Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Piotr Zaremba

Plebiscyt

Polska przed wyborami samorządowymi

"Chcieliście oddać władzę ludziom, więc oddajcie ją nam" - sparafrazowali głośne hasło AWS, w którym zawiera się obietnica decentralizacji, politycy SLD. Tę parafrazę można by uznać za kwintesencję obecnej kampanii samorządowej. A przynajmniej początków tej kampanii, bo wszystko jeszcze przed nami.

Wojna na dole? Na górze?

Na razie wygląda ona tak, jakby była przedłużeniem odbytej przed rokiem kampanii parlamentarnej. Postkomuniści obiecali już, że wezmą odwet za porażkę i podsumują rok rządów koalicji. Mówili o podsumowaniu rządów nad państwem, nie w samorządach. Zostali za to od razu potępieni przez Mariana Krzaklewskiego. Ale przecież partie koalicji nie są w stanie ustrzec się tego samego.

Unia Wolności zaprzecza, jakoby aktywność jej lidera Leszka Balcerowicza, forsującego w pośpiechu autorski projekt reformy podatkowej, miała coś wspólnego z nadciągającymi wyborami. Ale przecież politycy nie wierzą w takie przypadki. A że idea podatku liniowego bez ulg rodzinnych wywołała mocne tarcia wewnątrz koalicji i była zwrócona bardziej przeciw AWS-owskiemu partnerowi niż przeciw opozycji, prawica nie może być gorsza. Należy się spodziewać szybkiego i mocnego forsowania w Sejmie idei powszechnego uwłaszczenia, obiecanej kiedyś w AWS-owskim programie. Elementem kampanii wyborczej są też bardzo spektakularne protesty polityków SLD przeciwko... przestępczości, połączone ze zgłaszaniem przez Leszka Millera gotowości pracy nad zaostrzeniem kar, mimo że kilka tygodni wcześniej jego ugrupowanie poparło szybkie wejście w życie nowego kodeksu karnego. Kolejnych feerii pomysłów "na górze"" obliczonych na lepszy wynik wyborczy, należy się spodziewać zapewne już wkrótce.

Zgodnie z rytuałem

Rytuałem są zarówno takie właśnie ruchy, jak i wzajemne ich oprotestowywanie. Można powiedzieć: "nic nowego"" zwłaszcza jeśli pamięta się rok 1994.

Wówczas wybory samorządowe, odbyte również w rok po parlamentarnych, choć dotyczyły tylko bardzo lokalnych rad gminnych, posłużyły powrotowi prawicy na scenę publiczną i poprawieniu samopoczucia Unii Wolności. Były więc rodzajem plebiscytu. Dla obrony swojej pozycji zwłaszcza rządzący SLD bezceremonialnie mieszał gminny i ogólnopolski wymiar polityki (choć można by rzec, że opozycja robiła to samo). Sojusz bardzo się spieszył, aby dać swojemu elektoratowi ustawę dopuszczającą aborcję, wobec czego UW i KPN próbowały ją bezskutecznie zablokować, żeby postkomuniści nie mogli jej dyskontować. Nawet termin debaty nad ekonomicznym exposé wicepremiera Kołodki stał się przedmiotem wyborczej burzy. Opozycja twierdziła, że koalicja celowo tak manipulowała porządkiem dziennym, aby samo wystąpienie miało miejsce przed wyborami, a ocena rządowego programu już "po"" więc gremialnie zbojkotowała mowę gospodarczego cudotwórcy Sojuszu Lewicy.

Nie jest to niczym nowym również w zestawieniu z praktyką innych państw. Można by przywoływać przykłady skrajne - np. w 1917 roku zazwyczaj bardzo słabi amerykańscy socjaliści odnieśli niespodziewane duże sukcesy w wyborach lokalnych (odbywających się między wyborami kongresowymi i prezydenckimi). Tłumaczono to protestem części społeczeństwa przeciw akcesowi USA do I wojny światowej, popieranemu przez obie wielkie partie. Oczywiście lokalne rady nie mogły nic postanowić w kwestii wojny, był to po prostu odruch. Ale niezależnie już od takich skrajności, wybory komunalne czy regionalne wypadające między głównymi starciami wyborczymi, traktowane są zazwyczaj w demokracjach zachodnich jako coś w rodzaju próby generalnej w wojnie koalicji z opozycją. Polacy nic tu nie wymyślili ani nie popsuli.

Gwiazdy schodzą w dół

Kontrowersje wśród polityków i ekspertów wywołuje jednak szczególnie spektakularny charakter polskiej próby generalnej. Na przykład to, że na listach wyborczych pojawi się stosunkowo duża grupa polityków "pierwszej linii". Włodzimierz Cimoszewicz (choć podobno już nie, deklarujący początkowo taki zamiar, Józef Oleksy) z SLD, Tadeusz Syryjczyk z UW (i to do rady powiatowej w... Oświęcimiu), Maciej Jankowski, Jacek Dębski i Henryk Goryszewski z AWS, Jarosław Kalinowski z PSL, to tylko niektóre nazwiska tych, którym nie wystarczy już sala na Wiejskiej ani rządowe gabinety.

