Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl

"Tygodnik Powszechny" nr 40/2009

Maciej Müller z pragi

Zimny nos

Papież nie przyjechał, żeby nawracać kogokolwiek na katolicyzm.
Czechy posłużyły mu jako model i punkt wyjścia
do propozycji o znacznie większym rozmachu i potencjale.

Stolica Czech nie wita Papieża. Z billboardów spoglądają rozmaite twarze, ale nie Benedykta XVI. Dominują politycy: za miesiąc będą przyspieszone wybory. Zamiast Papieża z wyciągniętymi ramionami i pielgrzymkowego hasła „Miłość Chrystusa jest naszą siłą”, można zobaczyć socjaldemokratę Jiříego Paroubka głoszącego, że „Evropa nebo Česko, kašlu na to všecko”.

Zdjęcia Papieża zawisły przed niektórymi kościołami. „Benvenuto, Benedetto XVI, Welcome” — głosi wordowskimi kapitalikami nagłówek gazetki o Papieżu w gablocie przed klasztorem Dominikanów. Na bramie gotyckiego kościoła św. Haštala przyklejono taśmą plakacik wymiaru A4 z portretem, hasłem pielgrzymki i odesłaniem do internetu po szczegóły. Na fasadzie kościoła Matki Bożej Zwycięskiej, w którym znajduje się słynna woskowa figurka ukoronowanego Dzieciątka Jezus, brakuje nawet flagi — choć to pierwsze miejsce, które Papież odwiedzi. W gablocie wiszącej w kruchcie można obejrzeć zdjęcie Benedykta i przeczytać jego lapidarnie zredagowany życiorys.

Smutne wrażenie braku zainteresowania Czechów przyjazdem Papieża stara się rozwiać ks. Stanisław Góra, polski proboszcz od 16 lat pracujący w Pradze. — Mentalność Czechów charakteryzuje studeny cumak, czyli zimny nos. Nie potrafią okazywać uczuć. Dlatego nawet po wierzących nie ma co się spodziewać wywieszania transparentów czy flag.

Pole bitwy i most

Sobota, praskie lotnisko Ruzynĕ: o 11.31 otwarły się drzwi samolotu Alitalia. Benedykt XVI, uśmiechnięty, zszedł po schodkach, by przywitać się z kard. Miloslavem Vlkiem, nuncjuszem Diego Causero i prezydentem Václavem Klausem. Za barierkami stała kilkudziesięcioosobowa grupa, przeważnie ludzi starszych i dzieci, wymachujących papierowymi chorągiewkami w barwach Watykanu.

„Chociaż cała kultura europejska jest głęboko ukształtowana przez swe dziedzictwo, to jednak jest to szczególnie prawdziwe na ziemiach czeskich” — powiedział Papież na powitanie. Wspomniał o przysłanych przez bizantyjskiego cesarza Michała Metystesa Cyrylu i Metodym, którzy pracowali tu w IX w., spotykając się z misjonarzami z chrześcijańskiego Zachodu. Odtąd „ziemie czesko-morawskie są punktem spotkania różnych ludzi, tradycji i kultur. Nieraz z tego powodu dochodziło do tarć, jednak w dłuższej perspektywie okazało się owocne” — powiedział Papież. W ten sposób ziemie czeskie pełniły ważną rolę „w życiu intelektualnym, kulturalnym oraz w dziejach religijnych — niekiedy jako pole bitwy, ale częściej jako most”.

Potem w zaskakujący sposób zwrócił się do Václava Klausa: „Panie prezydencie, wiem, że pragnie pan widzieć większą rolę dla religii w życiu tego kraju”.

Strategia

Nie było w tym kokieterii ani pustosłowia — pielgrzymka Benedykta XVI była misternie zaplanowana. Na pokładzie samolotu lecącego do Pragi Papież powiedział dziennikarzom dwie rzeczy, które stanowiły klucz do zrozumienia jego nauczania w ciągu tych trzech dni. Pierwsza: że Kościół musi być „twórczą mniejszością, zdolną wpływać na przyszłość na drodze dialogu z agnostykami”. I druga: że dziedzictwo wartości, jakim dysponuje Kościół, „nie należy do przeszłości, lecz stanowi żywą i aktualną rzeczywistość”.

