Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Michał Zieliński

Niewygodna rewolucja

Wicepremier Leszek Balcerowicz zapowiedział "rewolucję" podatkową. Proponowane zmiany mają same zalety: uprościłyby sposób obliczania podatku, utrudniły oszustwa podatkowe i zachęcały przedsiębiorstwa do wychodzenia z "szarej strefy", obniżyły koszty poboru, zmniejszyły obciążenia przeciętnego obywatela, likwidowały istniejące antybodźce do większego wysiłku i wyższych zarobków. Projekt o takiej liczbie zalet nie ma w Polsce szans realizacji. Ma bowiem jedną wadę. Nie został opracowany przez anonimowego eksperta, który "podrzucił" go jakiemuś ugrupowaniu. Autorem podpisującym się pod projektem jest przywódca jednej z największych partii. Dlatego projekt ten trzeba odrzucić. Jego realizacja wzmocniłaby bowiem Unię Wolności i osłabiła inne - żyjące z demagogii ekonomicznej - stronnictwa. Jak to zrobić? W imię tak szlachetnego celu warto powiedzieć dowolne głupstwo. I wyścig w tej typowo polskiej konkurencji już się rozpoczął.

Proponowane zmiany

Na wstępie powiedzieć trzeba, że proponowane zmiany daleko wykraczają poza modyfikacje w podatku od dochodów osobistych czy nawet całego systemu podatkowego. Są częścią zasadniczych zmian polityki fiskalnej, polegających na zmniejszeniu dystrybucji budżetowej. Filozofia tych zmian jest prosta. Obywatele mają więcej zarabiać i w znacznie większym stopniu sami finansować swoje wydatki. Tam, gdzie niezbędne jest wsparcie z funduszy publicznych, funkcje budżetu mają przejąć wyspecjalizowane instytucje i instrumenty (zdrowie - Kasy Chorych, oświata - bon oświatowy, emerytury - fundusze emerytalne).

Konsekwentna realizacja takiej polityki jest niezbędna. Przez finanse publiczne (budżet państwa, budżety lokalne, fundusze celowe, ZUS itd.) przepływa bowiem blisko połowa Produktu Krajowego Brutto. Doświadczenia wszystkich krajów, które w przeszłości zafundowały sobie podobną redystrybucję budżetową, pokazują, że przy takim jej poziomie następuje wyhamowanie tempa wzrostu gospodarczego.

O powyższym założeniu ogólnym należy pamiętać. Stoimy bowiem przed wyborem "filozofii" rozwoju. Możemy postawić na indywidualną przedsiębiorczość i wtedy musimy podążać drogą proponowaną przez Balcerowicza. Możemy także tworzyć system gospodarczy, w którym mnożyć się będą ulgi, subwencje, dotacje. W którym będzie rosnąć ingerencja władz państwowych w gospodarkę (stopień redystrybucji budżetowej jest najprostszą syntetyczną jej miarą).

Wróćmy jednak do najbardziej nas interesującego podatku dochodowego. Proponuje się tutaj następujące zmiany:

- docelowo w roku 2000 wprowadzenie jednolitej stawki podatkowej wynoszącej nominalnie - 22%,

- dwuipółkrotne zwiększenie kwoty wolnej od opodatkowania. Ten element reformy jest - na ogół - przez krytyków skrupulatnie przemilczany. Tak wysoka, wynosząca 350 zł miesięcznie kwota wolna od opodatkowania, oznacza, że de facto mamy dwie klasy podatkowe: zero i dwadzieścia dwa procent. Dzięki temu dochody sporego odsetka bezrobotnych czy emerytów (zwłaszcza rolniczych) w ogóle zwolnione zostaną z opodatkowania. Co więcej, wszyscy zarabiający niewiele uzyskują dużą ulgę. Przykładowo, wynagrodzenie przeciętnego pracownika sfery budżetowej w wysokości 1050 zł, w jednej trzeciej zwolnione będzie z ciężaru podatkowego. Oznacza to, że przy tym poziomie dochodu efektywna stopa podatkowa wyniesie 14,66%. Jakkolwiek by patrzeć, mniej niż do tej pory. A mówimy o grupie dominującej liczbowo i najbardziej dotychczas dyskryminowanej. (Potrzebna jest tu jeszcze ważna uwaga techniczna. Kwota 350 zł, czyli jedna trzecia przeciętnego wynagrodzenia, ustalona jest w oparciu o dzisiejsze realia cenowe. W miarę wzrostu cen ma być ona powiększana o wskaźnik inflacji.)

