Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Michał Chaberek OP

Katolicy i pochodzenie człowieka

Od kiedy teologowie przyjęli ewolucyjne pochodzenie człowieka, również płeć stała się wytworem przyrody, czymś wtórnym i podatnym na modyfikację. Zgodnie z zasadami darwinizmu społecznego to, co przyroda wytworzyła przez naturalną selekcję, człowiek może modyfikować poprzez selekcję kierowaną.


Kiedy zapytamy przeciętnego katolika o nauczanie Kościoła na temat ewolucji, najprawdopodobniej odpowie, że Jan Paweł II uznał ewolucję w przemówieniu do Papieskiej Akademii Nauk w 1996 r. Kiedy zapytamy katolika bardziej zainteresowanego tym zagadnieniem, najprawdopodobniej przywoła dokument Humani generis – encyklikę opublikowaną przez papieża Piusa XII w 1950 r. Ta odpowiedź jest dość trafna, jako że encyklika Piusa XII jest ostatnim dokumentem kościelnym wyższej rangi dotyczącym ewolucji. Ale kiedy zapytamy dalej o treść encykliki, niemal na pewno usłyszymy błędne interpretacje lub napotkamy nieporozumienia.

ZNACZENIE ENCYKLIKI PIUSA XII HUMANI GENERIS

Aby określić prawdziwą wartość encykliki Piusa XII, trzeba pamiętać, że nie więcej niż 5 proc. tego dokumentu dotyczy ewolucji, co oznacza, że stanowi ona raczej poboczny temat. Pius XII pozostawił zatem wiele miejsca dla przyszłych orzeczeń w tej dziedzinie. Warto też zauważyć, że dokument nie mówi o ewolucji „jako takiej”, lecz o ewolucyjnym pochodzeniu człowieka, co sprawia, że temat jest dość zawężony. Można przecież wyobrazić sobie wiele scenariuszy ewolucyjnych dotyczących gatunków naturalnych, ale wykluczających ewolucyjne powstanie człowieka. Ponadto, papież nie udzielił żadnego poparcia ewolucji, lecz jedynie dopuścił możliwość „badania doktryny ewolucjonizmu przez naukowców i teologów według dzisiejszego stanu nauk przyrodniczych i teologicznych, gdy się bada problem powstania ciała ludzkiego z już istniejącej i żyjącej materii. Wkrótce potem teologowie rozumieli papieskie pozwolenie nie jako „jedynie pozwolenie”, lecz raczej jakąś formę poparcia udzieloną przez Magisterium Kościoła dla idei ewolucyjnego pochodzenia ciała człowieka. Prawda jest jednak taka, że Pius XII dopuścił dyskusję bez sugerowania jakiegokolwiek ostatecznego wyniku. Co więcej papieskie pozwolenie było ograniczone nie mniej niż czterema warunkami: po pierwsze, należy uwzględniać argumenty obu stron; po drugie, hipotezy ewolucji nie wolno przedstawiać jako udowodnionego faktu; po trzecie, zawsze należy uwzględniać dokumenty Kościoła i po czwarte, hipotezy ewolucyjnej nie należy traktować w taki sposób, jakoby źródła Objawienia nie zawierały w tej sprawie nic wymagającego wielkiego umiaru i ostrożności.

Po 1950 r. trudno byłoby znaleźć choćby jednego teologa, który uwzględniałby wszystkie zastrzeżenia Piusa XII w dyskusji na temat pochodzenia człowieka. Właściwie nie było nawet dyskusji na ten temat, ponieważ „ewolucja z istniejącej uprzednio żywej materii” natychmiast została uznana za pewnik. Zamiast tego teologowie już kilka lat później podważyli orzeczenie papieskie w kwestii poligenizmu, a później także naukę na temat stworzenia ludzkiej duszy. Odejście od nauczania papieskiego we współczesnej teologii jest oczywiste i można to przedstawić w trzech punktach: (1) Dopuszczenie dyskusji na temat ewolucyjnego pochodzenia człowieka zostało uznane za akceptację samej idei. (2) Zakaz dyskusji na temat poligenizmu okazał się być zachętą do promowania go. (3) Specjalne stworzenie duszy ludzkiej zostało podane w wątpliwość i w jego miejsce zaproponowano naturalną emergencję świadomości jako następstwo fizycznej ewolucji mózgu. Papieski dokument został błędnie zrozumiany przez większość teologów i katolickich filozofów przyrody.

POPRZEDNIE NAUCZANIE KOŚCIOŁA

Dzisiaj niewielu katolików zdaje sobie sprawę z tego, że jeżeli papież pozwolił na dyskusję na temat ewolucyjnego powstania ciała człowieka, to znaczy, że musiało to być zakazane wcześniej, a jeżeli było zakazane, to musiał być ku temu powód. Powód był dość oczywisty: ewolucja nie była pierwszą koncepcją wyjaśniającą początek człowieka, ale gdy koncepcja ewolucyjna została już raz przedstawiona, wyparła inne, bardzo odmienne stanowisko, głoszone przez chrześcijan przez wieki.

