali normy, ale także rozumieli ich sens, musimy stworzyć im warunki do rozmowy o sumieniu. Nie wystarczy powiedzieć: „Nie rób tego, bo grozi za to kara”. Trzeba także pomóc zrozumieć: „Nie rób tego, bo drugi człowiek ma godność, a ty odpowiadasz za to, co czynisz”.
Nie chodzi o strach przed karą, lecz o odpowiedzialność
Szkoła musi reagować na przemoc i stawiać granice. Nie może jednak ograniczać wychowania do pilnowania, czy uczniowie przestrzegają zasad. Celem nie jest przecież wyłącznie stworzenie sytuacji, w której młody człowiek zachowuje się poprawnie, bo obawia się konsekwencji.
Celem jest także wychowanie człowieka, który potrafi postąpić właściwie wtedy, gdy nie ma nad nim kontroli. Który nie dołączy do hejtu, choć wszyscy wokół się śmieją. Który nie wykorzysta cudzej słabości dla własnej popularności. Który potrafi przyznać się do błędu, przeprosić i spróbować naprawić wyrządzoną krzywdę.
To wymaga czasu. Formacja sumienia nie dokonuje się podczas jednej lekcji, rekolekcji czy szkolnego apelu. Jest procesem, w którym ważne są konsekwencja, przykład dorosłych i możliwość powrotu do prawdy po popełnionym błędzie.
W biblijnej scenie Piotr gorzko płacze. Ewangelia nie przedstawia tego momentu jako końca jego historii. To chwila bolesnego rozpoznania prawdy o sobie. Późniejsze spotkanie ze Zmartwychwstałym pozwoli mu wrócić do relacji z Jezusem i na nowo podjąć odpowiedzialność za powierzonych mu ludzi.
Ta perspektywa jest ważna również w wychowaniu. Uczeń, który skrzywdził drugiego człowieka, musi ponieść odpowiedzialność. Nie powinien być jednak sprowadzany na zawsze do swojego najgorszego czynu. Wychowanie zakłada możliwość uznania winy, naprawienia krzywdy i przemiany postępowania.
Czas przywrócić formację sumienia do centrum wychowania
Stowarzyszenie Katechetów Świeckich upomina się o właściwe miejsce religii i etyki w szkole. W obliczu narastającego niepokoju o relacje między młodymi ludźmi warto przypomnieć, że za tym postulatem stoi również pytanie o kształt wychowania.
Nie można obiecywać, że większa liczba godzin religii lub etyki wyeliminuje przemoc. Można i trzeba jednak pytać, czy szkoła wystarczająco poważnie traktuje formację sumienia – uczenie młodych ludzi rozpoznawania dobra, brania odpowiedzialności za własne czyny i dostrzegania godności innych.
W dobie kolejnej reformy edukacji warto wyjść poza pytanie o to, ile godzin zajmuje dany przedmiot w planie. Należy również zapytać, jakie miejsce w szkole mają rozmowa o odpowiedzialności, refleksja moralna i kształtowanie dojrzałych postaw.
Ewangeliczne spojrzenie Jezusa na Piotra przypomina, że przemiana zaczyna się od spotkania z prawdą o sobie. Młody człowiek potrzebuje dorosłych, którzy pomogą mu tę prawdę zobaczyć – nie po to, by go upokorzyć, lecz by nauczyć go odpowiedzialności.
Nie wystarczy wychować ucznia, który wie, za co może zostać ukarany. Trzeba pomóc mu stać się człowiekiem, który rozumie, dlaczego nie wolno krzywdzić drugiego. To właśnie dlatego formacja sumienia nie może być marginesem szkolnego wychowania.
Autor jest członkiem Stowarzyszenia Katechetów Świeckich
Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.