Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Maciej Müller

Procent z wiary

Biskupi chcą uciąć polityczne ataki i zlikwidować kontrowersyjny Fundusz Kościelny, a w zamian wprowadzić dobrowolny odpis podatkowy na rzecz wspólnoty wyznaniowej.
Reforma może mieć jasne i ciemne strony.

Jan Kowalski zapłacił podatek dochodowy w wysokości 4 tys. złotych, więc jego jednoprocentówka na wybraną organizację pożytku publicznego wyniosła 40 zł. Gdyby wszedł w życie pomysł biskupów, kolejne 40 zł z jego podatku mogłoby trafić do kasy kościelnej, precyzyjniej: na konto wskazanego związku wyznaniowego. Gdyby nie przekazał tego drugiego procenta, nic by nie oszczędził — wzięłoby sobie je państwo, tak jak i w przypadku procenta pierwszego.

W zamian za „drugi procent” biskupi są gotowi zrezygnować z dofinansowania Kościoła z tzw. Funduszu Kościelnego. To poważna zmiana.

Kiepska rekompensata

Z propozycją takiej korekty w prawie podatkowym wystąpią biskupi na następnych spotkaniach Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu — do tej pory były jedynie „luźne rozmowy”, jak wyraził się rzecznik episkopatu ks. Józef Kloch. Pomysł likwidacji Funduszu był po 1989 r. podnoszony i przez polityków, i hierarchów. Ostatnio wypłynął z inicjatywy SLD tej wiosny. Ks. Kloch mówił wtedy wprawdzie o „kiełbasie wyborczej”, ale zaznaczył, że strona kościelna jest do zmian gotowa. Sytuacja najwyraźniej dojrzała, bo o reformie biskupi rozmawiali na zeszłotygodniowym posiedzeniu Konferencji Episkopatu, a kilku z nich udzieliło wypowiedzi mediom.

Fundusz Kościelny powstał w 1950 r. na mocy ustawy o „przejęciu przez państwo dóbr martwej ręki”. Już wcześniej władze przejęły kościelne dzieła charytatywne, szpitale i apteki. Nowe prawo odbierało Kościołowi i innym wspólnotom — bez odszkodowania — grunty rolne większe niż 50 ha (na Ziemiach Odzyskanych 100 ha).

Dochody z odebranego i zarządzanego przez państwo majątku miały trafiać do Funduszu Kościelnego. Prawo pozostało martwe m.in. dlatego, że nigdy nie ustalono wysokości tych dochodów. Państwo przez kilkadziesiąt lat czerpało z zagrabionego majątku zysk, a pieniądze z Funduszu trafiały np. do rąk księży-patriotów. Po przełomie politycznym Fundusz jest zasilany corocznie z budżetu państwa: w ostatniej dekadzie sumami wahającymi się między 70 a 130 mln złotych rocznie (w 2011 r. 89 mln zł), które rozdzielane są między ponad sto związków wyznaniowych (także tych, których dóbr państwo nie przejęło). Z uzyskanych pieniędzy Kościół opłaca ZUS dla księży i osób konsekrowanych niezatrudnionych na umowę o pracę (w tym np. misjonarzy i zakonnic klauzurowych), część przeznacza na remonty obiektów sakralnych, działalność oświatową i społeczną.

Abp Stanisław Budzik, który jako pierwszy przedstawił pomysł reformy, nazwał dotacje z Funduszu przeżytkiem. Propozycja „drugiego procenta” wydaje się tym słuszniejsza, że mało kto zdaje sobie dzisiaj sprawę z genezy Funduszu i tego, że stanowi on zadośćuczynienie (i to nieudolnie działające) za poważną niesprawiedliwość. A przekazywanie pieniędzy z budżetu państwa Kościołom budzi gwałtowne społeczne emocje. Szczególnie w dobie kryzysu.

Grabież w biały dzień

Ale argumentem kryzysu posługują się też krytycy pomysłu. W ostatni weekend w Radiu Zet lewicowi politycy (Marek Siwiec i Tomasz Nałęcz) pomysł wyśmiali, sięgając do określeń „grabież skarbu państwa” i „wyjątkowa hipokryzja”.