Od samego początku chrześcijaństwo było zainteresowane pochodzeniem człowieka i logicznie możliwe odpowiedzi zostały udzielone. Początek dwóch elementów – ciała i duszy – był zazwyczaj rozważany osobno. Autorzy o takim znaczeniu jak Tertulian i Orygenes nauczali na temat preegzystencji dusz i nawet jeszcze w czasach św. Hieronima traducjanizm nadal był uważany za „koncepcję powszechnie przyjmowaną na Zachodzie”. Od starożytności wiele się zmieniło – bezpośrednie stworzenie każdej duszy ludzkiej w momencie poczęcia zostało ustanowione jako pewne nauczanie Kościoła.

Może zaskakiwać fakt, że zupełnie inaczej było z nauczaniem na temat ludzkiego ciała. We wczesnym chrześcijaństwie, jak i poprzez całe wieki, nie było żadnych wątpliwości czy kontrowersji w tej kwestii. Bezpośrednie stworzenie ciała ludzkiego z prochu ziemi nigdy nie było podawane w wątpliwość. Już w drugim wieku św. Ireneusz (uczeń św. Polikarpa, który był uczniem św. Jana Apostoła) nauczał, że pierwsze ludzkie ciało nie mogło być uformowane mocą żadnej stworzonej siły i że tylko Bóg sam uformował je z prochu ziemi. Ojcowie Kościoła przytaczali dwie analogie w celu wyjaśnienia pochodzenia ciała człowieka. Pierwsza odnosiła się do relacji Adama i Chrystusa. Gdyby Adam miał ludzkiego ojca, to również Jezus powinien go mieć. Ale aby zachować analogię, Adam musiał być uformowany bezpośrednio przez Boga, tak jak Jezus został ukształtowany bezpośrednio przez Boga w łonie Maryi. Druga analogia odnosiła się do powstania pierwszego ciała i powstania ciał ludzkich przy zmartwychwstaniu – Bóg odbuduje ludzkie ciała z prochu przy zmartwychwstaniu, tak samo jak uformował z prochu pierwsze ludzkie ciało.

Bezpośrednie stworzenie ludzkiego ciała było uważane za dowód Boskiej wszechmocy i argument w dyskusjach z judaizmem. Ojcowie Kościoła i święci teologowie nigdy nie uważali biblijnego opisu powstania człowieka za metaforę (Rdz 2,7). Niektórzy nazywali to cudem, czyli zdarzeniem ponadnaturalnym, które nie może być wyjaśnione za pomocą badań przyrodniczych. Św. Augustyn, Tomasz z Akwinu, Suarez i wszyscy teologowie do dziewiętnastego wieku otwarcie stwierdzali konieczność bezpośredniego aktu Stwórcy w ukształtowaniu ludzkiego ciała. Augustyn ostro krytykował tych „wrogów ksiąg Starego Testamentu”, którzy „mają w zwyczaju komentować sarkastycznie nawet to, że Bóg ukształtował człowieka z prochu”. Odpowiadając na zarzuty pogan, pytał retorycznie: „Cóż było tak dziwnego lub trudnego dla Boga, nawet jeżeli uczynił człowieka z ziemskiej gliny, aby nadać mu ciało, które nie podlegałoby zepsuciu, gdyby człowiek zachował przykazania Boże i nie chciał grzeszyć?”. Augustyn zastanawiał się również, czy człowiek został stworzony jako zarodek, czy raczej jako dorosły i natychmiast doszedł do wniosku: „jedynie stosowne dla Adama było to, że nie został zrodzony przez rodziców, lecz uczyniony z ziemi” oraz: „Adam nie został uczyniony inaczej niż poprzez uformowanie z gliny, od razu w dorosłej postaci”. Podobnie św. Tomasz z Akwinu nie miał problemu z uznaniem bezpośredniego stworzenia. Akwinata był precyzyjnym teologiem i nie lubił powtarzać dwa razy swoich myśli. Mimo to w Sumie Teologii powtórzył dwa razy, że: „Pierwsze uformowanie ludzkiego ciała nie mogło zajść mocą żadnej stworzonej siły, lecz było dokonane bezpośrednio przez Boga”. I w tym samym artykule: „Pierwsze ciało człowieka z konieczności było utworzone bezpośrednio przez Boga”.

