Z nieobowiązkowej edukacji zdrowotnej w zeszłym roku wypisało się 70 procent uczniów. W tym roku przedmiot stał się obowiązkowy. Największym problemem jest jednak nie narzucenie go uczniom wbrew ich woli, wbrew woli ich rodziców, ale treści, które wtłaczane są do głów pod pozorem edukacji. Nie mają one nic wspólnego ze zdrowiem, wiele natomiast – z lewicowymi ideologiami.
Od września 2026 r. przedmiot „edukacja zdrowotna” jest obowiązkowy. Nieobowiązkowy pozostaje jedynie moduł „edukacja zdrowotna – zdrowie seksualne”. Nieobowiązkowość jest jednak warunkowa, ponieważ domyślnie wszyscy uczniowie są zapisani na ten przedmiot, więc aby dziecko w nim nie musiało uczestniczyć, trzeba je wypisać. To to zasadnicza zmiana w porównaniu z rokiem szkolnym 2025/26. Rodzice stracili prawo decyzji na temat udziału swoich dzieci w odniesieniu do prawie całego przedmiotu „edukacja zdrowotna” – zauważa Zbigniew Barciński.
Biorąc to pod uwagę, rodzic, któremu zależy na dobru własnego dziecka powinien świadomie podejść do treści, które będą trafiać do głów uczniów w ramach tego przedmiotu. Wbrew deklaracjom, że chodzi wyłącznie o edukację „zdrowotną”, w rzeczywistości chodzi o coś zupełnie innego: o ukształtowanie młodych umysłów zgodnie z antyrodzinną lewicową ideologią. Publikacja Zbigniewa Barcińskiego „Edukacja zdrowotna. Antyrodzinny i genderowy przekaz na obowiązkowych i nieobowiązkowych zajęciach” wydana przez lubelskie Stowarzyszenie Pedagogów Natan punktuje ten antyedukacyjny program, wskazując na związane z nim zagrożenia.
Edukacja pod dyktando lewicowych ideologii
Autor opiera swoją analizę na oficjalnie dostępnych dokumentach i materiałach szkoleniowych. Ukazywane zagrożenia nie są więc jedynie postulatem jakichś środowisk, ale wdrażanym właśnie w szkołach programem deprawacji dzieci i młodzieży.
Edukacja zdrowotna w oderwaniu od całości życia, od wyznawanych wartości, od umiejętności podejmowania właściwych wyborów jest fikcją. Program przedmiotu zawiera w sobie między innymi takie działy jak: wartości i postawy, zdrowie społeczne, zdrowie psychiczne, zdrowie środowiskowe. Próżno jednak szukać tam treści, które ukazywałyby rodzinę i małżeństwo w pozytywnym świetle.
„Słowo „małżeństwo” nie pojawia się w ogóle w podstawie programowej szkoły podstawowej, a w podstawie programowej liceum i technikum pojawia się tylko 2 razy. Słowa «mąż» i «żona» nie pojawiają się w ogóle.”
Przykładem jest zapis znajdujący się w podstawie programowej:
„Uczeń z szacunkiem formułuje komunikaty dotyczące decyzji innych osób związane z życiem rodzinnym, partnerskim i rodzicielskim, w tym dotyczące decyzji o związku formalnym, nieformalnym, niepozostawaniu w związku, separacji, rozwodzie, rozstaniu, rodzicielstwie, rodzicielstwie adopcyjnym i zastępczym, wielodzietności, bezdzietności, a także rozumie potencjalne skutki wymienionych sytuacji życiowych.”
Podstawa programowa przewiduje więc uczenie „szacunku” wobec postawy braku wzajemnej odpowiedzialności, niepodejmowania życiowych decyzji, niewierności, rozpadu związków, nie wspominając o „małżeństwie”, a zamiast tego wprowadzając termin „partnerstwo”. Czy ktoś może jeszcze mieć wątpliwości, o jaki przekaz chodzi?
