Wielkanoc w sowieckim łagrze

Zmartwychwstanie Chrystusa niesie nadzieję i przemienia serca nawet w tak nieoczekiwanych miejscach, jak sowiecki łagier. Żaden enkawudzista nie powstrzyma radosnego przesłania: „Chrystus zmartwychwstał!" – pisze o. Jacek Salij OP.

Wydarzenie miało miejsce w roku 1940 w sowieckim łagrze pod Omskiem, a opisał je syn głównego bohatera, śp. ks. Antoni Papużyński, marianin. Żeby z poniższego świadectwa niczego nie ująć, ani bezwiednie czymś go nie podkoloryzować, przepisuję je w całości z półrocznika „Personalizm” (2002 nr 3 s.19):

„W samą Wielkanoc zwieziono część ogromnej rzeszy skazańców, a część zegnano w jedno miejsce koło Omska i wśród nich ustawiono coś w rodzaju wysokiej mównicy w celu głoszenia propagandy sowieckiej. Wygłoszono kilka przemówień — uświadamiających że «kto nie rabotajet ten kuszat'  nie budiet”. Następnie z miasta sprowadzono zespół muzyczny wraz z harmonią, jedynym akompaniamentem, który zaśpiewał stojącym w zimnie i głodzie łagiernikom sławną piosenkę, znaną chyba wszystkim kołchoźnikom i sowchoźnikom: «Zdieś nastała żizń chorosza, umierat' nie choczietsia!.. .Ha, Ha, Ha, Ha itd....»

Po zakończeniu śpiewu o wspaniałym życiu w Związku Sowieckim — chyba szef obozów zapytał, czy jeszcze ktoś chciałby przemówić. Usłyszał to mój Ojciec i natychmiast podniósł rękę, że chce coś powiedzieć. Podszedł do mównicy, a stojący u wejścia na mównicę zapytał Ojca, co chce powiedzieć. Dalej mówi Ojcu, że nie trzeba, bo już wieczór się zaczyna, a ty będziesz mówił i mówił! Ojciec natychmiast odpowiedział: «powiem tylko dwa słowa — przysięgam»,  «a no to idź, ale pamiętaj tylko dwa słowa». Ojciec wszedł na mównicę. Zrobiło się cichutko, że muchę można było usłyszeć jak leci. Ogromny tłum wpatrzony w łagiernika chce usłyszeć co on powie?

Mówi Ojciec: «Podniosłem ręce do góry, nabrałem ile tchu powietrza i potężnie krzyknąłem: Chrystus zmartwychwstał! (Christos woskriese)» i zaraz potężna odpowiedź tłumu: Woistninu Woskriesie! (Prawdziwie Zmartwychwstał!). Tak zaczęli łagiernicy potężnym głosem wołać, że zdawało się że głos ten odbija się o sklepienie niebieskie. W tym czasie Ojciec zsunął się z mównicy i zręcznie dał susa w tłum otaczający mównicę. Strażnicy zaczęli rozglądać się dookoła, ale już nikogo znaleźć nie mogli... A tłum bez przerwy wołał Chrystus zmartwychwstał! Wielu enkawudzistów wchodziło na mównicę by uspokoić ludzi, ale oni nie chcieli ich słuchać. Grozili bronią... nic nie pomogło. Ludzie wołali bez przerwy aż do brzasku słońca. Kończąc opowiadanie mówi Ojciec: To, że nie mogli uciszyć żadnym sposobem tylu ludzi, to był znak, po ludzku niewytłumaczalny. Następnie nie mogli mnie znaleźć, to coś nadzwyczajnego. Po prostu patrzyli na mnie później i nie mogli mnie rozpoznać. A ja zwyczajnie stałem całą noc wśród ludzi i wołałem razem z nimi aż do świtu... Chrystus Zmartwychwstał!”

Bardzo poruszyło mnie to świadectwo, toteż przesłałem je Olgierdowi Wołyńskiemu, synowi zamordowanych przez Stalina polskich komunistów, gdyż on spędził w łagrach całe pięć lat. Kiedyśmy się spotkali, Olgierd powiedział mi, że w tych łagrach, które on poznał, takie wydarzenie chyba nie byłoby możliwe. Niczego w tym opisie nie kwestionował, a tym bardziej nie podejrzewał, że jest to wydarzenie zmyślone. On mówił tylko, że w znanych mu łagrach takie wydarzenie chyba nie mogłoby mieć miejsca.

Myślę, że Olgierd miał rację, a zarazem nie umiem nie wierzyć w prawdziwość powyższego opisu. Po prostu sądzę, że to był cud, bardzo wielki cud. Ci łagiernicy naprawdę spotkali wtedy Chrystusa zmartwychwstałego. Doświadczyli obecności oraz błogosławieństwa Tego, który już teraz jest zwycięzcą ostatecznym. W skrajnie koszmarnych warunkach niewoli i poniżenia oni poniekąd dotknęli samej istoty radości wielkanocnej. Niemal fizycznie się przekonali, że Chrystus zmartwychwstał, że prawdziwie zmartwychwstał.

Spróbuję się jeszcze trochę pomądrzyć. W tłumie tych nieszczęśników, których wtedy ogarnął ten wielkanocny entuzjazm, byli zapewne tacy, którzy w ogóle nie otrzymali religijnego wychowania, a również tacy, którzy otrzymaną w dzieciństwie wiarę porzucili. Byli i tacy, którzy znaleźli się daleko od Boga wskutek ciężkich grzechów, albo nawet i zbrodni,. Zapewne byli wśród tych łagierników również tacy, którzy pochodzili z rodzin muzułmańskich lub żydowskich.

Postawmy sobie pytanie: Jak to możliwie, że tłum ludzi tak różnorodnych „przypomniał” sobie o Chrystusie? Zapewne da się to wyjaśnić nawet bez odwoływania się do hipotezy cudu. Otóż ogromna większość łagierników, którym dane było doświadczyć tej cudownej wielkanocnej radości, pochodziła z narodów chrześcijańskich. Co prawda wielu z nich zapewne zagubiło się Panu Jezusowi, ale przecież tego, co w ciągu pokoleń kształtowało zbiorową podświadomość tych narodów, nawet prześladowaniami ani ostrą polityką antyreligijną nie da się zbyt łatwo wykorzenić.

Ale może ja się tylko wymądrzam. Najważniejsze, żebyśmy dzisiaj włączyli się w tę cudowną radość, że Chrystus zmartwychwstał, że prawdziwie zmartwychwstał!

 

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama