„Jest dużo gorzej niż myślisz” – bije na alarm amerykańska ginekolożka, która podjęła się przeprowadzenia prywatnego śledztwa w sprawie placówek prowadzących sprzedaż wysyłkową pigułek aborcyjnych. Tabletki sprzedawane są jak cukierki, konsultacje medyczne to fikcja, a kobiety pozbawione są całkowicie opieki medycznej i pozostawione same sobie.
Dr Christina Francis, ginekolog i dyrektor generalna Amerykańskiego Stowarzyszenia Ginekologów i Położników Pro-Life (AAPLOG), ujawniła właśnie praktyki, których dopuszczają się placówki aborcyjne. Opieka medyczna nad kobietami jest w ich przypadku totalną fikcją, a wysyłkowa sprzedaż pigułek aborcyjnych odbywa się niemal bez żadnej kontroli.
Dr Francis na początku marca skorzystała ze stron internetowych sieci aborcyjnych, aby zamówić takie pigułki online. W wypełnianych formularzach podawała sprzeczne i absurdalne wręcz informacje, m.in. wskazując, że jest trzynastolatką, która nie pamięta daty ostatniego okresu, ma założoną wkładkę antykoncepcyjną, przyjmuje lekarstwa na obniżenie ciśnienia krwi, ma anemię i miała wcześniej trzy cesarskie cięcia. Nie powstrzymało to placówek przed wysłaniem jej pigułek, choć każda z tych informacji powinna wzbudzić niepokój lekarza
„Plan C” – sprzedaż pigułek jak na Amazonie
Dr Francis rozpoczęła śledztwo, logując się na stronę „Planu C”, jednej z sieci aborcyjnych. W filmie opublikowanym na YouTube 11 marca można zobaczyć, jak przechodzi przez typowy proces wysyłkowej sprzedaży pigułek aborcyjnych. W ten sposób kobiety w każdym amerykańskim stanie mogą skorzystać z usług sieci „Plan C”, którą bez przesady można nazwać „Amazonem” sprzedaży tych pigułek.
W nagraniu dr Francis mówi:
„Przedstawię się jako kobieta z Indiany [stan, w którym aborcja jest nielegalna], a także jako nastolatka, która chce zdobyć tabletki aborcyjne. Widać, że od ręki uzyskałam długą listę miejsc, które oferują tabletki aborcyjne, w tym sieci społecznościowe. Nie bardzo rozumiem, co to oznacza w praktyce. Myślę, że chodzi o grupę kobiet udostępniających tabletki bez żadnego doświadczenia medycznego, co jest przerażające.”
Uderza kontrast między oficjalnymi deklaracjami o przestrzeganiu standardów medycznych a dramatyczną rzeczywistością, w której tabletki sprzedawane są w zasadzie każdemu, kto je zamówi.
„Niektórzy reklamują, że będą wydawać te tabletki tylko dziewczętom w wieku 16 lat i starszym, ale inni, jak Aid Access, jeden z największych dostawców tabletek aborcyjnych na świecie, gotowe są wydawać tabletki osobom w każdym wieku i w ciążach do 14 tygodnia. To znacznie przekracza zatwierdzony przez FDA zakres 10 tygodni”.
„Dostęp do pomocy”, czyli „zero pomocy”
Program Aid Access, który tłumaczy się jako „Dostęp do pomocy” nie tylko zapewnia kobietom realnej pomocy, ale naraża je na olbrzymie niebezpieczeństwo, pozostawiając same sobie. Problemem jest już sam fakt, że wbrew Federalnej Agencji Leków pozwala on kobietom zamawiać tabletki aborcyjne do 14. tygodnia ciąży, czyli końca pierwszego trymestru/początku drugiego.
Dr Francis wskazuje:
„Nie mówią nic o ryzyku. Według nich tabletki działają w 96 do 99 proc. przypadków. Zatrzymajmy się na tym. Owe 96 do 99% przypadków to dane szacunkowe odnoszące się do bardzo wczesnych etapów ciąży. Jeśli kobieta jest w 13., 14. tygodniu ciąży i zamawia te tabletki, prawdopodobieństwo, że będzie wymagała operacji chirurgicznej, aby dokończyć aborcję, wynosi jeden do trzech. Jest 33 procent prawdopodobieństwa, że te tabletki nie zadziałają u niej.”
Widać więc, że placówki aborcyjne celowo wprowadzają kobiety w błąd, nie informując o rzeczywistym ryzyku, lekceważąc życie i zdrowie nie tylko ich nienarodzonego dziecka, ale także ich samych.
„Piszą, że tabletki dotrą za jeden do pięciu dni. Kto jednak zagwarantuje, że kobieta przyjmie je w tym momencie, gdy dotrą?” – dodaje dr. Francis.
Jak podkreśla ginekolog, Aid Access nie sprawdza też kobiet pod kątem oczywistych przeciwwskazań medycznych. To właśnie na stronie tej aborcyjnej organizacji dr Francis wpisywała dane, które powinny natychmiast wzbudzić niepokój każdego uczciwego lekarza i skłonić go do podjęcia decyzji odmownej, jeśli chodzi o zezwolenie kobiecie na przyjęcie pigułki aborcyjnej.