W podstawie programowej nie ma też mowy o małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny, a zamiast tego wtłaczana jest do głów uczniów konieczność uznawania „różnorodności” w dziedzinie związków. Skutkiem tego, wskazywanie, że małżeństwo to wyłącznie związek mężczyzny i kobiety, może być uznane za „dyskryminację” wobec „ludzkiej różnorodności”. Tak właśnie ludzką seksualność ukazuje „Edukacja zdrowotna. Podręcznik dla nauczycieli”, w którym czytamy:
„Uznanie różnorodności orientacji seksualnych stanowi obecnie element normy psychologicznej”.
Krótko mówiąc, zdaniem edukatorów seksualnych, jeśli uczeń krytycznie odnosi się do zachowań homoseksualnych, zoofilii, pedofilii, nekrofilii i innych dewiacji popędu płciowego, wypada poza normę psychologiczną.
Trwałość związków i „szacunek” wobec rozwodu
Równie niepokojące jest potraktowanie przez seksualnych edukatorów kwestii związanych z trwałością małżeństwa i jego ewentualnym rozpadem.
Podstawa programowa mówi następująco:
„Uczeń opisuje zmiany mogące występować w rodzinach, w tym separację, rozwód, wejście rodziców w nowe związki, adopcja, rodzicielstwo zastępcze, pojawienie się rodzeństwa, chorobę i śmierć, a także wymienia sposoby radzenia sobie w takich sytuacjach.”
„Formułowanie z szacunkiem komunikatów” dotyczących życiowego dramatu, jakim jest rozwód rodziców, jest tak wysoce nieadekwatne, że trudno nie odnieść wrażenia, że autorom podstawy programowej brakuje podstawowej wiedzy psychologicznej. Tu nie chodzi o język, o słowa, jakich używamy do opisu rozpadu małżeństwa i rodziny, ale o rzeczywistość, o głęboki ból rozdzierający serce dziecka, które dowiaduje się o rozstaniu rodziców. Czy na pewno w takiej sytuacji jedyne, czego można od niego oczekiwać to „formułowanie z szacunkiem komunikatów”? Czy tego właśnie ma się nauczyć na edukacji zdrowotnej? A co z jego własnym zdrowiem psychicznym – czy będzie w stanie kiedykolwiek przepracować traumę tego rozpadu?
Skrzywiony obraz zaburzeń i problemów psychicznych
Dezynwoltura, z jaką autorzy podstawy programowej traktują kwestie zdrowia psychicznego, jest porażająca. Oto kolejny fragment tejże podstawy:
„Uczeń omawia potrzeby osób z zaburzeniami psychicznymi występującymi na różnych etapach życia, w szczególności z zaburzeniami odżywiania, zaburzeniami depresyjnymi (np. depresją w ciąży, depresją poporodową), zaburzeniami lękowymi, zaburzeniami afektywnymi dwubiegunowymi, zaburzeniami psychotycznymi i zaburzeniami neurodegeneracyjnymi.”
„Uczeń omawia potrzeby osób…”. A co z jego własnymi potrzebami? Czy dla nastoletniego ucznia liceum, zmagającego się być może z odrzuceniem przez środowisko, z rozpadem małżeństwa rodziców, z uzależnieniem od mediów, a także z problemami charakterystycznymi dla okresu dojrzewania najistotniejszymi zagadnieniami są „depresja w ciąży” i „depresja poporodowa”? Dlaczego spośród wielu typów depresji autorzy podstawy zdecydowali się akurat wyróżnić te dwa? Czy nie zdradza to przypadkiem negatywnego przesłania co do macierzyństwa, które próbują przekazać uczniom?
Tego typu przykłady można mnożyć. Zarówno podstawa programowa, jak i przygotowane zgodnie z nią materiały dla nauczycieli wskazują jednoznacznie, że osobom odpowiedzialnym za wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej nie chodzi wcale o szeroko rozumiane zdrowie dzieci i młodzieży, ale o wtłoczenie do ich głów określonej wizji świata, w której małżeństwo i rodzina ukazywane są w negatywnym świetle, w której normą jest „różnorodność seksualna”, a faktyczne problemy związane z rozpadem rodziny i z dojrzewaniem są bagatelizowane i sprowadzane do kwestii „wypowiadania się z szacunkiem”, bez zwracania uwagi na ich przyczyny i uczenia, jak im zapobiegać.
W wersji elektronicznej publikację można pobrać pod adresem www.takdlaedukacji.pl, jest także dostępna w formie drukowanej.
Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.