Brytyjski rząd mówi stop. Powstrzymuje inwazję gender. Koniec z pojęciowym bałaganem w szkołach

Nowe wytyczne rządu dla brytyjskich szkół powstrzymują w tym kraju inwazję indoktrynacji gender. Szkoły były niemal bezbronne, ale nie muszą już akceptować wniosku dziecka o tzw. zmianę społeczną płci. Teraz będą musiały informować rodziców, że ich dziecko wyraża chęć zmiany swojej tożsamości.

Wytyczne pozytywnie komentują czołowe organizacje chrześcijańskie. Decyzje brytyjskiego rządu podyktowane zostały m.in. kosztami rosnącej lawiny dzieci z problemami psychicznymi na tle tożsamości płciowej, czy coraz głośniejszymi sprawami zwolnień nauczycieli, nie godzących się na pojęciowy bałagan, zagarniający brytyjskie szkoły. Wytyczne jasno określają, że nauczyciele i uczniowie nie muszą już używać zaimków przeciwnych wobec naturalnej płci dziecka. To samo rozróżnienie dotyczy korzystania z toalet czy przebieralni.

Na skutek zdecydowanej zmiany polityki państwa wobec ideologii gender w pewnym kłopocie postawiony został Kościół anglikański. Swego czasu sformułował program afirmacji w szkołach postaw wolnego wyboru płci czy orientacji seksualnej. Jak deklarują anglikanie, w obecnej sytuacji będą musieli zrewidować swój program. Organizacja Christian Concern, która od blisko 10 lat zwalcza rozwój ideologii transpłciowej w szkołach, oskarżyła Kościół anglikański, że zachęca do tzw. społecznej zmiany płci już pięcioletnie dzieci.

Jak zauważa Andrea Williams, stojąca na czele organizacji Christian Concern i prawnego centrum pomocy (Christian Legal Centre):

„Rząd musi pójść dalej i wyposażyć szkoły tak, aby skutecznie opierały się szkodliwym przemianom społecznym i chroniły wolność słowa, nadając tym wytycznym moc prawną”. 

Bez pracy za obronę prawdy

Chrześcijańskie Centrum Prawne reprezentuje w sądach nauczycieli, którzy tracą pracę z powodu nieugiętej postawy wobec ideologów zmiany płci przez dzieci. Przykłady można mnożyć. Joshua Sutcliffe stracił pracę za powiedzenie „brawo dziewczyny” grupie dziewcząt, z których jedna zidentyfikowała się jako chłopak, choć biologicznie była kobietą.

W brytyjskich sądach tego typu spraw przybywa, choć decyzja rządu wydaje się tę sytuację zmienić. Do tej zmiany walnie przyczyniła się walka prowadzona od 2017 roku przez Nigela i Sally Rowe. Byli pierwszymi, którzy ujawnili wzrost ideologii trans w brytyjskich szkołach. Poszli do sądu po tym, jak szkoła podstawowa prowadzona przez Kościół anglikański na wyspie Wight powiedziała im, że oni i ich sześcioletni wówczas syn byliby „transfobicznymi” prześladowcami, gdyby nie przestrzegali w szkole polityki afirmacji osób transpłciowych.

Polityka afirmacji trans

Nigel i Sally dotarli do ministerstwa edukacji, któremu przedstawili międzynarodowe dowody eksperckie, ujawniające, w jaki sposób polityka afirmacji trans prowadzi do katastrofalnych skutków wobec dzieci zdezorientowanych płciowo. Państwo Rowe zaczęli forsować konieczność postawienia formalnej diagnozy psychologicznej zanim zostaną podjęte kroki o tzw. zmianie społecznej dziecka. Napominali, że sytuacja dzieci dotkniętych problemem płci, powinna być traktowana jako problem i rozpatrywana na gruncie zarządu szkoły, a nie jako bezwarunkowe dobro do zaakceptowania i narzucenia klasie i nauczycielom.

W 2019 roku media szeroko informowały o walce anglikańskiego pastora, który zanegował postawę szkoły, popierającej decyzję ośmiolatka, chcącego zmienić płeć. Wielebny John Parker zdemaskował grupę lobbystów skrajnie transpłciowej organizacji Mermaids. Ujawnił, że zastraszają nauczycieli szkoły podstawowej, twierdząc, że nielegalne jest odmawianie dziecku korzystania z toalety lub przebieralni ze względu na płeć, z którą się identyfikuje.

Twierdzili ponadto, że opór wobec uznania wyboru płci przez dziecko to „przestępstwo z nienawiści”. Mermaids zachęcała dzieci do swobodnego decydowania o wyborze płci bez wiedzy rodziców. Ponadto członek zarządu tej organizacji złożył rezygnację po tym, jak powiązano go z popieraniem pedofilii.

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama