Bojkot korporacji wspierających LGBT odnosi skutek. Koncern traci 16 mld dolarów

Jeśli szefom amerykańskich korporacji ochoczo wspierających lobby LGBT wydawało się, że osiągną w ten sposób finansowy sukces, to srodze się zawiedli. Bojkot firm takich jak Anheuser-Busch czy Target kosztował je dziesiątki miliardów dolarów.

Najbardziej znamienny jest przykład kompanii piwowarskiej Anheuser-Busch, produkującej najpopularniejsze amerykańskie piwo „Bud Light”. W kwietniu tego roku firma zdecydowała się zatrudnić aktywistę transgender Dylana Mulvaneya i uczynić z niego twarz swojej kampanii reklamowej. Odbiór społeczny tego posunięcia był jednak całkowicie odmienny od oczekiwań szefostwa firmy. Facet przebrany za kobietę nie spodobał się ani kobietom, ani mężczyznom. Picie piwa jakoś słabo kojarzy się z transseksualizmem, a sam Mulvaney jest postacią mocno kontrowersyjną, żeby nie powiedzieć – obrzydliwą. Niechęć wzbudzona przez nową kampanię reklamową przerodziła się szybko w masowy bojkot, a sprawa została szeroko nagłośniona w mediach społecznościowych. Wystarczy wpisać hasło „Bud Light”, a ujrzymy zdjęcia i filmy dziwacznego Mulvaneya oraz tysiące nieprzychylnych komentarzy.

Katastrofa wizerunkowa przełożyła się na potężne straty finansowe. W maju sprzedaż piwa „Bud Light” w USA spadała co tydzień o 20 procent, a strata koncernu wyniosła aż 16 mld dolarów. Również wartość akcji spadła o 20 proc., z 66 do 53 dolarów. Menadżerowie firmy nie wyciągnęli jednak wniosków z tej lekcji, postanowiwszy iść w zaparte. Czerwiec obchodzony jest jako miesiąc dumy LGBT i z tej okazji koncern ogłosił przekazanie 200 mln dolarów organizacji promującej ideologię gender – National LGBT Chamber of Commerce. Efekty nietrudne były do przewidzenia. Obecnie kompania spadła na drugie miejsce wśród amerykańskich producentów piwa, a jej produkt Bud Light również spadł z pierwszego miejsca podium. Wielu barmanów wprost odmawia sprzedaży produktów Anheuser-Busch.

To jednak nie jedyna korporacja, która mocno sparzyła się ostatnimi czasy na promocji LGBT. Olbrzymia sieć handlowa Target (druga pod względem wielkości w USA) postanowiła przyozdobić swoje sklepy tęczowymi flagami, a w ofercie pojawiły się koszulki dla dzieci z napisem głoszącym „Ludzie trans będą zawsze istnieć”, „neutralne płciowo” ubranka dla niemowląt oraz książeczki i inne produkty dla dzieci rozpowszechniające ideologię gender. Reakcja klientów nie była pozytywna. Bojkot Targetu zainicjowała organizacja „Gays Against Groomers” (dosł.: geje przeciw pedofilom-podrywaczom) i został on szybko podjęty przez szerokie rzesze klientów. Oznaczało to bolesne straty finansowe dla firmy – znacznie mniejszy wolumen zakupów oraz utrata wartości rynkowej o 10 mld dolarów w ciągu dziesięciu dni.

Skrajna polaryzacja w polityce przestaje już dziwić – staje się czymś, do czego przyzwyczailiśmy się, nawet jeśli trudno nam się pogodzić z tym, że zamiast rozmawiać ze sobą, politycy obrażają się, obrzucają błotem i trudno o jakąkolwiek merytoryczną debatę. Wydaje się, że do niedawna biznes kierował się wyłącznie kryteriami ekonomicznymi, podążając najczęściej za neoliberalnym dogmatem minimalizacji kosztów i maksymalizacji zysków. Coraz częściej jednak okazuje się, że ideologia wygrywa nawet z trzeźwym rachunkiem zysków i strat. Firmy takie jak Google czy PayPal blokują prawicowe organizacje, takie jak Gays Against Groomers, nie pozwalając im korzystać ze swoich usług. Korporacje - Anheuser-Busch czy Target decydują się wspierać gejowskie kampanie nawet za cenę potężnych strat finansowych. Podobnie dzieje się u producentów sportowych ubrań – Adidas zatrudnił niedawno brytyjskiego nurka Toma Daleya do promocji damskiej odzieży, a North Face w swej kampanii reklamowej wykorzystał drag queen (mężczyznę przebranego za kobietę) Pattie Gonię. Klienci zaczynają bojkotować obydwie firmy, podobnie jak wcześniej – Disneya i Netflixa, które usiłowały narzucać widzom „wartości gender”.

Ci, którym nie podoba się promocja LGBT i gender, mają w swoim ręku potężne narzędzie: własne pieniądze. W dzisiejszym świecie, choć jest on zdominowany przez wielkie korporacje, nie ma na szczęście monopolu i można zrezygnować z nabywania produktów i usług czy też inwestowania w akcje firm, które toczą światopoglądową wojnę przeciw swoim klientom. Przykładem takiego podejścia jest amerykański fundusz inwestycyjny ACVF (America Conservative Values Fund), który dba o to, aby pieniądze jego klientów były inwestowane w sposób etyczny – w firmy, które przestrzegają tradycyjnych norm moralnych. Na „czarnej liście” funduszu są 34 spółki, między innymi: Disney, Meta (właściciel Facebooka i Instagrama), Blackrock, Google, Anheuser-Busch i Target.

Czy Polacy nie powinni tu brać wzoru z Amerykanów? Czy jesteśmy świadomi, jaką siłę ma „milcząca większość”, gdy zdecyduje się na rezygnację z zakupów i bojkot firm, które w jawny sposób promują styl życia i myślenia sprzeczny z wartościami wyznawanymi przez nas? Przykładem może być polska firma jubilerska YES, która zdecydowała się promować „równość” w rozumieniu LGBT: „Powiedzcie sobie YES i pokażcie nam tę chwilę. A my w odpowiednim momencie, podarujemy przyszłym jednopłciowym parom młodym obrączki, które będą symbolizowały nie tylko Waszą miłość, ale też równość i wolność”. Pod wpływem negatywnego odbioru klientów firma wycofała się ze swej kampanii, tak że obecnie nie ma po niej śladu na jej własnej stronie internetowej, choć nadal logo firmy ukazane jest w „tęczowych” kolorach.

Dlaczego mielibyśmy ulegać marketingowcom mniejszych czy też większych firm, których obraz świata jest często mocno zaburzony? Dlaczego mamy pozwalać na szarganie naszych wartości, a dodatkowo wspierać finansowo tych, którzy to robią? Wypada się nad tym zastanowić i „zagłosować własnym portfelem”, bojkotując tych, którzy obrażając nas, przekonani są o własnej wyższości. Jeśli nie przekonują ich argumenty, być może przekona ich twarda ekonomiczna rzeczywistość.

 

 

Źródła: wpolityce.pl, salon24.pl, Wikipedia, marsz.info, wolnemedia.net, dorzeczy.pl, BBC

« 1 »

reklama

reklama

reklama