Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao
List pocieszenia

Henri J.M. Nouwen

List pocieszenia

ISBN: 978-83-60703-82-3

wyd.: Wydawnictwo SALWATOR 2008




Fragmenty dostępne na naszych stronach:



część IV

Kiedy umierała matka, przeżywaliśmy bolesną stratę, doświadczyliśmy także naszej całkowitej niemożności, ażeby jakoś temu zapobiec. My, którzy tak bardzo kochaliśmy matkę i uczynilibyśmy wszystko, co możliwe, by ulżyć jej cierpieniu i męce, nie mogliśmy zrobić absolutnie nic. Każdy z nas stojących przy jej łóżku podczas jej ostatnich dni czuł się bezsilny. Czasami spoglądaliśmy na lekarzy i pielęgniarki z daremną nadzieją, że może oni potrafią zmienić bieg wydarzeń, ale zdawaliśmy sobie sprawę, że to, czego jesteśmy świadkami, jest nieuniknioną rzeczywistością śmierci, rzeczywistością, której wkrótce wszyscy będziemy musieli stawić czoło.

Myślę, że jest dla nas ważne, aby to doświadczenie bezsilności w obliczu śmierci matki wniknęło do naszych dusz, gdyż jest w nim klucz do głębszego zrozumienia znaczenia śmierci.

Jesteś, Ojcze, człowiekiem o silnej osobowości, silnej woli i silnym poczuciu własnego „ja”. Jesteś znany z pracowitości, z wytrwałej walki na rzecz swych klientów i z tego, że nigdy nie przegrywasz sporu, a przynajmniej nigdy się nie przyznajesz, że go przegrałeś! Osiągnąłeś to, do czego dążyłeś. Udana kariera wynagrodziła Ci hojnie Twoje trudy i umocniła Cię w przekonaniu, że sukcesy życiowe są wynikiem ciężkiej pracy. Dla wszystkich znających Cię jasne jest, że chcesz trzymać rękę na sterze okrętu swojego życia. Lubisz sprawować kontrolę, podejmować samodzielnie decyzje i wyznaczać swój kurs. Życie nauczyło Cię, że okazywanie słabości nie wywołuje szacunku i lepiej jest dźwigać swój ciężar w tajemnicy, niż prosić o litość. Nigdy nie zabiegałeś o władzę i wpływy, a nawet odrzuciłeś wiele stanowisk, które zapewniłyby Ci uznanie w całym kraju, zawzięcie strzegłeś swojej duchowej, umysłowej i finansowej autonomii. Dzięki temu nie tylko zyska imponująco wiele autonomii dla siebie, ale także zachęciłeś swoje dzieci, by możliwie najszybciej stały się wolnymi i niezależnymi ludźmi. Myślę, że ta wielka wartość, jaką przykładałeś do samodzielności, sprawiła, iż byłeś dumny z mojego wyjazdu do Stanów. Jestem pewien, że nie chciałeś, abym był tak daleko od domu, ale tę niedogodność hojnie rekompensowała Ci radość, jaką czerpałeś z tego, że potrafię „zrobić to” bez poparcia rodziny i przyjaciół. Jedną z Twoich najczęściej powtarzanych uwag, kierowanych do mnie, moich braci i sióstr, było: „Pamiętajcie, by nie stać się zależnymi od władzy, wpływu ani pieniędzy innych ludzi. Możność podejmowania własnych decyzji jest waszym największym skarbem. Nie rezygnujcie z niej”.

Twoja postawa — bardzo podziwiana przez matkę i wszystkich w rodzinie — tłumaczy, dlaczego groźne było dla Ciebie wszystko, co przypominało Ci o śmierci. Bardzo źle znosiłeś swoje choroby, trochę Cię zwykle drażniły choroby innych i miałeś niewiele współczucia dla ludzi, których uważałeś za nieudaczników. Słabość nigdy Cię nie pociągała.

Śmierć matki otworzyła przed Tobą ten wymiar życia, w którym kluczowym słowem nie jest „autonomia”, lecz „poddanie się”. Jej śmierć była w bardzo głębokim, egzystencjalnym znaczeniu frontalnym atakiem na Twoje poczucie autonomii i niezależności — i w tym sensie wezwaniem do nawrócenia, to jest do gruntownego zrewidowania Twoich priorytetów. Nie twierdzę bynajmniej, że śmierć matki pomniejszyła wartość Twojej autonomii i niezależności, ale tylko że umieściła je w nowych ramach, w ramach życia jako procesu odrywania się.

Autonomia i odrywanie niekoniecznie są przeciwieństwami. Mogą nimi być, jeżeli konfrontują się z sobą na tym samym poziomie egzystencji. Jednak szczerze wierzę, że zdrowa autonomia może dawać prawdziwą siłę do oderwania się, gdy trzeba to uczynić. Pozwól, że wyjaśnię, co mam na myśli.

Nawet gdy staramy się kontrolować i wyznaczać bieg naszego życia, musimy przyznać, że pozostaje ono dla nas wielką niewiadomą. Chociaż pracowałeś w życiu ciężko nad zbudowaniem udanej kariery i zapewnieniem swej rodzinie szczęśliwego domu, niektóre z głównych czynników, które sprawiły, że sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej, były całkowicie poza Twoim wpływem. Wiele rzeczy, które Ci się zdarzyły, było równie ważnych jak to, co wydarzyło się dzięki Tobie. Pięćdziesiąt lat temu ani Ty, ani nikt inny nie mógł przewidzieć Twojej obecnej sytuacji. Jakże daremne jest dla nas przewidywanie naszej najbliższej lub odległej przyszłości. Sprawy, którymi bardzo się martwiliśmy, okazywały się później całkiem nieistotne, a te, o których prawie nie myśleliśmy, nim się wydarzyły, stanowiły zasadniczy zwrot w naszym życiu. Nasza autonomia zakorzeniona jest bowiem w nieznanej glebie. To stanowi wielkie wyzwanie: być tak wolnymi, żebyśmy mogli być posłuszni, być tak samodzielnymi, żebyśmy mogli być zależni, tak panować, żebyśmy mogli się poddać. Dotykamy tutaj wielkiego paradoksu życia: żyć po to, żeby móc umrzeć. O to właśnie chodzi w oderwaniu się. Nie jest ono przeciwieństwem autonomii, ale jej owocem. Trzeba być dobrym kierowcą, żeby wiedzieć, kiedy użyć hamulców!

Jak dobrze wiesz, nie są to jedynie dywagacje teoretyczne, nieznajdujące potwierdzenia w praktyce. Obaj wszak widzieliśmy, jak wielu z naszych przyjaciół nie potrafiło zaakceptować nieprzewidzianych zmian w swoim życiu i nie było w stanie uporać się z niewiadomą przyszłością. Gdy sprawy potoczyły się inaczej, niż się spodziewali, albo przybrały zły obrót, nie umieli przystosować się do nowej sytuacji. Czasem stawali się zawzięci lub zgorzkniali. Często wracali do starych sposobów życia, które nie były adekwatne do zaistniałej sytuacji, i nadal powtarzali to, co kiedyś miało sens, ale nie odpowiadało już realnym okolicznościom chwili. Śmierć często wpływa na ludzi w taki sposób, co aż za dobrze wiemy. Śmierć męża, żony, dziecka, przyjaciela może sprawić, że ludzie przestają zwracać się ku nieznanej przyszłości i wycofują się do znajomej przeszłości. Nieustannie trzymają się paru cennych wspomnień i zwyczajów i postrzegają swoje życie jako stojące w miejscu. Zaczynają żyć tak, jakby myśleli: „Dla mnie wszystko się skończyło. Nie mam się już czego spodziewać od życia”. W ich przypadku dokonuje się przeciwieństwo oderwania się, następuje ponowne przywiązanie się, które odbiera ich życiu świeżość, a egzystencji całą jej witalność. Wiodą życie, w którym nie ma już nadziei.

Jeżeli śmierć matki miałaby zaprowadzić nas na tę drogę, nie miałaby dla nas istotnego znaczenia. Byłaby lub stałaby się dla nas śmiercią, która zamyka przyszłość i sprawia, że resztę życia spędzamy w murach naszej przeszłości. Zatem doświadczenie naszej bezsilności nie dałoby nam możliwości oderwania się od przeszłości, lecz uwięziłoby nas we wspomnieniach i unieruchomiłoby nas. Tak więc stracilibyśmy również tę autonomię, która zawsze była Ci tak droga.

Myślę, że mamy znacznie bardziej ludzki i sensowny wybór: możliwość ponownej oceny przeszłości jako ciągłego wezwania do poddawania się nieznanej przyszłości. Jest to możliwość zrozumienia naszego doświadczenia bezsilności jako doświadczenia bycia prowadzonym, nawet wtedy gdy nie wiemy dokładnie dokąd. Przypomnij sobie, co Jezus rzekł do Piotra, kiedy ukazał się mu po swoim zmartwychwstaniu: „Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz” (J 21, 18). Jezus powiedział to zaraz po trzykrotnym poleceniu Piotrowi opieki nad swymi owcami. Te słowa stanowią potwierdzenie, że coraz większe poddanie się nieznanemu jest oznaką dojrzałości duchowej i nie odbiera autonomii. Śmierć matki jest istotnie zaproszeniem do poddania się przyszłości w przekonaniu, że jeden z najważniejszych etapów naszego życia może być jeszcze przed nami, a życie i śmierć matki miały go umożliwić. Nie zapominaj, że uczniowie Jezusa mogli wypełnić swoje powołanie dopiero po Jego śmierci.

Stale uderza mnie to, że ci, którzy są najbardziej oderwani od życia, którzy nauczyli się, że nie ma w tym życiu nikogo ani niczego, czego trzeba się kurczowo trzymać, są naprawdę kreatywnymi ludźmi. Mogą stale opuszczać znajome, bezpieczne miejsca i iść naprzód, do nowych, niezbadanych obszarów życia. Nie chcę Ci przez to powiedzieć, że jesteś powołany do dokonania w swoim podeszłym wieku czegoś niezwykłego lub spektakularnego — chociaż nie wiadomo, do czego możesz być wezwany! Mam na myśli przede wszystkim proces duchowy, dzięki któremu możemy przeżywać nasze życie w sposób bardziej wolny niż przedtem, bardziej otwarty na Boże prowadzenie i bardziej skłonny do odpowiadania, gdy Bóg przemawia do naszego najskrytszego „ja”.

Śmierć matki zachęca nas do porzucenia iluzji nieśmiertelności, jakie jeszcze moglibyśmy mieć, i przeżywania w nowy sposób naszej całkowitej zależności od miłości Boga, zależności, która nie zabiera nam naszej wolnej woli i osobowości, ale je oczyszcza i uszlachetnia. Możesz tu dostrzec zarys odpowiedzi na pytanie, dlaczego matka umarła przed Tobą i dlaczego Ty dostałeś do przeżycia dalsze lata. Teraz możesz powiedzieć sobie, innym i Bogu rzeczy, które przedtem były przed Tobą zakryte.

opr. aw/aw



list_pocieszenia_03_080415.html
 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: śmierć matka ojciec relacje list bezsilność samotność syn pocieszenie strata trauma przeżycie traumatyczne niemozność
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W