„Lady Ballers”, czyli jak transkobiety wygrywają w koszykówce. Komedia to, czy samo życie?

„Fajny film wczoraj widziałem, momenty były!” – takimi słowami przed laty zaczynały się zabawne felietony z cyklu „Kulisy srebrnego ekranu”. Nowa komedia nakręcona przez amerykańskie konserwatywne medium „The Daily Wire” pełna jest męsko-damskich „momentów”, których nie ośmieliłoby się pokazać Hollywood.

Tym, którzy chcieliby się oburzać, że na katolickim portalu piszemy o „momentach”, wyjaśniamy od razu, że nie chodzi o pikantne sceny, ale o praktyczne skutki, jakie niesie za sobą ideologia trans. Co może się stać, gdy mężczyzna zacznie się uważać za kobietę i domagać się, aby wszyscy, łącznie z władzami sportowymi uznali to jego osobiste mniemanie za fakt? A co będzie, gdy takie postanowienie przyjmie sobie cała koszykarska drużyna? Właśnie o tym jest ten film.

„Lady Ballers” to opowieść o pechowym trenerze koszykówki (w jego rolę wciela się współzałożyciel Daily Wire, Jeremy Boreing) i jego drużynie. Nie mogąc stawić czoła zespołom męskim, postanawiają oni wystąpić jako trans-kobiety i bez większych problemów zwyciężają w rywalizacji z teamami żeńskimi.

Komedia to czy samo życie? Nie jest tajemnicą, że coraz częściej w sporcie (zwłaszcza w USA) mamy do czynienia z przypadkami mężczyzn uważających się za kobiety i startujących w rozmaitych dyscyplinach u boku kobiet „biologicznych”. Efekt nie jest trudny do przewidzenia: jest to destrukcja kobiecego sportu. Poprawność polityczna i kultura „kasowania” nie pozwala obecnie na poważną debatę nad tym problemem – twórcy Daily Wire postanowili więc przedstawić go w formie sfabularyzowanej. Film miał premierę 1 grudnia i spotkał się z dużym zainteresowaniem. W bazie danych filmów IMDb zyskał on ocenę 6,9/10, czyli niezwykle wysoką, biorąc pod uwagę aktywność lewicowych „bojówek medialnych”, które zazwyczaj robią wszystko, aby zohydzić dzieła idące wbrew homo i trans-propagandzie.

Twórcy filmu nie mają, rzecz jasna, zamiaru, aby wyśmiewać osoby, które przeżywają autentyczną dysforię płciową (takie osoby zawsze były i nadal są, stanowią jednak niewielką mniejszość), ale aby zwrócić uwagę na to, do jakich absurdów doprowadza wyolbrzymianie rozmaitych problemów społecznych, psychicznych czy zdrowotnych. Celem radykalnej lewicy nie jest i nigdy nie było to, aby naprawdę rozwiązać problemy – czy to dawniej: klasy robotniczej, czy to obecnie: osób cierpiących na zaburzenia tożsamości płciowej, ale aby na ich barkach dostać się do władzy i dyktować społeczeństwom, jak mają myśleć i postępować.

Film ma przełamać tabu i sprzeciwić się „kulturze kasowania” każdego, kto ośmieli się podważyć forsowane przez liberalnych progresistów poglądy. Czy problemem jest to, że mężczyzna przebiera się za kobietę? Samo w sobie zapewne nie – i temat ten wielokrotnie pojawiał się w dramatach i komediach. Wystarczy wspomnieć sympatyczny film „Pół żartem, pół serio” z 1959 r., w którym dwóch uciekających przez gangsterami bezrobotnych muzyków przebiera się za kobiety i dołącza do damskiego zespołu muzycznego. Do tej pory jednak każdy rozumiał, że jest to swego rodzaju żart i nikt nie twierdził, że należy tego rodzaju „transformację” brać serio. Współcześni promotorzy ideologii gender i trans chcieliby jednak, żeby nie było już „pół żartem”, ale „całkiem serio”. I kiedy zaczynamy traktować te postulaty serio, to rzeczywiście przestaje być śmiesznie...

   Lady Ballers: jak transkobiety wygrywają wszystko... w koszykówce

Być może więc zamiast debaty, do której lewicowi ideolodzy po prostu nie chcą dopuścić, trzeba obrócić ich pomysły w żart, w komedię. Tak uznali twórcy „Lady Ballers” – i słusznie. Efekt jest znakomity!


Zobacz też: Zmiana nazw ulic w Barcelonie. Świętych zastąpią feministki

 

« 1 »

reklama

reklama

reklama