Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Bartolomeo Sorge SJ

WYKŁADY Z KATOLICKIEJ NAUKI SPOŁECZNEJ
Od Ewangelii do Cywilizacji Miłości



1. OD EWANGELII DO «NAUCZANIA SPOŁECZNEGO»

Ewangelii nie napisano jedynie dla ograniczonej liczby uprzywilejowanych osób, które posiadają dar wiary. Ewangelia to przesłanie do każdego człowieka, który przychodzi na Ziemię, w każdym miejscu i w każdym czasie. W rzeczywistości Bóg poprzez swoje słowa nie tylko objawia nam tajemnicę swojego istnienia, ale równocześnie "objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi"(5), udziela odpowiedzi na pytania, które wszyscy sobie zadajemy, ale które nas przerastają: dlaczego życie? dlaczego śmierć? dlaczego cierpienie? dlaczego zło, nienawiść, wojny? czy historia ma sens? jaki? co będzie po śmierci? na czym polega prawdziwe dobro człowieka i społeczeństwa?

Ewangelia to jedyna księga, w której - po dwóch tysiącach lat - nie zdementowano ani jednego stwierdzenia. I nawet jeśli kiedyś, wobec określonych wydarzeń historycznych, ktoś mógł zwątpić w prawdziwość nauk Kościoła wziętych z Ewangelii, wcześniej czy później okazywało się (być może sto lat później, jak zdarzyło się - na przykład - w przypadku potępienia marksizmu), że Ewangelia wskazując kierunek nie oszukuje. W miarę upływu wieków historia zawsze przyznaje jej rację pomimo ograniczeń, słabości i błędów wielu głoszących ją ludzi.

Właściwa misja Kościoła ma charakter religijny

Misją Kościoła jest głównie głoszenie Ewangelii, czyli zbawienie i odkupienie, jakiego Chrystus dokonuje przekazując ludziom życie Boże. Jest to więc misja głównie religijna, nie ma ona charakteru politycznego, gospodarczego, czy społecznego(6). To misja zasadniczo nadprzyrodzona. Istotnie, nadprzyrodzone jest pochodzenie samego Kościoła: "Pochodzący z miłości Ojca Przedwiecznego, założony w czasie przez Chrystusa Odkupiciela, zjednoczony w Duchu Świętym"(7). Nadprzyrodzona jest jego natura, także w swej instytucjonalnej widzialności: Kościół to w rzeczywistości "wspólnota wiary, nadziei i miłości [...] prawdę i łaskę rozlewając [...] na wszystkich"(8); nadprzyrodzony jest także ostateczny cel, jaki sobie stawia: wieczne zbawienie ludzi, cel "zbawczy i eschatologiczny, który jedynie w przyszłym świecie może być osiągnięty w pełni"(9).

Jednakże ta religijna i nadprzyrodzona natura Kościoła i jego misji nie tylko nie oddziela go od historii i od realiów czasowych, ale to właśnie w nich Kościół wciela się i realizuje. "Królestwo Boże wypełnia się poprzez historię, w której udział danego wydarzenia nie jest jedynie zwykłym dodatkiem do obrazu człowieka, jak istniałby sam w sobie, niezależnie od czasu i przestrzeni"(10).

Wyjaśnia się w ten sposób, dlaczego "Chrystusowe dzieło odkupienia mające na celu wybawienie ludzi, obejmuje także odnowienie całego porządku doczesnego. Stąd posłannictwo Kościoła nie polega tylko na przekazywaniu ludziom ewangelicznego orędzia Chrystusa i Jego łaski, lecz także na przepajaniu i doskonaleniu duchem ewangelicznym porządku spraw doczesnych"(11).

Z tego powodu ewangeliczne przesłanie na temat człowieka i społeczeństwa "dotyczy [...] nie tylko wiernych chrześcijan, ale także wszystkich ludzi dobrej woli, w których sercu działa w sposób niewidzialny łaska. Skoro bowiem za wszystkich umarł Chrystus i skoro ostateczne powołanie człowieka jest rzeczywiście jedno, mianowicie Boskie, to musimy uznać, że Duch Święty wszystkim ofiarowuje możliwość dojścia w sposób Bogu wiadomy do uczestnictwa w tej paschalnej tajemnicy"(12).

Ewangelia wyzwala człowieka

Między głoszeniem Ewangelii i wyzwoleniem człowieka istnieje więc nierozerwalna więź. Nie można głosić Ewangelii w oderwaniu od cywilizacyjnego rozwoju człowieka. "Ewangelia Jezusa Chrystusa jest zwiastunem wolności i siłą wyzwalającą": przede wszystkim i głównie jest to wyzwolenie z radykalnej niewoli grzechu; jest przez to całkowitym wyzwoleniem. "Jego logicznym następstwem jest wezwanie do wyzwolenia z różnorakich zniewoleń w dziedzinie kulturalnej, ekonomicznej, społecznej i politycznej, które ostatecznie wywodzą się z grzechu, a które stanowią przeszkody utrudniające ludziom życie zgodne z ich godnością"(13).

Ale w tym momencie powstaje zasadnicze pytanie, w jaki sposób należałoby głosić Ewangelię, aby dotarła ona do wszystkich ludzi, została przez nich zrozumiana i przyjęta jako świadomy wybór? To problem stosunków między Ewangelią i kulturą. Rzeczywiście, jeśli orędzia o wyzwoleniu człowieka przez Boga nie przetłumaczymy na wartości, zwyczaje, na język i symbolikę danej kultury, pozostanie ono nieme i niezrozumiałe dla odbiorców. Jak więc mogłoby zostać przyjęte i wprowadzone w życie? Ma rację Paweł VI gdy stwierdza, że "rozdźwięk między Ewangelią a kulturą jest bez wątpienia dramatem naszych czasów"(14).

Niewątpliwie dobrowolna zgoda człowieka na objawienie Boże (za pośrednictwem aktu wiary) posiada nadprzyrodzoną i transcendentną naturę, ponieważ opiera się na niezmiennym Słowie Bożym i zakłada pomoc łaski; natomiast kultura to fenomen wytworzony przez ludzi, immanentny i zmienny w zależności od miejsca i czasu. Jednakże, mimo iż nie da się ona sprowadzić do czystego zjawiska kulturowego, wiara nie może nie być przekładalna na jedną czy nawet na różne kultury. "Ewangelia, a zatem i ewangelizacja nie mogą być utożsamiane z jakąś kulturą, bo niezależne są od wszystkich kultur. Niemniej Królestwo, głoszone w Ewangelii, wprowadzają w życie ludzie, którzy przynależą do swojej określonej kultury i w budowaniu tego Królestwa muszą korzystać z pewnych elementów kultury i kultur ludzkich. Chociaż Ewangelia i ewangelizacja nie należą właściwie do żadnej z kultur, to jednak nie znaczy, że nie mogą się z nimi łączyć, ale wręcz przeciwnie, zdolne są je przenikać, nie oddając się w służbę żadnej z nich"(15).

Oto dlaczego wewnątrz głębokich przemian kulturowych naszych czasów, u progu nowej epoki, nakazuje się nową ewangelizację, nową "inkulturację", po to, by Ewangelia była znana i przyjmowana (możliwie) przez wszystkich, i by stała się zaczynem nowego, rodzącego się świata.

Prawomocność społecznego nauczania Kościoła

Tak więc w świetle przytoczonych argumentów powinniśmy stwierdzić, że prawo-obowiązek Kościoła uczestniczenia w życiu społecznym stanowi istotną część jego misji głoszenia Ewangelii. A stąd wypływa wniosek, że prawomocność społecznego nauczania Kościoła opiera się na dwóch podstawowych zasadach.

Pierwsza z nich mówi, że porządek moralny jest wewnętrznie głęboko związany z porządkiem nadprzyrodzonym: rzeczywiście - wyjaśnia Sobór - "nawet rzeczy doczesne oraz instytucje ludzkie kierowane są również wedle zamiarów Boga Stwórcy ku zbawieniu ludzi"(16). Kościół posiada więc odpowiednie kompetencje, aby móc zajmować się zagadnieniami społecznymi, ekonomicznymi i politycznymi na płaszczyźnie moralnej. Chodzi tu o interwencje, które pozostają oczywiście w sferze etycznej i religijnej, gdyż Kościół nie jest kompetentny w specyficznych kwestiach technicznych. Z "drugiej strony Kościół w żaden sposób nie może zrezygnować z obowiązku, który nań Bóg nałożył, a który mu każe występować, wprawdzie nie w sprawach techniki życia społeczno-gospodarczego, bo do tego nie ma ani środków odpowiednich, ani nie jest powołany, ale w tych wszystkich sprawach, które mają związek z moralnością"(17).

Tak więc Kościół, przy pełnym poszanowaniu laickości i autonomii rzeczywistości doczesnych nie waha się występować jako "ekspert w sprawach ludzkości", czyli jest w stanie dać światu "to, co jemu jednemu jest właściwe, a mianowicie: uniwersalne spojrzenie tak na człowieka, jak i na sprawy ludzkie"(18).

Drugi motyw uprawomacniający istnienie społecznego nauczania Kościoła wynika z faktu, że objawienie chrześcijańskie posiada istotny wymiar historyczny. Ekonomia zbawienia jest historią, która ciągle się rozwija. Chrystus jest Bogiem, który wchodzi w historię świata, bierze ją na siebie i streszcza ją w Sobie(19). Wcielenie realizuje się w pełni w całej historii ludzkości, poprzez różne epoki, w kolejności następowania po sobie cywilizacji i poprzez całą serię historycznych, częściowych wyzwoleń wyznaczających rytm stopniowej humanizacji świata, w którym ludzie "niekiedy nieświadomie, przybliżają się do swego Stwórcy, chociaż skądinąd są uwikłani w niewiedzę, błędy i grzechy, a często popadają w barbarzyństwo lub zbaczają daleko z drogi zbawienia"(20). Zatem, będąc pewnym niezmienności prawdy o człowieku objawionej przez Boga, nie można nie liczyć się z nieustannie zmieniającą się i przeobrażającą sytuacją historyczną i kulturalną, do których owa prawda jest wiernie i stopniowo "wdrażana".

To wyjaśnia, dlaczego Kościół nie może nie uczestniczyć w życiu społecznym, a jego nauka społeczna ma pozostać zawsze otwarta. W gruncie rzeczy prawdziwym powodem jest to, że czyniąc swoimi "radości i nadzieje, smutki i trwogi ludzi współczesnych", Kościół czuje się i jest "ściśle złączony z rodzajem ludzkim i jego historią"(21), i dzieli z ludzkością jej wielkie problemy "przynosząc światło czerpane z Ewangelii", bowiem "osoba ludzka ma być zbawiona, a ludzkie społeczeństwo odnowione"(22).

Oczywiście, Kościół może tylko proponować, nie może narzucać swojego nauczania społecznego. Ono zaś może zostać odrzucone. Pomimo to nie przestaje oświetlać zmiennych kolei historii niezmiennym światłem Ewangelii, wskazując chrześcijanom i wszystkim ludziom dobrej woli zasady myślenia, kryteria osądów i kierunki działania, które wspólnie stanowią jej "społeczne nauczanie". Nauczanie zapoczątkowane przed ponad stu laty, ciągle otwarte i nieprzerwane.

"Doktryna społeczna"

Ewangelia jest więc sama w sobie przesłaniem społecznym. Potwierdza to także fakt, że od samego początku nauczanie samego Chrystusa, Apostołów i wielkich Ojców Kościoła było ciągle i otwarcie konfrontowane z problemami życia społecznego(23).

Obecnie jednak wszyscy zgodnie uznają, że począwszy od encykliki Rerum novarum Leona XIII (1891) Kościół zaangażował się w poszukiwanie doktrynalnej i systematycznej odpowiedzi na problemy ludzkości zrodzone z "kwestii społecznej", która pojawiła się we współczesnym świecie wraz z rewolucją techniczną.

Był to praktycznie początek konfrontacji, która nigdy nie została przerwana, a w czasie której Kościół stopniowo uwspółcześniał swoją naukę w stosunku do nowych zagadnień jakie nieustannie pojawiały się wraz z rozmaitymi etapami "kwestii społecznej". Właśnie z tej równoległej ewolucji "kwestii społecznych" i wypowiedzi Magisterium zrodziła się dyskusja, która nie jest wcale czysto akademicka: jaką wartość powinno się nadać działaniom Kościoła na polu społecznym? Należy mówić o "doktrynie społecznej" czy też o "nauczaniu społecznym" Kościoła?

"Doktryna społeczna"? Terminem "doktryna" zwykło się określać treść i istotę nauczania, czyli zbiór zasad i wypowiedzi, wyniki dedukcji teoretycznej, przedstawione ponadto w sposób organiczny i systematyczny. Przymiotnik "społeczna" uściśla, że chodzi tu o zbudowanie teorii na temat struktury i organizacji społeczeństwa, nastawionej przy tym na konkretny cel, czyli osiągnięcie wspólnego dobra. Stąd "doktryna społeczna" jest takową (i różni się od innych rodzajów teoretycznych opracowań), o ile jest skierowana na działanie społeczne i polityczne, pojmowane w najszerszym znaczeniu tego słowa(24).

Nie ulega wątpliwości, że podobne znaczenie "doktryny społecznej" - w sensie corpusu propozycji i wytycznych, wypracowanego przez Magisterium kościelne, do którego wierni świeccy mają obowiązek się dostosować - odpowiada znaczeniu, jakie miało to wyrażenie w społecznych wystąpieniach papieży od Leona XIII po Piusa XII. To typowa koncepcja "ideologii katolickiej" i "trzeciej drogi" wypracowana jako odpowiedź na wyzwania początkowych faz "kwestii społecznej", czyli "kwestii robotniczej" wobec przeciwstawnych "dróg" i "ideologii" "realnego socjalizmu" i "kapitalizmu".

"Nauczanie społeczne"

Gdy mówi się natomiast o "nauczaniu społecznym", akcent pada głównie na historyczny i praktyczny aspekt wypowiedzi Magisterium w dziedzinie społecznej, nawet jeśli oczywiście nie jest całkowicie wykluczony aspekt doktrynalny. Pragniemy jedynie pokazać odmienne podejście Kościoła do problemów społeczeństwa: zamiast wychodzić od teoretycznego ustalania zasad, aby następnie sprawdzać, czy realizują się one w konkretnym modelu, który się wysnuwa z tychże zasad (jest to metoda dedukcyjna), zaczniemy raczej od odczytania "znaków czasu", aby zinterpretować je w świetle zasad i następnie określić decyzje, jakie należałoby podjąć i w ten sposób dojdziemy do zaproponowania konkretnego modelu (jest to metoda indukcyjna).

Tak więc wyrażenie "nauczanie społeczne" wydaje się najlepiej wyrażać dynamikę i rozwój samego Magisterium społecznego, odrzucając odczucie statyczności i sztywności, kojarzące się z pojęciem "doktryny".

Ten właśnie powód pobudził Sobór do świadomego unikania w jego dokumentach terminu "doktryna społeczna". Widać to wyraźnie w przypisie 1, jakim Ojcowie Soboru opatrzyli Konstytucję duszpasterską o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes. W tejże Konstytucji - czytamy we wspomnianym przypisie 1 - "rozpatruje się bliżej różne aspekty współczesnego życia i ludzkiego społeczeństwa, szczególnie zaś zagadnienia i problemy, które w naszych czasach zdają się być bardziej w tym przedmiocie naglące. Stąd zagadnienia poruszane w drugiej części, poddane zasadom doktrynalnym, obejmują nie tylko elementy stałe, ale i przygodne"(25).

Również z tych samych powodów Episkopat Ameryki Łacińskiej, zgromadzony w Puebla w styczniu 1979 roku na III Konferencji Generalnej, wolał mówić o "nauczaniu społecznym" unikając wyrażenia "doktryna społeczna". Co więcej, nawet tekst wypracowany przez VI Komisję Konferencji (w której zasiadali także abp Recife Helder Câmara i abp San Salvador Oscar Romero), zatwierdzony następnie przez wszystkich Ojców Konferencji, mówił o "naukach społecznych" w liczbie mnogiej, aby lepiej podkreślić dynamiczną i zróżnicowaną naturę wystąpień Magisterium w kwestii społecznej. "Otwarta na znaki czasów, interpretowane w świetle Ewangelii i Magisterium Kościoła - głosił ustęp Dokumentu Końcowego z Puebla, jaki został przegłosowany na sali - cała wspólnota chrześcijańska została wezwana do wzięcia na siebie odpowiedzialności za konkretne decyzje i za ich skuteczną realizację, aby odpowiedzieć na wymagania, wynikające ze zmieniających się okoliczności. Te nauki społeczne mają charakter dynamiczny i w ich opracowaniu oraz wprowadzaniu w życie osoby świeckie nie powinny pozostawać pasywnymi wykonawcami, lecz aktywnymi współpracownikami duszpasterzy, których mają wspierać swoim doświadczeniem i kompetencjami zawodowymi"(26).

Jednakże Dokument ten został później przejrzany w Rzymie i, w fazie końcowego "szlifowania" jego tekstu występująca w oryginale liczba mnoga (która świadomie została użyta wielokrotnie) została zastąpiona liczbą pojedynczą: "nauka społeczna".

W kolejnych dokumentach Magisterium wrócono na nowo do wyrażenia "nauka społeczna". Trzeba jednak powiedzieć, że to nie sprawia obecnie trudności, i obydwa terminy ("doktryna" i "nauczanie") używane są teraz zamiennie. Rzeczywiście, w trzydzieści lat po Soborze Jan Paweł II dał jasną definicję "nauki społecznej", wyjaśniając dokładnie znaczenie, jakie chciano podkreślić, używając określenia "nauczanie społeczne", które od czasu Soboru do Konferencji w Puebla występowało praktycznie w niemal wszystkich dokumentach papieskich. "Nauka społeczna Kościoła - stwierdza Papież - nie jest jakąś "trzecią drogą" między liberalnym kapitalizmem i marksistowskim kolektywizmem, ani jakąś możliwą alternatywą innych, nie tak radykalnie przeciwstawnych wobec siebie rozwiązań: stanowi ona kategorię niezależną. Nie jest także ideologią, lecz dokładnym sformułowaniem wyników pogłębionej refleksji nad złożoną rzeczywistością ludzkiej egzystencji w społeczeństwie i w kontekście międzynarodowym, przeprowadzonej w świetle wiary i tradycji kościelnej. Jej podstawowym celem jest wyjaśnianie tej rzeczywistości poprzez badanie jej zgodności czy niezgodności z nauką Ewangelii o człowieku i jego powołaniu doczesnym, a zarazem transcendentnym; zmierza zatem do ukierunkowania chrześcijańskiego postępowania. Nauka ta należy przeto nie do dziedziny ideologii lecz teologii, zwłaszcza teologii moralnej"(27).

"Nauczanie społeczne" Kościoła

Można więc przyjąć, że zostało definitywnie określone istnienie i prawomocność "nauki społecznej" (czy też "nauczania społecznego") Kościoła, w której należy odróżnić to, co posiada wartość nieprzemijającą (wielkie zasady moralne, zgodne z Ewangelią i ze zdrowym rozsądkiem), od tego, co ma wartość drugorzędną i "historyczną" (osądy odnośnie do ewoluującej rzeczywistości społecznej, politycznej i ekonomicznej).

Ostatni Papieże jednak, jak i najnowsze dokumenty Episkopatów narodowych używali i nie przestają używać na bieżąco i codziennie tych zasad i osądów, stosując je w odniesieniu do spraw, które często mają charakter lokalny i dość ograniczony; tak iż trudno byłoby obiektywnie uznać wszystkie te pojedyncze wystąpienia jako "naukę" czy "nauczanie" całego Kościoła. Wystarczy pomyśleć tylko o setkach "wypowiedzi" i "odniesień" o treściach społecznych, poczynionych przez Jana Pawła II w trakcie jego długiego wędrownego pontyfikatu, we wszystkich zakątkach świata i we wszystkich możliwych okolicznościach.

Wydaje się więc, że bardziej odpowiada rzeczywistości uznanie, iż dzisiaj stoimy raczej wobec "społecznych wypowiedzi" Kościoła. Nie ujmując niczego doktrynalnym treściom zawartym w wielkich encyklikach społecznych i soborowych, można stwierdzić, że tak zwana "nauka społeczna" i tak zwane "nauczanie społeczne" Kościoła są w rzeczywistości fundamentalnymi etapami tego, co dzisiaj stanowi "społeczną wypowiedź" Kościoła, na którą składa się długa seria wypowiedzi Magisterium na temat etycznych aspektów najróżniejszych problemów społecznych. Każde z tych wystąpień ma oczywiście swoją własną ważność doktrynalną, konkretne historyczne uzasadnienie, zostało zdeterminowane przez sytuacje i problemy wynikłe w konkretnym momencie i konkretnym miejscu.

Dlatego, bardziej niż próba zebrania i w pewnym sensie ujednolicenia wystąpień o tak zróżnicowanej treści i wartości w ramach zbyt ciasnych rozdziałów jakiejś systematycznej rozprawy doktrynalnej, potrzebniejsze i bliższe rzeczywistości byłoby uchwycenie "sensu", który nadałby wewnętrzną spójność całej "społecznej wypowiedzi" Kościoła. W ten sposób możemy odkryć, że istnieje pewne przesłanie, pewien sposób pojmowania człowieka, życia ludzkiego i społeczeństwa, które nadawałyby ciągłość wszystkim dokumentom, wielkim i małym, jakakolwiek byłaby ich autorytatywność i zasięg.

Podobne odczytanie, otwarte na logikę "społecznych wypowiedzi" Kościoła, jest oczywiście bardzo użyteczne dla naukowców. Pomoże ono jednak przede wszystkim wiernym świeckim w przełożeniu społecznej nauki Magisterium na język praktyki w sposób świecki, niezależny i twórczy, zachowując nienaruszone w tych konfrontacjach należne "religijne posłuszeństwo wiary"(28).

Oto droga, jaką zamierzamy przejść, rozpoczynając od odtworzenia głównych etapów, na których kształtowała się "problematyka społeczna" Kościoła. Najważniejsze fazy można sprowadzić do czterech: faza ideologii katolickiej (1891-1931), faza "nowego chrześcijaństwa" (1931-1958), faza dialogu (1958-1978) oraz faza prorocka (1978-1996).




opr. mg/mg



 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: autonomia inkulturacja demokracja polityka ustrój państwo Kościół społeczeństwo gospodarka świecki Pius XII Leon XIII katolicka nauka społeczna świeccy rerum novarum Maritain KNS