„G. Piotrowski, L. Pękala i W. Chmielewski uprowadzili księdza. Zabójstwa dokonali inni, nieustaleni funkcjonariusze komunistycznych służb specjalnych 25 października 1984 r.” – tłumaczy na łamach „Gościa Niedzielnego” prok. Andrzej Witkowski.
Prok. Witkowski podaje, że w 1991 r. wskazał 10 funkcjonariuszy Wojskowej Służby Wewnętrznej zamieszanych w śmierć bł. ks. Jerzego. Zostali oni, jak pisze, przesłuchani, a następnego dnia Witkowskiemu odebrano śledztwo.
Taka sama wina
Śledczy, który dwukrotnie prowadził sprawę zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki podważa wersję wynikającą z tzw. procesu toruńskiego. Zdaniem Witkowskiego, kapłan po porwaniu przez trzech funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa został przez nich przekazany innym osobom, a w sprawę byli zamieszani funkcjonariusze WSW. W tekście opublikowanym w „Gościu Niedzielnym” prokurator odnosi się do tez dr. Tadeusza Jóźwika, który 40 lat temu przeprowadził sekcję zwłok ks. Jerzego, a także historyka prof. Pawła Skibińskiego. Obaj podważają wersję Witkowskiego.
Prokurator zaznacza, że fakt przekazania porwanego innym sprawcom nie zmniejsza odpowiedzialności porywaczy
„Działając w zamiarze ewentualnym, dopuścili się pomocnictwa do zbrodni zabójstwa. Wymiar kary za pomocnictwo następuje w granicach sankcji za dokonanie”
– podkreśla Andrzej Witkowski, odnosząc się do działań Grzegorza Piotrowskiego, Leszka Pękali i Waldemara Chmielewskiego.
Tajna informacja
Prokurator Witkowski odpowiada też na stwierdzenie prof. Skibińskiego, według którego nie wskazał „żadnych konkretnych żołnierzy WSW, którzy mieliby być zamieszani w (…) uprowadzenie księdza”.
„Owszem, wskazałem. Dziesięciu – pisze Witkowski. – Zostali przesłuchani 21 listopada 1991 r. Następnego dnia odebrano mi kierownictwo nad śledztwem”.
Z kolei dr Jóźwik „potwierdza teraz to, o czym ja od 2002 roku przekonuję w oparciu o ustalenia śledztwa IPN – że zwłoki księdza wyłowiono z Wisły po raz pierwszy 26 października 1984 r.” – zaznacza Andrzej Witkowski. „Nazajutrz po tym, jak wrzucono je do wody – dodaje. – Służby gen. LWP Cz. Kiszczaka fakt ten utajniły na użytek procesu toruńskiego. Bez odpowiedzi pozostaje pytanie, skąd dr T. Jóźwik posiadł tę tajną, specjalnego znaczenia informację”.
Znani sprawcy
Bł. ks. Jerzy Popiełuszko został uprowadzony 19 października 1984 r. w okolicach miejscowości Górsk przez trzech funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa: Grzegorza Piotrowskiego, Waldemara Chmielewskiego i Leszka Pękalę. Razem z nim esbecy porwali jego kierowcę, Waldemara Chrostowskiego.
Według wersji ustalonej podczas przeprowadzonego w Toruniu procesu esbeków, ksiądz został przez nich związany za pomocą pętli samoduszącej, ciężko pobity, przewieziony w bagażniku samochodu do Włocławka i tam wrzucony z tamy do wody. W międzyczasie Chrostowskiemu udało się uciec.
„Wersja przestaje być spójna”
Prokurator Andrzej Witkowski podważa tę wersję. Jego zdaniem w zbrodni bezpośredni udział brali funkcjonariusze Wojskowej Służby Wewnętrznej.
Porywacze mieli przekazać księdza ludziom z WSW, a ci przewieźli go na teren jednostki wojskowej w Kazuniu (ówczesne województwo warszawskie) i zamordowali go po torturach. Śmierć miała nastąpić w południe 25 października.
„Peerelowska wersja śmierci księdza, zatwierdzona podczas procesu toruńskiego na przełomie lat 1984/1985, przestaje być spójna” – uważa Milena Kindziuk, autorka książek o bł. ks. Jerzym, którą przekonuje wersja prok. Witkowskiego. Jak tłumaczyła w tygodniku „Sieci”, materiały, do których sama dotarła także przeczą wersji z procesu toruńskiego.
„Gdy niedawno rozmawiałam z mieszkańcami miejscowości położonych w pobliżu Kazunia, okazało się, że w październiku 1984 r. ludzie widzieli w tej okolicy wojskowe samochody, często nyski, panował tam wzmożony ruch. Co znaczące, jeszcze dziś niektórzy okoliczni mieszkańcy boją się o tym mówić” – opowiadała Milena Kindziuk.
Problem z generałem
„Sprawę zbrodni na księdzu Popiełuszce badam od 36 lat – podkreśla prok. Andrzej Witkowski. – Śledztwo dwukrotnie mi przydzielano, tyleż razy odbierano. Najpierw prowadziłem je w Departamencie Prokuratury MS, w okresie od czerwca 1990 do grudnia 1991 roku. Drugi raz, na prośbę prof. Witolda Kuleszy i prof. Leona Kieresa, ponownie zająłem się tą sprawą – w 2001 roku w IPN. Kolejny raz odebrano mi ją w październiku 2004 roku. Powód relegowania ze śledztwa w obu przypadkach był ten sam: moja decyzja o wydaniu postanowienia o przedstawieniu zarzutów gen. LWP Czesławowi Kiszczakowi”.
Źródła: „Gość Niedzielny”, „Sieci”
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.