Po śmierci Aleksieja Nawalnego: jeżeli się nie przyzwyczaicie, zdechniecie

Nieprzypadkowo w XIX wieku nasi pradziadowie podejrzewali, że jest coś w rosyjskiej pogardzie dla ludzkiego życia – coś głęboko niechrześcijańskiego. Jakiś wpływ ducha Azji, gdzie z ludzkich śmierci często nie robi się wielkiej sprawy – pisze felietonista Opoki Piotr Semka.

Znany polski pisarz Melchior Wańkowicz przebywając na terenie Palestyny w czasie II wojny światowej podjął się roli kronikarza gehenny Polaków, którzy przeszli drogę od syberyjskich zsyłek aż po wyrwanie się z sowieckiej despotii do Iranu, Iraku, a potem Palestyny. Tak powstała książka „Rodzina Korzeniewskich”, która opowiada o tym, jak zwyczajna familia z polskich Kresów została wysłana na zsyłkę w głąb ZSRS. Z powieści utkwiła mi w pamięci scena, w której Korzeniewscy wyrzuceni z wagonu w głuchym stepie zmuszeni są do osiedlenia się w koszmarnych warunkach w ziemiance pełnej pluskiew. Gdy po jakimś czasie do wioski, w której mieszkali Korzeniewscy, przyjechał sowiecki „naczalnik”, jedna z wysiedlonych, najbardziej pyskata służąca państwa Korzeniewskich wygłasza płomienną przemowę o tym, że „podobnego brudu, nędzy i niechlujstwa to ona nigdy w życiu jeszcze nie widziała”. Naczelnik spojrzał na buntowniczkę spokojnym wzrokiem i odpowiedział tylko dwoma słowami: „Niczewo, prywyknicie”, czyli „To nic, przyzwyczaicie się”. Jak wspominała autorowi, jedyna ocalona, Hanka Korzeniewska – to beznamiętne stwierdzenie przypominające im, że w sowieckim systemie nikogo nie obchodzi, czy ktoś będzie cierpiał, marzł, czy może nawet sczeźnie, było tysiąc razy straszniejsze od nawet najostrzejszej reprymendy, której spodziewali się początkowo polscy wygnańcy.

Ta opowiastka przypomniała mi się, gdy usłyszałem informację o śmierci w łagrze za kołem polarnym rosyjskiego przeciwnika władzy Aleksandra Nawalnego. Nawalny, który padł ofiarą zatrucia śmiertelnie groźną trucizną „nowiczok” został odratowany w Niemczech, które przysłały specjalny samolot po rosyjskiego dysydenta. Tyle, że gdy już niemieccy lekarze odratowali Nawalnego – ten zdecydował się na powrót do Rosji z gorzką świadomością, że znów trafi za kratki. Nie wiem czy dysydent liczył, że stanie się sumieniem Rosji, który zza murów więzienia poruszy Rosjan.

Jedno jest pewne. Przeciwnik prezydenta Putina nie przeżył.

I nikt nie wchodzi w rozważania, czy był to jakiś przypadek, jakaś zwłoka w udzielaniu mu pomocy medycznej czy też może był już podtruwany od dłuższego czasu. To co musi przerażać ludzi zachodu, to upiorna logika, że ktoś kto rzuca wyzwanie niekoronowanemu carowi Rosji musi skończyć w agonii na twardej podłodze obozowej celi. Że można zgładzić tak znanego dysydenta i z góry uznać, że oburzenie zagranicy to akceptowalna cena za pozbycie się śmiałka, który rzucił wyzwanie imperium.

Nieprzypadkowo w XIX wieku nasi pradziadowie podejrzewali, że jest coś w rosyjskiej pogardzie dla ludzkiego życia – coś głęboko niechrześcijańskiego. Jakiś wpływ ducha Azji, gdzie z ludzkich śmierci często nie robi się wielkiej sprawy.

I można tylko wyobrazić sobie jakiegoś putinowskiego gubernatora, który stykając się z protestem rosyjskich obywateli odpowie im z takim samym posępnym fatalizmem, jak ów „naczalnik” z miejsca zsyłki rodziny Korzeniewskich: „Niczewo, prywyknicie. A kak nie prywyknicie – zdochnutie”. „Nic to – przyzwyczaicie się. A jak nie przyzwyczaicie się – zdechniecie”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama