Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Tomasz Ponikło

Drugi obieg

Z polską teologią jest jak z polskim futbolem: są stadiony, piłkarze, trenerzy, ale nie ma sukcesów.

Po ostatnim Kongresie Teologów Polskich w środowisku zawrzało. Rachunek sumienia w imieniu kolegów po fachu przeprowadził o. Andrzej A. Napiórkowski OSPPE: brak odważnych debat, mówienie głosem nie własnym, tylko Magisterium, hermetyczność języka, przeintelektualizowanie, brak związków z duchowością i Pismem św., ignorowanie rzeczywistych problemów wiernych oraz ich „zmysłu wiary”, klerykalizacja teologii.

„Wpadliśmy w koleiny teologii abstrakcyjnej i hermetycznej, żyjącej własnym życiem” – tłumaczył „Tygodnikowi” swoje wystąpienie kierownik katedry eklezjologii na krakowskim Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II („TP” 43/04). Jako największe zagrożenie wskazał pasywność polskiej teologii. Zwracał uwagę, że zadowolenie z liczb obrazujących sukcesy duszpasterskie, bez rozwoju teologii, prowadzi do spłycania katolicyzmu.

To tezy przedstawione sześć lat temu w Lublinie. Kolejny, ósmy Kongres „Między sensem a bezsensem ludzkiej egzystencji. Teologiczna odpowiedź na fundamentalne pytania współczesnego człowieka”, odbędzie się pod auspicjami Rady Naukowej Konferencji Episkopatu Polski i patronatem „TP” 13-16 września w Poznaniu na Uniwersytecie Adama Mickiewicza. Jak polskiej teologii wychodzi postanowienie poprawy?

Prace polowe

Najpierw litania zaniedbań. – Jeśli przyjąć za miarę poziomu teologii w Polsce poziom toczonych u nas debat, to jesteśmy blisko zera – stwierdza A, duchowny, teolog z wyższym stopniem akademickim. Zastrzega anonimowość, jak i inni nasi rozmówcy-teologowie. Tłumaczą: bo dam oręż do ręki niechętnemu mi dziekanowi, bo moja pozycja na wydziale i tak jest słaba, bo zablokują dalszą karierę.

Rozmówcy „Tygodnika” jako jedyną rzetelną dyskusję teologiczną ostatnich lat wskazują debatę wokół nadziei zbawienia dla wszystkich, propagowanej przez ks. prof. Wacława Hryniewicza. A czemu nie spór o boskość Jezusa, zainicjowany przez ks. prof. Tomasza Węcławskiego, jednego z najważniejszych polskich teologów ostatnich dziesięcioleci, obecnie apostatę? – Z całym szacunkiem dla uczestników, ale to było odgrzewanie starego kotleta. Nowe szaty dla problemów rozstrzygniętych na przełomie XIX i XX w. – ocenia ks. Robert J. Woźniak, doktor teologii dogmatycznej, autor „Przyszłości, teologii, społeczeństwa”.

– Wysłałem do branżowego periodyku artykuł na mało poruszany u nas temat z prośbą o zaproszenie przez redakcję polemistów – wspomina B, świecki teolog. – Cisza, więc zadzwoniłem do redaktora naczelnego i usłyszałem: „Publicystyczne przepychanki nas nie interesują”.

Obawa przed konfrontacją to efekt utożsamienia teologii z Magisterium i przyjęcie za jej zadanie obronę ortodoksji, co ma źródła w dekadach sporów ideologicznych z socjalistyczną wizją świata w PRL: by wygrać, trzeba mówić jednym głosem. – Ale jednomyślność jest bliska bezmyślności – przestrzega A. Czy nauka niepoddawana próbom będzie się rozwijać?

„Magisterium sankcjonuje, a nie kreuje – wyjaśniał rolę teologa o. Napiórkowski. – Magisterium potrzebuje pomocy, potrzebuje »danych«, gdyż nie jest na pierwszej linii frontu. Na pierwszej linii frontu jest teolog (...). Gdybyśmy chcieli w swoim życiu unikać ryzyka i czekać na wypowiedzi Kościoła, w wielu sytuacjach by nas to paraliżowało”.

Ks. Józef Grzywaczewski z Instytutu Katolickiego w Paryżu na poprzednim Kongresie Teologów stwierdził: „Dla nas jest to sprawa emocjonalna, patriotyczna, chęć bycia ortodoksyjnym. Na Zachodzie, jeśli już coś jest w dokumencie Ojca Świętego, to owszem, nawiązują do tego, ale uznają, że zostało to już powiedziane i nie trzeba tego powtarzać”.

– Czasem konieczna jest wręcz prowokacja środowiska, żebyśmy wyrwali się z drzemki – mówi B. – Wśród polskich teologów powszechnie działa autocenzura – dodaje A, wyjaśniając: o pewnych rzeczach strach pomyśleć, bo sama myśl poczytywana bywa za zdradę.

Poza tym: teologowie są „u biskupa na garnuszku”. To biskup miejsca, w którym znajduje się uczelnia, daje uprawnienie do nauczania, czyli misję kanoniczną. „Biskupi często traktują wydziały teologiczne jak szkołę zawodową, która ma im dać robotników (winnicy Pańskiej, oczywiście)” – mówił „TP” inny teolog (nr 11/09). Reguła jest prosta: nie wychylaj się, zrobisz karierę.

Wynikający stąd odtwórczy charakter polskiej teologii tak zobrazował ks. Grzywaczewski: „Upstrzyć swój wykład cytatami jest w pojęciu prelegenta wyrazem tego, że jest on na bieżąco zorientowany w swojej dziedzinie, tymczasem w pojęciu słuchaczy on tylko kopiuje to, co już napisali inni” – tak wygląda odbiór gościnnych wykładów polskich teologów za granicą.

Podobnie rozmówcy „TP” opisują prace powstające na wydziałach teologii: autor X o temacie Y; temat Y w ujęciu autorów X i Z; Jan Paweł II w dowolnych kombinacjach. Wskazują na brak nowych pomysłów i szerszych ujęć podejmowanej problematyki. Dlatego – diagnozują – polska teologia jest teologią drugiego obiegu. – Benedykt XVI we wstępie do „Jezusa z Nazaretu” prosił, by książkę przyjąć życzliwie i krytycznie – mówi A. – W Polsce zawsze zatrzymujemy się na życzliwości, podczas gdy w rodzinnych Niemczech papież doczekał się także rzeczowej krytyki.

– Krytyczna samoocena jest podstawowym wymogiem każdej naukowej dziedziny, która chce się rozwijać – mówi o. Napiórkowski. Po upływie sześciu lat profesor Uniwersytetu Papieskiego jako słabość naszej teologii nadal wskazuje nadmierną instytucjonalizację i specjalizację przy jednoczesnym braku opracowań interdyscyplinarnych, także wewnątrz różnych dziedzin samej teologii. Podobnie jak inni nasi rozmówcy, wytyka teologom nadmierny indywidualizm i brak kultury pracy zespołowej. Na polskim gruncie nie istnieją szkoły teologicznego myślenia. Za zjawiska pozytywne w ostatnim czasie o. Napiórkowski uważa m.in. wyraźny wzrost odniesień do źródeł biblijnych, doskonałą, jego zdaniem, na tle teologii zachodniej znajomość dokumentów Kościoła i pogłębioną (nareszcie) recepcję nauczania Jana Pawła II.

Bilans, jakiego dokonują rozmówcy „TP”, nie jest jednoznaczny. – Z naszą teologią jest jak z naszą piłką nożną: są stadiony, piłkarze, trenerzy, ale nie ma sukcesów – mówi Robert M. Rynkowski, świecki teolog i publicysta. – Mamy duże nadzieje, a rzeczywistość przynosi rozczarowania.

Co leży odłogiem

Postanowienie poprawy, poza zwalczaniem zaniedbań, wymaga twórczej aktywności. Rynkowski uważa, że znaczącym krokiem w tym kierunku może się okazać większe zaangażowanie w działalność akademicką teologów świeckich. Jako przykłady wymienia Elżbietę Adamiak i Michała Wojciechowskiego. Niestety, lista nazwisk szybko się kończy. Dlaczego? Bo na wydziałach teologicznych świeccy nie są zatrudniani.

– Czyli ich kształcenie to para w gwizdek, skoro instytucjonalnie są potem zbędni – ocenia Rynkowski. A mają specyficzny potencjał: – Lekarz nie musi być chory, żeby leczyć pacjenta, to prawda. Ale prawdą jest też, że zdrowy nigdy chorego nie zrozumie – mówi Rynkowski. Dlatego chce, by świeccy angażowali się w refleksję wywodzącą się z ludzkiego doświadczenia, które nie jest dostępne duchownym, np. małżeństwo i budowanie rodziny. – W tym mogą mieć oryginalny wkład i rozbić zamknięty uczelniany krąg często abstrakcyjnej refleksji.

A taka refleksja również bywa wadą teologii. Sprawienie, by mówiła ona o spotkaniu z Bogiem, a nie o problemach teologicznych, to kolejne zadanie dla świeckich teologów. – O tym, że jest to zadanie palące, przekonują ich codzienne spotkania ze znajomymi i rodziną; ich raczej mało interesuje, jak św. Tomasz rozumiał pojęcie formy – mówi Rynkowski.

