reklama

Finlandia najszczęśliwszym krajem na świecie? Jest jeden haczyk – i to całkiem spory

Według Światowego Raportu Szczęścia najlepszym krajem do zamieszkania jest Finlandia. To już ósmy raz z rzędu, gdy kraj ten staje na pierwszym miejscu podium. Jest jednak pewien haczyk, a w zasadzie: potężny hak.

Maciej Górnicki

dodane 03.04.2025 12:13

Finlandia to nie jedyny kraj nordycko-skandynawski, który znalazł się na czele stawki. Najniżej notowana Norwegia jest na siódmym miejscu, pozostałe kraje – w czołówce. Dania – druga, Islandia – trzecia, Szwecja – czwarta. Dalej: Holandia oraz – tu niespodzianka, na szóstym miejscu: Kostaryka.

Skąd tak wysokie oceny krajów, w których (z wyjątkiem Ameryki Łacińskiej) klimat jest niezbyt przyjemny, władze państwowe nie radzą sobie z wieloma problemami społecznymi, łamana jest wolność sumienia (patrz ciągnący się od wielu lat proces Päivi Räsänen, która ośmieliła się mówić o małżeństwie jako związku mężczyzny i kobiety), a przede wszystkim – wskaźniki demograficzne zapowiadają nadchodzącą katastrofę?

Szczęście czy „dobroludzizm”?

Odpowiedź tkwi w samym Raporcie, a dokładniej – w założeniach, którymi kierują się jego autorzy. Zanim przeprowadzimy się do Finlandii czy Szwecji, warto uważnie przeczytać ów Raport i zastanowić się, czy na pewno tego właśnie chcemy. Rzecz w tym, że cała filozofia Raportu Szczęścia sprowadza się do „dobroludzizmu”. Mówiąc krótko: jeśli żyjemy dostatnio, jesteśmy dla siebie nawzajem mili, jeśli tolerujemy wszystko i wszystkich, to jest to kwintesencja szczęścia. No cóż, przy takiej wizji szczęścia być może to właśnie Finlandia i Szwecja są wymarzonymi miejscami do życia. Pytanie jednak, czy na tym rzeczywiście polega szczęście?

Autorzy Raportu twierdzą z przekonaniem, że jest on „najważniejszą na świecie publikacją na temat globalnego dobrostanu [wellbeing] i sposobów jego poprawy”.  „Udostępniając wszystkim najważniejsze spostrzeżenia z nauki o dobrostanie, dajemy każdemu wiedzę, aby stworzyć więcej szczęścia dla siebie i innych”.

Wskaźniki, którymi autorzy mierzą szczęście danego kraju to przede wszystkim:

  • Realny PKB na mieszkańca;
  • Opieka społeczna;
  • Spodziewana długość życia w zdrowiu;
  • Wolność dokonywania wyborów życiowych (jak warto zauważyć, nie chodzi o rzeczywistą wolność sumienia, ale życie według zasady „wolnoć Tomku w swoim domku”);
  • Hojność;
  • Brak korupcji.

Lista sama w sobie nie jest kontrowersyjna. Owszem, dobrobyt materialny, opieka społeczna, długie życie w zdrowiu to wyznaczniki szczęścia (a raczej: powodzenia), z którymi zapewne każdy by się zgodził. Kwestią jest nie to, co znajduje się na liście, a raczej to, czego na niej brak. Oto kilka ważnych czynników, o których zapomnieli twórcy Raportu:

  • Udane życie rodzinne;
  • Szczere i autentyczne relacje międzyludzkie;
  • Poczucie sensu życia, które nie sprowadza się do „wygodnego życia”;
  • Wychowanie dzieci;
  • Zakorzenienie w społeczności, która wyznaje wspólne wartości.

Można by wymieniać dalej, ale nawet ta krótka lista uzupełnień pokazuje, o co chodzi w rzekomym „raporcie szczęścia”. Po raz kolejny o to samo, czym żyje tzw. lewicowo-liberalny mainstream: o życiową wygodę, etykę utylitarystyczną i o „nowoczesne” społeczeństwo, w którym nie liczy się rodzina, nie liczą się wyższe wartości, a jedynie subiektywne poczucie „samorealizacji”.

Wyjaławianie żyznej gleby

Jest jeszcze jeden, bardzo istotny szczegół, który całkowicie umknął autorom raportu. Otóż współczesne społeczeństwa europejskie, w tym krajów skandynawskich, ukształtowały się na chrześcijańskich wartościach, na chrześcijańskiej antropologii. Jeśli spojrzeć na inne kultury – Bliskiego czy Dalekiego Wschodu, na rodzime ludy Ameryki Łacińskiej, uniwersalizm, poszanowanie godności człowieka, uznanie praw jednostki, szacunek dla każdego życia są tam czymś obcym. Jednostka nie ma tam znaczenia; liczy się władza i lojalność plemienna.

Zachodni indywidualizm wykiełkował na glebie chrześcijańskiej. Jak długo jednak starczy zasobów znajdujących się w tej glebie, gdy nie odnawia się ich, a tylko z nich czerpie? Podobnie jak współczesne intensywne rolnictwo wyjaławia glebę, tak też kultura indywidualizmu jest w istocie kulturą śmierci. Widać to bardzo dobrze we wskaźnikach demograficznych. Kraje zachodu, które uległy postoświeceniowemu obrazowi świata, tracą swoją żywotność, a przyrost naturalny zawdzięczają głównie imigrantom. Czy to jest faktycznie recepta na szczęście? Być może – na względny dobrostan obecnego pokolenia, ale nie na trwałe szczęście i prawdziwy dobrobyt społeczeństwa w dłuższej perspektywie.

Wartości wyznawane przez społeczeństwo są pochodną tego, co wytworzyły poprzednie pokolenia. Jakie dziedzictwo zostawi kolejnym pokoleniom Finlandia, Szwecja, Islandia, Dania i Norwegia? Czy te pokolenia w ogóle urodzą się i zostaną wychowane? Nad tym nie zastanawiają się autorzy „Raportu o szczęściu”. Nie warto więc opierać się na prasowych doniesieniach, które powołując się na ten raport, okrzykują Finlandię najlepszym krajem na świecie, ale trzeba przyglądać się uważniej i samemu wyciągać wnioski.

1 / 1

reklama