Skąd się wziął „Kościół otwarty”? Przestroga dla „trzeciej siły” w Kościele

„Kiedy Ignacy zaczął czytać tę książkę, zauważył, że im więcej czytał, tym bardziej Boży duch się w nim ochładzał”. O jakiej książce mowa i co wspólnego ma z tzw. „katolicyzmem otwartym” pisze br. Damian Wojciechowski TJ. Ruchy ewangelizacyjne nie mogą dać się zatruć erazmiańskim ideom, które sprowadzają chrześcijaństwo do intelektualnego gadulstwa.

Jak się ma obecnie „Kościół otwarty”? Otóż średnio. Wymarło pokolenie autorytetów moralnych, na których trzymał się ten ruch, a nowych nie widać. K.o. był napędzany przez komunę, więc teraz, kiedy jej zabrakło, słabuje. Młode pokolenie katolickich intelektualistów skłania się bardziej ku prawicy, tradycji czy konserwatyzmowi (np. środowisko Frondy) niż ku lewicy lub „kościelnej reformie”. Inni idą do nowej „trzeciej siły” (o tym poniżej) niż do suchych duchowo sofizmatów Erazma Tischnera. Sam „Kościół otwarty” zaangażował się jednoznacznie politycznie po stronie liberalnej lewicy: UD, UW, PO  – co od razu ogranicza jego zakres oddziaływania na ludzi młodych. Pozycja k.o. w Kościele mocno się zachwiała w związku z problemami z ortodoksją i niejasnym nie-opowiedzeniem się za linią nauczania Kościoła (zupełnie w stylu Erazma). Takim było np. opowiedzenie się Józefy Hennelowej za aborcją czy przemilczanie ataków na JPII przez salon lewicy laickiej (GW i spółka), co zaowocowało listem Jana Pawła II do Turowicza z 1995 r. – zacytujmy najważniejszy fragment:

„Rok 1989 przyniósł w Polsce głębokie zmiany związane z upadkiem systemu komunistycznego. Odzyskanie wolności zbiegło się paradoksalnie ze wzmożonym atakiem sił lewicy laickiej i ugrupowań liberalnych na Kościół, na Episkopat, a także na Papieża. Wyczułem to zwłaszcza w kontekście moich ostatnich odwiedzin w Polsce w roku 1991. Chodziło o to, ażeby zatrzeć w pamięci społeczeństwa to, czym Kościół był w życiu Narodu na przestrzeni minionych lat. Mnożyły się oskarżenia czy pomówienia o klerykalizm, o rzekomą chęć rządzenia Polską ze strony Kościoła, czy też o hamowanie emancypacji politycznej polskiego społeczeństwa. Pan daruje jeżeli powiem, iż oddziaływanie tych wpływów odczuwało się jakoś także w «Tygodniku Powszechnym». W tym trudnym momencie Kościół w «Tygodniku» nie znalazł, niestety, takiego wsparcia i obrony, jakiego miał poniekąd prawo oczekiwać; «nie czuł się dość miłowany» – jak kiedyś powiedziałem. Dzisiaj piszę o tym z bólem, gdyż los „Tygodnika Powszechnego” i jego przyszłość bardzo leżą mi na sercu.”

Zauważmy, że ten list jest szczególnie znaczący, ponieważ został napisany na 50-lecie TP. Niestety mimo przestrogi Wojtyły drogi TP (oraz k.o.) i Kościoła zaczęły się coraz bardziej rozchodzić. Dzisiaj TP to już czasopismo prawie całkowicie świeckie, stojące w dystansie do KK, szczególnie tego realnie żyjącego w Polsce.

Kościół otwarty i „trzecia siła”

Od kilku lat w k.o. następuje jednak pewna przemiana. I znowu trzeba sięgnąć do historii. Od końca lat 60-tych w Kościele w Polsce pojawia się nowa „trzecia siła”. Najpierw Oaza, Neokatechumenat, charyzmatycy, a później dziesiątki, setki różnych ruchów i wspólnot świeckich. Ich wspólna cecha to dążenie do obudzenia w chrześcijanach osobistych relacji z Jezusem budowanych na kerygmacie, czyli tajemnicy Jego męki i zmartwychwstania. Nieliczne z początku grupy, które konserwatywny i znający kryzys Kościoła na zachodzie Wyszyński błogosławił z wielką ostrożnością.

A co zrobił red. Turowicz i jego ekipa? Otóż nic. Przez całe dziesięciolecia cały ten ruch odnowy Kościoła i ewangelizacji był konsekwentnie przemilczany przez k.o. Te wspólnoty stały się realną siłą Kościoła, ale zupełnie to nie cieszyło proroków „Kościoła otwartego”? Dlaczego? Przecież to była ta odnowa soborowa, o którą tak zażarcie walczyli z Wyszyńskim! Tak, była to odnowa, ale nie taka, którą sobie wymarzył Turowicz pisząc artykuł „O Maritainie, czyli o najlepszym katolicyzmie”.

Nie była to wysublimowana odnowa Kościoła w stylu Erazma, tylko odnowa w Duchu, który jak wiadomo wieje tam gdzie chce, a nie tam gdzie chce redaktor naczelny, nawet naczelny TP. Myślę, że całe środowisko k.o. tej nowej siły w Kościele i samej ewangelizacji po prostu nie rozumiało, a w najlepszym wypadku przyjmowało jako nowy przejaw katolickiej pobożności opartej na uczuciowości. Zresztą w Kościele na Zachodzie, te nowe ruchy powstawały w kontrze do lewicy, także kościelnej – tak np. było z neokatechumenatem.

Jeśli nie rozumiesz, to najlepiej ignoruj. I to k.o. i jego organy prasowe robił konsekwentnie przez całe dziesięciolecia z rzadka podśmiewając się z antyintelektualizmu i prostactwa „trzeciej siły”. „Trzecia siła” rozumiała chrześcijaństwo jako przemianę całego człowieka, a nie tylko jako jakiś projekt intelektualny, a to dla k.o. było zupełnie obce. Jeszcze w 2017, kiedy odbyło się spotkanie „Jezus na Stadionie”, które zgromadziło 60 tys. ludzi (ciekawe ilu czytelników miał wtedy TP?), to ks. Boniecki, pozwolił sobie prymitywnie wykpić całą imprezę, wyśmiewając się z tych ludzi, że… szukali oni u Jezusa uzdrowienia, a ks. Johna Bashoborę przedstawił jako czarnego szamana. I rzeczywiście to straszne: ci ludzie chcieli, aby Jezus ich uzdrowił! – pewnie się biedacy naczytali Ewangelii, gdzie Jezus wszystkich dotyka, marze śliną i uzdrawia. Byłoby o wiele lepiej, aby poszli na spotkanie z ks. Bonieckim ględzącym o dialogu z judaizmem i tolerancji.

Gdzieś od lat 10 obserwuję większe zainteresowanie dinozaurów k.o. „trzecią siłą”. K.o. zaczął doceniać jej znaczenie i wpływy w Kościele. Dłużej już nie można było udawać ślepego, więc zaczęło się przymilanie, próba przyjaźni i transferowania idei k.o. (oczywiście wiecznie żywe: tolerancja, dialog, walka z siłami ciemnogrodu itp.) do członków różnych ruchów i wspólnot kościelnych. Co będzie dalej? Czy k.o. przejdzie do historii i spocznie w mogile, czy też będzie zatruwał „trzecią siłę” jadem erazmianizmu, przed którym przestrzegał święty założyciel mojego zakonu, i tym samym osłabiał Kościół w jego ewangelizacyjnej misji?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
TAGI:

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama