W nocy z 29 na 30 lipca w Tarnawie-Kolonii eksplodowała rosyjska rakieta. Ludność powinna być ostrzeżona za pomocą syren. Alarm rozległ się po fakcie, a w 10 z 17 powiatów syren nie było w ogóle. Jeden z dyżurnych nie zdążył dojechać do urzędu, inny nie usłyszał SMS-a. Do powiatu, w którym leży Tarnawa-Kolonia, polecenie włączenia syren przyszło mailem cztery minuty po wybuchu.
Rakieta Ch-101 była uzbrojona, jej eksplozja zrobiła w ziemi lej o głębokości 5 m. Wybuch nastąpił tak blisko domostw, że nagrały go kamery monitoringu kilku posesji. Polskie władze miały informacje o rosyjskich atakach blisko granicy. Dlaczego mieszkańcy nie zostali ostrzeżeni?
Jak informuje wp.pl, procedura jest następująca: wojsko wysyła wojewodzie sygnał, żeby uruchomić nasłuch na specjalnych radiostacjach; wojewódzkie centrum zarządzania kryzysowego przekazuje wiadomość dalej – do powiatów; przez te radiostacje pada komenda: włączyć syreny.
„Około godz. 3:09 została przesłana informacja do naszego wojewódzkiego centrum zarządzania kryzysowego o potrzebie prowadzenia nasłuchu. Taka też informacja została przekazana do powiatowych centrów zarządzania kryzysowego” – relacjonował wojewoda lubelski Krzysztof Komorski.
Za daleko do pracy
Radiostacje stoją w budynkach urzędów, a dyżurni pracownicy przebywają w swoich domach. Procedura daje im 15 minut na dojazd, ale np. w powiecie tomaszowskim, leżącym tuż przy granicy z Ukrainą, pracownik mieszka kilkanaście km od miejsca pracy. W powiecie puławskim dyżurny nie usłyszał SMS-a i się nie obudził. Dzień wcześniej pracował w zespole kryzysowym w Kazimierzu Dolnym, gdzie doszło do skażenia wody, a urzędu nie stać zaś na zatrudnienie dodatkowych osób. W powiecie kraśnickim dyżurny nie był pewny, co robić i bezskutecznie próbował dodzwonić się do przełożonego.
W Tarnawie-Kolonii nie było słychać syren. SMS o konieczności nasłuchu dotarł do starosty o godz. 3:44.
„Wybuch miał miejsce o godzinie 3:45. Widać to na filmikach z prywatnych kamer w okolicy. Natomiast do stanowiska kierowania, czyli dyżurnego strażaka, informacja o włączeniu syren wpłynęła e-mailem o godzinie 3:49. Czyli cztery minuty po uderzeniu”
– relacjonuje starosta biłgorajski Andrzej Szarlip.
Chełm i Zamość, największe miejscowości regionu, nie odpowiedziały na pytanie, czemu syreny milczały.
Tu się naciska
Wojewoda lubelski zapowiedział zmiany w procesie przekazywania informacji. Wojewoda ma mieć możliwość włączenia jednym poleceniem wszystkich syren w zagrożonych powiatach. W tej chwili z 364 syren w regionie tylko 164 da się uruchomić zdalnie. Do pozostałych 200 ktoś musi fizycznie dotrzeć. Przetarg na 200 nowych syren może zostać rozstrzygnięty w tym tygodniu.
Źródło: wp.pl
Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.