W Czechach przynależność do wiary katolickiej deklaruje jedna trzecia obywateli. Kościoły, do których wedle danych przychodzi w niedzielę na Msze 4 proc. katolików, są przede wszystkim salami koncertowymi. Papież o tym wie, a jednak na lotnisku zaapelował: „Obecnie, kiedy przywrócono wolność religijną, wzywam wszystkich obywateli tej republiki, by odkryli tradycje chrześcijańskie, które ukształtowały ich kulturę, oraz zachęcam wspólnotę chrześcijańską, by nadal jej głos był słyszalny, gdy naród podejmuje wyzwania nowego tysiąclecia”. W tych okolicznościach słowa te można było odebrać jako dość naiwne.

Ale takie nie były. Benedykt XVI stworzył bowiem spójny program dla Kościoła, a przede wszystkim dla Europy. Sytuacja w Czechach posłużyła mu jako model i punkt wyjścia do propozycji o wielkim rozmachu i potencjale.

A przy tym Papież nie przyjechał do Czech, żeby nawracać kogokolwiek na katolicyzm.

Cztery wartości

Po półgodzinnej prywatnej rozmowie z prezydentem Klausem w zamku na Hradczanach Papież spotkał się z przedstawicielami świata polityki, dyplomatami i osobistościami życia publicznego. Sprawiał wrażenie zmęczonego — na swoje miejsce szedł sztywnym krokiem, uśmiechał się mniej i jakby z wysiłkiem, podczas koncertu („Te Deum” Antoniego Dvořaka) opadały mu powieki.

Przemówienie wygłosił schrypniętym głosem, co nie odjęło mu jednak mocy. Przez wszystkie przypadki odmieniał cztery słowa: wolność, prawda, piękno, dobro. Prawdziwa wolność — mówił — „zakłada poszukiwanie prawdy, prawdziwego dobra, i stąd znajduje swe spełnienie właśnie w poznaniu i czynieniu tego, co słuszne i sprawiedliwe”. Prawda jest więc „normą przewodnią wolności, a dobroć — doskonałością wolności”.

Papież wskazał, że po Aksamitnej Rewolucji walka o wolność wcale się nie skończyła — przybrała tylko nową formę. Najważniejsze oczekiwania obywateli wobec kolejnych rządów nie zostały bowiem spełnione. Nie powstały „nowe wzorce życia obywatelskiego” i „solidarności między narodami”, bez których „dawno oczekiwana przyszłość sprawiedliwości, pokoju i dobrobytu pozostanie złudna”.

Aktualny pozostaje obowiązek dalszego budowania i umacniania „struktur wolności”, ale „ludzkie aspiracje wznoszą się poza siebie samego, ponad to, co mogą zapewnić wszelkie władze polityczne czy gospodarcze — ku promieniującej nadziei”.

Zauważmy: aspiracje ludzkie. Nie — chrześcijańskie.

Przesłanie Benedykta tylko przy powierzchownym rozumieniu można odebrać jako skierowane wyłącznie do chrześcijan. Nieprzypadkowo w przemówieniu do polityków Papież ani razu nie sięgnął do Biblii. Jedyny cytat pochodził z Arystotelesa: dobro jest tym, „do czego dążą wszystkie rzeczy”, a „choć wartościowe jest osiągnięcie celu jedynie dla jednego człowieka, to jednak lepsze i bardziej boskie jest osiągnięcie go dla narodu czy też miasta-państwa”. Zadania dla polityków to: „wierność ludziom, którym służycie, co wymaga wierności prawdzie, która jedynie stanowi gwarancję wolności i integralnego ludzkiego rozwoju”, ale też budzenie w społeczeństwie „podatności na prawdę i dobro”. Benedykt uspokajał, że polityka mająca w swoim rdzeniu dążenie do prawdy nie zagraża tolerancji czy pluralizmowi, wprowadza natomiast logikę i uczciwość do publicznej debaty.