Wywołuje to ostrą krytykę: politykom zarzuca się, że nie będą w stanie podołać ani jednym, ani drugim obowiązkom; że blokują nowe kariery, a wreszcie - że budzą w wyborcach wrażenie funkcjonowania jakiejś zachłannej sitwy walczącej o władzę na wszystkich szczeblach. Te zarzuty można jednak zbijać innymi. Na przykład takimi, że sprawnych i doświadczonych polityków jest w Polsce ciągle nie za wielu. Tymczasem praca w radach powiatowych, a już zwłaszcza wojewódzkich, to całkiem nowe doświadczenie, wymagające innych umiejętności niż rozstrzyganie czysto "parafialnych" problemów w gminach.

Na dodatek cały problem wydaje się być nieco wyolbrzymiony. W rzeczywistości mało kto wie, że podobna unia personalna miała miejsce już wcześniej. Kto pamiętał, że np. poseł Andrzej Wielowieyski z UW był równocześnie warszawskim radnym? Zwłaszcza w partiach solidarnościowych grupa samorządowców - nie tylko radnych, ale wójtów, burmistrzów, prezydentów miast - była wcale liczna. Wzrost tej liczby - w klubie SLD ma to być prawie 60 osób, w AWS - liczba nieznana, ale raczej większa niż mniejsza, w UW - prawdopodobnie 10 osób, może oczywiście niepokoić. Być może niedawne wybory były okazją, aby tę unię personalną rozluźnić, a nie wzmacniać. Wszakże przedstawianie tego zjawiska jako nieomal kataklizmu, to mocna przesada.

Na świecie standardy są tu bardzo różne. W Stanach Zjednoczonych podział personalny między organami federalnymi, stanowymi i wreszcie lokalnymi, jest na przykład bardzo ścisły. Z drugiej strony, we Francji o urzędy merów wielkich miast ubiegali się po wielokroć partyjni liderzy, a nawet aktualni ministrowie, co musiało siłą rzeczy ograniczać ich realną aktywność w miejskich ratuszach. Czy można się w tej sytuacji dziwić, że w Warszawie mówi się o posłance Danucie Waniek jako ewentualnym prezydencie miasta z ramienia SLD, pośle Pawle Piskorskim (szefie ostatniej kampanii wyborczej) - z ramienia UW, a przez moment migotał też poseł Czesław Bielecki jako ewentualny gospodarz stolicy z nadania AWS? Z drugiej strony prezydent Krakowa Józef Lassota już od dawna łączy kierowanie wawelskim grodem z mandatem parlamentarzysty. W którą stronę pójdzie ewolucja, nie wiadomo. A obecność doświadczonych polityków, zwłaszcza w sejmikach wojewódzkich, może przynieść skutki nie tylko negatywne.

Ten nowy wymiar polityki samorządowej, związany ze stosunkowo szerokimi kompetencjami powiatów i województw, mógłby zresztą zaowocować nowym charakterem kampanii samorządowej. Jeśli sejmiki wojewódzkie mają określać kierunki rozwoju regionalnego czy decydować o polityce bezpieczeństwa na swoim terenie, stwarza to pole do debat wykraczających poza granice lokalności, drobnych decyzji, doraźnych rozwiązań. Otwiera się przestrzeń do dyskusji między lewicą i prawicą, która do tej pory toczyła się tak naprawdę tylko na szczeblu całego państwa.

Czego chce wyborca?

Czy kandydaci skorzystają z takiej okazji? Na razie mamy już pierwsze jaskółki, na przykład AWS-owski program rygorów mających zdyscyplinować, ale i chronić nieletnich, firmowany w Krakowie przez AWS i posła Jana Marię Rokitę. Albo Kontrakt dla Ściany Wschodniej, szykowany przez Unię Wolności. Bardzo możliwe, że posypią się następne takie propozycje, wszak sztaby wyborcze głównych ugrupowań mają do dyspozycji swoich doświadczonych kolegów, ekspertów i środki, aby nad podobnymi ofertami pracować. Tylko czy tak naprawdę wyborca, speszony poplątanymi kompetencjami rozmaitych organów samorządowych (w Warszawie mamy aż pięć szczebli!!!), słabo rozróżniający rząd od samorządu, czeka na takie oferty? Socjologowie twierdzą, że niespecjalnie. Wobec tego w wielu wypadkach musi wystarczyć odwołanie się do skojarzeń, stereotypów, partyjnego znaku.

Liderzy paradujący na warszawskim Królewskim Trakcie w przedostatnią niedzielę sięgali przede wszystkim po takie chwyty. Więc być może musi wystarczyć AWS-owski Cud nad Wisłą, zespoły rockowe grające dla postkomunistów i unijny telewizyjny talk-show. A oferty do społeczności już nie lokalnych a regionalnych, mogą się w wielu wypadkach ograniczać do ogólników ("oddajmy władzę w dół") lub reklamowania własnej doktryny (ataki na liberalną politykę ekonomiczną ze strony Przymierza Społecznego lub Ruchu Patriotycznego Ojczyzna). Taki obraz wyłania się w każdym razie z pierwszych telewizyjnych ramówek wyborczych.

To zaś utrwali schemat tych wyborów jako pewnego rodzaju plebiscytu - sprzyja temu sam system wyborczy: głosowanie na listy, progi wyborcze przy wyłanianiu sejmików wojewódzkich. Przetrwają tylko najsilniejsi, znani w całej Polsce.

O czym przekonamy się w następstwie plebiscytu?

Dowiemy się o...

Po pierwsze o tym, czy opozycja, zwłaszcza SLD, rzeczywiście potrafi zdyskontować niezadowolenie społeczne, a także o tym, jak układają się proporcje sił wewnątrz koalicji po batalii podatkowej. Dla Mariana Krzaklewskiego i Leszka Balcerowicza może to być zarazem początek kampanii prezydenckiej - nieprzypadkowo właśnie teraz sekretarz generalny UW Mirosław Czech potwierdził, że Unia wystawi własnego kandydata w 2000 roku. Chociaż warto zauważyć, że Krzaklewski nie do końca korzysta z tej szansy. Jego nieobecność podczas inauguracyjnej "Bitwy Warszawskiej"" połączona z dużą aktywnością kampanijną premiera Buzka, zwiększyła spekulacje, że to ten ostatni stanie do walki o Pałac Prezydencki. Pogłoski są chyba nieprawdziwe, ale pokazują wielość wymiarów kampanii samorządowej.

Po drugie, jest to próba powrotu outsiderów. Niewątpliwie start w tych wyborach i prezesa PSL Jarosława Kalinowskiego, i lidera Unii Pracy Marka Pola, pokazuje stopień determinacji obu formacji zblokowanych w Przymierzu Społecznym. Podobnie inne chwyty, czasem bardzo kontrowersyjne, na przykład wystawienie watażki z Samoobrony Andrzeja Leppera. Dla nich ta kampania to test, na ile obecny układ sceny politycznej jest trwały, na ile zaś można jeszcze przesuwać jego granice. Politycy AWS, zaniepokojeni o popularność koalicji na wsi, twierdzą, że głównym profitentem chłopskiego niezadowolenia staje się SLD. To oznaczałoby trwałość polaryzacji z 1997 roku, ale ostateczną odpowiedź przyniosą dopiero same wybory.

Próba powrotu outsiderów, to również start Ruchu Patriotycznego Ojczyzna, którego jednym z przywódców jest Jan Olszewski. W tym przypadku mamy jednak do czynienia również z trzecim elementem tego plebiscytu. Razem z Olszewskim startują dysydenci z AWS - np. działacze KPN-OP Adama Słomki. Więc te wybory będą testem na zwartość rządzącej dziś w Polsce głównej formacji prawicy.

Jak dotąd nie sprawdziły się prognozy totalnej rozsypki tego bloku, przepowiednie, że związkowcy nie będą się w stanie dogadać z politykami prawicowych partii i pójdą oddzielnie (chociaż ślady podobnych antagonizmów można dostrzec w niektórych regionach, np. w Warszawie). Już dziś wiadomo, że w kilku regionach (Olsztyn, Kielce) oddzielnie wystartują zbuntowane organizacje ZChN. Na Lubelszczyźnie swą siłę sprawdzi całkowicie pozbawiony polityków partyjnych ruch słuchaczy Radia Maryja, któremu przewodzi profesor Piotr Jaroszyński, zwolennik budowania polityki "od nowa"" w oparciu o parafie. Zapewne na niezadowolonych działaczy prawicy będzie polowała Ojczyzna oraz Chrześcijańska Demokracja III RP Lecha Wałęsy. Jak duży jest stopień frustracji najbardziej wypróbowanych prawicowych wyborców (bo tylko najbardziej wypróbowani głosują w wyborach samorządowych), okaże się przy urnach.

W 1994 wybory samorządowe przyniosły pewną korektę obrazu sytuacji sprzed roku. Okazało się, że przegrana prawica nie jest zjawiskiem przemijającym, że - jeśli potrafi się dogadać - nie zostanie wyparta ze sceny przez żadną inną siłę polityczną, choć wskazywano a to na PSL, a to na Unię Wolności. Co okaże się w roku 1998? I jakie będziemy mieli samorządy?



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: postkomuniści Leszek Balcerowicz wybory samorządowe AWS decentralizacja SLD Marian Krzaklewski Unia Wolności UW KPN
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W