Dlaczego danie do ręki obywatelom możliwości (podkreślmy: możliwości!) przeznaczenia procenta podatku(a podatek to przecież „nasze pieniądze — lubimy podkreślać) na swój Kościół, połączone z likwidacją Funduszu Kościelnego miałoby być niesprawiedliwe? Być może chodzi o lęk przed obdarzeniem obywateli samodzielnością, bo o wysokość dotacji dla Funduszu co roku odbywają się polityczne targi. A Kościół to wygodniejszy partner do rozmowy, kiedy jest petentem i musi się zdawać na łaskę polityków.

Możliwe, że dyskutanci Moniki Olejnik byli pod wrażeniem „wyliczenia” Agaty Nowakowskiej z „Gazety Wyborczej”, która straszy, że skarbowi państwa ubędzie 600 mln zł rocznie. Do tego kilka „ale”. Po pierwsze, dziennikarka utożsamia wszystkich podatników z katolikami, po drugie zakłada, że 100 proc. katolików jest świadomych potrzeb swojej wspólnoty i ofiaruje jej swój „drugi procent”. Przekonanie budujące, ale nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością. Szczególnie, że nawet dla neutralnych światopoglądowo OPP swój 1 proc. zdecydowało się przeznaczyć w 2010 r. tylko 38 proc. (10 mln) podatników. I jest to dotychczasowy rekord.

Mówiąc półżartem, bo i niepoważne argumenty padają w dyskusji: czy skarb państwa ograbia Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”, bo otrzymała od podatników ponad 88 mln złotych?

Taca i podatek

Gdyby projekt biskupów wszedł w życie, model finansowania Kościoła zbliżyłby się do tego z kilku innych krajów Europy. Na Węgrzech obywatele mogą przeznaczyć 0,08 proc. podatku dla Kościoła lub organizacji społecznej, a ponadto odliczyć od podatku darowiznę na rzecz wspólnoty wyznaniowej. Podatnik hiszpański może zadeklarować chęć przekazania na Kościół 0,52 proc. podatku, podobnie we Włoszech (0,8 proc.). Z kolei w Niemczech i Austrii obywatel deklarujący przynależność do danego Kościoła jest zobowiązany do zapłacenia specjalnego podatku na jego rzecz (w Niemczech to 8-9 proc. podatku dochodowego). Aby uniknąć jego płacenia, trzeba dokonać apostazji. Kilka lat temu do polskich proboszczów zaczeły napływać z niemieckich diecezji informacje o odstąpieniu od wiary, najwyraźniej dla oszczędności, pracujących tam Polaków.

Polski system ma charakter mieszany, a podatku kościelnego nie ma i nie będzie, bo nie można tak nazwać propozycji „drugiego procenta”. Podatków i tak płacimy za dużo, więc duchowni odżegnują się od takiego pomysłu wiedząc, że rozwiązanie niemieckie wzbudziłoby poważny sprzeciw. I wskazują na zalety dobrowolności ofiar.

Na co dzień katolik spotyka się z dwiema drogami finansowania Kościoła — tacą i opłatami w kancelarii. Zgodnie z prawem kanonicznym datki zbierane podczas Mszy mogą służyć jedynie utrzymaniu parafii i potrzebom diecezji; ksiądz nie może do nich sięgnąć. Z kolei ofiary z kancelarii, których wysokość nie może być sztywnie określona (nadużycia zostawmy na boku), przeznaczone są na utrzymanie księży, opłacenie organisty, rachunków za energię oraz tzw. kontrybutów dla kurii na seminarium, działalność charytatywną itp.

„Drugi procent” byłby dopełnieniem. Nie da się wykluczyć, że Polacy do wspomnianych opłat zaczęliby odnosić się z większą niechęcią. „Przecież dałem wam część podatku” — usłyszy niejeden proboszcz. Podobnie zwalniamy się przecież ze wspierania organizacji pozarządowych, zasłaniając się jednoprocentówką. Biskupi decydują się więc na inwestycję ryzykowną. Trudno będzie tłumaczyć, że chodziło o zastąpienie tylko jednego z elementów finansowania Kościoła. Przyszłość tacy i skarbonki w kancelarii może stanąć pod znakiem zapytania.

Transparentność

Nie ma racji doradca prezydenta Tomasz Nałęcz mówiąc w Radiu Zet: „Myślałem, że skoro Kościół odzyskuje mienie, to ten Fundusz powinien zostać zlikwidowany. Teraz słyszę, że ma zostać zastąpiony czymś znacznie obszerniejszym i pochodzącym z budżetu państwa”. Otóż Komisja Majątkowa (pomińmy tu związane z nią kontrowersje) zajmowała się zwrotem Kościołowi jedynie tych majątków, które komuniści odebrali mu z pogwałceniem własnego prawa (czyli mniejszych od określonych w ustawie powierzchni). Ale grabież pozostałych dóbr na mocy niesprawiedliwego prawa pozostaje grabieżą...

Tymczasem, zapewniał bp Wiktor Skworc, Kościół po uzyskaniu „drugiego procenta” byłby gotów wyrzec się dalszych, nawet uzasadnionych roszczeń. Z jego wypowiedzi wynika zresztą, że plany Episkopatu są całościowe. Biskupi opracują dokument, który w skali ogólnopolskiej określi normy dotyczące spraw majątkowych Kościoła. „Istnieje potrzeba pełnej jawności w zakresie finansów Kościoła — mówił biskup tarnowski. — Nie mamy tu nic do ukrycia, a otaczanie tych spraw tajemnicą nie ma sensu, staje się bowiem pożywką antyklerykalnych fobii i różnych mitów na temat rzekomo bajońskich sum, którymi obraca Kościół”. Sprawozdania finansowe będą publikować za jakiś czas wszystkie diecezje. Wygląda na to, że w obliczu wejścia do życia politycznego formacji otwarcie antyklerykalnej biskupi chcą wyprzedzić żądania, które i tak by się pojawiły. A rezygnacja z działającego w niezbyt jasny sposób Funduszu wpisuje się w postulat transparentności.

Czy propozycja biskupów wejdzie w życie? Wymaga poważnych zmian w prawie podatkowym i dotyczącym stosunków państwo—
—Kościół. Pewnie dlatego anonimowy polityk z rządu powiedział „Rzeczpospolitej”, że projekt jest mało realny „z uwagi na przewidywalne kłopoty z przejrzystością systemu”. Pobrzmiewa w tym urzędnicza inercja wobec zmian. Polityk obawia się też, że i dla Kościoła to wyjście nieopłacalne, bo „odpisujących 1 proc. byłoby tylu, ilu regularnie uczestniczy we Mszy, a nawet mniej, ok. 30 proc.”. Jak by nie liczyć, wyszłaby suma kilkakrotnie większa niż dotacja z Funduszu... Chyba że — tu wskażmy niedostrzeżoną przez obie strony możliwość — nie będzie to cały procent, jak w wymienionych krajach.

Reforma wniosłaby do życia Kościoła w Polsce jeszcze jeden nowy element (czy przewidziany przez biskupów?). Z pewnością myśleli oni w kategoriach kształtowania poczucia odpowiedzialności za swoją wspólnotę, ale każdy medal ma dwie strony. Jan Kowalski otrzyma wreszcie do ręki narzędzie do „dania po łapach” hierarchii za ignorowanie potrzeb i bolączek Kościoła. Narzędzie bezpieczniejsze w użyciu niż w krajach niemieckojęzycznych: bo żeby nie zapłacić „drugiego procenta”, nie będzie musiał dokonywać apostazji...                    

opr. ab/ab


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Wiktor Skworc apostazja szpitale Józef Kloch Fundusz Kościelny misjonarze Komisja Majątkowa apteki odpis podatkowy wspólnota wyznaniowa drugi procent Komisja Wspólna Rządu i Episkopatu kościelne dzieła charytatywne ZUS dla księży zakonnice kauzurowe
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W