Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Wacław Hryniewicz OMI

PYTANIA O PRYMAT

TRADYCYJNA DOKTRYNA I MOŻLIWOŚĆ ZMIAN

Apel o zmianę form sprawowania władzy papieskiej dawał się słyszeć w dialogach ekumenicznych już od dawna. Główną trudność widziano w samym sposobie sprawowania prymatu jurysdykcji w Kościele. Dokument Kongregacji podkreśla tradycyjną naukę, iż troska o wszystkie Kościoły wymaga pełnej, najwyższej, powszechnej i bezpośredniej władzy Biskupa rzymskiego nad pasterzami i wiernymi. Władza ta nie pochodzi jedynie z zewnątrz. Wynika ona z wewnętrznej otwartości każdego Kościoła partykularnego w stosunku do Kościoła powszechnego. W konsekwencji, jak wyjaśnia Kongregacja, więź jedności Kościołów partykularnych z Kościołem rzymskim oraz ich biskupów z biskupem rzymskim jest wedle zamysłu Bożego, "istotnym wymogiem komunii pełnej i widzialnej".

Dokument Kongregacji uznaje możliwość nowych form sprawowania prymatu papieskiego ze względu na jedność chrześcijan. Zmiany są możliwe, pod warunkiem jednak, iż nie utraci on "niczego ze swej autentyczności". Już w encyklice "Ut unum sint" Jan Paweł II wyraził pragnienie znalezienia "takiej formy sprawowania prymatu, która nie odrzucając bynajmniej istotnych elementów tej misji, byłaby otwarta na nową sytuację". Refleksje Kongregacji nad rozwojem prymatu usiłują wykazać, iż jego konkretne formy uzależnione były od okoliczności czasu i miejsca. Również dzisiaj trzeba zatem słuchać "głosu Ducha w Kościołach", aby móc odnaleźć sam rdzeń nauki o prymacie, jego celowości i naturze. Otwartość na działanie Ducha oraz dialog w Kościele są drogą do rozpoznawania współczesnych form sprawowania prymatu. Dokument podkreśla jednak, iż ostatnie słowo należy w tym względzie do papieża bądź do papieża i soboru powszechnego.

Według dalszych uściśleń Kongregacji, prymat papieski nie może być rozumiany jedynie jako funkcja koordynacji i przewodnictwa. Nie może być również zredukowany do zwyczajnego prymatu czci i honorowego pierwszeństwa, ani rozumiany na sposób monarchii o charakterze politycznym. Papieżowi jako biskupowi Kościoła powszechnego przysługuje "najwyższy i powszechnie zobowiązujący urząd nauczycielski", któremu wszyscy inni biskupi i wierni winni okazywać posłuszeństwo.

Stwierdzenia Kongregacji budzą poważne zastrzeżenia u chrześcijan innych wyznań. Teolog z Kościoła waldensów, Paolo Ricca uważa, iż stanowisko Kongregacji prowadzi dialog ekumeniczny do impasu. Podtrzymywanie tradycyjnej nauki o prymacie oznacza, iż bez papieża i jego prawa do ostatecznej decyzji nie może być jedności. Jeżeli tylko do biskupa Rzymu należy ostatnie słowo, wówczas jedność nie jest niczym innym, jak rozszerzeniem obowiązku posłuszeństwa na wszystkich innych chrześcijan. Taka interpretacja prymatu nie rokuje nadziei na pojednanie.

ŹRÓDŁO ZASTRZEŻEŃ INNYCH CHRZEŚCIJAN

Dokument Kongregacji przypisuje papieżowi najwyższą i powszechną funkcję nauczania, która obdarzona jest charyzmatem specjalnej opieki Ducha Świętego oraz - w pewnych przypadkach - przywilejem nieomylności. Wrażliwość ekumeniczna skłania dzisiaj do tego, aby pojmować ów specjalny dar Ducha w łączności ze wspólnym poszukiwaniem konsensusu w sprawach dotyczących interpretacji Objawienia. Kościół jest wspólnotą wierzących, w której każdy mający "namaszczenie od Świętego" (1 J 2,20) ponosi za nią część swojej odpowiedzialności. Teologowie prawosławni od dawna podkreślają, iż pierwsze tysiąclecie nie przyznawało papieżowi pełni władzy nauczycielskiej idącej w parze z darem nieomylności. Nie znało ono również jednostronnego uzależnienia władzy biskupów od biskupa Rzymu. Nic dziwnego, iż wiele zastrzeżeń budziła, nie tylko wśród prawosławnych, "Wstępna nota wyjaśniająca", dołączona do Konstytucji dogmatycznej o Kościele Soboru Watykańskiego II. Znalazło się w niej stwierdzenie, iż "Papież jako Pasterz najwyższy Kościoła, może w każdym czasie wykonywać swą władzę według własnej woli (ad placitum), jak tego wymaga jego urząd" (nr 4). Widziano w tym, nie bez powodu, skłonność do wynoszenia papieża ponad całą wspólnotę Kościoła oraz wyraźne tendencje monarchistyczne.

Kongregacja usiłuje wyjaśnić, iż papież "nie decyduje wedle swego upodobania, lecz wyraża wolę Pana, który przemawia do człowieka w Piśmie, przeżywanym i interpretowanym przez Tradycję". Są to "granice pochodzące z prawa Bożego oraz z boskiej i nienaruszalnej konstytucji Kościoła", zaś "następca Piotra jest Skałą, która wbrew samowoli i konformizmowi jest gwarancją ścisłej wierności wobec Słowa Bożego". Zapewnienia te nie są w stanie uspokoić zwłaszcza niekatolickich obserwatorów sceny rzymskiej oraz podejmowanych tam w ostatnim czasie decyzji.

Zmiany są potrzebne, jeżeli papież nie chce być dalej, jak to już stwierdził Paweł VI, "największą przeszkodą na drodze ku jedności". Konieczna jest w tym celu daleko idąca reforma papiestwa. Główna trudność polega na tym, że dla katolików prymat jest, jak dwukrotnie podkreśla Kongregacja, "nauką wiary". Dlatego właśnie ramy wyznaczone jej dokumentem dla dyskusji ekumenicznej nad możliwością zmian są - zdaniem niekatolików - bardzo wąskie. Prawosławny teolog grecki z Münster, Anastasios Kallis, mówi wręcz o iście "sybillińskich wyroczniach" kard. Ratzingera. Z drugiej strony i on przyznaje, że należy mimo wszystko przyjąć gotowość Rzymu do dialogu, w poczuciu wzajemnego szacunku oraz z ufnością, że w końcu decydujące słowo należeć będzie do "Ducha Prawdy" (J 16,13).

Nie wolno tracić nadziei, że w przyszłości praktyczne sprawowanie prymatu jurysdykcji papieskiej poddane zostanie procesowi daleko idącego samoograniczenia i rezygnacji. Sprawa jedności chrześcijan wymaga włączenia funkcji papieża jako powszechnego nauczyciela w kościelne struktury dialogiczne, przyznania większej roli zasadzie pomocniczości i synodalności. Katolicy muszą oswoić się z myślą, iż zastrzeżenia innych chrześcijan mają swoje podstawy w innym rozumieniu świadectw biblijnych dotyczących apostoła Piotra oraz roli posługiwania na rzecz jedności. Skłania to do większej skromności i trzeźwości w ocenie tradycyjnej doktryny.