- zniesienie większości (nie wszystkich) dotychczasowych ulg.

I tak, likwidacji od 2000 roku ulegałyby odpisy podatkowe z tytułu:

- ufundowania prywatnej renty i stypendium dla osoby prywatnej (powiedzmy szczerze, była to pomyłka fiskusa i źródło dochodów dla cwaniaków podatkowych) oraz pomocy naukowych (w istocie da się o tej uldze powiedzieć to samo),

- wydatków medycznych i wydatków rehabilitacyjnych inwalidów (funkcje tej ulgi przejmują świadczenia Kas Chorych),

- kształcenia dzieci w szkołach niepublicznych (funkcje tej ulgi przejąć ma bon oświatowy),

- inwestycji mieszkaniowych.

Jedyna ulga, która ma pozostać, wiąże się z darowiznami dla osób prawnych na "szlachetne cele społeczne". Jeżeli zatem trafi się milioner, który będzie chciał, na przykład, ratować przed upadkiem kulturę polską - prawo mu tego nie zabroni. Powiedzmy sobie jednak szczerze, że wspomniane darowizny są raczej rzadkością (ewentualnie poproszę o adres takiego milionera.)

Największe wątpliwości budzi kwestia ulgi mieszkaniowej. Wynikają one jednak bardziej z głodu mieszkaniowego niż z faktycznych korzyści, jakie płynęły z tego odpisu. Z ulg tych korzystali jedynie bogaci (w 1996 roku przeciętne odliczenie wynosiło 6500 złotych - przeciętnie zarabiającego raczej nie było na nie stać). Nie było też wymiernych efektów ich wprowadzenia. Przeciwnie, po wprowadzeniu ulg budowlanych liczba oddawanych mieszkań nawet spadła. Jak się wydaje, preferencyjny system oszczędnościowo-kredytowy w Kasach Budowlanych lepiej stymuluje wzrost budownictwa niż ulgi podatkowe. A kiedy na obydwa środki pomocy dzisiaj nas nie stać, coś trzeba wybrać.

Kontrowersje wzbudzi także likwidacja możliwości wspólnego opodatkowania małżonków oraz samotnych rodziców z dziećmi. Zwrócić jednak należy uwagę, że ulga ta istotne znaczenie miała dla ludzi uboższych. Te osoby otrzymują rekompensatę w postaci wyższej kwoty opodatkowanej stawką zerową. W przypadku osób bogatszych odwołać się można do argumentu sprawiedliwości, pytając czy słuszne jest, aby mąż (żona) osiągający dochody ponad 59000 zł płacił niższy podatek tylko dlatego, iż ma kiepsko opłacaną żonę (męża).

Pierwsze reakcje: biznesu (życzliwe poparcie)

Projekt reformy podatkowej Leszka Balcerowicza spotkał się z życzliwym (żeby nie powiedzieć entuzjastycznym) przyjęciem w kręgach biznesu. Zarówno Polska Rada Biznesu jak i Centrum Adama Smitha uznało, że proponowane zmiany zmierzają we właściwym kierunku. Jest tak zapewne dlatego, że dla "normalnych" (a takich jest większość) firm stabilizacja i prostota systemu podatkowego jest największą wartością.

Podsądnych (życzliwe zainteresowanie)

Pierwsze reakcje oskarżonych, czyli obywateli płacących podatki określić można jako życzliwe zainteresowanie. Co przy tym ciekawe, zwolenników reformy znaleźć można wśród elektoratu wszystkich partii (z wyjątkiem może PSL i Radia Maryja, ale dla nich to chyba za trudne). Na wszystkich wielkie wrażenie zrobił dwustronicowy PIT, który oznaczałby koniec mordęgi z wypełnianiem zeznań podatkowych. Lepsze niż można było się spodziewać jest także przyjęcie pomysłu likwidacji ulg. Ich rozbudowanie i ciągłe zmiany przepisów sprawiały bowiem, że dostępne były głównie dla wąskiego kręgu "graczy podatkowych". Nieufność natomiast budzi informacja o tym, że w efekcie tych zmian rzeczywiście płacona stopa podatkowa się zmniejszy. I nie ma co się dziwić. Ludzie przez pięćdziesiąt lat nauczyli się, że jak władza zapowiada "poprawę na lepsze", to będzie gorzej. Dlatego uważnie przysłuchują się, co na ten temat mówią politycy. A ci starają się im zrobić wodę z mózgu.

polityków (całka inżynierska)

Jak napisałem na wstępie, propozycja rewolucji podatkowej jest nie na rękę: AWS, PSL, ROP, UP, SLD i SRRM. Politycy tych partii mają zatem "oblig", aby krytykować. Nie jest to łatwe, ponieważ nie bardzo jest się do czego przyczepić. Dlatego inteligentniejsi (lub ci, którzy nie lubią z obrzydzeniem patrzeć przy goleniu na swoją twarz) krytykują miękko. Bogusław Grabowski z AWS, w zasadzie zgadzając się z istotą zmian, akcentuje (tu chyba pije do swoich partyjnych kolegów) konieczność politycznego i społecznego kompromisu. Marek Wagner (SLD) zgadza się, że w pierwszych latach reformy obywatele będą płacili mniej, ale obawia się, że w przyszłości fiskus dołoży im dodatkowe ciężary w postaci jeszcze wyższych podatków pośrednich (oznacza to, że albo nie przeczytał preambuły "Białej księgi", albo - zbyt optymistycznie - zakłada, że w przyszłości rządzić będzie SLD).

Takie, jak podane wyżej, "eleganckie" krytyki zdarzają się jednak rzadko. Przeważa hucpa i demagogia. I tak: Wiesław Walendziak powiedział, że "podatki musza być prorodzinne, bo trzy czwarte rodzin żyje poniżej progu ubóstwa". "To są propozycje - basował mu Ryszard Miazek - zmierzające do ulżenia zamożnej części społeczeństwa kosztem ubogich". (No proszę, na ekonomii też się znają - renesansowe chłopaki.)

Prezesi telewizji w swoich wypowiedziach na szczęście nie poszli w szczegóły i ograniczyli się do tzw. "demagogii pierwszego rzędu", czyli do posługiwania się mało konkretnymi, choć ładnie brzmiącymi hasłami "prorodzinności" i "sprawiedliwości społecznej". Nieco gorzej wypadli dwaj panowie K.: Kaczmarek i Krzaklewski. Tutaj mamy już do czynienia z "demagogią drugiego rzędu", czyli fałszowaniem rzeczywistości lub wypowiadaniem sądów sprzecznych z elementarną logiką. Inżynier Kaczmarek powiedział w radiowej Trójce, że "projekt Balcerowicza jest nie do przyjęcia, bowiem podnosi podatki z 17,4% (sic!) do 22%". Natomiast doktor inżynier Krzaklewski wypowiedział się za rozszerzeniem zakresu stosowanych ulg. Stwierdził, iż z "ulg podatkowych dostępnych dotychczas jedynie dla najbogatszych musi skorzystać jak najwięcej osób".

Złośliwi matematycy wymyślili przed laty pojęcie "całka inżynierska". Jest to całka, którą nawet inżynier potrafi obliczyć (dla niewtajemniczonych: całka z 2dx - wyliczcie proszę to Panowie inżynierowie-politycy). Idąc tym tropem wypada chyba wymyślić problem ekonomiczny dla inżynierów. Musi to być zagadnienie, w którym pomimo porównywania wielkości normatywnych z faktycznymi oraz posługiwania się kategoriami wewnętrznie sprzecznymi ("ulgi dla wszystkich") zawsze uzyskuje się poprawne rozwiązanie. Wymyślenie takiej "ekonomii dla inżynierów" jest trudne, ale trzeba nad tym pracować. Wszystko wskazuje bowiem na to, że dwaj panowie K. dalej zamierzają, także w ekonomii, "robić za ekspertów".



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: ekonomia budżet podatek kasy chorych Leszek Balcerowicz podatku dochodowy ulgi podatkowe
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W