W obszernym wywodzie apostoła Pawła na temat zmartwychwstania znajduje się tajemnicze zdanie: „Stał się pierwszy człowiek, Adam, duszą żyjącą, a ostatni Adam duchem ożywiającym” (1 Kor 15,45). Ale dlaczego Paweł nazywa Adama „duszą żyjącą”? – pyta w swoim felietonie o. Jacek Salij OP.
W zdaniu tym „pierwszy człowiek” to niewątpliwie ten Adam, o którym od razu na pierwszej stronie Pisma Świętego czytamy, że ukształtował go na uwieńczenie swojego dzieła stwórczego sam Bóg.
Ale dlaczego Paweł nazywa Adama „duszą żyjącą”? Bo wśród wszystkich bytów cielesnych tylko on jeden został stworzony na obraz Boży: „Stworzył Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i kobietę” (Rdz 1,27). A to znaczy, że Ten, który jest Miłością, uzdolnił Adama oraz nas wszystkich, którzy jesteśmy jego potomstwem, do miłości.
Zatem było to wielkie wyróżnienie, że Adam został stworzony jako „dusza żyjąca”. Na podobieństwo zwierząt obdarzony ciałem, Adam jest nie tylko ciałem, tak jak tylko ciałem jest wróbel, pies czy krowa. On w swoim ciele może „miłować Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą, bliźniego zaś ma miłować jak siebie samego’ (Mk 12,30-31).
To dlatego Adam miał nie podlegać śmierci. Przecież dlatego Bóg go stworzył na swój obraz, bo go szczególnie ukochał i pragnie mieć w nim swojego przyjaciela. Nie tylko Adama. Nas wszystkich, jego potomków, Bóg pragnie mieć jako swoje ukochane dzieci.
Wprawdzie swoją zdolność miłowania Adam w niemałym stopniu wypaczył i zmarnował, bo próbował niemądry siebie samego stawiać w miejscu Pana Boga. Jednak jako stworzony na obraz Boży zdolności tej nie utracił całkowicie. Przede wszystkim jednak – Bogu nie przestało na nas zależeć. ”Wielokrotnie i na różne sposoby” o nas zabiegał, aż wreszcie „Syna Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne” (J 3,16).
Syn Boży jest równym przedwiecznemu Ojcu Bogiem prawdziwym, przez Niego świat został stworzony. Rodząc się z Maryi Dziewicy jako jeden z nas, był również jednym z potomków Adama; w Ewangelii nawet wprost to powiedziano (Łk 3,38). W Jego człowieczeństwie to jednak różniło Go od innych potomków Adama, że był człowiekiem doskonałym – nie obciążał Go ani grzech Adama, ani żaden grzech osobisty. „On się objawił po to, aby zgładzić grzechy, w Nim zaś nie ma grzechu” (1 J 3,5; por. J 8,46).
Nawet przygnieciony pogardą i nienawiścią, nawet przybity do krzyża, ten Człowiek Doskonały „grzechu nie popełnił, a w Jego ustach nie było podstępu. On, gdy Mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie groził, ale oddawał się Temu, który sądzi sprawiedliwie” (1 P 2,22). Nawet w niewyobrażalnych mękach krzyża przepełniała Go miłość; Jego zwycięstwo nad grzechem, śmiercią i szatanem było zupełne. Dlatego zmartwychwstał.
Jednak nie zapominajmy, że tę straszliwą mękę krzyża przeszedł On za nas i dla nas. Siły zła uczyniły wtedy wszystko, na co je stać, a przecież dla Niego miłość i trwanie przy Bogu nie przestały być czymś absolutnie najważniejszym. Odtąd podobnie mogą zwyciężać, z Jego pomocą, wszyscy, którzy w Niego uwierzyli. On nie tylko sam zmartwychwstał, On ma moc nas wszystkich poprowadzić ku zmartwychwstaniu. Apostoł Paweł napisze krótko: „Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli”. I dopowie jeszcze: „jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni” (1 Kor 15,20.22).
Przed chwilą starałem się mocno podkreślić, jak wielkim zaszczytem dla każdego z nas jest być potomkiem pierwszego Adama. Bo zaiste wielkie to wyróżnienie być stworzonym na obraz samego Boga i nawet późniejszy grzech naszych prarodziców tego nie unieważnił. „W Chrystusie mamy odkupienie przez Jego krew – odpuszczenie występków, według bogactwa Jego łaski” (Ef 1,7). Chrystus Pan ma moc unieważniać nasze grzechy, ale to podkreśla jeszcze wspaniałość tej prawdy, żeśmy stworzeni na obraz Boży.
Przypomnijmy sobie pierwsze spotkanie zmartwychwstałego Chrystusa ze swoimi uczniami. Jezus „tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20,22-23). Jest to przecież gest jakby powtórzenia aktu stworzenia człowieka. Czytamy w Księdze Rodzaju, że kiedy Pan Bóg ulepił człowieka, tchnął w jego nozdrza tchnienie życia. Teraz Zmartwychwstały również tchnął na swoich uczniów, ale już nie zwyczajne tchnienie życia, ale samego Ducha Świętego.
Zatem odpuszczenie grzechów, którym obdarza nas nasz zmartwychwstały Pan, to coś więcej jeszcze, niż przywrócenie przygaszonego grzechami piękna naszego człowieczeństwa. Mocą swojej zbawczej męki zmartwychwstały Chrystus stał się nowym Adamem, który zaprasza nas do udziału w życiu samego Boga i ma moc naprawdę nas tam zaprowadzić. Dzięki swojemu zwycięstwu na krzyżu On „przekształci nasze ciała poniżone, na podobne do swego chwalebnego ciała, tą potęgą, jaką może On także wszystko, co jest, sobie podporządkować” (Flp 3,21).
Na koniec ważna przestroga. Apostoł Paweł napisał, że „ostatni Adam stał się duchem ożywiającym”. Nie wyobrażajmy sobie zmartwychwstania bezcielesnego. Paweł z całą pewnością nie wątpił, że nasze zmartwychwstanie dokona się w ciele. Napisał przecież: „A jak nosiliśmy obraz ziemskiego człowieka, tak też nosić będziemy obraz człowieka niebieskiego” (1 Kor 15,49).
Nie przeoczmy tego, że zmartwychwstały Chrystus, kiedy ukazał się swoim uczniom, szczególnie podkreślał prawdę swojego ciała: „Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam” (Łk 24, 39). Niedowierzającemu Tomaszowi zaproponował nawet, żeby włożył rękę w Jego bok i palec w miejsce gwoździ.