GŁOS BISKUPÓW ANGLIKAŃSKICH

Biskupi anglikańscy odpowiedzieli na zachętę Jana Pawła II do dialogu na temat nowych form sprawowania prymatu. W dokumencie z 1997 r. poświęconym encyklice "Ut unum sint" nie kryją oni swoich obaw co do katolickiej nauki o zwyczajnej, bezpośredniej i powszechnej jurysdykcji biskupa Rzymu nad całym Kościołem. Niektórzy widzą w niej zagrożenie dla apostolskiego autorytetu biskupów oraz dla kolegium biskupiego jako całości. Nie mają oni natomiast żadnej trudności w uznaniu samej potrzeby "widzialnej komunii" między wszystkimi Kościołami. Trudności nie stanowi także dawna koncepcja, wedle której Kościół rzymski i biskup Rzymu mają szczególną odpowiedzialność za wyrażanie i ochronę jedności Kościoła. Biskupi Kościoła Anglii stwierdzają jednak, że to posługiwanie na rzecz jedności nie zawsze zapewniało widzialną komunię Kościołów. Wiele osób i wspólnot ponosi odpowiedzialność za faktyczną "niezdolność (inability) Kościoła rzymskiego do spełniania tej posługi". Środkiem zaradczym na tę sytuację, przynajmniej częściowym, byłoby zbadanie sposobu, w jaki jedność w Kościele była utrzymywana w ciągu pierwszego tysiąclecia. Równocześnie trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że nie można już poprzestać na odtworzeniu kościelnych struktur przeszłości w odmiennych warunkach współczesnego świata. Wierność względem przeszłości wymaga wzięcia pod uwagę wymogów dzisiejszych. Biskupi anglikańscy przyznają, że widzialna komunia jest czymś istotnym dla wiarygodności samego Kościoła w świecie. Z drugiej strony podkreślają stanowczo, iż "brak widzialnej komunii, jakkolwiek osłabia życie podzielonych Kościołów, sam w sobie nie niszczy jednak ich istotnej rzeczywistości, nawet w stanie oddzielenia".

Dokument Kongregacji przyznaje w zakończeniu, iż "w historii papiestwa nie brakowało ludzkich błędów i wykroczeń, nawet ciężkich". Przypomniana została postać Piotra, słabego i grzesznego człowieka, który został wybrany jako Skała (por. Mt 16,18). Ludzka ułomność stała się znakiem prawdy obietnic Bożych, gdyż skarb Chrystusa nosimy w "glinianych naczyniach" (por. 2 Kor 4,7). Mimo to Kongregacja - podkreśla "ciągłość rozwoju doktrynalnego odnośnie do prymatu w ciągu dziejów Kościoła". Twierdzenie to jest trudne do przyjęcia dla innych chrześcijan. Biskupi anglikańscy w swojej odpowiedzi na encyklikę "Ut unum sint" wyrazili przekonanie, iż "struktura papiestwa rozwinięta w ciągu drugiego millennium bardzo różni się od wzorca apostolskiego i patrystycznego". Różnica stanowisk jest oczywista.

DRAMATYCZNY OBRAZ PAPIESTWA W DRUGIM TYSIĄCLECIU

W podobnym tonie jak biskupi anglikańscy wypowiedział się także wybitny teolog ewangelicki Wolfhart Pannenberg (ur. 1928 r. w Szczecinie). Przypomina on o rozwoju papiestwa w drugim tysiącleciu oraz o historycznych błędach w sprawowaniu jurysdykcji papieskiej. Błędy te doprowadziły do szeregu ekscesów i katastrofalnych następstw, takich jak schizma między Wschodem i Zachodem, spór o inwestyturę, domaganie się przez papieży zwierzchniej władzy politycznej nad cesarzami i królami, naciski wywierane na Kościół wschodni celem zawarcia unii kościelnej w sytuacji zagrożenia ze strony islamu czy wreszcie trwałe rozdarcie w samym chrześcijaństwie zachodnim. Wszystko to należy, zdaniem niemieckiego teologa, przypisać niewłaściwemu sposobowi sprawowania prymatu w Kościele. Uznanie tych błędów ze strony Rzymu byłoby ważnym krokiem w kierunku przywrócenia zaufania chrześcijan do tego, co stanowi sam rdzeń posługiwania Piotrowego dla jedności chrześcijan.

W rozwoju papiestwa w drugim tysiącleciu chrześcijanie innych wyznań widzą przeciwieństwo tego, czym być powinna posługa Piotra w Kościele. Dotyczy to zarówno stosunku do chrześcijańskiego Wschodu, jak również do Kościołów powstałych wskutek Reformacji, która w swoich pierwotnych zamierzeniach miała być jedynie ruchem odnowy wewnątrz samego Kościoła zachodniego.

Warto w tym miejscu przypomnieć o niektórych roszczeniach sformułowanych już w "Dictatus papae" Grzegorza VII (1073-1085): papież może usuwać biskupów z urzędu, jego decyzje nie mogą być przez nikogo zmienione, tylko on może posługiwać się insygniami cesarskimi, tylko jemu wszyscy książęta winni całować stopy... Papież stawał się w ten sposób jedynym prawodawcą, któremu przypisywano wszystkie dekrety soborowe. Innocenty III (1198-1216) pierwszy nazwał siebie "zastępcą Chrystusa" ("vicarius Christi"), a Bonifacy VIII ogłosił w 1302 r., że jest "papieżem i cesarzem".

Ten sposób rozumienia i sprawowania prymatu sprawił, że na Wschodzie mnożyły się apele o nawrócenie Piotra i odnalezienie prawdziwego miejsca w Kościele. Nicetas z Nikodemii mówił w swoim dialogu (1136) z Anzelmem z Havelberga: "Jeśli bowiem biskup rzymski, zasiadając na wyniosłym i chwalebnym tronie chciałby na nas grzmieć i z wysokości niejako rzucać swoje rozkazy, jeśli chciałby decydować o nas i naszych Kościołach nie za naszą radą, ale z własnej woli i swojego własnego upodobania, a nawet rozkazywać - jakież mogłoby to być braterstwo lub ojcostwo? Któż mógłby to znieść z pogodą ducha? Wówczas można by z pewnością powiedzieć o nas, iż jesteśmy prawdziwymi niewolnikami, a nie synami Kościoła, i bylibyśmy nimi naprawdę. (...) Sam Kościół rzymski... byłby rzeczywiście nie matką pełną uczucia dla swoich dzieci, lecz twardą i władczą panią niewolników. (...) Jeśli (papież) chce mieć współpracowników, niech zachowując swój prymat, wywyższony, chlubi się swą pokorą. I niech nie pogardza braćmi swoimi, których prawda Chrystusa zrodziła w łonie matki Kościoła nie na niewolę, lecz dla wolności". W ponad dwieście lat później podobną myśl wyraził metropolita Nil Kabasilas (zm. 1361): "Nigdy nie spieraliśmy się z Kościołem rzymskim z powodu prymatu..., ani nie zapomnieliśmy o dawnej tradycji i uchwałach Ojców, które uznają Kościół rzymski za najbardziej czcigodny spośród wszystkich Kościołów... Rzymianie przypisują sobie (jednak)... rolę nauczycieli, którzy chcą traktować innych jak uczniów posłusznych na każde słowo".

Polemika antyrzymska doprowadziła z czasem do zaprzeczenia wszelkiego prymatu Piotra oraz do twierdzenia, iż Kościół zbudowany jest jedynie na jego wyznaniu wiary. Stolicy rzymskiej odmówiono charyzmatu Piotrowego. Argumentacja ta została wzmocniona w XVI i XVII w. przez polemistów protestanckich, przychodzących w sukurs prawosławnym. Prawosławny Wschód nie uznał prymatu w tej formie, w jakiej ukształtował się on po reformie gregoriańskiej XI w. i po Soborze Trydenckim. Sprzeciwiał się wszelkim przejawom centralizmu i jurydyzmu, pamiętając jednocześnie o tym, że uznawał w czasie wielkich soborów ekumenicznych rzeczywisty prymat biskupa rzymskiego oraz jego charyzmat Piotrowy, nie utożsamiający się jedynie z prymatem czci w sensie czysto honorowym.

Kto zastanawia się nad przyszłym kształtem papiestwa, ten dostrzeże wzajemną komplementarność papieży i soborów pierwszego tysiąclecia. Papież ratyfikował uchwały soborów, przyjmował apele, lecz kanony kościelne stały na straży autonomii Kościołów lokalnych. Sobory ze swej strony, prawie zawsze za zgodą papieża, precyzowały doktrynę i określały normy dyscyplinarne. Wielkość epoki soborów powszechnych polegała na tym, że ostatnie słowo należało do Bożego Ducha, gdy prawda znajdowała uznanie mocą samej prawdy w trudnym nieraz i długim procesie recepcji orzeczeń soborowych, dzięki dobrowolnemu przenikaniu się świadomości osobowych.

NAWRÓCENIE POTRZEBNE "PIOTROWI"

Chrześcijanie innych wyznań długo czekali na słowa, które pojawiły się dopiero w encyklice Jana Pawła II "Ut unum sint" (nr 4). Są to słowa o "nawróceniu Piotra i jego następców", o "nawróceniu, które jest niezbędnie potrzebne »Piotrowi«, aby mógł on służyć braciom" oraz o potrzebie powszechnej modlitwy o to nawrócenie.

