Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl

Czy wolność jest wartością absolutną?

Ks. Paweł Siedlanowski

Pod drzewem dobra i zła

Niedawne wydarzenia w Paryżu, zamordowanie redaktorów pisma „Charlie Hebdo”, późniejsza manifestacja w obronie wolności słowa sprowokowały wielu komentatorów do postawienia pytania o jej granice. O to, czy wolność sama w sobie może być wartością absolutną? Czy jest ona tylko brakiem przymusu i konieczności? I wreszcie, czy można mówić o niej w oderwaniu od odpowiedzialności?

Pytań jest oczywiście więcej. Kilka dni temu ministerstwo zdrowia poinformowało, że pigułka „dzień po” „ellaOne” będzie dostępna w Polsce bez recepty. Tabletka, oprócz działania antykoncepcyjnego, może mieć skutek wczesnoporonny - wszystko zależy od momentu cyklu, w którym zostanie przyjęta. Lekarze przestrzegają przed zagrożeniami, które mogą czekać zwłaszcza na młode kobiety (nastolatki?) niepomne niebezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą wspomniany środek farmakologiczny. Feministki się cieszą, rząd ma trochę spokoju (dyskusje światopoglądowe, jakie towarzyszą tego typu decyzjom, „zadymiają” istotne problemy publiczne), a dylematy pozostają. Od lat zresztą te same - ich centrum stanowi kwestia: czy można mówić o wolności bez odpowiedzialności?

Cechą charakterystyczną środowisk lewicowych (często o rodowodzie marksistowskim), propagujących wolność bez granic, jest to, że od zawsze te dwa pojęcia traktowano rozdzielnie. Liczyło się „tu i teraz”. Ponieważ historia pokazywała, iż każde zamierzchłe wydarzenie ma swoje konsekwencje w przyszłości, próbowano ją fałszować, ewentualnie marginalizować (przykład: socrealizm w Polsce). Wodzowie rewolucji (krwawych przewrotów politycznych, rewolucji obyczajowych itd.) nigdy nie liczyli się z konsekwencjami - jej ofiary ich nie interesowały. Mimo upływu lat, zaawansowanej socjotechniki tłumaczącej potrzebę poszerzania granic wolności (aż do całkowitej ich kasacji), prawa człowieka do szczęścia, cele pozostały niezmienne. I niezmienne pozostają ich destrukcyjne skutki.

Wszystko mi wolno, ale...

Kościół od początku istnienia - wzorem swojego Założyciela - nauczał, że wolność człowieka nie jest nieograniczona i „musi się zatrzymać przed „drzewem poznania dobra i zła”. „Jeden tylko Dobry” wie bowiem doskonale, co jest dobre dla człowieka i dlatego z miłości doń dobro to mu nakazuje w przykazaniach.

...ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę - pisał św. Paweł Apostoł (1 Kor 6,12). Pojęcie wolności jest od wieków jednym z centralnych zagadnień filozofii, antropologii, teologii. Można o niej mówić zarówno w aspekcie indywidualnym, jak i społecznym. Jest podstawową zasadą warunkującą rozwój człowieka, uzasadniającą prawo do samostanowienia, powołanie do zbawienia. Bycie wolnym wyróżnia nas spośród innych istot, jest jednym z filarów godności. „Istota wolności tkwi we wnętrzu człowieka, należy do natury osoby ludzkiej i jest jej znakiem rozpoznawczym” - pisał św. Jan Paweł II w orędziu wydanym z okazji Światowego Dnia Pokoju w 1981 r. Trudno się z tym nie zgodzić. Ale jest też i druga strona medalu: żyjemy w świecie, gdzie wolność jest zabsolutyzowana, pozbawiona kryteriów gwarantujących jej autentyczność. Najważniejszym z nich jest prawda. Odrzucenie jej w konsekwencji prowadzi do anarchii - zakwestionowania zasady, iż „moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka”. A to z kolei, jak wielokrotnie przy różnych okazjach przypominał święty papież z Polski, staje się przyczyną powstawania nowych „zakamuflowanych totalitaryzmów”. Dotyczy to także demokracji (przemówienie Ojca Świętego do parlamentarzystów z 11 czerwca 1999 r.). Klasycznym przykładem „zakamuflowanego totalitaryzmu” jest eksterminacja dzieci poczętych i nienarodzonych, czyli tych, które nie są w stanie domagać się swoich podstawowych praw, z prawem do życia i wolności na czele. Odebranie im ich przez silniejszych, wyposażonych w odpowiednie narzędzia, sterylne kliniki jest gwałtem w swojej skali i okrucieństwie niedającym się porównać z niczym innym. Wolność wtoczona w ludzki egoizm, polityczną poprawność, interes ekonomiczny, „wypreparowana” z prawdy, oparta na wypaczonych sumieniach, jest często strzępem tego, czym być powinna.

Kościół od początku istnienia - wzorem swojego Założyciela - nauczał, że wolność człowieka nie jest nieograniczona i „musi się zatrzymać przed «drzewem poznania dobra i zła», została bowiem powołana, aby przyjąć prawo moralne, które Bóg daje człowiekowi. [...] «Jeden tylko Dobry» wie bowiem doskonale, co jest dobre dla człowieka i dlatego z miłości doń dobro to mu nakazuje w przykazaniach” (św. Jan Paweł II, encyklika „Veritatis Splendor” 35). Między wolnością osoby a prawem Bożym istnieje fundamentalna więź - przypominał papież - wzajemnie się do siebie odwołują. Zachowywanie prawa moralnego, postrzeganego jako zbiór „Bożych podpowiedzi” wskazujących, jak żyć, by osiągnąć doskonałość, sprawia, że wolność w pełni się urzeczywistnia: przykazania Bożego nie można nigdy oddzielać od miłości Boga: zawsze jest darem, który ma służyć rozwojowi człowieka i jego radości (orędzie na Światowy Dzień Pokoju - 1981 r.).

„Boże podpowiedzi”

Jak rozumieć te słowa? Spróbujmy spojrzeć na problem egzystencjalnie. Jednym z „punktów zapalnych” dyskusji nt. prawa moralnego, obowiązującego w chrześcijaństwie, jest kwestia aktualności i zasadności w XXI w. Dekalogu. Poddaje się w wątpliwość sensowność praktycznie każdego przykazania. Jedyny Bóg? Przecież każdy może być dla siebie bogiem! Cześć należna Stwórcy? Kabareciarzy nie obowiązuje. Według posłów SLD z wymogu poszanowania przekonań religijnych (art. 196 Kodeksu karnego) powinny być wykluczone audycje o charakterze satyrycznym i artystycznym. Dzień święty już dawno dla wielu przestał być święty, a stał się jedynie okazją do buszowania po centrach i galeriach handlowych. Cześć należna rodzicom, ojczyźnie? Owszem, pod warunkiem, że się to opłaci. Zabijać też można, o ile wystarczy pieniędzy na sterylne kliniki, wyjazdy aborcyjne tam, gdzie „można” legalnie miażdżyć nienarodzone dzieci. Przykazanie „nie cudzołóż” w wielu wzbudza co najwyżej odruch litości. Seksedukatorzy już kilkulatków chcą uczyć nakładania prezerwatywy i technik masturbacji. Kłamstwo, złodziejstwo, chciwość i brak moralnych zahamowań w drodze do pomnażania fortuny to esencja liberalnej ekonomii, „nowoczesnej” polityki. A wszystko w imię wolności! Takie myślenie nie omija także chrześcijan. Wielu z nas traktuje Pana Boga jako odwiecznego „zakazywacza”, „nakazywacza”. „Zrzędą” wydaje się być Kościół postrzegany przez wielu jako wróg wolności. Czy tak jest naprawdę?

Szkoda, że tak często w katechezie pomijamy okazję do głębszej interpretacji wstępu do Dekalogu, traktując go jak swoistą „rozbiegówkę”. „Jam jest Pan Bóg twój, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli” - mówi Pan. Doskonale znamy te słowa. Bóg w nich się przedstawia, definiuje relacje, określa stan, w jakim znajdowali się Izraelici wędrujący z Egiptu do Ziemi Obiecanej. Oni dostrzegali bardzo wyraźnie kontekst powyższych słów, znali historię swojego poniżenia i zniewolenia. Wszystko zawdzięczali Temu, który w krzaku gorejącym objawił swoje imię „Jestem Który Jestem”. Ufali Mu. Bóg przekazywał jasny komunikat: - Wyprowadziłem was z niewoli ku wolności! Chcę waszego szczęścia, dostatku, spełniania marzeń o wolności! I dlatego daję wam przykazania - objawiam wam prawdę o sobie i o was, istotę relacji, jaka powinna nas łączyć. Dlaczego? Aby waszą wolność opisać, uporządkować, byście mogli osiągnąć zamierzony cel. I aby wasza wolność, źle zrozumiana i zinterpretowana, nie przyczyniła się do waszej zguby!

Niesamowicie ważne, brzemienne w skutkach słowa!

Bóg w Dekalogu opisuje naszą wolność, zakreśla jej granice! Czy staje się przez to okaleczona? Nie! Jest dokładnie odwrotnie: rozkwita. Staje się przestrzenią rozwoju. Jeśli tak będziemy postrzegali „Boże podpowiedzi”, wolność nie stanie się anarchią. I nikt z powodu złego jej odczytania nie będzie cierpiał.

KS. PAWEŁ SIEDLANOWSKI
Echo Katolickie 4/2015



Wolność budowania i burzenia

Pisał Antoine de Saint-Exupery w „Twierdzy”: „Kiedy ja, rzeźbiarz, stworzyłem twarz w kamieniu, stworzyłem też przymus. Każda gotowa struktura jest przymusem. Kiedy chwytam, zarazem zaciskam pięści, abym to, co schwytane, zatrzymał. Nie opowiadaj mi o wolności słów w poemacie. Poddałem je jedne drugim zgodnie z pewnym ładem, który sam ustanowiłem. Bywa tak, że świątynię zburzą, aby z jej kamieni wystawić nową. To zwykła rzecz: narodziny i śmierć. Ale nie opowiadaj mi o wolności kamieni, gdyż wtedy nie ma w ogóle świątyni. Nie rozumiem, dlaczego oddzielać przymus od wolności. Im więcej wytyczą dróg, tym większą mam swobodę wyboru. Ale przecież każda droga jest przymusem, gdyż odgrodziłem ją z obu stron płotem. Ale co nazwiesz wolnością, jeżeli nie będzie dróg, między którymi możesz wybierać? Czy wolnością możesz nazwać prawo błąkania się po pustyni. [...] Jeżeli pomieszasz litery, zatrzesz obecność poety. A jeśli ogród będzie tylko pewnym zbiorem elementów, zatrzesz obecność ogrodnika. Ironia to właśnie próba pomieszania tych elementów. Człowiek, który temu ulegnie, nie ma za co umierać, bo jest to tylko bezładny zbiór. Ironia niszczy wszystkie bogactwa”.

opr. ab/ab



Echo Katolickie
Copyright © by Echo Katolickie

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: wolność odpowiedzialność wartości moralność antykoncepcja dekalog pigułka dzień po Charlie Hebdo