Benedykt XVI nie podziela marzeń o powrocie czasów masowego wyznawania wiary chrześcijańskiej — wzywa natomiast, by uświadomić sobie i wykorzystać jej dziedzictwo. To na chrześcijańskich korzeniach wyrasta „duch przebaczenia, pojednania i współpracy, który umożliwił ludowi tych ziem odnalezienie wolności, otwarcie nowego początku i odnowienie nadziei. Czyż nie tego właśnie ducha potrzebuje współczesna Europa?” — pytał Papież, zaraz potem nazywając ją nie tyle „kontynentem”, co „domem”.

Europa nie posiada innego źródła wartości etycznych — podkreślał — na których można zbudować pokój, dobrobyt i stabilne społeczeństwo. Zachowując „pełne poszanowanie dla odróżnienia między dziedziną polityki a religii, które rzeczywiście zabezpiecza wolność obywateli do wyrażania wiary religijnej i zgodnego z nią życia, pragnę podkreślić niezastępowalną rolę chrześcijaństwa dla kształtowania sumień każdego pokolenia oraz krzewienia podstawowego konsensu etycznego, który służy każdej osobie, która ten kontynent nazywa domem” — powiedział.

Pochylając się nad tekstami papieskich przemówień, nie można pominąć słów „wszyscy”, „każdy”, „wspólnie”. Te wyrazy są kluczowe, ponieważ wskazują na uniwersalność papieskiego przesłania.

Dla wierzących Papież oczywiście też formułuje zadanie: wprowadzenia wartości płynących z chrześcijaństwa do sfery publicznej. Współczesność, mówił, odrzuciła jedność dobra, prawdy i piękna, przez co ludzkość traci podstawę do znalezienia wspólnych wartości. Zachęcił, by spojrzeć na piękno praskich kościołów, zamku, placów i mostów, i nazwał tragicznym patrzenie na takie przykłady piękna i nierozpoznanie „transcendentnej tajemnicy, na które wskazują”. Jeśli wyrugujemy z przestrzeni publicznej wielkie ideały, jak będziemy mogli „dążyć do doskonałości moralnej, współczucia i dobra”?

Zadanie dla Kościoła

Nieco później Papież przeszedł z pałacu do katedry św. Wita, Wacława i Wojciecha odprawić nieszpory z udziałem 2,4 tys. księży, zakonników i zakonnic, seminarzystów i członków ruchów kościelnych. Łaciński śpiew przywrócił mu wigor. Głos miał nadal lekko schrypnięty, ale brzmiący mocno i zdecydowanie. W kazaniu wspomniał o czeskich męczennikach Wacławie, Wojciechu, Janie Nepomucenie, Wicie, Ludmile, a następnie o hierarchach z czasów dyktatury komunistycznej: kard. Josefie Beranie, wygnanym z Czech w 1965 r., i kard. Franciszku Tomášku, który przez ostatnie trzy lata życia (zmarł w 1992 r.) musiał patrzyć, jak doprowadzony przez niego do wolności czeski Kościół marnieje w zateizowanym państwie.

Wszystkich — można zauważyć — łączy wspólny mianownik: ich działalność zakończyła się, jeśli popatrzymy na to kategoriami światowymi, klęską. Także kard. Vlk w niedawnym wywiadzie powiedział, że 20 lat swej służby biskupiej uważa za porażkę. „Nie zdołałem osiągnąć prawie niczego w wymiarze kościelnym i politycznym” — mówił.

Benedykt XVI przytoczył tymczasem słowa Jezusa: „Jeżeli mnie prześladowali, to i was będą prześladować”. Podkreślił, że to właśnie miłość Chrystusa „nadaje skuteczność działaniu apostolskiemu”. Nie musi to być skuteczność w kategoriach wymiernych — zdawał się mówić. Męczennicy i prześladowani duchowni byli dobrymi, wypełniającymi swoje powołanie chrześcijanami. Kościół — wskazuje Papież — nie musi być masowy, odnoszący duszpasterskie sukcesy. Upokorzony, leżący na ziemi i skopany, nadal jest Kościołem świętym i pięknym — byleby stał na straży wartości. To przesłanie nadziei dla Kościoła w Czechach i pozostałych krajach, gdzie zdaje się zmarginalizowany.

Benedykt XVI ponownie sformułował zadania dla chrześcijan. Ponieważ społeczeństwo — mimo że od obalenia komunizmu minęły dwie dekady — nadal „nosi rany zadane przez ideologię ateistyczną” i jest „zafascynowane współczesną mentalnością hedonistycznego konsumizmu”, palącą sprawą staje się „nowe zaangażowanie całego Kościoła na rzecz umacniania wartości duchowych i moralnych”. Kościół Benedykta XVI nie jest twierdzą. To Kościół, który musi wyjść do świata, nie po to, by go nawracać, lecz by go naprawić.

Zbawienie dla wszystkich

W niedzielę w Sali Tronowej Pałacu Arcybiskupiego Papież spotkał się z przywódcami 11 Kościołów działających w Czechach. Krótkie i ciepłe przemówienie rozpoczął od przestrogi przed wyrugowaniem chrześcijaństwa z życia publicznego „pod pretekstem, że jego nauczanie jest szkodliwe dla dobrobytu społeczeństwa”. Chrześcijaństwo bowiem „ma dużo do ofiarowania zarówno na płaszczyźnie praktycznej, jak i etycznej, ponieważ Ewangelia nigdy nie przestaje inspirować człowieka, by służył swym braciom i siostrom”. Chrześcijanie — mówił — „powinni łączyć się z innymi w przypominaniu Europie o jej korzeniach. Nie z tego powodu, że są one od dawna obumarłe. Przeciwnie! Jest faktem, że nadal w sposób subtelny, lecz mimo to owocny, zapewniają kontynentowi wsparcie duchowe i moralne”.

Wspomniał czeskich świętych: biskupa Wojciecha rozsiekanego przez topory Prusów i Agnieszkę — księżniczkę, która ślubowała czystość i przyjęła mniszy habit. „Ich zaangażowanie w upowszechnianie Ewangelii było motywowane przekonaniem, że chrześcijanie nie powinni zamykać się w sobie, w obawie przed światem, lecz raczej z ufnością dzielić się z innymi powierzonym im skarbem prawdy”. Podobnie muszą postąpić dzisiejsi chrześcijanie.

Warto zwrócić uwagę, że w czasie pielgrzymki Benedykt XVI nie używał słowa „katolicyzm”. Konsekwentnie — nadając słowom znaczenie uniwersalne — mówił o „chrześcijaństwie”. Ta uniwersalność sięgnęła zenitu, kiedy zastanawiał się nad znaczeniem słowa „zbawienie”. Powiedział, że wyraża ono „ludzką tęsknotę za szczęściem i pełnią” i jest „kryterium, do którego chrześcijanie kierują swą uwagę, kiedy usiłują zaleczyć rany dawnych podziałów”. A więc zbawienie nie musi mieć znaczenia ściśle teologicznego — ba, może w tym znaczeniu dotyczyć... niewierzących.

Prawda i rozum

Następnie Benedykt XVI pospieszył do Sali Władysławowskiej Starego Pałacu Królewskiego. To największe świeckie wnętrze średniowiecznej Pragi (62 × 16 m), niegdyś odbywały się tu przyjęcia koronacyjne, a nawet konne turnieje rycerskie. Jako pierwszy wystąpił student Uniwersytetu, który złamał protokół: swoje powitalne słowa wygłosił nie, jak planowano, po czesku, ale po niemiecku.

Kolejnym mówcą był rektor Uniwersytetu Karola prof. Václav Hampl. Padły słowa ostre, jeśli wziąć pod uwagę, że kilka metrów obok siedzieli prezydent i premier. „Nasze społeczeństwo wróciło do Europy — mówił — ale nie zdobyło się na głębszą refleksję o wartościach i celach, które z Europą chciałoby dzielić. Elity polityczne zrezygnowały z formułowania długoterminowych celów i wizji, i pozostają właściwie obojętne na naglące przesłanie chrześcijaństwa. Nawet jeżeli owo przesłanie Kościoły Czech głoszą w sposób niedoskonały”. I podsumował: „nic dziwnego, że w takiej społecznej atmosferze naukę jako taką technokratycznie redukuje się do zaledwie takich pojęć, jak badania, rozwój i innowacja”.

Papież wyglądał na podbudowanego postawą rektora. Podziękował mu za „głębokie słowa”, wyszedł na środek i wygłosił — w odróżnieniu od poprzednich spotkań, na stojąco — szczególnie oczekiwane przemówienie. „Niektórzy twierdzą, że kwestie podnoszone przez religię, wiarę i etykę nie mają miejsca w obrębie debaty publicznej, ale taka wizja nie jest wcale oczywista” — powiedział, rozbudowując przesłanie dla Europy. „Wolność tkwiąca u podstaw korzystania z rozumu, czy to będzie na uniwersytecie, czy też w Kościele, ma swój cel: jest nakierowana na poszukiwanie prawdy i jako taka wyraża jeden z wymiarów właściwych chrześcijaństwu” — wskazał. Według Papieża tęsknota za wolnością i prawdą „jest nieodłączną częścią naszego wspólnego człowieczeństwa”; jak pokazała historia, „jej negowanie zagraża ludzkości”. Na tę właśnie tęsknotę „usiłują pytanieieć wiara religijna, najrozmaitsze gałęzie życia artystycznego, filozofia, teologia oraz inne dyscypliny naukowe”.

Niestety współcześnie „z masowym wzrostem informacji i technologii wiąże się pokusa oddzielania rozumu od poszukiwania prawdy. Jednakże rozum, jeśli dojdzie do oddzielenia od fundamentalnej ludzkiej orientacji na prawdę, zaczyna tracić ukierunkowanie. Obumiera, czy to pod pozorem skromności, gdy zadowala się tym, co wyłącznie częściowe czy tymczasowe, czy też pod pozorem pewności, nalegając na kapitulację wobec żądań tych, którzy bez żadnej różnicy przyznają jednakową wartość praktycznie wszystkiemu”.

Ludzie, którzy proponują „pozytywistyczne wykluczenie tego, co odnosi się do Boga, z uniwersalności rozumu, nie tylko zaprzeczają temu, co stanowi jedno z najgłębszych przekonań ludzi wierzących: udaremniają oni ten dialog kultur, jaki sami proponują” — zauważył Papież. „Co może się stać, jeśli nasza kultura będzie budowana jedynie na modnych argumentach, z niewielkim odniesieniem do autentycznej tradycji intelektualnej, czy też na krzykliwie propagowanych i obficie finansowanych światopoglądach?” — pytał. „Cóż może się wydarzyć, jeśli w swym lęku o zachowanie radykalnego sekularyzmu oddzieli się ona od swych życiodajnych korzeni? Nasze społeczeństwa nie staną się bardziej racjonalne, tolerancyjne czy bardziej zdolne do przystosowania, lecz raczej bardziej kruche i wykluczające, i z coraz większym trudem będą rozpoznawały to, co jest prawdziwe, szlachetne i dobre”.

W Brnie Papież spotkał się z młodzieżą. Podczas odprawionej przez niego Mszy zebrało się 150 tys. uczestników, tworząc największe zgromadzenie religijne w Czechach od 1993 r.

***

To nie była apologia chrześcijaństwa, a tym bardziej wezwanie do nawrócenia. Raczej uświadomienie, że chrześcijaństwo i jego dorobek służy każdemu, a Kościół jest ważnym strażnikiem wartości piękna, dobra, prawdy i wolności. Papież tłumaczył Europie sens istnienia chrześcijaństwa, uświadamiał, że na nim wyrosła i z niego nieustannie czerpie.

Jak zauważył obecny w Pradze wybitny watykanista John L. Allen, podróż Benedykta XVI do Czech była najważniejszą pielgrzymką od początku pontyfikatu. Po wyborze kard. Josepha Ratzingera na Stolicę Apostolską niektórzy komentatorzy sugerowali, że zdarzyło się tak dlatego, że to ostatni człowiek, który jest w stanie ocalić tożsamość Kościoła w Europie. Benedykt XVI w Czechach przedstawił spójny, uniwersalny projekt — dla Czech, dla Kościoła, dla Europy, dla świata.  


tygodnik.onet.pl


opr. aw/aw



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: pielgrzymka społeczeństwo religijność agnostycyzm Praga Vaclav Klaus Czechy Benedykt XVI chrześcijanstwo