Już w VI wieku to samo nauczanie zostało przedstawione przez papieża Pelagiusza I w uroczystym wyznaniu wiary: „Wyznaję (...), że wszyscy ludzie od Adama i następni, którzy narodzili się i umarli aż do skończenia świata, zmartwychwstaną i staną przed sądem Chrystusa, razem z samym Adamem i jego żoną, którzy nie narodzili się z innych rodziców, ale zostali stworzeni: jedno z pro¬chu ziemi, a drugie z boku mężczyzny”. Orzeczenie papieża Pelagiusza nigdy nie zostało odwołane. Przeciwnie, nauczanie katolickie było powtarzane wiele razy na przestrzeni dziewiętnastu stuleci przez papieży, biskupów, lokalne synody kościelne, podręczniki teologii i różne katechizmy.

Ta jednoznaczna tradycja była wystarczającym powodem, aby odpierać ewolucyjne idee w Kościele katolickim nawet jeszcze po ich zwycięstwie w kręgach naukowych. Ale ostatecznie kulturowa presja okazała się tak silna, że około połowy XX wieku większość teologów poddała pochodzenie ciała ludzkiego jakiemuś rodzajowi ewolucji. Czy nie mamy tu do czynienia z jedną z największych pomyłek w dziejach teologii katolickiej? Skoro nawet dzisiaj nadal są naukowcy wątpiący w ewolucyjne scenariusze zaproponowane przez Darwina i jego następców, to mamy poważne powody, aby wątpić w to, że dowody naukowe były wystarczająco mocne, aby porzucić klasyczne stanowisko Kościoła sześćdziesiąt lat temu.

Dawno temu św. Augustyn przedstawił sposób postępowania, który powinien być zastosowany, kiedy chrześcijanie napotykają konflikt między wiedzą naturalną a Pismem Świętym. Być może dałoby się zignorować radę Augustyna, jako osoby o światopoglądzie przednaukowym, gdyby nie fakt, że została ona powtórzona przez papieża Leona XIII, w zupełnie innym – pozytywistycznym i naturalistycznym kontekście naszych czasów. Augustyn był świadom, że rzekoma wiedza przyrodnicza może być czasami wykorzystana przeciwko wierzeniom chrześcijańskim. Jako biskup i teolog był żywotnie zainteresowany obroną wiary. Dlatego nauczał, że kiedy dochodzi do pozornego konfliktu między wiarą a nauką, pierwszym krokiem jest pokazanie, że teoria przyrodnicza jest zgodna z Pismem Świętym. Jeżeli to nie jest możliwe, drugim krokiem jest wykazanie, że teoria przyrodnicza jest fałszywa w tej części, w której sprzeciwia się wierze. Jeżeli nawet to okaże się niemożliwe, chrześcijanie mają wierzyć „bez najmniejszego wahania”, że teoria przyrodnicza jest fałszywa.

Problem współczesnej teologii polega na tym, że nie zdała trzyczęściowego „testu Augustyna”. Co więcej, nie zdała go już w pierwszym punkcie, gdyż teologowie porzucili prawdę wiary, jak tylko napotkali pozorny konflikt. (Trzeba tu dodać, że sprawa Galileusza nie ma nic wspólnego z „testem Augustyna”, ponieważ geocentryzm nigdy nie był traktowany jako prawda wiary). Kościół nadal stoi przed „testem Augustyna” odnośnie do pochodzenia ludzkiego ciała.

Fragment tekstu Ojca Michała Chaberka z kwartalnika „Fronda 67”, s. 88 – 97.

Polecamy również najnowszą książkę wydawnictwa Fronda – „Stworzenie czy ewolucja? Dylemat katolika” rozmowa Tomasza Rowińskiego z Ojciem Michałem Chaberkiem.


Książka powstała ze zwykłych pytań, jakie muszą się zrodzić w myślach wierzącego człowieka szukającego spójnego światopoglądu, jedności rozumu i wiary.
- Czy człowiek pochodzi od małpy?
- Czy nauka i Pismo Święte zgadzają się w kwestii powstania życia?
- Czy Ewa powstała z żebra Adama?
- Kreacjoniści – radykalni tradycjonaliści, czy wrogowie Kościoła?
- Dlaczego nauka o ewolucji wywołuje tyle emocji?
- Czy Darwin odpowiada za obozy śmierci?

W XX wieku my, chrześcijanie, przeoczyliśmy jedno z najważniejszych pytań, jakie można w ogóle postawić. To jest pytanie o pochodzenie człowieka. Dzisiaj powróciło do nas z całą mocą, gdy w imię nowożytnej nauki zaproponowano koncepcje rodem z mitologii pogańskich, które mają zastąpić wiarę biblijną. Bez wyjaśnienia tej kwestii wszystko, co powiemy o człowieku w innych dziedzinach nauczania Kościoła jest jakby zawieszone w próżni.


opr. aś/aś


 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: człowiek Bóg katolicyzm Katolicy stworzenie ciało ewolucja pochodzenie człowieka ludzie