Trzeba by dzisiaj spojrzeć innym okiem na wypowiedzi tych biskupów uczestniczących w Soborze Watykańskim I (1869-1870), którzy byli przeciwni ogłoszeniu dogmatu o prymacie i nieomylności papieża. Stanowili oni zdecydowaną mniejszość, której ostrzeżenia zostały zignorowane. Być może to oni właśnie byli wyrazicielami autentycznej świadomości Kościoła, kiedy obawiali się, iż w następstwie dogmatyzacji biskupi staną się jedynie - w ogromnej diecezji świata - wikariuszami papieża, wyniesionego do rangi "superbiskupa". Na szczególną uwagę zasługuje postać odważnego, greckokatolicko-melchickiego, patriarchy Antiochii, Grzegorza II Youssefa, który przypominał, iż Kościół nie jest monarchią absolutną i że przygotowywane uchwały nie są zgodne z tradycją wczesnego Kościoła powszechnego, złożonego z Kościołów lokalnych, mniej lub bardziej autonomicznych. Pius IX replikował wówczas sławnym zdaniem: "Tradycja, to ja!" Kiedy pod koniec soboru patriarcha na pożegnanie pochylił się, by ucałować trzewik papieża, ten oparł mu stopę na karku wołając: "Twarda głowa! Twarda głowa" ("Dura testa! Dura testa!") Nic dziwnego, że patriarcha już nigdy potem nie pojawił się w Rzymie. (Gest odwrotny, o znaczeniu symbolicznym, uczynił w sto lat później, w 1971 r. papież Paweł VI, gdy nieoczekiwanie upadł do stóp metropolity Melitona, wysłannika patriarchy Atenagorasa I, i ucałował je, ku zdumieniu prawosławnego hierarchy.)

Dziś sam Papież apeluje do patriarchów wschodnich Kościołów katolickich, aby pomogli mu w jego refleksji nad posługiwaniem dla jedności Kościoła: "To właśnie wam w pierwszym rzędzie przypada w udziale poszukiwanie... najbardziej odpowiednich form, aby to posługiwanie mogło urzeczywistniać służbę miłości przez wszystkich uznaną. Proszę was, abyście okazali tę pomoc Papieżowi... Wasza współpraca z Papieżem i między wami samymi będzie mogła ukazać Kościołom prawosławnym, że tradycja »synenergii« (współdziałania) między Rzymem i Patriarchami została podtrzymana, jakkolwiek ograniczona i zraniona" (Przemówienie z 29 września 1998). W słowach tych wyczuwa się wyraźną tendencję do samokrytycznej oceny i rachunku sumienia.

PRYMAT W KOŚCIELE POJEDNANYM

Można już dzisiaj wyobrazić sobie główne rysy przyszłego prymatu, który respektuje wewnętrzną wolność Kościołów partykularnych, zgrupowanych wokół pewnych głównych ośrodków życia kościelnego, dawnych i nowych. Nie tracę nadziei, że Kościół katolicki powróci kiedyś do autentycznej formy prymatu, opartego na rzeczywistej współzależności między biskupem Rzymu i wszystkimi innymi biskupami oraz na dialogu z całą wspólnotą wierzących, obdarzoną zmysłem wiary.

Pojednanie z Kościołami Reformacji wymaga, aby Kościół rzymski był nie tylko Kościołem Piotra, ale również Kościołem Pawła. Musi także pojednać się z siostrzanym Kościołem prawosławnym, Kościołem Jana, świadomie rezygnując z narosłych w historii roszczeń jurysdykcyjnych. Prawosławie ze swej strony, zachowując naukę Ojców o wolności i autonomii Kościołów siostrzanych we wspólnocie Kościoła powszechnego, będzie musiało przezwyciężyć starą pokusę skrajnego autokefalizmu i nacjonalizmu religijnego, aby odnaleźć prawdziwą harmonię między synodalnością a prymatem. Nie może ono zapominać o tym, co Wschód chrześcijański uznawał w pierwszym tysiącleciu. Po przywróceniu jedności wiary prymat zostanie oparty na osobie i wierze Piotra, na jego posługiwaniu ustawicznie równoważonym przez osobę i wiarę charyzmatyka - Pawła oraz wizjonera - Jana.

Otwarty chrześcijanin, wrażliwy na tchnienie Ducha i znaki czasów nie będzie skłonny dzisiaj do ignorowania szczególnej pozycji biskupa rzymskiego jako następcy Piotra w jego posługiwaniu dla całego Kościoła. Dzieje pierwszego tysiąclecia chrześcijaństwa wykazują jednak, że priorytet Rzymu nie miał wówczas charakteru administracyjnego i jurydycznego. Można go określić mianem prymatu przewodnictwa w miłości i zgodzie z innymi biskupami. Warto zaznaczyć, iż tzw. prymat czci, który w prawosławiu przyznaje się Ekumenicznemu Patriarsze Konstantynopola nie jest prymatem czysto honorowym. Łączy się on z pewnymi prerogatywami i kompetencjami, które oznaczają nie tylko samą cześć, ale również pełnomocnictwo we wspólnocie z tymi, którzy przewodzą poszczególnym Kościołom autokefalicznym.

W Kościele zjednoczonym papieżowi przysługiwałoby prawo instancji odwoławczej (analogicznie do apelacji do Rzymu w pierwszym milenium) oraz prawo wyrażania stanowiska w ważnych sprawach kościelnych, podobnie jak to miało miejsce w listach, które papieże wysyłali do soborów powszechnych w pierwszych wiekach Kościoła jeszcze nie podzielonego. Papież byłby upoważniony także do zwoływania przyszłych soborów powszechnych, przewodniczenia na nich i ratyfikowania ich uchwał w oparciu o zdanie większości. Wszystko to pozwalałoby papieżowi stawić czoło pojawiającym się konfliktom, łagodzić napięcia, zapobiegać wahaniom i niezgodzie wśród biskupów. A zatem papież miałby swoje niezbywalne przywileje, prawa i kompetencje, które nie pozwalałyby redukować jego posługiwania do pozycji czysto honorowej.

DEBATA WYMAGA WSPÓŁUCZESTNICTWA

Poszukiwanie nowych form sprawowania prymatu jest ważne również dla samego Kościoła katolickiego i jego jedności, zwłaszcza w sytuacjach wewnętrznych podziałów i polaryzacji stanowisk. Byłaby to rzeczywista "posługa jednania" (2 Kor 5,18), nie odwołująca się jedynie do sankcji karnych, które jeszcze bardziej pogłębiają rozdźwięk w Kościele. Wymagałaby ona m.in. większego uznania dla kompetencji Kościołów lokalnych oraz współdziałania wiernych w nominacji biskupów (zob. "TP" nr 48, 1996).

Zarówno względy wewnątrzkościelne, jak i ekumeniczne, skłaniają także teologów nad Wisłą do własnego wkładu w powszechną debatę, od której w dużej mierze zależy przyszły kształt papiestwa. Papieżowi z Polski nie pomaga sama apologia tradycyjnej doktryny ani obojętny dystans wobec toczącej się dyskusji, ani lęk przed poruszaniem tych delikatnych i trudnych zagadnień. Wszyscy ponosimy odpowiedzialność za przyszłe losy dzieła pojednania.

Dokument Kongregacji Nauki Wiary na temat prymatu nie jest słowem ostatnim. Świadczy on raczej o tym, iż dyskusja ekumeniczna musi toczyć się dalej. Do trwałych i mądrych rozwiązań dojrzewa się powoli. Wszystkie małe kroki mają swoje znaczenie. Dzięki nim można będzie odkryć wspólnym wysiłkiem to, co jest w prymacie rzeczywiście istotne i czego nie trzeba się wyrzekać. Nie przestaję ufać, że w miarę rozwoju nowej świadomości powiększać się będzie również gotowość Kościoła katolickiego do samoograniczenia, aby tym bardziej mogło dojść do głosu to, co jest samym sednem posługiwania Piotrowego w Kościele Chrystusa.


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: ekumenizm papiestwo prawosławie nieomylność Ut unum sint prymat reformacja dogmatyka Anglikanizm Wolfhart Pannenberg
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W