Słowo Boże w gąszczu ludzkich opinii

W natłoku sprzecznych opinii coraz trudniej odróżnić prawdę od ludzkich interpretacji. O. Jacek Salij OP przekonuje, że jedynym pewnym drogowskazem pozostaje słowo Boże przekazywane przez Kościół pod natchnieniem Ducha Świętego. „To tylko dlatego, że sam Duch Święty czuwa nad Kościołem, każde pokolenie wierzących ma autentyczny dostęp do słowa Bożego” – pisze feletonista Opoki.

Już tylko najstarsi pamiętają, czym była kiedyś niedzielna suma. To była ta niedzielna msza, na którą starali się przychodzić naprawdę wszyscy. Jedną czy drugą mszę dodatkową odprawiało się tylko dla tych, którzy z uzasadnionych powodów na sumę przybyć nie mogli. 

Była suma nabożeństwem szczególnie dostojnym. Zaczynał ją uroczysty obrzęd pokropienia wodą święconą, a śpiew celebransa oraz wszystkich uczestników był podczas sumy czymś oczywistym. Natomiast przed Ewangelią i kazaniem lud Boży padał na kolana i błagał Ducha Świętego o dar zrozumienia głoszonego mu słowa: 

Duchu Święty, przyjdź, prosimy, 
Twojej łaski nam trzeba. 
+Niech w nauce postąpimy, 
objawionej nam z nieba. 
Niech ją pojmiem z łatwością, 
utrzymamy z stałością, 
a jej światłem oświeceni, 
w dobrem będziem utwierdzeni.

Śpiew brzmiał jeszcze potężniej, niż pieśń My chcemy Boga, która prawie zawsze była śpiewana na zakończenie sumy. Uroczysta melodia tej prośby do Ducha Świętego oraz to, że śpiewano ją na klęczkach, wzmacniały pewność, że z ambony popłynie (a w każdym razie powinna popłynąć) nauka Boża, a nie jakieś, nawet jeżeli bardzo mądre, ludzkie opinie. To dlatego kazanie zaczynało się od błagania Ducha Świętego o to, żeby również nas dotyczyły słowa, aż siedem razy powtórzone w drugim i trzecim rozdziale Apokalipsy: „Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów”. 

Słowem Bożym określa się w Kościele nie tylko czytane podczas liturgii fragmenty Pisma Świętego, ale również następujące potem kazanie. Obowiązkiem bowiem kaznodziei zawsze było – i jest, i wciąż będzie! – przybliżać w duchu wiary to, co sam Bóg chce nam powiedzieć w przeczytanych właśnie świętych tekstach.

Pan Jezus wyraźnie mówił, że nie przyszedł do nas z jakąś swoją nauką –  „Nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca” (J 14,23). To dlatego On naprawdę idealnie uobecniał wśród nas swojego Ojca. Był jakby przezroczysty na swojego Ojca. Kiedy któryś z uczniów Go poprosił: „Panie, pokaż nam Ojca” – On odpowiedział: „Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca. Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie?” (J 14,8-10).

Spójrzmy teraz na zdumiewające słowa, jakie po swoim zmartwychwstaniu Chrystus Pan skierował do swoich uczniów:

„Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam” (J 20,21).

Czyżby zwyczajni (co więcej, grzeszni!) ludzie mogli naukę Chrystusa przekazywać z podobną autentycznością, z jaką On przyniósł nam prawdę od swojego Ojca? Wystarczy przypomnieć sobie, kim byli Jego uczniowie. Jeden go zdradził, w najtrudniejszym momencie praktycznie wszyscy w Niego zwątpili, a ten, który się przechwalał: „choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię” (Mt 26,33), jeszcze tej samej nocy trzy razy się Go zaparł. 

Zatem czy my, Jego uczniowie, w ogóle nadajemy się do tego, żeby nauczać i działać w Jego imieniu? Sami z siebie – oczywiście, że nie. To dlatego Pan Jezus, wybierając dwunastu apostołów jako zalążek Kościoła, „którego bramy piekielne nie przemogą” (Mt 16,18), obiecał im Ducha Świętego, aby był źródłem i gwarantem ich nauczycielskiego autorytetu: „Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem” (J 14,26). 

To tylko dlatego, że sam Duch Święty czuwa nad Kościołem, każde pokolenie wierzących ma autentyczny dostęp do słowa Bożego. To dlatego Pan Jezus aż do tego stopnia zechciał utożsamiać się ze swoim Kościołem, że mówił nawet, iż „kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi” (Łk 10,16). 

To na tej podstawie apostoł Piotr będzie później twierdził, iż „żadne proroctwo Pisma nie jest dla prywatnego wyjaśnienia” (2 P 1,20). Pismo Święte nie jest bowiem zapisem kronikarskim ważnych wydarzeń i pouczeń, w którym jednak zawiera się sporo miejsc niejasnych, siłą rzeczy prowokujących do rozmaitych i przeciwstawnych interpretacji. Jest ono raczej zwierciadłem danym Kościołowi, aby z jego pomocą przyglądał się swojej wierze i ją nieustannie pogłębiał oraz oczyszczał. 

Toteż kiedy docierają do nas dziesiątki, a może nawet setki opinii kłócących się z wiarą Kościoła, warto zdać sobie sprawę z tego, że chodzi w nich nie tyle nawet o przeciwstawienie nauce Kościoła jakiejś wizji konkurencyjnej. Bo jakaż wizja konkurencyjna może się ukształtować z setek wzajemnie sprzecznych ze sobą twierdzeń i argumentów? Tutaj chodzi przede wszystkim o dekonstrukcję. O dekonstrukcję jednej i tej samej poprzez pokolenia, trwającej już dwa tysiące lat, wiary Kościoła. Tym mnóstwem sprzecznych wzajemnie ze sobą opinii i zarzutów próbuje się nas, katolików, przymusić do zgody na to, żebyśmy swoją wiarę uznali za tylko jeden z bardzo wielu głosów składających się na zgiełk wieży Babel.

A my po prostu wiemy swoje. Wiemy i wierzymy, że „Kościół Boga żywego jest filarem i podporą prawdy” (1 Tm 3,15), że „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki” (Hbr 13,8).
 

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..