Wpisując dane do formularza na stronie dr Francis podawała niespójne informacje – że ma 13 lat, że nie wie, kiedy miała ostatnią miesiączkę, że ma założoną wkładkę domaciczną, przyjmuje leki na nadciśnienie i środki na rozrzedzanie krwi, ma anemię i przeszła trzy wcześniejsze cesarskie cięcia.”
W niektórych momentach strona Aid Access informowała ją, że taka odpowiedź dyskwalifikuje ją z przyjęcia pigułki, ale nie było żadnego problemu, aby cofnąć się w formularzu i wybrać inną opcję. Oczywiste było, że danych wpisywanych przez kobietę nie weryfikuje żaden lekarz, ale wyłącznie automatyczny skrypt. Czy można to uznać za rzetelną konsultację medyczną?
Standardy opieki medycznej? Zapomnij o tym
Pikanterii dodaje fakt, że strona Aid Access informuje kobiety szeroko o zagrożeniach związanych z ciążą, pomijając skrzętnie ryzyko związane z aborcją.
„To manipulacja młodymi i bezbronnymi dziewczętami oraz kobietami. To nie jest opieka medyczna. Nie można tu mówić o świadomej zgodzie pacjentki” – podkreśla dr Francis.
Jedynym przejawem medycznej troski o kobietę było zaznaczenie przez nią w formularzu opcji, że mieszka że mieszka w pobliżu miejsca oferującego podstawową opiekę medyczną.
„Jeśli kobieta ma powikłania, w pobliżu musi znajdować się placówka, która ma odpowiedni zapas krwi do potencjalnej transfuzji, gdzie są dostępne usługi ginekologiczne. Jeśli będzie potrzebować pilnej operacji z powodu krwawienia w wyniku przyjęcia pigułki aborcyjnej i pojawi się w nieprzygotowanym na to lokalnym szpitalu, nie będą w stanie nic dla ciebie zrobić. To nie opieka medyczna, na jaką zasługuje kobieta w tym kraju, ani nigdzie indziej.”
Co gorsza, strona Aid Access pozwoliła na podanie fałszywych danych: nazwiska, adresu i daty urodzenie, bez konieczności weryfikacji dokumentu.
„W ciągu około dwóch minut od złożenia formularza na Aid Access dostałam maila, w którym było napisane, że wystarczyło potwierdzić, że to właściwy adres, a potem zapłacić 150 dolarów. Gdy wysłałam potwierdzenie, pojawiła się informacja, że przepiszą mi tabletki. Nie było tam napisane, że ktoś weryfikował którąkolwiek z tych rzeczy, które podałam w formularzu. Jesteś 13-latką, która miała trzy cesarskie cięcia, masz wkładkę domaciczną, masz ryzyko ciąży pozamacicznej, bierzesz leki przeciwzakrzepowe, masz anemię, a mimo wszystko przepisują ci te tabletki.”
Znacznie gorzej niż „receptomaty”
Krótko mówiąc, placówki aborcyjne działają w oparciu o znacznie niższe standardy niż polskie „receptomaty”, w których pracują lekarze przeprowadzający choćby podstawową weryfikację danych przesyłanych przez pacjenta. Tymczasem aborcja chemiczna niesie ze sobą bardzo wysokie ryzyko. Analiza Ethics and Public Policy Center (EPPC) wykazała, że „poważne działania niepożądane mifepristonu, pierwszego leku w programie tabletek aborcyjnych, występują w liczbie około 22 razy wyższej niż wskaźnik podawany na etykiecie FDA.”
Stwierdzono również, że „prawie 11% kobiet (10,93%) doświadcza sepsy, infekcji, krwotoków lub innych poważnych lub zagrażających życiu działań niepożądanych po aborcji z użyciem mifepristonu”, a wskaźnik niepowodzenia jest znacznie wyższy — niemal dwukrotnie — niż podaje producent. Placówki aborcyjne nie zgłaszają przypadków powikłań, a wręcz doradzają kobietom, aby ukrywały przed lekarzem fakt przyjęcia tych tabletek, twierdząc, że doznały naturalnego poronienia.
Amerykańskie Stowarzyszenie Ginekologów i Położników, któremu szefuje dr Christina Francis, tak podsumowuje wynik dochodzenia:
Doctor Goes Undercover to Buy Abortion Pills. The Reality is Worse Than You Think.„Te strony internetowe pozwalają kobietom podejmować ryzyko i pozostawiają je same sobie, jeśli mają zagrażające życiu komplikacje, które mogą wystąpić przy wkładce domacicznej, lekach przeciwzakrzepowych lub anemii. Tabletki mogą otrzymać także niepełnoletni. Co równie tragiczne, sprawcy przestępstw seksualnych mogą zamawiać te środki, aby tuszować swoje przestępstwa. To powinno być sygnałem ostrzegawczym. Nadszedł czas, aby Amerykańska Federalna Agencja Leków cofnęła swoje lekkomyślne decyzje i uszanowała przepisy poszczególnych stanów, natychmiast przywracając kluczowe zabezpieczenia, które skutecznie ochronią zarówno kobiety, jak i ich nienarodzone dzieci.”
Źródło: Live Action, AAPLOG