Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Ewa Szumańska

Luka



Kiedy umiera ktoś wielki, znany i uznany - we wspomnieniach pośmiertnych mówi się niemal zawsze, że pozostawił po sobie lukę, której nic nie wypełni. Tymczasem mija kilka lat, miesięcy, czy nawet tygodni, i pamięć odlatuje jak ptak, a świat "sprzed" i "po" niczym się od siebie nie różni.

Bywają jednak odejścia, kiedy zdanie o pozostawionej pustce nie jest tylko zwyczajowym, trochę oklepanym zwrotem. Tak to odczułam i czuję po śmierci Matki Teresy, a teraz po śmierci Zbigniewa Herberta. Należę niestety do ludzi, którzy nie znali go osobiście, nigdy go nie spotkali i nie mogą z nim połączyć żadnych wspomnień. Jestem tylko - i aż - wiernym, zachwyconym czytelnikiem. Ale wiem, że w otaczającym mnie świecie, przestrzeni, powietrzu - czegoś ważnego zabrakło. I już do końca będzie mi towarzyszyć żal, że z bijącym sercem nie otworzę nowego tomiku wierszy. I już do końca, jadąc do Rzymu i mijając przy zjeździe z autostrady znak z napisem: Rovigo - poczuję bolesny skurcz serca i wezwanie niesłyszalnych dzwonów.

Teraz

Reforma to jest słowo magiczne. Każdy rozumie ją inaczej, ale każdy uważa, że jest dobra i tylko ona ma w sobie ładunek nadziei. Reforma jest wytęskniona, upragniona, konieczna. Dopóki jest mglista. Wchodząc w fazę realizacji wywołuje natychmiastowy sprzeciw. Przede wszystkim środowiska, którego dotyczy. Nieważne staje się jakiekolwiek pojęcie przyszłości: wnuki, dzieci, własne perspektywy za parę lat. Chodzi o to, żeby nic nie zmieniać teraz. Żeby w tym zastygnąć, znieruchomieć, trwać.

Patrzę na nasz obecny rząd - pod wieloma względami niedoskonały - ze zdziwieniem. Wszystko naraz! Natychmiast po zebraniu potężnych cięgów przy reformie administracyjnej - zdrowie, oświata, ubezpieczenia społeczne. Ani chwili na złapanie oddechu, kolejne starcia, kolejne spadki popularności. Przygotowywanie pola dla swoich następców, którzy wreszcie dadzą ludziom trochę spokoju. Przywrócą reformie jej piękno, zamieniając ją znowu (w tym mają wprawę) w pojęcie mgliste i magiczne, o którym się mówi, dyskutuje, powołuje komisje i ciała, ale której nie robi się teraz.

Nie, jednak uczucie z którym patrzę na obecny rząd, to nie zdziwienie. Raczej podziw.

Niefrasobliwość

Upór z jakim społeczeństwo - w dwa lata po denominacji - nazywa stuzłotówki milionami, wprowadził niezły bałagan w nasze myślenie o liczbach. Jeżeli emeryt poskarży się emerytowi - ile to milionów musi wydać na miesięczne utrzymanie, nie wynikną z tego poważniejsze konsekwencje. Jeżeli jednak robi to dziennikarz (a robi) - to już gorzej. Dwunastego sierpnia w "Wiadomościach" o 19.30 znany prezenter powiedział, że amerykański milioner przelatuje właśnie nad oceanem balonem na wysokości 8500 kilometrów! Nawet się nie zająknął, nie poprawił, nie przeprosił. Zapisałam to, bo miałam pod ręką ołówek, ale słyszałam takie lapsusy wielokrotnie, a ołówka akurat nie miałam. Wysokość lotu milionera nie jest może najważniejszym problemem, ale podobna - nie sprostowana - pomyłka w odniesieniu do zadłużenia państwa, dotacji budżetowej lub kary, którą zapłaciło przedsiębiorstwo za zanieczyszczenie środowiska - to już dezinformacja. W głowie słuchacza (a czasem i czytelnika, chociaż tam jest jeszcze korektor!) rośnie mętlik, wywołany przez rosnącą medialną niefrasobliwość (chcę wierzyć, że nie ignorancję).

Myślę, że czas już na powszechne nazywanie stuzłotówek stuzłotówkami. Może wtedy i dziennikarze się przyzwyczają.



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: śmierć felieton reforma Zbigniew Herbert Matka Teresa wiersz liczba
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W