– Ale w Polsce panuje mentalność klerykalna – uzupełnia A. Wspomina niezadowolenie kleryków z zajęć łączonych ze świeckimi: bo na pytanie wykładowcy z odpowiedzią wyrywała się „świecka panienka”, a pytany kleryk „robił głupią minę”. – Czy przyszły ksiądz może wyjść na głupka przed swoimi przyszłymi parafianami?

Przystawanie języka teologii do ludzkiego doświadczenia to osobny temat. Ćwiczeniem „translatorskim” może być podejmowanie tematów z debaty publicznej – co samo w sobie stanowi kolejny krok na drodze poprawy – w szerszym, także teologicznym kontekście. Teologowie akademiccy zauważają jednak, że grozi to wsiąknięciem w szeroko pojętą publicystykę kosztem zaangażowania akademickiego teologa. Niemniej popularyzacja refleksji teologicznej w debacie publicznej zawsze pozostaje wyzwaniem.

Czy w III RP zdążyło dojrzeć nowe pokolenie teologów? Rozmówcy „TP” wymienili kilka obiecujących nazwisk: o. Marek Blaza SJ, Marek Kita, o. Jarosław Kupczak OP, o. Michał Paluch OP, ks. Eligiusz Piotrowski, Piotr Sikora, ks. Jarosław A. Sobkowiak, ks. Grzegorz Strzelczyk, ks. Przemysław Szewczyk, ks. Robert J. Woźniak...

Sadzonki

Ten ostatni przypomina, że teologowie nie mogą grać pod publikę, ale pamiętać, że swoją pracą budują Kościół. – Nowe wizje teologiczne nie są nowe przez zaprzeczanie Tradycji, ale przez twórcze z niej korzystanie – zaznacza adiunkt w Katedrze Antropologii Teologicznej UP JPII.

Teologia polska na początku XXI w. powinna zdaniem naszych rozmówców podjąć twórczą kontynuację kilku wątków, jak refleksja ks. Hryniewicza nad nadzieją, antropologia ks. Tischnera czy chrześcijański personalizm rozwijany na KUL.

Są też specyficznie polskie doświadczenia: miłosierdzie Boże objawione św. Faustynie w przededniu największych dramatów XX w., oddychanie dwoma płucami chrześcijaństwa: katolicyzmem i prawosławiem ze względu na nasze położenie geograficzne, fenomen Solidarności, ewangeliczne źródła moralności w społeczeństwie demokratycznym, polscy mistycy, religijność ludowa, maryjność...

– Brak w naszej refleksji teologicznej przepracowania pobożności ludowej. Z jednej strony jest piękna żywa wiara ludzi, bogactwo jej przeżywania, a z drugiej panuje jej bezwzględny dyktat. Nadmiernie hołdujemy zasadzie, że ilość jest ponad jakość – akcentuje o. Napiórkowski. Należy przy tym pamiętać, że z kolei teologia, w której dominuje wymiar rozumu, ratio, w stosunku do wymiaru wiary, fides, staje się tylko wiedzą o religii. Tymczasem chrześcijaństwo nie jest religią, ono jest misterium Słowa, które stało się ciałem; osoba Boska jest w ciągłej relacji do osoby ludzkiej – podkreśla paulin.

Inne postulaty rozmówców „Tygodnika”: – Teologia z natury jest prospołeczna, nastawiona na budowanie przyszłości – mówi ks. Woźniak. – I my potrzebujemy koniecznie teologii społecznej – dodaje o. Napiórkowski. Skoro Jezus zajmował się wszelkimi ludzkimi biedami – wyjaśnia paulin – to przedmiotem zainteresowania teologii powinny być biedy współczesne: bezrobocie, ubóstwo, wszelkie formy wykluczenia społecznego. I dalej: doskonalenie warsztatu, samookreślenie teologii i jej zadań w dzisiejszej rzeczywistości, wypracowanie podstaw teoretycznych do podejmowanych problemów praktycznych, wyzbycie się kompleksu niższości (teologia jako ciemnogród) i odważne wejście w dialog ze współczesną kulturą i ludzkim doświadczeniem. Większe wychylenie na Wschód zamiast spolegliwość wobec myśli zachodnioeuropejskiej. Wyrazisty głos w debacie publicznej.

„Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca” (Hbr 4, 12). – Ten sam ewangeliczny radykalizm musi jaśnieć w teologii – mówi o. Napiórkowski.

Teologia w Polsce XXI w. powinna brać w swoje ręce „wszystkie nasze dzienne sprawy”.


opr. aś/aś



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: religia wiara teologia rozum wiedza krytyka codzienność uczelnia teolodzy sprawy
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W