Z polską polityką dzieje się niedobrze: władza stała się bożkiem

O coraz gorszej jakości debaty publicznej oraz przepełnionej hejtem kampanii wyborczej mówi politolog prof. Andrzej Zybała ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

 

Prezydent ogłosił datę wyborów, co pozwoliło rozpocząć kampanię wyborczą. Ale tak naprawdę ona trwa od dawna...

W gruncie rzeczy mamy niemal permanentną kampanię, przynajmniej od 2005 r., kiedy politycy Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości, zamiast stworzyć koalicję parlamentarną po ówczesnych wyborach, skoczyli sobie do gardeł, mimo że pochodzą z jednego środowiska podziemnej Solidarności.

Poziom konfliktu, w tym hejtu politycznego w Polsce stał się tak wysoki, że główne partie polityczne uważają, iż stale muszą prowadzić kampanię, by pozyskać wyborców, by władzę zdobyć albo ją zachować.

Z badań wynika, że tylko część polskiego społeczeństwa ma zdeklarowane poglądy polityczne. Większość jednak kieruje się emocjami?

Rzeczywiście. Można odnieść wrażenie, że część Polaków kieruje się emocjami, gdy np. wybierają polityka w wyborach. Rezygnują z wysiłku zracjonalizowanej analizy programów partyjnych, aczkolwiek trzeba podkreślić, że to partie polityczne wciągają nas w polityczne emocje. Tworzą swoje kampanie w taki sposób, by wywołać jak najwięcej emocji, zwykle w postaci niechęci czy wręcz wrogości do rywali. Zamiast dyskusji programowych koncentrują się na pokazywaniu, że ich polityczni konkurenci są totalnym złem, które może zniszczyć Polskę, i prezentują różne kłamliwe dowody na uzasadnienie swoich tez. Mnie najbardziej przeraża to, że wielu polityków nie waha się, aby nazwać swoich rywali zdrajcami Polski. Po takich ocenach trudno wyobrazić sobie współpracę, szacunek czy debaty o rozwiązywaniu codziennych problemów np. w służbie zdrowia, edukacji.

Może jednak coś się zmieni?

Trudno w to uwierzyć, przynajmniej w krótkim terminie. Bo jeśli politycy celowo uruchamiają emocje i prezentują skrajną agresję wobec siebie, to ten styl zaczyna dominować. Dla jakiejś części wyborców może być łatwy i przyjemny. Nie muszą wysilać się umysłowo.

Ale poprzednie kampanie wyborcze nie wyglądały aż tak źle. Były debaty, programy...

Z każdym kolejnych rokiem standardy w polityce pogarszają się. Jest wiele trwałych czynników, które to powodują. Może to wynikać z niektórych elementów naszej kultury zbiorowej, sposobu zorganizowania sceny politycznej, problemów osobowościowych polityków, którzy grają główne skrzypce, czy niezrozumienia mechanizmów demokracji. Patrząc historycznie, nasza kultura, relacje między nami były i pozostają bardzo konfrontacyjne czy konfliktowe. W dawnych wiekach również na porządku dziennym były potężne konflikty między liderami społeczno-politycznymi. Takie branie się za głowy jest dla nas charakterystyczne, zwłaszcza w polityce. Prawdopodobnie to był jeden z powodów, dla których straciliśmy państwo w 1795 r. Dziś łatwo zapominamy o tradycji tzw. rokoszy, zajazdów szlacheckich, konfederacji, wojen domowych przy okazji elekcji królów itp. Niestety nie dopracowaliśmy się dobrych wzorców wzajemnych relacji, które mogłyby sprawić, że działamy w partnerstwie, w oparciu o zasadę wzajemnego szacunku niezależnie od odmienności poglądów. Mamy mało wzorców moralnych w sferze relacji społecznych. Inaczej niż w relacjach rodzinnych. To jest zasadniczy problem.

Warto chyba sobie bardzo szczerze powiedzieć, że kultura polityczna, czyli zachowania polityków, odzwierciedla kulturę między nami samymi. Jeżeli widzimy taką wzajemną agresję w polityce i ona utrzymuje się od lat, to znaczy, że mamy wspólny problem. To może być obraz nas czy znacznej części społeczeństwa. Zresztą szereg badań i analiz to pokazuje.

Politycy często już nie ukrywają, że liczy się tylko uzyskanie mandatu. Jak wygląda kampania polityczna od kuchni?

