Tylko człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. AI jest zaś tworzona na obraz i podobieństwo człowieka, ale niepełne – nie ma i nigdy nie będzie miała duszy. To człowiek jest „koroną stworzenia”, a nie bezduszny algorytm. Gdy zaś zaczynamy się temu algorytmowi kłaniać, czynimy z niego bożka, który jest zagrożeniem dla nas samych – zauważa Sławomir Zatwardnicki.
„Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1,27) – to jedno zdanie contra wszystkim „proroctwom” osób parających się AI, od specjalistów siódmego wtajemniczenia, przez szacher-macherów marketingowych, aż po profesorów z parciem na szkło, dla których przeznaczono tę samą co zwykle rolę pożytecznych idiotów. Objawiona i odtąd już „oczywista oczywistość”, najbardziej podstawowy elementarz religijny przeciw tym wszystkim, którzy na poważnie prezentują AI w taki sposób, jakby chodziło o za-chwilę-już-osobę. Na razie w zawoalowanej formie, stawiając pytania o „świadomość”, a przemilczając, że ona nie istnieje bezosobowo; bo owo „coś” może posiadać tylko ktoś.
Bóg ma Alę
Otóż jedynie człowiek został stworzony na obraz Boży, i jedynie on jest osobą. Osoba ta – człowiek – powstaje w wyniku działania Stwórcy. Jak przypomina Katechizm, Ojciec stwarza przez Syna i Ducha. To Trójosobowy daje tej ludzkiej osobie istnienie („tchnienie życia” z Rdz 2,7), oraz zdolność działania twórczego, a zatem pozostającego w jakimś dalekim ale jednak podobieństwie do działania stwórczego. To w końcu On kieruje do stworzenia słowo i tym samym właśnie, przez kontakt z samym sobą, niejako „uruchamia” osobowość tego, co stworzył.
W religijnym elementarzu należy podkreślić sobie wężykiem (albo nie, lepiej nie wężykiem), że osoba pojawia się na świecie tylko i wyłącznie wtedy, gdy Bóg stwarza osobę. Nie ma i nie będzie innych osób prócz ludzi, nawet jeśli istnieją i będą istnieć istoty żywe oraz twory człowieka przypominające w jakimś aspekcie – zwykle funkcji intelektualnych, i to ograniczonych do pewnego spektrum – ludzkiego twórcę.
Ze strony człowieka potrzeba czegoś, by jego bycie osobą mogło „zaskoczyć” inaczej niż na zasadzie automatyzmu, z jakim Bóg powołuje do istnienia wszystkie inne byty. Nie chcę przez to powiedzieć, że człowiek współstwarza sam siebie, raczej chodzi mi o to, że musi zacząć być tym, kim już jest dzięki Stwórcy. Ponieważ stworzył On osobę ludzką, jeśli ma ona pozostać ludzką, potrzeba z jej strony jakiegoś udziału w tym procesie, który został opisany specyficznym językiem w pierwszej księdze Biblii.
Ala ma Boga
Po pierwsze, człowiek musiał usłyszeć skierowane do niego słowo, by czynił sobie ziemię poddaną i panował nad stworzeniami (Rdz 1,28). Po drugie, „nazywając” stworzenie, a zatem poznając i chcąc nie chcąc porównując się do niego, nie znalazł człowiek pomocy odpowiednej dla siebie (Rdz 2,20), czyli okazał się górować nad innymi. Jest z tego świata, ale wyrasta ponad ten świat i ponad wszystkie istoty żywe (Rdz 1,24), które nie są osobami. O byciu osobą decyduje spotkanie, a właściwie trzy: mężczyzny z kobietą (Rdz 2,23), mężczyzny i kobiety z Bogiem „przechadzającym się po ogrodzie” (Rdz 3,8) i człowieka ze światem stworzonym.
Co ważne, we wszystkich tych spotkaniach nieodzowną rolę pełniło słowo: jednego małżonka do drugiego (Rdz 2,23), Boga do człowieka (Rdz 1,28; 3,9-10) i człowieka do świata. Co interesujące, Bóg wypowiadając słowo, jednocześnie błogosławi człowiekowi (Rdz 1,28), a mężczyzna kieruje w stronę kobiety również coś w rodzaju błogiego sławienia (Rdz 2,23). Zapewne z woli Bożej panowanie człowieka nad ziemią też miało oznaczać błogosławieństwo dla ziemi.
Żeby nie zaciemniać „elementarza”, pomijam ważne dla całej późniejszej historii, a zatem również tej „świetlanej” przyszłości związanej z AI, kuszenie oraz upadek Adama i Ewy Rajskich. Notabene również to tragiczne wydarzenie zostało poprzedzone słowem Boga, a dokładniej Jego zakazem (Rdz 2,16-17). Przekroczenie którego degraduje człowieka, który będąc osobą zaczyna odtąd żyć w niezgodzie z samym sobą, jakby contra własnej osobie – bo przeciw Bogu i wbrew Jego słowu.
Ala ma duszę
Jedynie człowiek pośród całego stworzenia okazuje się z woli Boga zdolny do poznania i miłowania Tego, który go stworzył; tylko człowiek może Bogu dać odpowiedź na Jego słowo (KKK 356-357). Można zatem powiedzieć, że o byciu osobą decyduje ostatecznie możliwość trwania w relacji z Bogiem, albo, mocniej jeszcze: że nie ma osoby bez tej relacji. Jeśli mówimy o duszy ludzkiej jako pewnej zasadzie duchowej w człowieku (KKK 363), to wtedy władze duszy – rozum i wolę – także należy postrzegać jako związane z trwaniem z Bogiem w przymierzu.
(Na marginesie: Zapytane przeze mnie to coś, co nazywa się chat bot, przyznało, że sztuczna inteligencja „jest niezwykle zaawansowanym narzędziem, które potrafi symulować wiele ludzkich zdolności, ale nie posiada niematerialnej duszy w tradycyjnym tego słowa znaczeniu”).
Człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. AI jest tworzona na obraz i podobieństwo człowieka, ale niepełne. W praktyce oznacza to, że będzie „papugować” człowieka w pewnych określonych funkcjach. Ba! uczyni to w taki sposób, że będzie wydawała się bardziej ludzka od spotykanych na co dzień ludzi. Ale nie zmienia to faktu, że nigdy nie stanie się „stworzeniem” Bożym, a tym bardziej osobą z duchową duszą. Gdyby spece od AI chcieli, mogliby sprawić, że ta imitowałaby nawet relację z Bogiem – wykorzystując to, że chrześcijaństwo jest religią słowa – ale nie mają w tym interesu.
AI ma Alę
AI nie podlega – nawet, gdyby przypisać jej, że posiada świadomość – sądowi Chrystusa, który zapowiedział, że „z każdego bezużytecznego słowa, które wypowiedzą ludzie, zdadzą sprawę w dzień sądu” (Mt 12,36). Odpowiedzialność za to poniosą jednak ludzie, którzy taką sztuczną inteligencję – nie, nie stworzyli, ale właśnie utworzyli, a następnie się do niej ustawili w takiej a nie innej relacji. To „utworzenie” nie może być mylone ze stworzeniem, którym nigdy się nie stanie. Tylko Bóg stwarza, a człowiek tworzy. AI nigdy nie będzie nie tylko człowiekiem, ale nawet istotą żywą. Najmniejsze ze stworzeń większe jest od największej AI!
Człowiek jako korona stworzenia nie może ze swojej głowy ściągnąć korony. A im dłużej słucham znawców AI, tym chętniej zdają mi się kłaniać przed AI i jej atrybutami (zwłaszcza rzekomą wszechwiedzą i związaną z nią przyszłą wszechmocą). Jak nie ma innego Boga prócz Boga jedynego, są ewentualnie stawiane przez ludzi bożki, tak nie ma innej osoby prócz człowieka wyjątkowego, mogą powstać ewentualnie idole osobopodobne. Gdzie strąca się Boga z tronu, tam upada nawet wiara w człowieka. Zamiast starodawnego bałwochwalstwa będziemy teraz zachęcani do nowego rodzaju idolatrii, która doprowadzi do detronizacji człowieka.