Kościół otwarty naprawdę

Wolontariat w domach opieki, domach starców często zmienia atmosferę tych domów - jest promieniem nadziei

Wzruszyła mnie historia studenta, który postanowił pomóc przebrać się starszej pani w domu opieki społecznej, aby ona mogła uczestniczyć w spotkaniu z wolontariuszami. Ta pomoc okazała się potrzebna nie tylko przy zmianie ubrań, ale przede wszystkim pieluchy. Kiedy on schylał się nad zawstydzoną kobietą, ona ukradkiem pocałowała jego głowę.

Do tego samego domu trafiła inna starsza pani. Ma sporo dzieci, które mają pieniądze. Z niewiadomych powodów oddali jednak swoją mamę pod opiekę obcych. Efekt był jak zawsze ten sam: poczucie samotności, odrzucenia... Przez wiele miesięcy nie odzywała się do nikogo. Była emocjonalnie zablokowana. Dopiero po dłuższym czasie otworzyła się na spotkaniu z wolontariuszami. Zaczęła mówić, opowiadać swoją historię. Wolontariusze po prostu przychodzili i słuchali. Tak długo przychodzili, aż ona zaczęła mówić.

Inna pani z kolei nie może mówić. Fizycznie jest to niemożliwe. Jest bardzo chora. Potrafi jedynie wyciągać rękę. Szuka bliskości, kontaktu, komunikacji.

Takich opowiadań mógłbym przytoczyć więcej. Wszystkie usłyszałem od wspomnianych wolontariuszy, choć oni sami nie lubią tak o sobie mówić. Podkreślają raczej przyjaźń i spotkanie niż to, kim są. Tylko dlatego, żeby nie móc dopisać sobie punktów do działalności społecznej, ale raczej mieć poczucie, że „zmienia się świat”.

A faktycznie się zmienia. — Te spotkania zmieniają atmosferę domu, do którego chodzimy — mówią „wolontariusze”. — One zmieniają relacje między samymi mieszkańcami. Nawet do tego stopnia, że rodzą się w nich, mieszkańcach DPS-u, pragnienia, które wcześniej wydawały się dla nich czystą abstrakcją. Rodzi się wiara w przyszłość. A najlepszym tego przykładem jest propozycja jednego z panów, żeby stworzyć „projekt” spotkań staruszków z dziećmi.

Tak, spotkania i przyjaźń młodych ludzi, którzy bez żadnego instytucjonalnego celu przychodzą na spotkania ze staruszkami, budzą się w tych ostatnich marzenia. Bo nagle się okazało, że mają po co żyć. Nie wszyscy o nich zapomnieli.

Niezwykłe są historie przemienionych staruszków, ale równie poruszające są historie samych „wolontariuszy”, którzy pod wpływem regularnych spotkań ze seniorami zaczynają inaczej patrzeć na życie. Nagle dostrzegają to, co wcześniej trudno im było zobaczyć z taką jaskrawością: człowieczeństwo. Jego godność. Jeden ze studentów, który bardzo często ze staruszkami się spotyka, pokazał mi cytat z ks. Józefa Tischnera. — Teraz rozumiem, to jest prawda — powiedział. A cytat brzmi tak: „Nasze człowieczeństwo objawia się i hartuje w odkrywaniu Boga w osobie, która przeżywa dramat choroby i śmierci”.

Jestem oczywiście daleki od oceniania decyzji rodzin zostawiających swoich rodziców w domach opieki społecznej. Wiem, że bardzo często są one bardzo trudne i moralnie wcale nie tak klarowne, jak by się na pierwszy rzut oka wydawało. Czasami są to decyzje bolesne, ale konieczne. Nie zmienia to jednak efektu, jaki da się zauważyć w oczach ludzi oddanych do DPS-u, przynajmniej na początku, efektu łez, głębokiego bólu odrzucenia. Nawet więc jeśli z jakiegoś powodu była to decyzja rodziny moralnie słuszna, Kościół, a konkretnie ludzie Kościoła, my chrześcijanie, katolicy jesteśmy powołani do ocierania łez tych ludzi. I to nie tylko ze względu na nich, na ich cierpienie, ale także ze względu na szansę, jaką ich łzy stwarzają dla rozwoju naszego człowieczeństwa.

Patrząc szerzej, coraz lepiej rozumiem też, co znaczy, że nie rodzina ma się stać „Domowym Kościołem”, ale że to Kościół ma stać się rodziną, braterstwem tych, którzy nigdy nie zawężają miłości do murów własnego domu. Tak rozumiem koncepcję Kościoła, jakiej uczy nas papież Franciszek, a która jest zgodna z pierwotną intuicją naszej tradycji, kiedy to pierwsi chrześcijanie nie tyle tworzyli domowe Kościoły w rodzinach, ile otwierali własne domy, aby inni mogli się z nimi zbierać się na Eucharystię. Czy takiego otwartego Kościoła nie potrzebują żyjący wśród nas staruszkowie, uwięzieni na wysokich piętrach?

 

ks. Mirosław Tykfer, redaktor naczelny „Przewodnika Katolickiego”

 

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama