Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Ks. Jan Kracik

Hymn w kamieniu wyśpiewany

750 lat katedry w Kolonii

Wśród mnóstwa sztychów, obrazów i fotografii, ta niesie przesłanie najwymowniejsze: rok 1945, pośród strzaskanego bombami miasta stoi katedra. Choć uszkodzona, przetrwała przecież w swej majestatycznej architekturze. Kamienny las gotyckich skarp i pinakli, zdominowany przez iglice obu wież. Okaleczona świątynia na pobojowisku świata. Symbol trwałości praw Boskich, których deptanie obraca się zawsze przeciw człowiekowi. Ale i znak nadziei, że możliwa jest odbudowa życia obróconego w gruzy przez wojenne czy inne szaleństwo. W 11 lat później Katholikentag mógł się już odbyć w kolońskiej katedrze.

Dziedziczone zadanie

Jej budowanie, trwające z przerwami aż 632 lata, symbolizować może te wielkie procesy historyczne, które wymagały wysiłku całych pokoleń, by mógł je uwieńczyć zwornik sukcesu. Dzieje tej największej z gotyckich katedr (długość 144 m, wieże 157 m, powierzchnia 7914 m2, a w oknach cały hektar szyb) splatają się mocno z historią papiestwa i cesarstwa oraz wymownie ilustrują funkcje kultu świętych. Co niech starczy za przepustkę do tematu, potrzebną w gęstniejącym natłoku jubileuszy i rocznic, kościelnych i cywilnych, krajowych i lokalnych, ubiegających się - jako nieodmiennie szczególnie ważne - o ludzkie zainteresowanie.

15 sierpnia Roku Pańskiego 1248, odprawiwszy uroczystą Mszę dla zebranych tłumów arcybiskup Kolonii Konrad von Hochstaden położył kamień węgielny pod nową katedrę i ogłosił odpust dla tych, co złożą datek na budowanie świątyni. Stara już nie istniała, gdyż kiedy wiosną tego roku zaczęto ją wyburzać, spłonęła wskutek nieostrożności majstrów. Prace nadzorowała kapituła, której kanonicy pochodzili ze znakomitych rodów, co pomagało w zbieraniu funduszy. Nie miało ich jednak wystarczyć na wykonanie tak monumentalnego założenia (będą się na nim wzorować budowniczowie katedr w Moguncji, Spirze, Wormacji, Bambergu) w mieście, które choć największe w Niemczech, liczyło wtedy 40 tys. mieszkańców.

Kolonia szczyciła się od X w. posiadaniem pastorału i części kajdan św. Piotra, patrona katedry. Relikwie dla ludzi średniowiecza oznaczały rękojmię przemożnej protekcji u Boga, ochronę od nieszczęść, powód do dumy i magnes dla pielgrzymek. Te zaczynały przybywać częściej z powodu innej jeszcze świętości, która miała z czasem rozsławić i wzbogacić nadreńską metropolię. Tym bezcennym skarbem, którego rangę miała także wyrazić nowa katedra (zwieńczona dlatego nie krzyżem, a gwiazdą) były przywiezione w 1164 r. przez kolońskiego arcybiskupa, cesarskiego kanclerza i najbliższego współpracownika, Reinalda von Dassel, relikwie Trzech Króli.

Od Biblii do Kolonii

Okoliczności tej translacji do pobożnych nie należały. Święte szczątki stanowiły łup wojenny, jaki cesarz Fryderyk I Barbarossa podarował swemu kanclerzowi po zdobyciu i zniszczeniu Mediolanu. Dwa lata później, w 1166 r., Reinald ogłosił świętym Karola Wielkiego (papieże tego okresu jeszcze nie zdołali sobie zapewnić wyłączności kanonizowania), by przy pomocy takiego wzorca idealnego władcy chrześcijańskiego wesprzeć Fryderyka, zmierzającego do dziedzicznego przejęcia rzymskich praw cesarskich przez dynastię Hohenstaufów. Miało to służyć sakralizacji władzy monarszej, jako pochodzącej wprost od Boga, a nie z nadania papieża, z którym Barbarossa walczył o przywództwo chrześcijaństwa (ciążyła na nim i na jego kanclerzu ekskomunika nałożona przez Aleksandra III za popieranie antypapieża Wiktora IV).

Trzej Królowie, ulokowani w politycznym centrum Cesarstwa, również mieli tak pojętą władzę uzasadniać i chronić. Przekonanie o monarszym charakterze mędrców z Mateuszowej Ewangelii zawdzięczamy Tertulianowi, który w III w. utożsamił ich ze wspomnianymi w Psalmie 72 królami Tarszisz, Szeby i Saby, a Orygenes uznał, że było ich trzech. W VIII w. Pseudo-Dionizy orzekł, że otrzymali chrzest (zapewne wadził mu kult nieochrzczonych) z rąk apostoła Tomasza, zaś w IX w. wymyślono ich imiona. Sam kult miał oczywiście ścisły związek z przejętym ze Wschodu świętem Epifanii, czyli Objawienia Pańskiego, 6 stycznia. Przypisane mędrcom relikwie przywieziono do Mediolanu z Konstantynopola w VI w.

W czasie kolejnej wyprawy Fryderyka do Italii jego wojska poprowadził do zwycięskiej bitwy pod Tusculum, w poniedziałek Zielonych Świąt 1167 r., sam kanclerz. Aleksander III salwował się ucieczką z Rzymu i gdy już miała nastąpić intronizacja kreowanego przez Reinalda antypapieża Paschalisa III, Niemców zaatakowała malaria (chory cesarz ledwo się uratował), zagarniając 25 tysięcy żołnierzy, a wśród nich i walecznego arcybiskupa, który zdążył jeszcze spisać całkiem pobożny testament. Był sierpień, a nad Ren daleko. Z ciałem dostojnika postąpiono tedy zgodnie z przyjętą w takich sytuacjach praktyką: ugotowano je, by oddzielić kości, które powieziono do Kolonii i pogrzebano w katedralnej kaplicy Panny Marii (współpatronki świątyni), zdobnej w Jej obraz, ofiarowany ongiś przez nieboszczyka z mediolańskiego łupu. Reinald von Dassel był głównym współodpowiedzialnym za brutalną politykę włoską cesarza, wyprowadzoną z konstantyńsko-germańskiej ideologii władzy imperialnej, przewidującej dla papieża rolę podobną do roli cesarskich biskupów Rzeszy.

Z darami i po dar

W 1200 r. cesarz Otto IV ofiarował mnóstwo złota na wspaniałą tumbę relikwiarzową Trzech Króli oraz na korony (stały się herbem Kolonii) na ich czaszki. Hojność ta uwieczniona została na relikwiarzu niezbyt skromnie: Otto przybywa do Betlejem z darami jako czwarty król (dla respektu wszakże bez korony), niosąc przecie, jak pierwszy, skrzyneczkę złota.

Miejscem koronacji królów niemieckich pozostał wprawdzie Akwizgran, gdzie spoczywał Karol Wielki i gdzie przechowywano jego tron, ale obrzędu dokonywał arcybiskup Kolonii, dokąd nowy monarcha pielgrzymował, by wedle zwyczaju pokłonić się Trzem Królom. Dzięki nim Kolonia stała się jednym z czterech głównych miejsc pątniczych (obok Rzymu, Compostelli i Canterbury) średniowiecznej Europy. Po odsłonięciu płyty na tumbie widać było trzy ukoronowane czaszki, których aż do najnowszych czasów dotykano podawanymi przez pątników dewocjonaliami. Panujący, podróżujący, epileptycy uznawali Trzech Króli za swych szczególnych obrońców. Ci mieli też być pomocni w zagrożeniu, jakie stwarzali wrogowie, złodzieje, czarownice itd., podczas pożaru i szkód polowych.

Odpowiedź na niemieckie przywłaszczanie sobie rzymskich tradycji imperialnych przyszła naturalnie z Francji, znajdując także swój sakralny wyraz. Król Ludwik IX, przyszły święty, wystarał się w Bizancjum o Chrystusową koronę cierniową i urządził dla niej w swej paryskiej rezydencji rodzaj architektonicznego superrelikwiarza w postaci gotyckiej Świętej Kaplicy. Jej kształt i idea zainspirowała podjęcie 10 lat później budowy katedry kolońskiej. W 1322 r. gotowe było jej prezbiterium, w którym umieszczono relikwiarz Trzech Króli. Jan z Hildesheim, karmelitański teolog, w 1363 r. napisał po łacinie obszerny i dość beletrystyczny żywot Trzech Króli i takąż historię przeniesienia ich relikwii. Tekst był chętnie czytany, o czym świadczą liczne odpisy, druk w 1477 r., polski przekład z końca XV w., a niemiecki z 1505 r. Ta legenda stała się na Zachodzie głównym poza ewangelicznym źródłem, ożywiającym kult i zwyczaje (pieśni, motywy literackie i ikonograficzne, chodzenie z gwiazdą). Gdy Goethe w 1819 r. ponownie odkrył łaciński tekst legendy, przyczynił się do spopularyzowania jej wraz z powracającym zainteresowaniem dla gotyku, i dokończeniem budowy katedry kolońskiej, która była prototypem tego stylu na terenach niemieckich w XIII w.

Dokończyć dzieła

W 1388 r. gotowe były nawy, łącznie z transeptem i jeden portal. Prace przy katedrze ustały w 1560 r. na prawie 300 lat. Nie sprzyjały im bowiem ani wiry reformacji, ani wojny religijne. W XVIII w. gotyk uchodził za synonim ciemnego średniowiecza i barbarzyństwa. W 1794 r. zbiedniałe miasto zajęli Francuzi. Podobnie jak u siebie, zakazali procesji i pielgrzymek, upaństwowiali dobra kościelne, zamykali klasztory zamieniając je na koszary, więzienia lub fabryki, a rewolucyjna armia plądrowała i dokonywała aktów wandalizmu. W katedrze w 1796 r. trzymano jeńców wojennych, a także urządzono stajnię i spichlerz. Splugawioną świątynię obroniły przed próbami rozbiórki jej rozmiary. Przedsięwzięcie takie było bowiem, na szczęście, nazbyt kosztowne.

Od 1801 r., po konkordacie Napoleona z Piusem VII, liturgia powróciła w mury kościoła, już nie katedralnego, gdyż Kolonia została włączona do nowo utworzonej diecezji w Akwizgranie. Napoleon odwiedzając Kolonię w 1811 r. był poruszony panującą w niej nędzą. Ofiarował nawet sporą sumę na rzecz biednych. Dla wynędzniałej katedry nie było ani franka.

Świątynia nie przedstawiała się imponująco: kikuty ciągle nie dokończonych wież, budy i baraki podostawiane do ścian, mech na filarach i zielsko wokół. Prefekt miasta zamierzał nawet obsadzić katedrę topolami, by szybko zakryły co wstydliwsze jej miejsca.

Zbiorowe ratowanie i dokończenie katedry zapoczątkował koloński kupiec Sulpiz Boisserée, który sprawą tą potrafił zainteresować zarówno współmieszkańców, jak zachwyconych gotykiem romantyków, a także publicystów i polityków oraz rozmaite osobistości, od Goethego po króla bawarskiego Ludwika I i pruskiego następcę tronu, przyszłego Fryderyka Wilhelma IV. Znany żurnalista Józef Gőrres w 1814 r. rzucił hasło, by dokończyć budowę katedry, miast wznosić jakiś pomnik dla upamiętnienia wyzwolenia spod francuskiego panowania. Odnalezienie jej planów architektonicznych z XIV w. poruszyło opinię. Opracowano dokumentację stanu technicznego budowli.

W 1840 r., gdy tron pruski objął Fryderyk Wilhelm IV, znawca sztuki i jej mecenas o romantycznym usposobieniu, dokończenie budowy, przy tak wysokim poparciu, weszło wreszcie w fazę realizacji. Boisserée nie doczekał zakończenia prac, umierając w 1854 r. W 1880 r. świątynia była gotowa. Mimo że na jej uroczyste poświęcenie padał cień walki rządu Prus z Kościołem katolickim, radość ogarnęła mieszkańców Kolonii, którzy mogli być świadkami spełnienia marzeń ich dalekich przodków z 1248 r.

"Jeśli zechce budować katedrę"

Historia zbawienia wykuta w opornym kamieniu i opowiedziana barwami witraży pod betlejemską gwiazdą, głosi wędrującym do niej ludom (przez katedrę przewija się rocznie 6 milionów osób) prawdę o Nieskończonym, który objawił się w skończoności materii. Niebotyczny gotyk śpiewa o Bogu, który zstąpił nisko, aby człowiek mógł dojść wysoko. Każdy. Do wszystkich zatem przechodniów historii, do ludzi wielkiej i małej wiary, do szukających i pogubionych, do wsłuchanych w Ewangelię i do niedosłyszących - te "kamienie wołać będą" o Epifanii. O konsekwencjach tajemnicy Wcielenia. O otwarciu komunikacji dwustronnej między boskim a ludzkim, duchowym i materialnym, świętym i grzesznym. O miłosierdziu wyprowadzającym dobro nawet ze zła. O kamieniu, który stał się czymś więcej niż kamień. O winie, którą nazwano błogosławioną, o mocy, co w słabości się doskonali, o łasce większej od grzechu. O Mędrcach w Betlejem, o Fryderyku w Mediolanie, o Reinaldzie w Tusculum, o pątnikach w Kolonii.

I jeszcze o tym, że dzieje się to nieustannie, bo większa od kolońskiej, gdyż wielka jak ludzkość katedra Pańskiej Epifanii jest ciągle w budowie. O niej to wspominał Antoni Gołubiew, gdy kończył "Listy do przyjaciela":

"Nie tylko strzeliste filary, nie tylko złociste witraże, 
nie tylko wyniosłe wieże zanoszą niebu głos ziemi, 
tkacz, który utkał kubrak dla śpiewających murarzy
- on też budował katedrę.
Wszyscyśmy budowniczy, my, biegnący ulicą przechodnie,
katedra to tylko znak naszej tęsknoty i woli,
to tylko świadectwo człowieka, że zdolen pchnąć glinę ku niebu,
jeśli zechce budować katedrę". 


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: sztuka historia Kolonia katedra architektura Moguncja Spira Wormacja Bamberg Otto IV Gołubiew
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W