Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

"Tygodnik Powszechny" nr 48/2009

Józef Majewski

Pasja wiary

W żadnym momencie dziejów nie toczono tak wielu sporów teologicznych, jak w ostatnim półwieczu, a zwłaszcza — w ostatniej dekadzie. Dokąd zmierza Kościół?

W  Polsce teologia zdaje się być w swoistej hibernacji. Ale na świecie aż huczy od sporów — wystarczy sięgnąć do doktrynalnych i dyscyplinarnych dokumentów Watykanu, które uspokajają, prostują, ostrzegają. Problem w tym, że kongregacje często dolewają oliwy do ognia, stając się stronami w sporach. Ba, w trzecie tysiąclecie teologia weszła wielkim, pasjonującym i ostrym sporem kardynałów Kurii Rzymskiej Waltera Kaspera i Josepha Ratzingera. Wielu domagało się wyciszenia debaty, mając ją za gorszącą. Ludzie Kurii, mówiono, winni zawsze przemawiać jednym głosem. Kard. Kasper tłumaczył w 2002 r.: „Nie uważam, aby napięcia [w Kościele] były czymś złym. Wszędzie tam, gdzie jest życie, pojawiają się napięcia, a gdzie ich nie ma, tam pojawia się śmierć”.

Teologiczny pojedynek „Kasper kontra Ratzinger” skupił się na pytaniu, czy wizja Kościoła promowana w Watykanie grozi powrotem przedsoborowego centralizmu rzymskiego? Kasper uważał, że tak, Ratzinger, że nie. Główne starcie odbyło się nie w fachowym piśmie, ale na łamach poczytnego tygodnika amerykańskich jezuitów „America”. Spór pozostał nierozstrzygnięty. A od kiedy Ratzinger jest papieżem, kontynuacja debaty (z oczywistych racji) jest niemożliwa. Nadal jednak toczą ją inni teologowie, a nawet biskupi.

Spór był echem innego starcia hierarchów. Kilka lat wcześniej poróżniła ich kwestia, czy można udzielać Komunii św. katolikom rozwiedzionym, pozostającym w nowych związkach cywilnych. Kasper dopuszczał taką możliwość, Ratzinger — nie. Spór trwa i powraca na Synodach Biskupów.

Dla Kaspera istnienie w teologii sporów to znak żywotności teologii i Kościoła. Ratzinger — już jako papież — spojrzał na to zgoła inaczej. W 2005 r., przemawiając do Kurii Rzymskiej o współczesnych sporach wokół znaczenia Soboru Watykańskiego II i sytuacji po nim — zacytował Bazylego Wielkiego (IV w.). Ten święty teolog to, co działo się w Kościele po Soborze Nicejskim (325 r.), przyrównał do bitwy morskiej w ciemnościach sztormu: „Ochrypłe krzyki tych, którzy, wybierając niezgodę, występują jeden przeciwko drugiemu, niepojęty pisk, kłębiący się hałas bezustannego wrzasku napełniły niemal cały Kościół, fałszując prawdziwą doktrynę wiary przez brak umiaru czy zaniedbanie”. Słowa Bazylego — tłumaczył Benedykt XVI — w jakiejś mierze dadzą się odnieść także do sytuacji w Kościele po Soborze Watykańskim II.
Na tę wypowiedź papieża z upodobaniem powołują się tradycjonaliści.

Pokaźna część dzisiejszych sporów jest kontynuacją debat Soboru Watykańskiego II — na nim zaczętych, ale niedokończonych. Jak powiedział o. Yves Congar OP,
teologiczny ekspert na Soborze i jeden z najwybitniejszych teologów XX wieku: „Sobór wykonał doskonałą robotę. Prawdą jest jednak, że w wielu sprawach zatrzymał się w połowie drogi”.

Teologowie toczą zażarte spory wokół relacji chrześcijaństwa z innymi religiami: czy religie niechrześcijańskie mają charakter zbawczy? Czy Bóg zaplanował je jako kanały łaski? Czy można mówić, że ich Święte Pisma zawierają Objawienie? Czy Kościół ma prowadzić wobec nich misję? Co jest celem dialogu: nawrócenie na chrześcijaństwo czy wspólne nawrócenie do Boga, wzajemne zrozumienie i wzbogacenie? Czy usprawiedliwiona jest modlitwa międzyreligijna? Na czym polega zbawcza wyjątkowość Jezusa Chrystusa,
ale też Kościoła?

Inne debaty toczą się o feminizm chrześcijański, o feministyczne tłumaczenie Pisma św., patriarchalne struktury Kościoła, kapłaństwo kobiet, o język inkluzywny w doktrynie i liturgii Kościoła (możliwość np. nazywania i wzywania Boga w kategoriach kobiecych), o tzw. różnicę płciową i jej konsekwencje dla rozumienia (teoretycznego i praktycznego) roli i miejsca kobiet w Kościele i w świecie.

Zasadnicze znaczenie mają debaty wokół liturgii i — istotnie wiążącej się z nią — kolegialności biskupów, tj. wspólnej biskupów, z biskupem Rzymu na czele, władzy kierowania Kościołem. Chodzi o znaczenie i zasięg soborowej reformy liturgicznej, potrzebę reformowania reformy liturgii, sposoby tłumaczenia łacińskich tekstów, o to, kto winien mieć decydujący głos przy akceptacji przekładów: Kuria Rzymska czy biskupi, pod których okiem one powstają.

Ostatnia kwestia jasno pokazuje związek liturgii z kolegialnością biskupów. Spory idą więc o nauczanie Vaticanum Secundum o kolegialności, relację między Kościołem powszechnym a Kościołami lokalnymi (wspomniany spór „Kasper kontra Ratzinger” o rzymski centralizm), o jedność i różnorodność języka, doktryny czy liturgii w Kościele, Kościół jako communio, kościelne wykorzystanie zasady pomocniczości (większa autonomia Kościołów lokalnych od Rzymu), autorytet nauczania konferencji episkopatów (czy mają władzę nauczania, czy też nie?).

Istotne, że spory te rozgrywają się nie tylko między teologami, ale też biskupami,
tj. w ramach samego Magisterium Kościoła.

Kluczowym dla przyszłości Kościoła jest spór o interpretację Vaticanum II. Ukształtowały się cztery stanowiska: radykalnie tradycjonalistyczne, progresistyczne, umiarkowanie tradycjonalistyczne i takie, które od biedy można określić jako oficjalne.

Radykalni tradycjonaliści, jak i progresiści utrzymują, że doszło do zerwania ciągłości między Kościołem soborowym i przedsoborowym, a przepaść jest nie do pokonania. Pierwsi twierdzą, że Sobór stał się największym nieszczęściem Kościoła minionego stulecia, tworząc niejako nowy Kościół. Dlatego Sobór trzeba odrzucić, przynajmniej w odniesieniu do nauczania o kolegialności biskupów, ekumenizmie, innych religiach czy wolności religijnej.

To, co dla radykalnych tradycjonalistów jest „upadkiem” Soboru, dla progresistów stanowi o jego wielkości. Vaticanum II dokonało radykalnego i pozytywnego przełomu w życiu i doktrynie Kościoła, ale był to przełom za mały. Niektórzy uważają, że jego nauczanie nie dorasta do wyzwań, przed jakimi stoi Kościół. Przezwyciężenie kryzysu, który mu dziś doskwiera, domaga się zwołania nowego soboru. A o nowy sobór dopominają się nie tylko progresiści.

Zdaniem umiarkowanych tradycjonalistów Sobór, będąc znaczącym wydarzeniem w życiu Kościoła XX wieku, z istoty rzeczy nie mógł być przełomem doktrynalnym, bo zaplanowano go jako sobór pastoralny. Jeśli można mówić o novum, to w odniesieniu do spraw duszpasterskich lub nieistotnych dla doktryny. Tradycjonaliści dają do zrozumienia, że winę za posoborowy kryzys Kościoła ponosi nie tyle sam Sobór, ile błędne interpretacje.

W stanowisku oficjalnym, najszerzej dziś przyjmowanym, zakłada się, że to, co pastoralne, istotnie wiąże się z tym, co doktrynalne. Sobór zatem dokonał ważnych zmian w obu dziedzinach do tego stopnia, że jego novum nie zawsze i nie dla wszystkich daje się od razu i bezpośrednio zinterpretować jako pozostające w ciągłości z Tradycją. Pisał o tym Jan Paweł II: „zakres i głębia nauczania Soboru Watykańskiego II domagają się dalszych, nowych dociekań, które jasno ukażą nieprzerwaną ciągłość istniejącą pomiędzy Soborem i Tradycją, zwłaszcza w odniesieniu do tych punktów, które, być może ze względu na swą n o w o ś ć (podkr. J. M.), nie zostały jeszcze dobrze zrozumiane w niektórych częściach Kościoła”.

Wydaje się, że Benedykt XVI — choćby uwalniając Mszę „trydencką” i inicjując tzw. reformę reformy liturgicznej — w jakiejś mierze stara się o pogodzenie stanowiska oficjalnego z umiarkowanie tradycjonalistycznym.

Niektórzy mówią o upadku teologii — chorobliwej potrzebie nowości, zmiany i szokowania, a w konsekwencji również o sprowadzaniu „zwykłych” wiernych na manowce. Zapewne można spotkać teologów, którym bliski jest taki sposób myślenia (osobiście nie znam), ale ta ponura diagnoza nie dotyczy teologii jako takiej. Dynamizm, jaki w niej dziś odkrywamy, w istocie świadczy o jej żywotności, bogactwie i odwadze, nawet jeśli teologom zdarzają się potknięcia i upadki. „Tylko ci, którzy nie mają świadomości wielkich teologicznych zmian, jakie dokonały się w przeszłości, będą się gorszyć dzisiejszymi zmianami” (ks. Raymond E. Brown).

Współczesny świat podlegający zdumiewająco szybkim zmianom, stawia nas przed nieznanymi wcześniej sytuacjami i pytaniami, a te domagają się równie „wielkich i szybkich”, co odważnych odpowiedzi. Jeśli teologia chce być wierna swojemu powołaniu, to debaty i spory są nieuniknione. Niemniej jednak są one szansą dla Kościoła — szansą, że nie zostanie w tyle za pędzącym do przodu światem.

Teologiczne spory mogą być — i są — błogosławione!   h

tygodnik.onet.pl

opr. aw/aw

Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: wiara teologia Ratzinger nauka metodologia nauczanie teologii powołanie teologa metoda teologii filozofia teologiczna Kasper spory teologiczne Vaticanum II
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W