Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


Uwikłani w świat mediów

Z Małgorzatą Więczkowską, pedagogiem, specjalistą w zakresie edukacji medialnej, rozmawia Monika Lipińska.

Od przyszłego roku z telewizyjnej Jedynki ma zniknąć Wieczorynka - program z tradycjami, przez wiele lat oferujący dobranockową klasykę. Jak ocenia Pani ten krok?

Klasyczne baśnie zawsze miały jakąś myśl przewodnią, pokazywały różnicę między dobrem a złem. Telewizyjne bajki opatrzone morałem uczyły dzieci postaw prospołecznych. Niestety w wielu filmach współczesnych dla dzieci jest dużo przemocy, mangi, sił nadnaturalnych. W znacznej części filmów animowanych nie ma działania przyczynowo-skutkowego: nastąpił wybuch - ale nie ma zniszczeń, bohater postąpił źle - jednak nie poniósł kary, itd. Dzieci, sądząc, że te reguły rządzą też światem, w którym żyją, uczą się negatywnych postaw. Utożsamiają się z bohaterami - i w zabawie, i w życiu. Przykładem jest sytuacja, gdy sześcioletni chłopiec, naśladując Batmana, wyskoczył przez okno. Nie zdawał sobie sprawy, że coś mu się stanie, bo jego bohater zawsze wychodził z opresji cało.

Jakiś czas temu rzecznik praw dziecka wystosował do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji postulat o zwiększenie ilości edukacyjnych i pozytywnych filmów, ponieważ rośnie liczba destruktywnych programów. KRRiT odpowiedziała, że się postara. Tymczasem słyszymy zapowiedzi zniesienia klasycznej Wieczorynki. Pytanie, czym zostanie zastąpiona. Obietnica powołania nowego kanału dla dzieci nie uspokaja, bowiem często filmy emitowane na istniejących dziecięcych pasmach tak naprawdę nie są przeznaczone dla najmłodszych.

Jakich programów nie powinno oglądać dziecko?

Jeżeli pokazują obraz świata obfitujący w sceny niszczenia, znęcania się, poniżania, innych przemocy, dla mądrego rodzica to sygnał, że jego pociecha nie powinna takiego programu oglądać. Jeśli bohaterowie zachowują się tak, jak nie życzyliby sobie rodzice, gdyby chodziło o ich pociechę: np. biją się, krzyczą, używają wulgarnego słownictwa, również nie są to programy dla młodego widza, ponieważ dziecko uczy się przez naśladownictwo. Programy budzące silne emocje, jak strach czy poczucie grozy, pokazujące obojętność na cierpienie innych - sprzyjają rozchwianiu emocjonalnemu najmłodszych. Duża dawka negatywnych bodźców powoduje przeciążenie ich układu nerwowego, przez co stają się rozkojarzone, nadruchliwe i impulsywne. 20-30 lat temu w przedszkolu czy szkole dzieci z takimi problemami można było wyliczyć na palcach jednej ręki. Dzisiaj nierzadko to połowa grupy przedszkolnej czy klasy. Doświadczenie pokazuje, że kiedy wyeliminuje się niedostosowane do wieku i wrażliwości filmy, dzieci stają się spokojniejsze.

Programy dla dzieci winien cechować pozytywny obraz świata, dobre wzorce do naśladowania, przyjazne nastawienie bohaterów wglądem siebie - tak, by wprowadzały one łagodny klimat emocjonalny, a z dziecięcego pokoju słychać było salwy śmiechu. Dziecko ma się radować kontaktem z mediami.

Zaczęły się wakacje - telewizor, komputer, czasopismo staje się dla wielu rodziców wybawieniem, gdy dzieci się nudzą...

Rodzice patrzą na media z perspektywy swoich doświadczeń. Kiedyś to, co opatrzone zostało etykietką „dla dzieci”, było dla dzieci. Dzisiaj w ten sposób próbuje się sprzedawać pewne idee, wzorce, poglądy - niekoniecznie pozytywne. Ale przy pomocy mediów staje się to proste. Wykorzystują one dzisiaj wiedzę na temat wpływu społecznego, tj. co zrobić, by przyciągnąć odbiorcę przez ekran telewizora, jak zachęcić, by gry, filmy - często bezużyteczne - były przez niego chętnie kupowane czy oglądane.

Ale też rodzice, którzy np. wprowadzają restrykcje odnośnie czasu, jaki ich dziecko może spędzać przy komputerze czy telewizorze, słyszą: „Wszyscy moi koledzy w to grają albo oglądają. Nie chcę być inny”.

Słowo „wszyscy” stało się dzisiaj takim wytrychem, sposobem manipulacji: wszyscy coś robią, więc ja też muszę. Okazuje się, że to kilka osób narzuca pewien styl czy rodzaj zainteresowań - reszcie. Ale skoro 90% dzieci codziennie ogląda telewizję, m.in. reklamy, ten efekt łatwo osiągnąć. Tak jest z modnymi zabawkami czy gadżetami. Mamy obecnie do czynienia z kultem brzydoty - dzieci są do niej tak przyzwyczajone, przekonane, że jest fantastyczna. Negatywne symbole wkraczają w świat dziecka powoli - zachodzi tu mechanizm tzw. działania kumulatywnego - stopniowego przyzwyczajania. Trupia czaszka jeszcze do niedawna była symbolem niebezpieczeństwa, śmierci. Ale oglądając ją w różnych, miłych dla oka zestawieniach i słysząc komunikaty, że gadżetami ją zawierającymi interesują się wszyscy, po miesiącu dziecko przestanie dostrzegać w niej coś złego. Przykładem są lalki Monster High, które wypromować pomogła lalka Barbie, Witch i kotek Hello Kitty. Kupując zabawkę, rodzice powinni zastanowić się, do czego dziecku się przyda, jakie sfery będzie rozwijała, ale też rozmawiać i pokazywać zagrożenia.

Mówi się często dzisiaj, że jednym z najważniejszych zadań wychowawczych w rodzinie i w szkole jest nauczenie dzieci i młodzieży rozsądnego korzystania z mediów, by „nie przedawkować”. To zadanie dla rodziców...

Media to wspaniałe wynalazki. Ale źle wykorzystywane mogą prowadzić do uzależnienia, degradacji, odwrażliwienia. Wychowywać do korzystania z mediów trzeba od najmłodszych lat. Maluch oglądający dużo agresywnych przekazów staje się kandydatem na agresywnego dorosłego. Dziecko odwrażliwia się na negatywne bodźce, w związku z czym będzie wybierało np. filmy dostarczające coraz większego dreszczyku emocji, a przy komputerze będzie spędzało coraz więcej czasu na grach w środowisku on-line.

Czas poświęcony na media należy dziecku reglamentować. Psychologowie coraz częściej zwracają uwagę na to, że dzieci do trzeciego roku życia powinny mieć jak najmniej kontaktu z mediami, najlepiej wcale, bo to czas poznawania świata wszystkimi zmysłami. „Dawka” dla dziecka do siódmego roku życia to pół godziny, do 12 - godzina, do 16 - dwie. Oczywiście warto znaleźć złoty środek: chodzi o to, żeby dziecko nie miało nawyku codziennego przesiadywania w kontakcie z mediami. Co ważne - to nie rodzic ma pilnować ilości czasu spędzonego przed komputerem czy telewizorem. Dziecko ma samo sobie dozować ten czas - trzeba je do tego wdrażać.

 

Jak się za to zabrać? Jak przemawiać dzieciom do rozsądku?

Można to zrobić przez zabawę. Młodszemu dziecku dajemy taśmę krawiecką o długości 150 cm, odpowiadającą 150 minutom, i proponujemy, by samo dysponowało tym czasem przez cały tydzień. Ustala, że np. w poniedziałek obejrzy 20-minutowy film, w wtorek ma na to 40 minut, a środa będzie dniem bez mediów. Ma poczucie, że to ono decyduje, a nie mama czy tata. Uczy się też selektywnego podejścia, przy okazji szlifuje liczenie.

Warto też po prostu usiąść przed telewizorem z dzieckiem, obejrzeć program razem, pytać o zdanie. Zauważymy wtedy, na ile dziecko konsumuje te treści bezrefleksyjnie, a na ile przeżywa, oraz czy zdaje sobie sprawę z tego, co widzi na ekranie.

Istotna jest świadomość, jak kształtuje się zależność między percepcją w przyjmowaniu przekazów medialnych a wiekiem. Do dziewiątego roku życia dziecko uważa, że to, co ogląda, jest rzeczywistością, dlatego trzeba tłumaczyć mu, że w świecie realnym nie można zachowywać się tak, jak postacie filmowe. Dziecko w wieku 10-12 lat szuka wzorców do naśladowania, lubi się z kimś utożsamiać. Na tym etapie rodzice winni szczególnie przyglądać się, jakie ozdoby, plakaty, muzyka zaczynają się pojawiać w jego pokoju. Osoby uwikłane w różnego rodzaju sekty często mówią, że droga do nich prowadziła przez elementy, które są obecne w kulturze masowej, jak symbolika ozdób czy emblematów, albo rytuały, których ani w filmach, ani grach komputerowych nie brakuje. Zwłaszcza w tych drugich dużo jest rytuałów okultystycznych; ukazane są realistycznie, ale przekazane w formie zabawy. Kiedy młody człowiek dorasta i wchodzi w jakąś grupę, nie widzi w niej zagrożenia, ponieważ tę symbolikę zna z kultury masowej, ale kojarzy mu się ona z zabawą.

W wieku 13-15 lat dziecko potrafi już odczytać pewne metafory przekazywane w filmach. O pełnej aktywności w odbiorze przekazu możemy mówić w wieku 16- 18 lat.

 

Czy jest to zatem ta granica wieku, kiedy możemy zaufać dzieciom w korzystaniu z mediów, tj. mieć pewność, że potrafią już odbierać i selekcjonować przekaz medialny?

Taką dojrzałość w odbiorze mediów osiąga nie każdy, kto kończy 18 lat. Przychodzi ona szybciej, jeżeli w domu dużo się rozmawia. Łatwiej dziecku dokonać krytycznej oceny np. filmu, jeśli rodziny zamieniają się czasami w filmowe kluby dyskusyjne. W efekcie młodzi ludzie bardzo trafnie potrafią określić, że film jest zły, bo niczego nie uczy, a tych treści, które niesie, nie da się wykorzystać w realnym życiu. Warto czasami zadać dziecku pytanie zmuszające do chwili refleksji, czy chciałoby, żeby ktoś z stosunku do niego zachował się tak, jak bohater ulubionej gry. Warto odwołać się do empatii, uczyć zauważania analogii między negatywnymi postawami w życiu z tym, co przekazują media.

Trzeba trzymać rękę na pulsie, żeby nie przegapić momentu, kiedy dzieci utkną na dobre w swojej wirtualnej rzeczywistości i nie będą chciały słuchać rodziców. Z drugiej strony - w świat mediów uciekają zwykle ci, których rodzice nie mają dla nich czasu. Jeżeli więc stawiamy dzieciom granice, musimy dać coś w zamian: swój czas, rodzinne wyjście na spacer, spotkanie ze znajomymi.

Dziękuję za rozmowę.

Echo Katolickie 29/2013



opr. ab/ab



Echo Katolickie
Copyright © by Echo Katolickie

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: wychowanie internet media dzieci komputer świat mediów wieczorynka programy dla dzieci przekaz medialny
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W