Liczy się głównie marketing polityczny. To obecnie potężna dyscyplina wiedzy o zachowaniach obywateli w polityce, a jednocześnie dziedzina praktyki. Główne partie polityczne inwestują miliony złotych w specjalistów od tego typu marketingu. A ci podsuwają im wiele instrumentów, które pozwalają na manipulowanie wyborcami, w tym ich emocjami. Badają społeczeństwo na różne sposoby i wiedzą, jak poszczególne grupy społeczne reagują na określone bodźce, hasła, czyli przekazy partyjne. Często marketing polityczny oznacza właśnie stosowanie technik manipulacji. Politycy widzą, że jest skuteczny. Stoją wobec pokusy, aby porzucać politykę bazującą na wartościach. To może być groźne w społeczeństwie, które nie do końca radzi sobie z tym, jak prowadzić spory, nie budząc agresji i hejtu. I z tym mamy poważny problem. Nie za bardzo umiemy wypracować wspólny mianownik czy zasób wartości, których nie można zniszczyć w rywalizacji politycznej. To jak w meczu piłki nożnej: są dwie drużyny walczące o trofeum, ale rywalizacja jest możliwa tylko wtedy, gdy coś je łączy, a tym są reguły gry.

Tylko to porównanie pokazuje, że obywatel jest dla polityków jedynie środkiem do osiągniecia celu. Nie liczy się jego dobro, a samo trofeum, czyli władza.

Rzeczywiście można odnieść takie wrażenie. Ale to wszystko wynika z tej niskiej kultury klasy politycznej. Możemy mówić o potężnym cynizmie wśród wielu polityków. Nie stawiają sobie pewnych granic moralnych, których nie można przekroczyć. Stąd tak łatwo przychodzi im posługiwanie się kłamstwem, agresją, pogardą dla innych. Interes publiczny, narodowy są gdzieś daleko. Odnoszę wrażenie, że polityka nie dzieje się na polu wartości. Władza stała się bożkiem, za nią wielu polityków jest w stanie podeptać fundamentalne wartości.

Czy to pesymistyczne spojrzenie na politykę nie jest domeną tych, którzy już trochę się na nią napatrzyli? Może młodzi widzą to inaczej?

Obraz naszej polskiej polityki mamy dość pesymistyczny i stwierdza to wielu ludzi niezależnie od wieku. Problemem jest też to, że zbyt mało Polaków angażuje się w politykę, frekwencja wyborcza jest niska, mimo że istnieje duża polaryzacja. Znaczna część społeczeństwa - jeśli już się angażuje - to raczej w sprawy lokalne, czyli swojego najbliższego otoczenia, a w największym stopniu w prywatne sprawy. Politycy chyba potrafią to zdiagnozować i wykorzystać. Może właśnie stąd ich pomysł na zaktywizowanie polityczne Polaków poprzez wszczepienie agresji, czynników emocjonalnych, personalnych.

Doszliśmy do sytuacji, że wiele osób nie ujawnia swoich poglądów politycznych z obawy o hejt. To - w państwie demokratycznym - bardzo smutne zjawisko.

To dramatyczna sytuacja, ale są tego konkretne powody. Niektórzy obawiają się wrogich reakcji otoczenia. Nie stwarzamy sobie często przestrzeni do swobodnej wymiany przekonań. Zbyt szybko oceniamy zamiast próbować zrozumieć. Reagujemy agresją. A moglibyśmy okazywać ciekawość i starać się szukać racji, które skłaniają innych do wyrażania takich, a nie innych poglądów. Są też tacy, którzy obawiają się o utratę miejsca pracy. Niestety dużo zakładów czy urzędów jest pod wpływem określonych partii politycznych i objawienie swoich poglądów może być groźne dla kariery czy w ogóle zachowania pracy.

Zaskoczy nas czymś jeszcze ta kampania wyborcza? Będzie ostrzej?

Spodziewam się wszystkiego najgorszego. Jeśli politycy wymyślą coś paskudnego, nie zawahają się, by wykorzystać to w kampanii. Jeśli odkryją możliwość oczernienia rywali, na pewno tak uczynią. Nie panują nad sobą, nad tym, co robią i mówią. Władza stała się wartością absolutną. Ogranicza ich tylko wyobraźnia, nie bariery etyczne.

Jesteśmy świadkami coraz bardziej niemądrych wypowiedzi, hejtu, kreowania coraz dziwniejszych zdarzeń tylko na potrzeby walki. Zastanawiające jest to, że czasem nazbyt łatwo akceptujemy ten złowieszczy klimat. Politycy okładają się wyzwiskami, hejtują, kłamią, korumpują. I w zasadzie nic się nie dzieje. To znaczy, że mamy problem sami ze sobą. Gdybyśmy czynnie sprzeciwiali się takim agresywnym kampaniom polityków, być może oni by się powściągnęli, obawiając się utraty głosów.

 

Echo Katolickie 33/2023

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama